Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

środa, 26 stycznia 2011

Prolog: Wędrowiec i starzec


 Tego dnia zachodu słońca nie dało się podziwiać, niebo pokrywały burzowe chmury, a mgła gęstniała coraz bardziej. Szum wiatru i szelest liści nadawał lasowi pewnej mistycznej mocy, sprawiał, ze stawał się zagadką nawet dla samego siebie. Wkrótce rozległ się huk i gęsty deszcz zalał wszelką leśną roślinność. Jednak las nie został pozostawiony sam sobie, był w nim ktoś, kto nie powinien był się zapuszczać w dziką głusz. Zbłąkany wędrowiec o młodej twarzy biegł przez zarośla szukając schronienia przed deszczem. Szary płaszcz, który miał na sobie stał się niczym przesiąknięta gąbka, a krople deszczu spływały po pochwie miecza zawieszonej na jego plecach. Wędrowiec pędził przed siebie, raz skręcając w prawo raz w lewo, gdyż nie mógł znaleźć odpowiedniego miejsca, a las śledził jego ruchy. Było tam jednak coś jeszcze, coś złowrogiego, co bacznie obserwowało błąkającego się człowieka. Niebo, co chwilę rozjaśniały pioruny, a odgłos gromów zagłuszał wszelkie inne dźwięki. Nagle wędrowiec zobaczył dziwny blask w oddali, nie przypominał on błyskawicy czy lampy podróżnej, pojawiło się też to dziwne uczucie, uczucie bycia obserwowanym. W pewnej chwili wędrowiec poczuł, że cos zmierza w jego kierunku z nadludzką szybkością. „Co to jest do diabła?” Pomyślał i chwycił za rękojeść miecza. Ledwo udało mu się dobyć oręża, a coś uderzyło w jego klingę wyzwalając metaliczny dźwięk. Napastnik momentalnie zniknął w zaroślach. Po chwili uczucie zagrożenia powróciło i ten błysk, błysk tak podobny do światła księżyca, jednak pogoda zaprzeczała jakoby takie zjawisko mogło wystąpić. Kolejny raz podróżnik został zaatakowany i po raz kolejny bezpośrednio w klingę, tym razem jednak uderzenie było na tyle silne, że powaliło wędrowca na ziemię. Rozejrzał się, dookoła, ale nie ujrzał nikogo, jednak poczucie zagrożenia nie ustawało teraz ani na chwilę. Wędrowiec pozbierał się i ruszył pędem w kierunku pobliskiej polany, kiedy już do niej dotarł usłyszał przeraźliwy a wręcz demoniczny głos.
- Pierwsze uderzenie próbne, drugie uderzenie przeciw duchowi walki!
- Kim jesteś! Pokaż się! – odpowiedział drżącym głosem podróżnik.
Jednak zapadła cisza, wrony przestały krakać, a szum wiatru wydawał się ucichnąć. Na otwartej przestrzeni wędrowiec był w stanie ujrzeć swojego napastnika. Istotę pokrytą kośćmi niczym skorupą. Stworzenie to miało wystające kości skrzydłowe na wysokości łopatek, gigantyczne kości skrzydłowe, jednak bez żadnej powłoki, która umożliwiłaby latanie. Z czoła wystawały dwa rogi zakrzywione do tyłu kończące się na wysokości uszu ludzkich.
W ręku dzierżył ogromny miecz o wydłużonej rękojeści. Ostrze oręża świeciło mdłym księżycowym blaskiem, niezależnie od pory dnia i pogody.
- Trzecie uderzenie przeciw ciału! – wykrzyczała istota i rzuciła się na podróżnika, ten jednak zdał sobie sprawę, że musi przejąć inicjatywę. Pomimo wielkiego strachu, jakim napełnił go widok tej istoty zdołał uchylić się od uderzenia i wyprowadził szybki kontratak uderzając w okolice żeber.
- Co do.. – rzucił podróżnik
- Zdziwiony? – powiedziała istota – Śmiertelniku… – dodała z pogardą.
W tym momencie klinga podróżnika pękła na pół, a ten porzucił swoją broń i zaczął uciekać ile sił w nogach. Jednak gdzie nie pobiegł tam stwór już na niego czekał z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, jeśli kościstą powłokę znajdującą się na jego głowie można nazwać twarzą…
- Jesteś kiepski, nawet jak na zwierzynę! – roześmiał się stwór
- Może to ty jesteś za dobry jak na myśliwego. – powiedział wędrowiec z wyrytym słowem „Strach” na twarzy.
Bestia nie czekała długo i znów rzuciła się do ataku teraz jednak wędrowiec nie próbował zgrywać bohatera. Odszukał szybko docelowe miejsce ucieczki i rzucił się w stronę gąszczu, którego tak chciał uniknąć. „Chatka, tutaj? Musi coś w niej być, skoro ta bestia do tej pory jej nie zniszczyła” pomyślał i rzucił się w stronę małej drewnianej chaty. Potwór nie chciał się już dłużej bawić. Uniósł swój oręż w górę i wypowiadał jakieś słowa w nieznanym ludziom języku, powietrze wokół bestii zgęstniało tak bardzo, że stało się widoczne, tak bardzo widoczne, że nawet kret wystawiony na promienie słoneczne mógłby je dojrzeć.
- Niech pochłonie cię grobowy wiatr! – zawyła istota i pewnym ruchem ostrza ku ziemi wystrzeliła falę powietrza, które ryło ziemię niczym tysiąc pługów z najprzedniejszej stali.
Wędrowiec na swoje szczęście był już poza zasięgiem niszczycielskiego ataku i w pośpiechu wpadł do chaty. Zauważył, że wpatruje się w niego staruszek, który mimo sędziwego wieku wyglądał całkiem żywotnie. Twarz starca pokryta była bliznami, a jego oczy wydawały się wiele w swoim życiu widzieć. Długie, białe włosy opadające na jego ramiona zdawały się potwierdzać jego młodzieńczy zapał i siłę.
- Starcze, musimy uciekać! Demo.. – nie zdążył skończyć słowa.
- Wiem.. tu nic nam nie grozi. – przerwał starzec. Wędrowiec zdawało się uwierzył w słowa starca i natychmiast się uspokoił.
Starzec wstał i zapalił świecę, która była jedynym źródłem światła w jego biednie zaopatrzonej chacie. Chatka była mała składała się z dwóch pomieszczeń mniejszego, które było prawdopodobnie paleniskiem oraz nieco większego, w którym się teraz znajdowali. Gliniane kubki i wazony wydawały się być bardzo stare, może nawet starsze od samego gospodarza, ale ani staruszek ani rozsypujące się umeblowanie nie przykuło uwagi wędrowca tak jak ćwiekowany kufer leżący za starcem. Nie pasował on do wystroju wnętrza, a kłódka wyglądała na solidną, tak solidną, że nawet bestia na zewnątrz nie mogłaby jej zniszczyć.
- Dużo wody w rzekach upłynęło i miliony liści z drzew spadły od czasu, gdy Brama Sądu została zamknięta, więc usiądź wędrowcze i posłuchaj mojej opowieści. – powiedział cicho staruszek.
- O czym chcesz mi opowiedzieć? – spytał podróżnik siadając naprzeciw starca.
- O czasach, gdy Requiem walczyło przeciwko hordzie przeklętych pomiotów – odpowiedział starzec.
- Requiem? – zapytał podróżnik
Jego oczy zapaliły się żywym ogniem, tak jakby całe swoje życie czekał na tę opowieść.
- Tak, Requiem… organizacja, która została powołana by zebrać najlepszych wojowników królestwa Nemezii, by ci z kolei wysłali demony przez Bramę Sądu z powrotem do ich przeklętego świata. – szepnął starzec.
- Requiem…– rzucił wędrowiec – Członkowie Requiem nie byli zwykłymi wojownikami jak większość, prawda?
Starzec spojrzał w oczy młodzieńca i uśmiechnął się zgadzając się z nim.
- Nie byli, urodzili się ze zdolnością kontrolowania many – odpowiedział starzec.
- Many?.. Ach, masz na myśli siłę woli! – wykrzyknął podróżnik.
- Nie, wy młodzi nazywacie to – siłą woli, ale mana nie jest siłą woli. Siła woli to cos, co pozwala Ci przekroczyć własne granice, walczyć ze strachem i bólem. Mana to innymi słowy siła magiczna pozwalająca na wykorzystywanie żywiołów jako broni. – sprostował starzec.
- Żywiołów? Masz na myśli ogień, wodę, ziemię i powietrze? – zapytał wędrowiec otwierając szeroko oczy ze zdumienia.
- Tak, ale zapomniałeś o najważniejszym i najpotężniejszym żywiole. – powiedział starzec.
- Piąty żywioł? – zapytał z zdziwieniem wędrowiec.
- Tak, jest nim mana sama w sobie. Znana jako czysta siła tworzenia i niszczenia – wyszeptał starzec – „Ale nie będę już przedłużał, a teraz słuchaj.
Starzec zaczął opowiadać historię z przeszłości.
- Ponad pięćdziesiąt lat temu, niemowlę wychowane przez obcych mu ludzi, znające swoje korzenie, miało zmienić wizerunek całego Requiem. Na imię mu było Drax, Drax Bloodpledge.

1 komentarz: