Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 13: Drugi obóz (część pierwsza)


Rozdział 13: Drugi obóz

            Od obchodów Thanatozii upłynęło dziewięć dni, życie wewnątrz fortecy toczyło się swoim rytmem. Ciągłe patrole na murach, treningi na dziedzińcu i to czego Ascaron nienawidził w swojej robocie… raporty. A miał ich tym razem całą masę, zaczęło się od przeziębienia, przez które był zmuszony zawiesić swoją działalność na okres jednego tygodnia. Dwa dni temu z kolei miejsce miała kolejna purpurowa burza i nim zabrał się do pracy nad raportami musiał opuścić mury ze swoją drużyną i zlikwidować zagrożenie. Tym razem zabrał się do tego ze wzmożoną ostrożnością, mając ciągle w pamięci incydent po którym groziła mu degradacja. Na szczęście obyło się bez większych strat chociaż przez cały kolejny dzień dochodził do siebie po oberwaniu zaklęciem oślepiającym. Zresztą nie tylko on, w momencie aktywacji zaklęcia Aeon używając swojej magii ziemi stworzył glinianą ścianę która zatrzymała oślepiający błysk, mimo to cześć żołnierzy z Draxem na czele znalazła się w polu rażenia światła. Jednak demony, z którymi przyszło im walczyć nie należały do wymagających przeciwników i pod przewodnictwem Delany oraz Aeona udało się zakończyć potyczkę, łamiąc jedynie kilka mieczy i narażając cześć żołnierzy na lekkie rany. W gruncie rzeczy bardziej przerażający był widok wracających wojsk aniżeli faktyczna krzywda jaka im się stała. Nie trudno sobie wyobrazić reakcje strażników pilnujących bramy, gdy zobaczyli około pięćdziesięciu ludzi, z których co drugi wspiera się na ramieniu swojego partnera stawiając niepewne, a wręcz nieświadome kroki. Po tamtej bitwie nie było już widać na żołnierzach śladu, wszyscy wypoczęci i z przywróconą ostrością w oczach.
- Galahad! – zawołał Drax widząc go schodzącego z murów – Nie widziałeś gdzieś może Ascarona?
- Z samego rana szedł po coś do biblioteki, może tam go znajdziesz – odpowiedział typowym dla niego ponurym głosem.
            Toteż Drax nie zwlekając ani chwili udał się do podziemnej biblioteki. Przeszedł dobrze znanymi mu korytarzami by znaleźć się w końcu naprzeciwko skarbca wiedzy. W głębi bibliotek pomiędzy regałami dojrzał swojego przełożonego i natychmiast do niego podszedł.
- Tutaj się schowałeś – powiedział półgłosem.
- Jeśli masz jakąś sprawę to wal prosto z mostu, widzisz ile mam roboty jeszcze – odpowiedział znużonym głosem.
- To ty mi powiedz, o co chodzi, Sandspell od dwóch dni kręci się wokół Archona, Archon dał mi z kolei nakaz przeszukania twojej kwatery w celu znalezienia jakichś notatek, co więcej ponoć mój ojciec był tu znaczącą osobowością, a nie da się znaleźć nic na jego temat. Ani na jego temat ani na temat zabójcy.
            Ascaron oderwał wzrok od kartki papieru, nad która pracował i spojrzał na regał stojący przed nim.
- A więc stary szczur się zorientował.
- Ascaron! Powiedz mi do cholery, o co chodzi! – wykrzyknął gniewnie chłopak.
            Niemalże natychmiast poczuł wzrok kilkunastu par oczu na sobie, a dopiero po chwili zdał sobie sprawę, ze ta biblioteka nie różni się niczym od żadnej innej i należy zachować się cicho. Nieco zawstydzony odwrócił się i kiwnięciem głowy przeprosił za zakłócenie spokoju, ale jednocześnie nie zamierzał odpuścić Steelstrike’owi.
- O co chodzi, Ascaron, przyszedłem odnaleźć zabójcę moich rodziców a tymczasem stałem się jakimś pionkiem, którego posyłacie gdzie wam się podoba – powiedział półgłosem.
- Dopóki jesteś pionkiem nic ci nie grozi, ale to co teraz robisz zaprowadzić cię może do grobu.
            Draxa taka odpowiedź nie zadowalała tym samym nie przestawał naciskać. W końcu Ascaron wytłumaczył mu, że wpadł na trop mordercy i że jest to ktoś z kręgu arcymistrza, jednak potrzebuje trochę czasu, aby ustalić dokładniejsze szczegóły, co do tożsamości i aktualnego miejsca pobytu owego zabójcy. Jednocześnie uprosił Draxa, choć nie bez problemu, by ten zachowywał się jakby nic się nie stało. Sprawy Aeona już nie poruszył, zdawał sobie sprawę, że im mniej młody wie tym lepiej dla niego, przynajmniej w tej chwili. Gdy tylko Bloodpledge opuścił bibliotekę Steelstrike wrócił do swojego poprzedniego, jakże znienawidzonego zajęcia. Na dziedzińcu szczękała stal, twarze, które regularni strażnicy widzieli po raz pierwszy na oczy urządzały sobie sparingi. Wśród trenujących były także kobiety, a jedna z nich wydawała się utykać na jedną nogę, mimo to radziła sobie całkiem nieźle z orężem. W końcu przyszedł czas na przerwę i wszyscy trenujący znaleźli kąt dla siebie by złapać oddech. Kuśtykająca dziewczyna usiadła na jednym ze stopni prowadzących na mury, Ledwo otarła pot z czoła gdy przed oczami dostrzegła delikatną dłoń podającą jej kufel z piwem.
- Maya, dobrze pamiętam?
- Ach, to ty Delano – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Kim są ci ludzie nie wydaja się być w regularnej armii.
            Maya potrząsnęła głową.
- To cała służba Requiem, kucharze, kowale, kelnerzy, sprzątacze… Nie zrobisz z nich żołnierzy, ale kiedy wiesz, że potrafisz trzymać broń czujesz się bezpieczniejsza, mam rację?
- W zupełności.
- Może dlatego, że dbamy o ich wyszkolenie w zakresie samoobrony jeszcze nie uciekli – roześmiała się dziewczyna.
- Nie uważasz, że Aeon ostatnio dziwnie się zachowuje – zmieniła temat Delana.
            Maya na chwile się zamyśliła po czym odpowiedziała
- Aeon zawsze miał jakieś swoje tajemnice, wydaje się momentami dziwny, ale można się przyzwyczaić.
- Może i masz rację – odpowiedziała Shadowstep.
            Dziewczyna dopiła piwo i kulejącym krokiem ruszyła by wznowić trening. Delana przyglądała jej się jeszcze chwilę, można powiedzieć, że to było coś więcej jak tylko przyglądanie się, to był podziw. Niesamowita łatwość nawiązywania kontaktów z innymi i radość z wykonywanego zajęcia biła od Mayi, to było coś, czego Delana musiała nauczyć się od nowa. Bowiem odzyskanie ludzkiego wyglądu zabiera znacznie mniej czasu niżeli odzyskanie ludzkich wartości i ponowne zrozumienie znaczenia niektórych uczuć. W pewnym momencie kątem oka dostrzegła Aeona przemykającego przez dziedziniec. Bez większego namysłu zawołała go, lecz ten nie odpowiedział i w mgnieniu oka zniknął w korytarzu południowego kompleksu. Idąc schodami natknął się na Draxa, ten z kolei chwycił go za ramiona i przyparł do ściany.
- Co się tu kurwa dzieje, powiedz mi! – syknął gniewnie Drax
- Bądź gotów. – odpowiedział z niesamowitym spokojem w oczach.
- Gotów? Na co?!
            W tym momencie odpowiedzią na pytanie stało się uderzenie w brzuch, było ono tak silne, ze Drax wywrócił gałkami ocznymi do tyłu i upadł nieprzytomny na ziemię. Zostawiając nieprzytomnego kompana na ziemi Aeon pośpieszył w stronę biblioteki. Drzwi ponownie zaskrzypiały a Sandspell po cichu przekroczył próg. Natychmiast podszedł do wypełniającego papiery Ascarona.
- I jak robota idzie? – spytał
            Ascaron oderwał wzrok od papierów i spojrzał z lekkim niepokojem w oczach na swojego rozmówcę.
- Obyś przyniósł dobre wieści, bo ja dłużej nie pociągnę tutaj.
- Jest w to zamieszana osoba trzecia, niestety nawet ja nie jestem w stanie potwierdzić jej tożsamości.
- Jakieś pomysły?
- Na początku myślałem o Galahadzie,  ale jest coś co mnie zastanowiło.
- Co masz na myśli?
- O ile Stonepillar może swoja pozycje potwierdzić umiejętnościami i zdolnościami do układania taktyk obronnych, panna Healmore smykałką do organizacji swoich oddziałów i znajomością ziół, ty z kolei już kręcisz przeciwko Archonowi, o tyle Ender nie ma nic na swoja obronę. Jego ludzie robią co chcą.
- Sugerujesz, że Ender może być pieskiem arcymistrza?
- Ender niekoniecznie, ale w jego oddziale panuje chaos, jeśli miałbym być szczery, to on sam może nie wiedzieć co się dzieje.
- Rozumiem, kiedy to wszystko się skończy zajmiemy się Enderem i jego ludźmi.
            Aeon poklepał przełożonego po ramieniu i skierował się w stronę drzwi, jednak nim się zdążył oddalić Ascaron szarpnął go za rękaw.
- Drax też zaczął węszyć, na razie nic mu nie mów. – szepnął
            Sandspell skinął głową i ruszył do wyjścia. Wracając tym samym korytarzem, którym przyszedł był pewien, że natknie się na Draxa, nie myślał jednak o tym co się stanie później. W myślach odliczał dni do rozpoczęcia kolejnej fazy planu, nad którym pracował wspólnie z Ascaronem. W jego myślach przeplatały się cztery nazwiska, Ender, Sarcasm, Yard oraz Zheroo. W jego mniemaniu to właśnie w tym oddziale jest największa samowolka, co przekładało się nad niski poziom kontroli wewnętrznej. Normalnie każda drużyna ponosi odpowiedzialność zbiorową za swoje działania, to też każdy z członków dba o jej renomę oraz pilnuje każdego z osobna by nikt nie działał niekorzyść grupy… Ta drużyna była jednak z dala od normalności, Ender nie miał żadnego posłuchu wśród swoich ludzi. Sarcasm był zupełnie obojętny wobec tego co się dzieje we wnętrz, moża by rzec, ze interesował się jedynie tym, żeby mieć kilka klepaków w kieszeni i przeżyć kolejny dzień. Zheroo szczerze nie nawiedził Endera, gdyby tylko nie kara śmierci, jaka grozi bratobójcom, dawno ukręciłby kark swojemu przełożonemu. Przy osobie panny Yard zatrzymał się myślami na dłużej. Dobrze pamiętał jak rok temu razem się upili podczas Thanatozii i skończyli u niej w łóżku. Wydawało się przez chwilę, że na twarzy Aeona pojawił się uśmieszek, któremu towarzyszył różany rumieniec.
- Może pora odnowić znajomość? – pomyślał
            Jednak widok Draxa, któremu dwóch niższym stopniem pomaga się podnieść z ziemi szybko odpędził myśli Sandspella. Draxowi jeszcze chwiały się lekko nogi a jego oddech był ciężki, opierając się o ścianę przeszył Aeona nieco mętnym, ale wrogim spojrzeniem. Jego kompan nie pozostał dłużny. Dwójka strażników w milczeniu odczekała aż Sandspell zniknął z horyzontu.
- Coś nie tak w oddziale Ascarona? – spytał jeden, a w jego oczach płonęła nadzieja na awans.
- Muszę cię rozczarować… - urwał Drax łapiąc oddech – ale to tylko zwykła sprzeczka, jak w dobrym małżeństwie.
- Doszedłeś już do siebie? – spytał drugi.
- Tak, dzięki chłopaki, wiszę wam piwo.
            Strażnicy upewnili się co do stanu chłopaka i po chwili zniknęli w plątaninie podziemnych korytarzy. Siwy natomiast lekko chwiejnym krokiem wrócił na dziedziniec i usiadł przy murze. Zachowanie Aeona nie dawało mu spokoju, tym bardziej, że zaczął się zachowywać agresywnie wobec niego samego. Zamknął oczy i myślał… tak intensywnie, że gdy je otworzył słońce mieniło się czerwoną łuną a po niebie raz na jakiś czas przemykała purpurowa wiązka światła. Nagle na swoim ramieniu poczuł czyjś dotyk. Był to Ascaron, który skończył pisać raporty i właśnie miał udać się na spoczynek.
- Masz zamiar tu spać? – roześmiał się.
            Ale Draxowi nie było do śmiechu.
- Powiesz mi, o co chodzi czy musze przelać nieco krwi, zanim się dowiem? – zapytał ze śmiertelną powagą.
Jego dłonie złożyły się w pięści a wzrok nabrał surowości, jakiej jeszcze Ascaron u tego chłopaka nie widział.
- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał dwa razy.
            Drax skupił całą swoją uwagę na twarzy Ascarona.
- Wysłałem gońca, jutro wszystko się zacznie, w murach… - przerwał Steelstrike i rozejrzał się wokoło – największym zagrożeniem dla Requiem nie są demony a to co czai się w jego murach, bądź gotów jutro stawić się na wezwanie Arcymistrza.
- Skąd ta pewność, ze jutro?
- Do jutra goniec powinien wrócić z dowodami, to wielki przełom chłopcze. Wszyscy staniemy się częścią tego przełomu.
- Co masz na myśli mówiąc przełom?
- Twój ojciec wróci na ołtarze a tobie dana będzie szansa stać się kimś ważniejszym nawet od niego.
            Oczy Draxa zaświeciły radością.
- Tylko mi się tu teraz nie rozklejaj – rzucił beztrosko dowódca i poklepawszy po ramieniu swojego podopiecznego ruszył w stronę swojej kwatery.
            Poza incydentem z Aeonem, Drax mógł zaliczyć ten dzień do jednego ze spokojniejszych odkąd pojawił się w fortecy. Podszedł do kwatery, w której spała już o dziwo Delana i zapukał. Nikt jednak nie odpowiedział, dziewczyna zanurzona była w głębokim śnie, prawdopodobnie pierwszy raz od wielu tygodni. Może podziałał tak na nią widok Mayi, a może ostatnie trzy upalne dni dały się we znaki diablicy, która nie przystosowała jeszcze swojego, w miarę nowego organizmu do takich temperatur, a może pierwszy zimny powiew wiatru stworzył jej idealne warunki do snu. Co by to nie było, spała i nie miała zamiaru się obudzić wcześniej niż o świcie, to też Drax musiał darować sobie pogawędkę z przyjaciółką i leniwie wdrapał się po schodach do swojej kwatery. Długo jeszcze nie mógł zasnąć, dopiero koło godziny drugiej jego powieki zmógł sen. Noc przebiegała spokojnie, nawet kuźniom dano chwile wytchnienia od stalowego żaru, w którym skąpane były przez ostatnie dni. Z gwardzistów jedynie Galahad trwał na posterunku, północna wieża strażnicza wydawała się być jego sanktuarium, czasami ludzie żartowali, że Galahad nieswojo czuje się stojąc pod murami twierdzy. Coś w tym było, Stonepillar, bowiem urządził sobie nawet mały apartamencik na północnej strażnicy, ale przecież każdy ma bzika na jakimś punkcie. Gdzieś tam daleko na północy noc nie była tak spokojna, Pokrzykujące głosy zapędzały ludzi do pracy, różnorakie sylwetki przemykały w ciemnościach, piece buchały żywym ogniem a rozgrzana stal strzelała iskrami. Mymur, bo właśnie tu tętniło tej nocy życie, było niegdyś małym miasteczkiem zamieszkanych przez drobnych. Było ono jednak trudno dostępne z uwagi na otaczające je bagna, więc handel z roku na rok upadał. Dla Requiem był to także mało znaczący punkt, więc z czasem miasteczko kupieckie stało się osiedlem bandytów. Requiem się nim nie interesowało, strażnicy cesarscy nie zapuszczali się na bagna, gdyż dbali bardziej o porządek w Lethe, Ghald czy utrzymaniem bandytów zdala od Punry leżącej na północnym szlaku handlowym. Z czasem miejsce to upodobali inni ludzie, którzy wyparli bandytów i tchnęli w miasto nowe życie. Tej nocy puls tego miasta wzrósł, gdy tylko opuścił je jeździec ze znakiem „spokojnego oblivionu” na piersi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz