Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 5: Pakty i układy


Do zalanego mrokiem pokoju weszła zgarbiona sylwetka trzymająca w ręku świece. Słaby płomień nawiązał walkę z mrokiem i niepewnie prowadził starca w róg pokoju. Owa postać postawiła świecę na biurku i sięgnęła do szuflady.
-A więc się nie myliłem – mruknął pod nosem i wyciągnął księgę – kto by pomyślał, że taką pieczęć można zerwać tak łatwo.
Starzec zaczął wertować stronice księgi oprawionej w czarną skórę pokasłując, co chwilę.
Jednak w pewnym momencie oderwał wzrok od liter i uniósł wzrok.
- Długo będziesz się jeszcze ukrywać? – spytał stanowczym głosem.
- Odkąd wiesz, że tutaj jestem? – spytał kobiecy głos.
- Od samego początku, czego tutaj szukasz… diablico?
Intruz zbliżył się do biurka.
- Illiath Blackfaith, jak mniemam?
Demonolog jedynie skinął głową.
- Jestem tutaj z rozkazu Urgasha.
- Urgasha? Nie sądziłem, że brama otwarła się tak bardzo, ale wróćmy do tematu. Czego tutaj szukasz?
- Miałam pozbyć się trójki, którą tutaj uczysz.
- Miałam? To znaczy, że twoje plany się zmieniły. – odpowiedział pewny siebie.
- Zrobiłabym to już wczoraj, ale kiedy ich zobaczyłam stało się coś, co nie powinno mieć miejsca…
Na twarzy Illiatha pokazał się grymas zaciekawienia.
- Opowiedz mi o tym, ale jedno kłamstwo i odeślę cię Urgashowi na raty.
- Wróciły mi wspomnienia, miałam już to wszystko zakończyć, gdy zobaczyłam w nich samą siebie. Siebie zanim stałam się tym, czym jestem…
- Wspomnienia? Z czasów człowieczeństwa?! – wykrzyknął – w takim razie ty musisz być..
- Nie mylisz się, Delana Shadowstep.
- Straż boczna księcia demonów, zdrajczyni Requiem. – Blackfaith natychmiastowo zamknął księgę.
- Podchodząc tak blisko podpisałaś na siebie wyrok, a jednak wciąż jesteś spokojna. O co tutaj chodzi!
- Nie wykonałam swojego zadania, po powrocie czeka mnie śmierć, jeśli podniosła bym na ciebie rękę tylko przyspieszyłbyś moja egzekucję.
- Więc? – spytał zdenerwowany.
- Zabrzmi to dziwnie, ale w naszym świecie jesteś legendą. „Blackfaith odsyłacz”, „Illiath, zmora potępionych”. Tak najczęściej nazywają cię moi pobratymcy. Jednak jestem pewna, że ty, który spędził całe życie na poznawaniu sekretów mojej rasy jesteś w stanie oddzielić człowieka, jakim kiedyś byłam od tej demonicznej skorupy.
- Nie rozumiem… nie potrafię sam sobie tego wytłumaczyć, ale czuję, że tłumisz w sobie strach… ludzkie uczucie, nieznane demonom. Powiedz mi jeszcze tylko jedną rzecz, skoro staniesz się człowiekiem też możesz zginąć, więc dlaczego chcesz wrócić do człowieczeństwa?
- Urodziłam się człowiekiem i człowiekiem chcę umrzeć.
- Przekonałaś mnie… jednak musimy zawrzeć układ.
- Teraz to ty brzmisz jak demon – roześmiała się cicho Delana.
- Słuchaj uważnie, od wielu lat trawi mnie choroba, moje dni zbliżają się ku końcowi. Chcę, żebyś ty kontynuowała nauczanie tej trójki.
- Rozumiem, to i tak mała cena za to, co mogę zyskać.
- Czyli układ stoi, zaraz rozpocznę przygotowywania.
- Jakie przygotowywania, jaki układ!? – wrzasnął głos z korytarza.
Demonolog razem z diablica odwrócili się w stronę drzwi.
- Selene… wszystko ci wyjaśnię… – zaczął Illiath
- Co chcesz mi wyjaśnić? Miałam rację od samego początku, jesteś jak każdy demonolog!
Blackfaith podszedł do dziewczyny i mocno chwycił ją za ramiona. Doszło do niewielkiej szarpaniny, ale starzec przyparł ją do ściany. Obok stała Delana śmiejąca się pod nosem.
- Illiath to wygląda jak byś chciał ją zgwałcić!
- Niech sobie wygląda jak chce, ale musi zrozumieć powagę sytuacji. A co do ciebie młoda damo musisz mnie wysłuchać czy ci się to podoba czy nie, rozumiesz?
Nieco zniesmaczona całą sytuacją dziewczyna jedynie skinęła głową. Blackfaith puścił ją złapał oddech.
- Moje przeznaczenie mnie ściga nieubłaganie, dobrze się stało, że zjawił się ktoś taki jak Delana.
Starzec przeraźliwie zakaszlał, poczym oparł się o ścianę. Z uniesioną głową do góry walczył o każdy oddech. Wydawało się, że ma już zejść z tego świata, ale jeszcze udało mu się pozbierać.
- Teraz rozumiesz? Mogę nie dożyć kolejnego dnia, bez mojej wiedzy i umiejętności nie poradzicie sobie w tym świecie, a zostało mi zbyt mało czasu aby was nauczy czegokolwiek więcej.
- To, dlatego zawarłeś układ z demonem? Sprzedasz mu duszę, żeby uczył nas… diabeł? – powiedziała pogardliwie. – Chcesz żeby…
- Starczy tego! – przerwała Delana – Starczy twojego zrzędzenia możesz mnie nie nawiedzić, mogę nie podnieść oręża w twojej obronie, ale w takim razie wyszkolę tamtą dwójkę!
- Myślisz, że się zgodzą?! – wykrzyknęła oburzona
- Jeśli to prawda co powiedział staruszek Blackfaith, to nie mamy innego wyjścia. – powiedział ktoś z korytarza.
Selene spojrzała w prawo z niemałym zakłopotaniem.
- Drax… ty nie mówisz poważnie, prawda?
- Chciałbym, ale faktycznie bez Illiatha jesteśmy niczym, nie wiemy prawie nic, a w prawe to mamy, co najwyżej do ścinania drzew.
- Wy się tu wykłóćcie jeszcze, ja poczynię przygotowania. – szepnął demonolog i zniknął w ciemnościach.
- Jak byśmy nie mogli zacząć od razu. – sapnął
- Zanim zaczniemy stanę się na powrót człowiekiem – powiedziała cicho Delana.
- Czy to znaczy, że nie narodziłaś się demonem – spytał podejrzliwie.
- To długa i burzliwa historia, wracajcie już do siebie.
- Zaczekaj – zawołał Drax – Jeżeli nie chcesz mówić o tym, co się stało to powiedz mi, dlaczego chcesz stać się na powrót człowiekiem.
- Narodziłam się człowiekiem i człowiekiem chcę umrzeć czy to wystarczający powód, żebyś poszedł już spać?
Drax odwrócił się i zaczął iść w stronę swojej kwatery
- Ta… dosyć głupi o prawda, ale zawsze jakiś powód z tego jest. Chodź Selene mam wrażenie, że jutro będzie się działo.
Dziewczyna jeszcze raz przeszyła wzrokiem Delanę i ruszyła za przyjacielem.
- Od jutra, zegar zacznie odliczać czas do przybycia Księcia i jego świty… - pomyślała – Spijcie dobrze, gdyż później nie będzie czasu na sen.
Shadowstep z niemałym zakłopotaniem ruszyła za Demonologiem.
Schody prowadziły coraz niżej. Powietrze stawało się coraz cięższe i przesiąknięte różnymi nieprzyjemnymi zapachami. Nadgnite ściany dawały do zrozumienia, że od dawna nikt tu nie mieszkał. Nagle z głębi rozległ się klekot zamka, nieużywanego, od co najmniej kilku lat.
- Już jesteś nie daleko panno Shadowstep – zawołał z oddali Illiath.
Delana przyspieszyła kroku. Po chwili jej czerwonym oczom ukazał się otwarty żelazny właz. Pomieszczenie rozświetlała całkiem spora ilość pochodni i świec. Gdy tylko przekroczyła próg poczuła jakby coś szturchnęło ją w rękę, ale w pomieszczeniu prócz niej był jedynie demonolog.
- Poczułaś to, prawda? – zapytał.
- Cały ten pokój jest przesiąknięty duchową energią, co tu się stało?
- Masz rację nie jesteśmy tu sami. Dawno temu doszło tu do egzekucji, a duchy straconych, nadal istnieją w zawieszeniu między życiem a śmiercią.
Blackfaith pochylił się i chwycił za niewielki dywanik leżący na środku podłogi. Jednym pewnym ruchem odrzucił go na bok.
- Czym ty jesteś? – spytała drżącym głosem.
- Co? Wydaje mi się, że każdy umie rzucić dywanikiem.
- Nie udawaj idioty, runa, która jest na ziemi…
- Tak to pieczęć Nemezisa, klucznika dusz.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że potrafisz z niej korzystać.
Starzec uśmiechnął się pod nosem.
- Niema innego sposobu na zatrzymanie tylu dusz w zawieszeniu pomiędzy światami.
- Chcesz powiedzieć, że to ty dokonałeś egzekucji?
- Nikt inny, będąc hersztem bandytów, którzy tu mieszkali nie miałem z tym większego problemu, tym bardziej, że chłopaki byli bardzo otwarci na nowinki ze świata magii.
- Na co ci były ich dusze? – spytała zaciekawiona.
- Na czarną godzinę, taką jak teraz.
Diablica posłała Illiathowi zimne spojrzenie.
- Przewidziałeś to wszystko – rzuciła
- Nie do końca, ale przezorny zawsze ubezpieczony – odpowiedział dusząc w sobie kaszel. – W każdym razie te dusze będą potrzebne do rytuału.
- Dlaczego aż tyle?!
- Dusza duszy nie równa moja droga. Ożywienie zwłok to nie problem, struktura ciała nie jest tak skomplikowana, ale przywrócenie duszy, wspomnień… człowieczeństwa to sztuka klasy boskiej.
- Co się stanie po rytuale?
- Ty odzyskasz to, co utraciłaś.
- A ty?
- Trzydzieści dusz zostanie poświeconych, aby przywrócić twoją jedną, swoją duszę oddam Nemezisowi jako zapłatę i przyjmę twoje diabelskie brzemię.
- Staniesz się tym czym ja teraz…
- Nie na długo, jestem stary i schorowany. Wątpię, czy to przeżyję. W każdym razie damy porządnego kopa przeklętym.
- Co masz na myśli?
- W przypadku gdybym przeżył stałbym się podwładnym Urgasha, jednak kiedy umrę Urgash straci i strażnika i demona.
- To tak jakby wbić dwa sztylety w jedne plecy, naprawdę moja rasa to przy tobie potulne owieczki – roześmiała się.
- Dobrze, że się śmiejesz teraz.
Delana natychmiast ucichła i spojrzała na starca.
- Przywrócenie duszy może być tak przyjemne jak wydzieranie serca żywemu przez gardło.
- Nieważne, rób, co do ciebie należy.
Illiath podszedł do półki wiszącej na prawej ścianie. Stała na niej czarna świeca, lekko stopiona, ale nieużywana od dawna. Wyciągnął on swoją trzęsącą się rękę w stronę świecy.
- Płoń… - szepnął i knot świecy zabłysnął niewielkim płomieniem.
Diablica przyglądała się uważnie przygotowaniom do rytuału. Po jej minie można było stwierdzić, że nadal zastanawia się jak ktoś tak kruchy jak człowiek mógł opanować sztukę Nemezisa. Demonolog podszedł do runy narysowanej na podłodze trzymając świecę w ręku. Przechylił ją tak, że stopiony wosk skapywał na kontury znaku. Znak wyglądał jak trójkąt równoboczny, którego wierzchołki określają centrum okręgów. Z kolei okręgi te przecinają trójkąt i siebie nawzajem. Delana ciągle wpatrywała się w kroczącego po linii staruszka.
- Próbuję cię rozgryźć, ale nie mogę – powiedziała cicho.
- Zastanawia cię symbol i to jak nauczyłem się go wykorzystywać, czyż nie?
- Skąd wiesz?!
- Widzę kątem oka jak mi się przyglądasz.
- Nie sądziłam, że…
- Powiem ci – przerwał – szczególnie, że ty także używasz run.
Zdziwienie zagościło na twarzy Shadowstep.
- Skąd wiesz, jakiej magii używam?!
- Wiem o was więcej, niż moglibyście przypuszczać – odpowiedział pokasłując.
Nie przerywając rytuału zaczął tłumaczyć.
- Grunt to poznać znaczenie runy. Możesz ją wykorzystać na oślep, to nie trudne rzucić zaklęcie opierające się na sile runy. Problemem jest takie zaklęcie kontrolować. Aby ułatwić sobie zadanie należy znaleźć punkt, z którego najłatwiej kontrolować przepływ many. Poznając znaczenie runy, łatwiej jest się doszukać takiego punktu.
- Zatem, co ta runa znaczy? – zapytała nie odrywając wzroku od starca.
- Trójkąt określa więź pomiędzy centrum trzech światów. Ziemią, stolicą żywych, Piekłem, imperium przeklętych a Rajem, królestwem świętych. Światy te jak wskazuje runa przenikają się nawzajem. Kontrolować runę można teoretycznie z każdego miejsca gdyż to gdzie trafia dusza umarłego pośrednio zależne od każdego ze światów. Na ziemi dokonujemy wyboru, do raju wpuszczane są osoby określone przez bogów a cześć jest odsyłana w otchłań piekła. Z kolei demony kuszą śmiertelników by zwabić ich do swojego świata, co w pewien sposób określa, kto trafi do raju. Jednak gdzie są dusze zawieszone miedzy tymi trzema światami? Nie żywe, ale niesłużące po żadnej ze stron?
- Nemezis… - opowiedziała
- Każda dusza, chociaż raz odwiedza klucznika, Jednak niektóre pozostają uwięzione w tym bycie-niebycie i jedynie, co można o nich powiedzieć to tyle, że są. Teraz mam nadzieje jesteś w stanie wskazać najlepsze miejsce kontroli pieczęci Nemezisa.
Illiath zakończył przygotowania i usunął się z runy. Delana badawczym wzrokiem mierzyła każdą część pieczęci. Nagle coś ja natchnęło.
- Mam! – krzyknęła – To jest to miejsce – dodała wskazując palcem na wnętrze trójkąta gdzie wszystkie trzy koła przecinały się wzajemnie.
Demonolog uśmiechnął się pod nosem.
- Zatem nic nam nie stoi na przeszkodzie by zaczynać. Muszę cię jednak ostrzec.
- O co chodzi?
- Trzydzieści dusz zostanie poświęconych, abyś wróciła do ludzkiej postaci i odzyskała, co stracone. Jeśli się zawahasz i odrzucisz, chociaż jedną duszę możesz sama zostać uwieziona w tym między-świecie.
- Rozumiem, zaczynajmy.
Illiath stanął po środku runy w miejscu wskazanym przez diablicę i zaczął mamrotać pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa. Powietrze zrobiło się gęste i coraz ciężej było oddychać. Dało się odczuć bardzo dokładnie obecność wielu ludzi w jednym pomieszczeniu. W pewnym sensie zrobiło się tłoczno. Starzec uniósł ręce do góry i wykrzyknął „Iruah ishilor”.
- To nie jest demoniczny… - pomyślała Shadowstep.
W jednym momencie ściany pokoju zniknęły. Stali we dwoje w bezgranicznej przestrzeni, gdzieś poza czasem i światami, które znali. Nagle do dwójki dołączyła osoba trzymająca w prawej ręce miecz, a w lewej długą drewnianą laskę. Prawą cześć ciała pokrywała zbroja płytowa, natomiast lewa odziana była w szaty. Długie siwe włosy opadały na zgarbione plecy. Razem z nim pojawiło się trzydzieści wrzeszczących dusz. Na twarzy każdej z nich malowało się niewyobrażalne cierpienie.
- Wezwałeś mnie, więc jestem.
- Nic się nie postarzałeś, Nemezis – wybuchnął śmiechem
- Nemezis… czyli ty… - urwała
- Korzystając z magii runicznej wykorzystujesz swoją siłę jedynie do kontrolowania pieczęci, natomiast do uzyskania efektów wykorzystujesz jej własną moc.
- Wystarczy tych wykładów Blackfaith – powiedział niosącym echo głosem – Jesteś tu aby sfinalizować pakt., czyż nie?
- Dane mi będzie wykorzystać dusze, które dla mnie przetrzymałeś.
-Słucham więc.
- Ten demon, który jest ze mną, posiada jeszcze ludzkie emocje, mały pierwiastek jej człowieczeństwa wciąż żyje. Czy muszę tłumaczyć resztę?
- Co mam zrobić z demoniczną częścią jej duszy?
- Zabierz moją i oddaj mi jej przekleństwo.
- Pakt został dopełniony – powiedział donośnym głosem Nemezis.
W tym momencie rozległ się nieznośny wrzask a dusze zaczęły wirować wokół zebranej trójki. Klucznik uniósł miecz i przebił nim pierś demonologa. Z ust starca potoczyła się krew, a dusza opuściła jego ciało. Wtedy laską wskazał na diablice i kolejno każda z dusz zaczęła w nią wnikać. Z każdą wchłoniętą duszą jej demoniczna część opuszczała ciało i gromadziła się w ciele Illiatha. Ból był przeogromny, klęcząca dziewczyna nie mogła się ruszyć, krzyczała jakby ktoś obdzierał ją ze skóry, co chwila krztusząc się i plując krwią. Illiath pozbawiony osobowości nie odczuwał bólu, stał nieruchomy, a krew leniwie wyciekała mu z ust. Nagle rozległ się krzyk dziewczyny.
- Nie! Wystarczy! Nie zniosę tego dłużej!
Shadowstep upadła na ziemię, nie czuła już bólu. Z trudem otworzyła oczy i zobaczyła powrotem ściany pokoju. Starzec siedział pod ścianą i co chwila pokasływał krwią. Na jego piersi nie było jednak śladu po przebiciu.
- Zawiodłam, prawda? – spytała prawie niesłyszalnym głosem
- Tak, zawiodłaś… - odpowiedział z trudem.
- Ile dusz, odrzuciłam?
- Nie… nie wiem, jedną, dwie… Mo-może pięć..
- Przykro mi
- Ale wróciłaś i jesteś człowiekiem – wykrztusił – to co zostało ci z demona, wyjdzie w praniu. Ważniejsze abyś przez jedną dobę… się.. nie… rusza…ła…
Blackfaith nieprzytomny osunął się na ziemię.
- Żegnaj mistrzu - powiedziała cicho dziewczyna i zamknęła oczy.
Słońce już pieściło morską toń Azarnei i dało się słyszeć nawoływanie piskląt o pokarm. Cała natura wydawała się ukrywać koszmar rozegrany na dnie jaskini. Selene koro świt zerwała się na równe nogi. Włożyła na siebie ubranie i natychmiast wybiegła z pokoju.
- Cholera, dlaczego mnie nie obudzili – powtarzała w duszy.
Chwyciła pierwsza z brzegu pochodnię i ruszyła w głąb jaskini. Tymczasem Drax i Melfice byli już na miejscu. Widzieli czarnowłosą dziewczynę leżącą po środku pokoju. Przy ścianie leżał
nie dający żadnych oznak życia starzec. Całe pomieszczenie zachlapane było krwią, chłopcy nie bardzo rozumieli, co się stało. Dziewczyna otworzyła swoje jasno czerwone oczy.
- To wy… - westchnęła
- Nie mów mi, że ty to Delana – zdziwił się Drax
Dziewczyna skinęła głową
- Szlag, nawet mi się podobały te twoje różki – zażartował.
- Co teraz będzie? – spytał Melfice
- Odzyskując człowieczeństwo zaszło także wiele zmian w moim organizmie, ból powoli ustępuje, ale tuż przed śmiercią Illiath kazał mi wypoczywać przynajmniej jedną dobę. Nie będę się sprzeciwiać jego zaleceniom.
- Czyli szkolenie zaczniemy najwcześniej… - urwał Drax, gdyż w tym momencie Selene wpadła do pokoju.
- Czego mnie nie obudziliście! – wrzasnęła.
- Selene…
- Cicho siedź! Co do niej… Zabiję ją póki mam ku temu okazję!
- Opanuj się, co ty do cholery wygadujesz!
Kłótnia wydawała się nie mieć końca, raz Drax raz Delana przekrzykiwali siebie nawzajem. Shadowstep przypatrywała się całej sytuacji bezradnie.
- Zamknijcie się do diabła, chociaż na chwilę! – wrzasnął Melfice
Kłótnia natychmiast ucichła, jednak było to spowodowane raczej obawą, że brat znowu zdetonuje pokaźne ilości many, niż gestem dobrej woli. Oboje obrzucili kompana nieco przerażonym spojrzeniem. Hammersmith spojrzał za Delanę na ciało starca.
- Zabierzcie go i pochowajcie, ja przeniosę nową mistrzynie do pokoju i o was dołączę – powiedział już znacznie spokojniejszym głosem.
- Dlacze… - nie skończył Drax
- Po prostu zrób, co mówię, dobra?
Bloodpledge podszedł do ciała Blackfaitha i zwrócił się w stronę przyjaciółki
- Łap za nogi
Selene nie próbowała nawet protestować i wynieśli zwłoki martwego z pokoju. Tuz za nimi szedł Melfice niosący na plecach nową znajomą.
- Pochowamy go pod drzewem, jak będziesz wracał przynieś Moonglow, dobra?
- Jasne – powiedział Melfice, po czym skierował się w stronę swojej kwatery.
Lekkim kopnięciem otworzył drzwi i wniósł dziewczynę do pokoju.
- Łóżka nie są pierwszej jakości, ale na pewno wygodniejsze niż kamienna podłoga.
- Dzięki.
Melfice ułożył Delanę na łóżku i skierował się do wyjścia.
- Ona mnie nie nawiedzi, prawda?
- Selene? Patrzy na obcych tak jak oni niegdyś patrzyli na nią, ale myślę, że z czasem się przyzwyczai.
Powiedziawszy to zamknął za sobą drzwi. Wszedł szybko do pokoju Draxa i chwycił za rękojeść miecza.
Słońce wzbijało się leniwie do góry, szumiące fale wydawały się śpiewać żałobną pieśń jakby chciały opłakać zmarłego. Drax z Selene stali pod drzewem, obok nich leżały zwłoki starego mistrza.
- Drax? – spytała Selene - Na co ci Moonglow?
- Czymś trzeba wykopać grób, a łopaty nigdzie nie widziałem.
Z jaskini wyłoniła się sylwetka trzymająca w obu rękach broń.
- Przyniosłem jak prosiłeś.
Drax wziął miecz od brata i natychmiast zaczął nim kopać rozrzucając ziemię to na prawo to na lewo.
- Melfice, dlaczego tak jej bronicie? – spytała Silentsong
- Nie mamy innego wyjścia, słyszałaś wczorajszą rozmowę prawda?
Selene spuściła głowę.
- Jesteśmy tylko pionkami.
Nagle uwagę wszystkich przykuł ptak polujący na niewielką mysz. Pikujący z góry potężny ptak już miał pochwycić swoją zdobycz, lecz ta uciekła się do swojej nory. Drax spojrzał w niebo gdzie krążył ów ptak.
- Widzisz Selene, dobrze zagrany pionek potrafi pokonać królową.
Po kilkudziesięciu minutach prowizoryczny grób był już gotowy. Przyjaciele położyli w nim zmarłego i zasypali ziemią. Stali tak jeszcze przez chwilę wpatrzeni w ziemię.
- Mam nadzieję, że ty wykonałeś mistrzowski ruch, Blackfaith – rzucił Drax i ruszył ku jaskini.
Pozostała dwójka ruszyła za nim. Po raz kolejny zniknęli w mrocznych korytarzach, tyle, że tym razem nie czekał na nich staruszek. Drzwi do pokoju Melfice’a ponownie się otworzyły a próg przekroczyły dwie osoby. Selene stała pod drzwiami oparta o ścianę, nie miała najmniejszego zamiaru wdawać się w rozmowę.
- Jesteście z powrotem – powiedziała cicho – Selene, czy ona nadal mnie nie nawiedzi tak bardzo?
- Ciężko powiedzieć – rzucił Melfice – przynajmniej porzuciła pomysł odbierania ci życia.
- Zamknij się, nie przyszliście tu rozmawiać o mnie – rzuciła zza drzwi.
- Co chcecie zatem wiedzieć?
- Co dalej, co się zmieni po śmierci Illiatha?
- Zapewne wiecie, że Illiath był jednym z czterech pieczętujących Bramę Sądu.
Chłopcy skinęli głowami.
- Wraz ze śmiercią kolejnego pieczętującego, brama otwiera się coraz szerzej. Bardzo prawdopodobne, że niedługo potężna siła będzie mogła przez nią przeniknąć.
- Co masz na myśli mówiąc „potężna siła”? – wtrącił Drax
- Urgasha i jego straż boczną.
- Ile mamy czasu?!
- Niewiele, bacznie obserwowałam bramę, kiedy byłam demonem. Optymistycznie, jak na ironię Urgash może chcieć zebrać większe wojsko i zaatakować w jednym momencie. Wtedy mamy jakieś czterdzieści do pięćdziesięciu dni. Jednak, jeśli postanowi przekroczyć bramę z samą strażą boczną, zrobi to nie później niż za miesiąc.
- W takim razie, nie mamy czasu do stracenia. – odparł Melfice.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz