Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

piątek, 28 stycznia 2011

Rozdział 13: Drugi obóz (część druga)

Tuż w bramie goniec minął się z sylwetkami czterech zakapturzonych jeźdźców, którzy przeszywającym wzrokiem zbadali go od stóp do głów. Tuz za bramą miasteczka stała znana owym jeźdźcom postać.
- Dobrze was znów widzieć – powiedziała oczekująca postać
- I vice versa panie – odpowiedzieli zgodnie.
            Cała czwórka zeszła ze swoich wierzchowców i udała się za swoim przełożonym do drewnianej chatki. Konie natychmiast zostaly odprowadzone do stajni przez stajennego i uraczone woda oraz paszą. Drzwi do domku otworzyły się z lekkim skrzypieniem i cała piątka zasiadła przy stole.
- Więc już niebawem dokona się przewrót. – oznajmił jeden z przybyszy
            Mistrz jedynie pokiwał głową.
- Jaki plan ma As? – spytał drugi
- Na razie musi grać kartami, które rozdał Archon, ale wykonał ruch, który pozwoli mu przejąć inicjatywę.
- Ma to coś wspólnego z tym Requiem, który wyjeżdżał? – spytał trzeci, a oczy pozostałych zwróciły się ku niemu.
- Tak, ten Requiem to zwiadowca wysłany przez Asa, niebawem połączymy siły z jego ludźmi.
            Podczas, gdy rozmawiali o najbliższych planach i konsekwencjach, jakie mogą przynieść najbliższe wydarzenia noc zbliżała się leniwym krokiem ku końcowi. Do Mymur napływało coraz więcej ludzi, każdy z nich miał na piersi naszyty odwrócony herb Requiem. O świcie było ich już około pięćdziesięciu, próżno było szukać wśród nich młodych twarzy, średnia wieku wydawała się oscylować w granicy trzydziestu pięciu lat. Ogniska powoli dogasały, gdy na horyzoncie pojawił się pierwszy rumiany blask. Niestrudzony goniec galopem przemierzał kolejne wzniesienia, gdy w końcu w różanej łunie kopyta konia stuknęły o szeroka kamienna drogę. „Już nie daleko” pomyślał jeździec i bezlitośnie popędzając konia nakazał mu gnać w stronę niewzruszonych od dziesięcioleci murów. Dochodziła godzina ósma rano, gdy bramy Requiem stanęły otworem i obolały posłaniec wpadł na dziedziniec. Nie tłumacząc się nikomu zeskoczył z konia i popędził prosto do kwatery arcymistrza. Donośne pukanie rozniosło się po gabinecie głowy Requiem.
- Wejść! – dobiegło wołanie ze środka.
            Wtem drzwi się otworzyły a u progu stanął zziajany goniec.
- Ty jesteś tym gońcem Ascarona czy tak?
- Tak, panie… - urwał z trudem łapiąc kolejny oddech – Po tylu latach udało nam się znaleźć zabójcę Eliasa! – wykrzyknął.
            Na twarzy Arcymistrza namalowało się zakłopotanie, nie wiedział dokładnie, co ma na myśli mówiąc „zabójcę Eliasa”. Szybko się jednak opamiętał i posłał gońcowi sztuczny uśmieszek, dłużej nie zajęło mu także ukrycie go za złożonymi w dłońmi.
- Wezwij do mnie Draxa, ta sprawa tyczy się głównie jego. – odpowiedział, po czym rzucił gońcowi sakwę złota za fatygę.
            Gdy tylko zamknęły się drzwi z ukrytej wnęki odezwał się głos.
- Co teraz zrobisz? Ascaron zagrał mocną kartą.
- Czasami trzeba się podłożyć, żeby pogrążyć swego przeciwnika. – odpowiedział pewnym tonem.
            Nie minęło pięć minut a Drax pojawił się u Arcymistrza.
- Wzywałeś panie?
- Tak, mam dla ciebie dobrą wiadomość, razem z Ascaronem udało nam się znaleźć zabójcę twojego ojca.
            Oczy Draxa zaświeciły żywym ogniem.
- Natychmiast powiadomię resztę i wyruszymy, jeśli jegomość pozwoli oczywiście.
- Mam dla ciebie propozycję chłopcze, znacznie lepszą. – powiedział – Jeśli dokonasz tego sam, przejmiesz dowodzenie nad oddziałem.
            Drax od razu pomyślał o awansie, w końcu przestał by być pionkiem, w dodatku samotne pomszczenie ojca… Wszystko układało się w jedną całość Ascaron wszak wspominał o staniu się kimś większym od Eliasa. Niebezpieczeństwo, o którym mówił od razu przybrało formę Aeona, który ostatnio dziwacznie się zachowywał i nawet podniósł rękę na towarzysza broni. Najbardziej jednak myśl o tym, że dowie się prawdy, stanie twarzą w twarz z zabójcą własnego ojca i zasypie go stalowymi argumentami nie dawała mu spokoju. Zemsta, której tak się zapierał w końcu dała o sobie znać.
- Przyjmuje propozycję, jeśli ma dowieść to mojej prawdziwej wartości – powiedział z radością na twarzy.
            Archon wręczył chłopakowi mapę z zaznaczonym miejscem pobytu domniemanego zabójcy oraz pieczęć arcymistrzowską, będącą pozwoleniem na opuszczenie murów fortecy.
- Tak przy okazji, zabójca był niegdyś przyjacielem Ascarona – szepnął.
            Bloodpledge nie odwracając się więcej wyszedł z pokoju, ale dało się zauważyć, że usłyszał słowa do niego wyszeptane. Nie mówiąc nic nikomu udał się do stajni, dosiadł pierwszego lepszego konia i ruszył w drogę. Wtedy to tajemniczy głos odezwał się ponownie w arcymistrzowskich progach.
- To jednego masz z głowy, co z pozostała trójką?
            Don uniósł wzrok
- Drax teraz wyruszył na spotkanie przeznaczeniu, są dwie możliwości albo zabije Soulrippera albo zostanie zabity.
- Załóżmy że go zabije.
- Wtedy sprawa się uprości, Soulripper nie będzie nam zagrażał, Ascaron nie daruje Draxowi tej śmierci, zabije on zmęczonego walką Draxa, a my dopilnujemy, żeby o tym wszystkim dowiedziała się Delana.
- Co ona z tym wspólnego?
- Nie mów, ze nie zauważyłeś jak lgnie do chłopaka. Jak tylko dowie się, że Ascaron zabił Draxa to dobierze mu się do skóry, a nie wydaje mi się, żeby Ascaron sam na sam mógł się równać z huonem jej klasy. Wtedy to ją osądzimy za bratobójstwo i zaprowadzimy na szafot.
- A Aeon?
- Sam nic nie zrobi, nadal będzie pionkiem, lecz bez nadziei na zmianę.
- A jeśli Soulripper załatwi Draxa?
- Wiemy gdzie się ukrywają, prawda? – zapytał Archon
            Tajemniczy głos zaśmiał się pod nosem i po chwili Arcymistrz został się sam ze soba. Widok pędzącego Draxa nie umknął bystremu oku Sandspella, który z kolei natychmiast powiadomił o tym Ascarona.
- Przecież oni się pozabijają nawzajem!
- Zapewne, jakie są twoje rozkazy? – spytał Aeon.
- Muszę jakoś wydostać się z fortecy i zatrzymać Draxa zanim zrobi coś głupiego, dla ciebie i Delany tez mam zadanie.
            Aeon wbił się wzrokiem w swojego przełożonego.
- Ty, Delana i Maya weźcie nocną zmianę przy bramie, wszystko musi odbyć się bez jakichkolwiek zgrzytów.
- Rozumiem. A jeśli chodzi o wydostanie się poza mury, pan raczy za mną – roześmiał się Aeon.
            Zaprowadził on Ascarona pod swoją kwaterę, wszedł jednak nie do swojej a do niżej usytuowanej, która należała do jednego ze strażników. Gospodarza aktualnie nie było w środku, ale Aeon miał drugi klucz do zamka. Weszli do środka i zamknęli drzwi.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?
- Nie wygadasz nikomu? – spytał bojaźliwie
- Co miałbym wygadać?
            Aeon przyklękł na jednym kolanie i szarpnął za nierówno ułożoną deskę w podłodze. Nie były one przymocowane do siebie gwoźdźmi a jedyne upchnięte na ścisk. Pod nimi jak się okazało nie było kamiennego fundamentu a jedynie ziemia. Aeon przyłożył rękę do ziemi i wypowiedział szybko krótka formułkę, której nie dało się zrozumieć, przynajmniej nie za pierwszym razem. Ziemia obsunęła się tworząc tunel ciągnący się tuż pod murami Requiem.
- Za dziesięć minut po tunelu nie będzie śladu, jeśli się zostaniesz pod ziemią, zginiesz.
            Ascaron nie pytając o nic poklepał Sandspella po ramieniu i wskoczył w nowo powstałą dziurę.
- Niedaleko na wschód jest opuszczona farma, stoi tam koń, powinien być wypoczęty, więc dotrzesz na czas – wykrzyknął Aeon a echo jego głosu poniosło się w głąb tunelu.
            Upływały nerwowe minuty, gdy nagle przejście zupełnie zniknęło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz