Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 10: Wiedza, przyjemność i przeszpiegi.


Od wypłynięcia Melfice’a z Azarath minął jeden dzień, pogoda nie zapowiadała się na najlepsza i ciemne chmury zaczęły kłębić się na zachodzie. Złośliwy wiatr wiejący na wschód z każdą chwilą przybliżał je w stronę Requiem. Taka prognoza pogody nie poprawiała wcale humoru Ascaronowi, który musiał przyznać się do rekrutacyjnej porażki oraz straty jednego z wierzchowców. Wyszedł ze swojej kwatery i kierował się w stronę kompleksu budynków, gdzie znajdywało się biuro arcymistrza.
- Przepraszam, Ascaronie! – zawołała z drugiego końca dziedzińca Delana – Jest tutaj jakaś biblioteka?
- Jasne, w zasadzie idę w tym samym kierunku – odpowiedział.
Przez chwilę maszerowali w ciszy, ale mina swojego przełożonego wprost wymuszała na Delanie chęć zapytania o przyczyny jego ponurego nastroju. Gdy doszli do kompleksu budynków w końcu się przełamała. Ascaron opowiedział o „dowcipie” Aeona jednak nie napomknął ani słowem o szczegółach misji, co z początku nie wzbudziło większego zainteresowania dziewczyny. Jednak gdy tylko się rozeszli coś zaczęło ją zastanawiać, mianowicie dlaczego ukrywa przed nimi faktyczny cel tej wyprawy? W końcu są drużyną, więc dlaczego zlecenie dotyczące tak ważnej części drużyny jaką jest lider, pozostało tajemnicą? Myśl ta nie dawała jej spokoju, w zasadzie tak bardzo ją gnębiła, że zapomniała które drzwi miały prowadzić do biblioteki. W efekcie jej wycieczka wydłużyła się o kilkadziesiąt minut a lista osób którym przeszkodziła w pracy nieco się wydłużyła. Metodą prób i błędów w końcu znalazła drzwi do korytarza wiodącego na niższy poziom cytadeli, gdy tylko nim zeszła dostrzegła drzwi po prawej stronie z napisem Biblioteka. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem ukazując jej ogrom tego pomieszczenia. Dziesiątki regałów wysokich na dwa metry i długich na co najmniej sześć, kącik czytelnika w głębi i gigantyczne obrazy wielkich pisarzy na ścianach doskonale podkreślały ogrom tego miejsca. Tu i ówdzie stały potężne kamienne filary podpierające sklepienie biblioteki. Czując się nieco wyobcowana weszła głębiej by znaleźć coś co mogłoby zabić nieco czasu. Spacerując między regałami dostrzegła siedzącego przy jednym ze stolików Draxa, zaczytanego w jakąś księgę.
- Co ty tu robisz? – spytała nie kryjąc zdziwienia, bowiem czytanie nie należało do ulubionych zajęć Draxa.
- Głupie pytanie… - mruknął – Pomyślałem, ze może tutaj znajdę coś co naprowadzi mnie na… – urwał i rozejrzał się wokół  - wiesz na co.
Czarnowłosa jedynie skinęła głową.
- Szczerze nie myślałem, że mają tutaj tego tyle.
- Znalazłeś coś chociaż?
- Cóż, nie jest to czego szukałem, ale to jest dość ciekawe – powiedział podając książkę Delanie.
- „Bogowie i ich wojna”?
- Napisane przez Ysberiona Nemezisa Młodszego, drugiego króla cesarstwa Nemezii, założyciela Requiem i syna Atalrana Nemezisa Wielkiego.
Delana spojrzała na Draxa poważnym wzrokiem.
- Wiem kim był Ysberion, służyłam za jego życia w Requiem.
- Cholera, całkiem długo byłaś tym demonem, skoro pamiętasz jeszcze czasy Ysberiona.
- Czasem wydaje mi się, że za długo. – odrzekła i spojrzała w tekst zawarty w książce.

„Na początku istniał jeden Bóg zwany Memor, a jego początków nie znał nawet on sam. W jego osobie zderzały się trzy wielkie siły, tworzenia, niszczenia oraz protekcji. W nieskończoność targany tymi rządzami, tworzył światy oraz potężne istoty niemalże o boskiej mocy, by chroniły stworzonego świata, lecz wtedy budziła się w nim rządza niszczenia i sprowadzał na owy świat wielki kataklizm, bądź doprowadzał do wojny w której sam brał udział. Ostatecznie wszystko co stworzył obracał w ruinę. Przez eony, cykl ten zataczał koło a ból jaki odczuwał rósł z każda chwilą. Rozdarty pomiędzy stworzeniem i pragnieniem ochrony a rządzą niszczenia poczynił drastyczny krok i za pomocą swej boskiej mocy wyzbył się owych emocji. Tak narodziło się trzech bogów, Sfere; znana jako bogini tworzenia i życia, Thanatos; bóg umarłych nazywany także wędrującym bogiem, chroniący dusze ludzkie oraz Morterius; bóg mordu i z niszczenia. Memor poczuł po raz pierwszy w  swej nieskończonej egzystencji spokój i ukojenie, wyzbyty wszelkich emocji i uczuć zapomniał czym tak naprawdę jest i z biegiem czasu obrócił się w nicość. Dało to początek nowej erze bogów oraz nowej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Sfere, bogini stworzenia dla własnej uciechy uformowała świat i tchnęła w nań życie powstały wtedy góry i doliny, rzeki i oceany, zwierzęta i ludzie. Z czasem jednak dusze zmarłych zaczęły stawać się czymś na porządku dziennym, widywano je na ulicach, straganach, w domach, dosłownie wszędzie. W biały dzień przechadzały się dziedzińcem, w nocy przesiadywały w sypialniach domów i karczmach, dzieląc tę samą przestrzeń z żywymi. Wtedy to Thanatos pragnąc oddzielić żywych od umarłych stworzył świat, w którym ci drudzy mogli by przebywać i wieść na pozór identyczne życie jak te na ziemi. Reguła rządząca światami jednak musi zostać zachowana, świat umarłych do którego trafiały dusze był więc połączony czymś w rodzaju tunelu ze światem żywych. W efekcie czasem zdarzało się, iż jakaś dusza przenikała do świata żywych, nie było to jednak czymś co zdarzało się na co dzień.  W ten sposób minęły kolejne eony, a bogowie z radością patrzyli na swoje dzieła. Morterius był jednak tym który najszybciej się znudził pokojem i porządkiem jaki istnieje na świecie. Pod nie uwagę Sfere zszedł do jej świata i nauczył ludzi co to zazdrość, pragnienie władzy, chciwość czy nienawiść, stworzył wszelki podział i dał początek wojnom. Dusze ludzi zepsutych trafiające do zaświatów wywoływały bunty i tak konflikty rodziły się na dwóch płaszczyznach. Thanatos zmuszony był do czuwania przez wieczność nad spokojem w swojej krainie, Sfere nie rozumiejąca śmierci i delikatna  natury nie mogła nic zrobić, jej serce nie pozwalało na działania przeciwko chociażby największemu wrogowi. W taki sposób Morterius mógł ustawić wszystkich bogów pod siebie oraz ich stworzenia, uwięzieni we własnych światach musieli radzić sobie z konfliktami wywołanymi przez boga mordu. Z czasem jednak ten zauważył, że Thanatos niestrudzenie niszczy zepsute dusze i za wszelką cenę chroni godnych jego królestwa, właśnie wtedy oddalił się w cień i nastąpił chwilowy pokój. Była to tylko cisza przed burzą, bowiem czarny bóg stworzył własny świat znany jako piekło to właśnie tam trafiały dusze ludzi potępionych. Tam Morterius obdarowywał ich częścią swej przeklętej mocy i tak powstały demony, mające zapewnić mu wyższość nad resztą bogów i skłonić ich do uległości. Zebrawszy armię złożoną z setek tysięcy przeklętych wyruszył do boskiego tronu Sfere, aby zakończyć jej rządy jako bogini stworzenia. Gdy wszystko wydawało się przesądzone u jej boku stanął Thanatos i posłał w nicość większość przeklętej armii, sam Morterius nie był w stanie stawić czoła obu bogom jednocześnie, więc usunął się w cień po raz kolejny. Przez wieki rozmyślał nad różnymi sposobami prowadzenia wojny z pozostałymi bogami, w końcu odnalazł sposób by przemieścić swoje potępione oddziały do świata żywych, tym samym złamał kodeks bogów mówiący o tym, że konflikty pomiędzy nimi maja pozostać w świecie bogów. Tworząc bramę znaną dziś jako Brama Sądu, dał początek wielkiej wojnie, Thanatos wtedy zszedł na ziemię i nauczył ludzi magii, by ci mogli bronić się przed napaścią przeklętych. Stworzył także własną jednostkę wojenną, Gravenimage. Owa istota mogła przemieszczać się miedzy krainami umarłych a piekłem i toczyć nieskończoną wojnę ze sługami Morteriusa. Pierwszym godnym tytułu Gravenimage stał się Atalran Nemezis, a z czasem stał się reprezentantem Thanatosa w krainie umarłych, gdy ten wyruszał na ziemię w poszukiwaniu godnych dusz, które mogłyby zostać wcielone do jego boskiej armii. Konflikt ten trwał będzie aż któryś z bogów upadnie a jego twór obróci się w nicość.”

Delana odłożyła książkę na bok i wzięła do ręki kolejną, przypominającą raczej namiastkę pamiętnika, także podaną przez Draxa. Ta z kolei nosiła tytuł „Brama umarłych”, nigdzie nie było śladu autora a język w którym była napisana wydawał się niezrozumiały w znacznej części. Przynajmniej dla Draxa, który nie był w stanie odczytać bądź też zrozumieć wielu archaizmów.
- Potrafisz to przeczytać? – zapytał
- Tak, tak mi się wydaje, dziwi mnie jednak, że znajdują się tutaj księgi napisane jeszcze przed reformacją języka.
- Reformacją? – zdziwił się chłopak.
- Masz prawo o tym nie wiedzieć,  około pięciu lat przed objęciem władzy przez Ysberiona, Atalran zarządził reformę językową. Było to spowodowane faktem, że informacje przekazywane na polu bitwy stały się zbyt zrozumiałe dla przeklętych. Pozwoliło to zyskać przewagę i zepchnąć demoniczną armie na Azarath.
- Nie wystarczyło użyć szyfru?
- Szyfry dało się złamać, natomiast nauczenie się nowego języka metodą prób i błędów jest czasochłonne. Zmodyfikowano wszystko, gramatykę, słownictwo czy nawet wymowę. Do wszystkiego podchodzono z największą ostrożnością, nauka języka odbywała się w podziemnych tajnych salach. Podręczniki były niszczone po zakończeniu użytkowania, a ludzie którzy uczyli się nowego języka trzymali byli wewnątrz fortecy pod karą śmierci. Ciężko powiedzieć ilu ścięto za opuszczenie jej murów podczas pobierania nauki.
- Nadal nie rozumiem jakim cudem ten język stał się użytkowym.
- Przypominam, że wtedy nie istniała jeszcze brama w takiej formie w jakiej istnieje dzisiaj, masowe rekrutacje były czymś normalnym, toteż większość ludzi poddawana się nauce nowego języka i tak z czasem ów język się rozpowszechnił.
- Teraz gdy o tym pomyślę, to ma to nawet sens. W każdym razie możesz mnie oświecić i powiedzieć co jest napisane we fragmencie który zaznaczyłem? Doszukałem się tam kilku zwrotów które rozumiem, bądź wydają mi się zrozumiałe ale… - urwał pozwalając Delanie przeczytać fragment.

„Idziemy korytarzem nie szerszym niż na 2 metry, z góry dochodzą odgłosy walki, dlaczego ludzie płacą własnym życiem za życie jednej osoby? Skoro przeklęci przyszli tu po niego niech go oddadzą, a my ulotnimy się niepostrzeżenie. Widzę, że reszta zebranych ze mną także nie jest zadowolona tym pomysłem, takie przynajmniej stwarzają pozory. Korytarz ma zaprowadzić nas poza zamek tam czeka na nas ukryty oddział, który ma pomóc w szturmie. Każda chwila przybliża naszego władcę do końca jego panowania, a tym samym nadciąga koniec wojny…
Nie dbam o to kto będzie nami władał,  koniec końców i tak ucieknę, gdyby nie pieprzone masówki nigdy nie zostałbym żołnierzem…
Minęły dwie godziny odkąd tędy podążamy, na górze odgłosy bitwy zaczynają cichnąć, może już po wszystkim? Może nie będę musiał ginąć za innych, taka opcja najbardziej mi odpowiada.
Nie! Jednak to dopiero początek! Trzask ciężkich żelaznych drzwi rozległ się po całym podziemiu, słyszałem go wyraźnie. Padły rozkazu obrony do ostatniego człowieka, nie mogę już więcej pisać dowódca każe iść…
Na śmierć…”

Kilka linijek tekstu zapisane jest niewyraźnym pismem, bazgroły dawały do zrozumienia, że strach spowił umysł autora i z wielkim trudem mógł on utrzymać pióro. Odszyfrowanie tego fragmentu zajęło Delanie dłuższą chwilę, mimo wszelkich starań jakich dołożyła część słów ciągle pozostawała zagadką.

„… widzę, jak umierają… Nie! Nie chcę umierać, nie pójdę, niech oni giną za swojego władcę...
Wiedziałem, byli gotowi...
Krew… martwe ciała leżą…
Ktoś tam jest, demony ciągle walczą… Kim jest… szacie
Martwi…! Walka znów się zaczęła…
Stosy ciał…
I tak nikt kto to przeczyta nie uwierzy, powstali martwi na wezwanie człowieka w czerwonej szacie. Na jego wezwanie zerwali się do ataku… bogowie nie wiem co to było, ale umierali jeszcze po kilka razy. Umierali dopóki ostatni przeklęty nie upadł na ziemię. Później i on sam obrócił się w proch, cesarz jest bezpieczny… a ja…”
- Rozumiesz coś z tego? – zapytał
- Pierwsza część jest chyba jasna, druga natomiast… - Delana oparła głowę na dłoniach – Druga część to pierwszy zapis odnośnie użycia zaklęcia znanego nam dzisiaj jako Runa Nemezisa.
Czas spędzony na przeszukiwaniu ksiąg upłynął szybko, a dzień począł przechodzić w noc, biblioteka pustoszała wraz z nadchodzeniem oraz późniejszych godzin. Drax podszedł do bibliotekarki i zwrócił książki, dzisiejszego dnia wyczerpał swój roczny limit na czytanie czegokolwiek.
- Powiem ci coś Delana – mruknął wychodząc z biblioteki. – Dwa pietra niżej znajdują się łaźnie, nie wiem jak ty, ale ja chyba skorzystam.
Shadowstep zdziwiła się nieco, początkowo nie miała pojęcia kiedy Drax miałby czas rozejrzeć się dokładniej po fortecy, gdy nagle przyszło olśnienie.
- Widzę nauki Blackfaitha nie poszły w las – roześmiała się.
Bloodpledge zdążył nauczyć się drogi na pamięć i bez większego problemu poprowadził swoja przyjaciółkę, by po kilku minutowym spacerze stwierdzić z żalem, że łaźnie są dzielone na damskie i męskie. Z lekkim niesmakiem wszedł do męskiej części i zniknął w głębi szatni, Delana nie zwlekając dłużej uczyniła podobnie wchodząc do drzwi naprzeciwko. Pierwsza rzeczą jaka rzuciła jej się w oczy była ilość kobiet znajdujących się w Requiem. W życiu by nie przyszło jej na myśl, że tyle kobiet może znajdować się w obozie wojennym. Zrzuciła z siebie ubranie ukazując swoje ponętne młode ciało i weszła do pierwszego basenu w którym znajdowało się wolne miejsce. Życie tutaj wyglądało całkiem inaczej niż na powierzchni, plotki i śmiechy niosły się po całej komnacie, a w tej mieściło się dwadzieścia basenów, a każdy z nich pomieścić mógł do piętnastu kobiet. Obecność Delany nie umknęła nikomu, jednak zainteresowanie jej osobą okazała jedna z nich, Z dopiero co gojącą się raną na nodze.
- Jesteś ta nową z oddziału Ascarona prawda? – zapytała
- Tak, jestem Delana a ty jesteś…
- Maya, służyłam u Ascarona przed tobą, ale ostatnio sprawy się nieco skomplikowały – mówiąc to spojrzała na swoją ranną nogę.
Widząc, że temat który zaczęła Maya nie bardzo jej samej leżał, szybko znalazła jakiś lżejszy i ostatecznie skończyło się na babskich rozmowach o niczym. U Draxa sprawy wyglądały nieco inaczej, nikt nie wypytywał go o jego pracę czy życie, zamiast tego zafundowano mu piwo i kilkukrotnie wzniesiono toast za „nowego”. Gruntem było pokazanie, ze życie w Requiem nie jest takie złe jak wygląda. Kolejną ciekawostka było, ze w każdej kwaterze przeznaczonej wyłącznie dla mężczyzn, może oprócz wychodka, dostępne było piwo. Chociaż zdarzało się czasem, że jakiś fan chmielu od czasu do czasu wstawiał beczkę piwa nawet obok „tronu myśliciela”. Strażnicy pod pewnym względem jednak różnili się od zwyczajnych pijaczynów, doskonale znali swój umiar, każdy z nich wiedział ile może wypić, aby bez przeszkód utrzymać w ręku miecz i nie otumanić swoich zmysłów. Oczywiście i tu zdarzył się pewien wyjątek dobrze znany Draxowi… Właśnie w tej chwili ten wyjątek przemknął się przez szatnię wyszedł nie korzystając z dobrodziejstwa kąpieli. Czas spędzony w basenie wydawał się zaledwie chwilą, gdy w łaźni pojawił się starszy człowiek i obwieścił godzinę dwudziestą trzecią. Wszyscy zebrani wiedzieli, że oznacza to koniec dobroci i pora wracać do ciasnych klitek. Ubierając się, Drax zauważył, ze zginął gdzieś jego wisiorek, pamiątka po ojcu której strzegł do tej pory jak oka w głowie, po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Nie mógł sobie jednak pozwolić na zbytnie umartwianie się, tym bardziej nad rzeczą martwą, ubrał się więc do końca i wyszedł jak gdyby nic się nie stało. Z damskiej części nie dobiegały już żadne odgłosy, a wszystko wskazywało na to, że Delana wróciła już do siebie. Nie zwlekając dłużej chłopak pokierował się ku wyjściu. Przemierzając oświetlony płonącymi pochodniami korytarz ujrzał smukłą sylwetkę czekającą przy drzwiach prowadzących na parter.
- Długo czekasz? – zawołał
- Nie, dopiero co przyszłam. – odpowiedziała Delana – Pomyślałam, czy może masz ochotę na spacer murami?
Drax kiwnął głową nie wyrażając sprzeciwu i oboje wyszli na parter, później na dziedziniec, którym z kolei dotarli na wschodni mur. Chwilę milczenia przerwała Delana.
- Wiesz, ostatnio dziwnie się czułam, po śmierci Selene… - urwała
- Co rozumiesz przez dziwnie?
- Poczułam, ze jej śmierć pozwoliła mi być bliżej ciebie, tak jakby jakaś mała część mnie, cieszyła się z jej śmierci. – wyjąkała i wtuliła się w ramię Draxa.
- Jestem pewien, że chciałaby, abyś to ty się nami zajęła  - uspokoił ją Drax – Cieszę się, że jesteś przy mnie w takich chwilach.
Podczas tego orzeźwiającego spaceru nie dostrzegli oni Aeona przemykającego do południowego kompleksu, wydawał się być tego wieczoru dość zadowolonym, czy może nawet podekscytowanym. Tuż pod drzwiami prowadzącymi do wewnątrz kompleksu natrafił na Ascarona, który właśnie wychodził. Obaj wymienili się pogardliwymi spojrzeniami z tą różnicą, że Aeonowe spojrzenie poprzedzone było szyderczym uśmieszkiem. Takie uśmieszki działały Ascaronowi na nerwy jak nic innego na świecie, szczególnie te w wykonaniu śmiecia za jakiego uważał Aeona. Ascaron nie mógł się opanować, rzucił przez ramię kolejne spojrzenie i szyderczo się odezwał w stronę bruneta.
- Ząbków masz za dużo?
- Nie, ale ty masz za mało informacji. – odpowiedział równie szyderczo.
Steelstrike nie wytrzymał chwycił Aeona za kołnierz i przyparł do ściany, drugą rękę uniósł w górę jakby już miał wymierzyć mu cios. Ciekawość jednak odwiodła go od tego czynu.
- Jakich informacji, co wiesz? – zapytał groźnie.
- Ja wiem, że ty nie wiesz, że ja wiem, że ty wiesz o czym arcymistrz chce się dowiedzieć.
Takie zagranie wyzwoliło w Ascaronie najdziksze emocje, pięść sama pofrunęła w stronę twarzy Aeona, rozległ się głuchy trzask. Gdy tylko Aeon otworzył oczy zauważył, że pięść mistrza uderzyła w ścianę tuz obok jego głowy.
- Mów co wiesz a może zmienię o tobie zdanie, chociaż odrobinę.
- Delana ładnie czyta – powiedział ściszonym głosem.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Tutaj każdy prócz ciebie ładnie czyta.
- Wspomniałem, że czyta w języku staro-nemezeiskim? – zadrwił po raz kolejny.
Ascaron zrobił oczy jakby zobaczył ducha.
- Skąd to wiesz! – spytał energicznie
- Wiesz, czasem i ja chodzę do biblioteki, szczególnie w takie dni jaki był dzisiaj. A wątpię aby dziewczyna wyglądająca na dwadzieścia lat mogła płynnie posługiwać się językiem, którego zaprzestano używać około wieku temu.
- Chcesz powiedzieć, że Shadowstep, to faktycznie historyczna zdrajczyni? A ja mam uwierzyć ci na słowo?
- Pytanie brzmi czy możesz nie wierzyć, jeżeli mało ci dowodów przyjrzyj się jej broni.
- Co takiego ma jej tożsamość wspólnego z bronią?
- Abyssa nie każdy może dzierżyć. – zadrwił po raz kolejny, ale drwiny Aeona już nie miały wpływu na zachowanie Ascarona.
- A Drax? Jest jakiś dowód, że jest on spadkobiercą Eliasa?
W tym momencie Aeon wyciągnął z kieszeni wisiorek oraz liścik, który ofiarował swego czasu Draxowi Borg razem z Moonglow. Liścik dobrze znany Draxowi, bowiem było to ostatnie pożegnanie ojca z synem.
- Nie wątpię, że ów wisiorek zostanie rozpoznany przez arcymistrza, a co do liściku, pojawia się na nim imię Draxa, co więcej Elias pisał pamiętnik, możliwe że da się go gdzieś znaleźć, więc można by porównać pismo z liściku oraz z pamiętnika.
Pisanie pamiętników nie było w Requiem niczym dziwnym, w zasadzie znaczna część żołnierzy je pisała. Po śmierci takiego żołnierza, pamiętnik sprawdzano, czy nie zawiera jakichś tajnych informacji, bądź nie przyniesie szkody Requiem. Jeżeli arcymistrz uznał, że wszystko jest w porządku pamiętnik trafiał do biblioteki i był dostępny dla wszystkich w Requiem.
Ascaron nie mógł wyjść ze zdumienia, nie dość że Aeon jakimś cudem podsłuchał jego rozmowę z arcymistrzem, to jeszcze w ten sam dzień zdobył dowody co do potwierdzenia tożsamości dwóch nowych nabytków. Nie zamierzał jednak spuścić gardy i od razu zaatakował wydawałoby się nie wygodnym pytaniem.
- Aeon, powiedz mi co ty kombinujesz?
- A ty powiedz mi gdzie masz swojego prawdziwego przełożonego.
Nie takiej odpowiedzi spodziewał się Ascaron, to on miał być tym, który przypiera do muru a tym czasem stał się przypartym.
- Jeżeli nie chcesz mówić, w porządku – kontynuował Sandspell – Powiem ci tylko tyle, Ja gram w swoja grę, Archon w swoją, a ty w swoją. Wskazówki które ci dałem pozwolą na wykonanie ruchu wszystkim trzem graczom. Ty musisz się przymilić Archonowi, aby zrealizować własny cel, Archon dzięki temu wykona ruch, który poszerzy moje pole działania. To wszystko ostatecznie doprowadzi do włączenia się do gry kilku innych graczy, a wtedy zacznie się zabawa.
Ascaron po raz kolejny został przyciśnięty do muru, zdał sobie sprawę, że musi zatańczyć do muzyki granej przez Aeona, znał też skutki jakie wynikną z dostarczenia owych informacji arcymistrzowi. W końcu wiedział, że dokonanie Aeona nie przejdzie niezauważone przed oczami Archona. Kłamanie w jakikolwiek sposób w obecności arcymistrza nie przejdzie, już nie jeden spotkał się z chłostą za taką próbę. Co więcej nie może sobie pozwolić na utratę zaufania ze strony arcymistrza, przeplatanka taka mogła przyprawić o ból głowy, ale Ascaron w tej chwili był gotów stać się pionkiem Aeona aby zrealizować własny cel. Nie zwlekał dłużej i wszedł do biura arcymistrza z nowymi dowodami.
- Panie, nie myliłeś się. Mam dowody potwierdzające tożsamość osób o które pytałeś. Drax jest synem Eliasa, a Delana Shadowstep to ta sama osoba która służyła Ysberionowi.
Archon podniósł głowę a na jego twarzy namalował się szatański uśmiesze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz