Gęsta noc spowiła miasteczko Punra znajdujące się na północnym wybrzeżu Azarath. Światła w oknach dawno zgasły a ulice wydawały się martwe, jedynym bijącym pulsem owego miasteczka w nudne i gorące noce jak ta była gospoda stojąca w jego północnej części. Choć puls ten wydawał się dość słaby, a przynajmniej słabszy niż co nocy. Możliwe, że było to spowodowane końcem miesiąca, a może dziwnymi gośćmi, którzy raz na kwartał zbierali się tutaj by porozmawiać o swoich sprawach. Co by nie było przyczyną miasteczko było faktycznie cichsze niż zwykle. Owi kwartałowcy, tak bowiem nazywali ich stali bywalcy, odziani byli w czarne płaszcze sięgające do kostek na ich głowach założone mieli kaptury. Kaptury owe były głębokie i zasłaniały znaczną część twarzy. Wśród mieszkańców krążyła plotka mówiąca, że pewnego dnia jeden z pijaków pomylił stoliki i przysiadł się do nich. Jednak gdy kwartałowcy wyszli z gospody pijakowi z ust potoczyła się krew a on sam uderzył głową o stół i skonał. Straż szybko przybyła na miejsce ale okazało się, że na ciele niema żadnego śladu po uderzeniu, nic! Tyle samo udało im się zdziałać w sprawie kwartałowców, otrzymali oni nawet anonimowy list grożący likwidacją rodzin wszystkich strażników jeśli nie zaprzestaną śledztwa. W owym liście były podane wszystkie nazwiska strażników i ich rodzin wraz z dwoma starszymi i młodszymi pokoleniami. Informacje się zgadzały, począwszy od nazwiska przez miejsce pobytu każdego z członków rodziny i przyjaciół po codzienne nawyki. Jedna z linijek nawet brzmiała „Panie Generale Kaala, proszę powiedzieć swojemu bratankowi, że palenie zioła laesh w godzinach porannych nie sprzyja wydajności jego pracy”. Gdy tylko generał Kaala to przeczytał od razu w jego głowie zrodziła się myśl porzucenia tej sprawy, w dwa dni później wydano oświadczenie, że wskutek połknięcia szkła doszło do urazu wewnętrznego i krwotoku, a krew która wydobyła się ustami była wymieszana z wymiocinami. Wszystko w ten sposób ucichło w sprawie kwartałowców i mogli oni bez przeszkód spotykać się co trzy miesiące w gospodzie. Ostatecznie zostawiali w kieszeni właścicielowi całkiem sporą sumę złota, więc nigdy nie oponował. Tym razem było tak samo, karczmarz w jedną noc zarobił tyle co przez trzy tygodnie , a koło godziny drugiej po tajemniczych gościach nie było już śladu. Stary karczmarz coś jednak wywęszył po tej wizycie, nie zgadzały mu się liczby. Pieniędzy było tyle co zwykle ale wydawało mu się, że brakuje jednego kaptura. Nie śmiał jednak o nic zapytać. Pięć sylwetek stało jeszcze chwile na zewnątrz.
- Co się stało z Asem? – zapytał jeden
- As, ma do przekazania ważną informację, wracajcie teraz do siebie. – odpowiedział drugi
- A co z tobą? – zapytał trzeci
Pozostali skierowali twarze ku swojemu towarzyszowi w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Udam się do miejsca zero, lada chwila powinien tam zjawić się As, zostaniecie poinformowani o wszystkim.
- Czyli widzimy się za trzy miesiące? – zapytał jeden z nich
- Nie, za tydzień spotkamy się w miejscu zero.
Pozostali kiwnęli głowami i zniknęli w ciemnościach, to samo uczynił ten, który przemówił jako ostatni. Miejsce zero, o którym wspominał, było niemalże pod nosem każdego zwyczajnego przechodnia. Nikt zwyczajny nie wiedział jednak o jego istnieniu, powodem było to, że miasto nie było pierwszym miastem w tym miejscu. Na długo przed pojawieniem się demonów na Azarath, tereny te były zamieszkane przez starożytną cywilizację Olaiów. Byli oni raczej budowniczymi aniżeli żołnierzami, co było jednym z powodów, dla których nie byli znani poza Azarath. Z czasem poziom wody się podniósł i nabrzeże miasta znalazło się pod wodą, istniało jednak jedno miejsce pod labiryntem kanałów Punry, do którego woda się nie dostała. Było ono o rzut kamieniem od miejsca gdzie znajdowały się doki, a dokładniej dwieście metrów na wschód od doków… i piętnaście metrów pod wodą. Dokładnie tam znajdowała się średnich rozmiarów szczelina w skale. Miejsce niedostępne dla zwykłych ludzi, z powodu odległości jaką trzeba pokonać pod wodą, jednak dla kwartałowców oraz Requiem wytrzymanie kilku minut pod wodą nie stanowiło przeszkody. Tam tez udała się zakapturzona postać, niczym węgorz wpłynęła w szczelinę i po omacku szukała charakterystycznej krawędzi w kształcie żuchwy. Gdy tylko dłoń na nią trafiła, postać zerwała się i czym prędzej płynęła ku powierzchni wody. W końcu dało się słyszeć plusk i płuca zaczerpnęły powietrza. Pomieszczenie które ukazało się oczom przybysza, przypominało sporych rozmiarów koło, wysokie na dwa i pół metra i rozpościerające się w promieniu co najmniej piętnastu metrów. Mniej więcej na środku stał owalny stół wyrzeźbiony z litej skały a wokół niego dziesięć dębowych krzeseł, z widocznymi tu i ówdzie złoceniami. Gdy odziany w czerń mężczyzna ruszył w stronę stołu, za którym siedział już ktoś podobnie ubrany do niego, echo jego kroków odbijało się od ścian.
- Witaj Asie. – powiedział siadając w przemoczonym ubraniu na jedno z krzeseł – Rozumiem, że masz dobre wieści.
- Tak – odpowiedziała osoba siedząca naprzeciwko – Znalazłem potomka o którego prosiłeś.
- Jesteś pewien, że to on?
- Upewniłem się i to bardzo dokładnie.
- Dasz radę pociągnąć cała maskaradę jeszcze trochę?
- Nie wydaje mi się, On już wie co się święci a każdy dzień jego panowania staje się coraz większym zagrożeniem dla nas wszystkich.
- Jak wygląda teraz sytuacja wewnątrz?
- Ma coraz więcej ludzi po swojej stronie, ale i mi się udało coś pozyskać.
Nowoprzybyły spojrzał wnikliwym wzrokiem w swojego rozmówce, dając jednocześnie znak aby kontynuował.
- Runiczna diablica – dodał
- Chcesz powiedzieć, ze jest po naszej stronie?
- Może bardziej pasuje określenie, po stronie potomka, ale tak jest pod moimi rozkazami.
Usłyszawszy to kwartałowiec uśmiechnął się pod nosem.
- Z całym szacunkiem Panie, ale nawet z jej siłą otwarta walka była by głupstwem.
- Oczywiście rozumiem i nie to miałem na myśli.
As odetchnął z ulgą.
- Posłuchaj Asie, za tydzień spotykam się z pozostałą czwórką, przekażę im wieści, tymczasem ty bądź gotów. W przeciągu dwóch tygodni licząc od dzisiaj, jednak nie wcześniej jak za tydzień przybędzie mój posłaniec. Powoła się on na ciebie i dostarczy informację. Kiedy tak się stanie rozpoczniemy operację „trumna”, zrozumiałeś?
- Tak Panie.
- Czy to wszystko co miałeś mi do przekazania?
- Tak.
- Zatem bywaj.
Przybysz nie zwlekając dłużej ponownie rzucił się do wody, tak samo poczynił As trzydzieści minut po swoim poprzedniku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz