Ascaron bez większych ceremonii wpuścił dwójkę do środka cytadeli, to też stali się nagle centrum zainteresowania dla innych żołnierzy. Rekrutacje w Requiem były bowiem zawsze bardzo starannie przygotowane, na czas ich trwania większość ludzi była mobilizowana do trzymania porządku wewnątrz twierdzy, jak i wzmocnione były parole na murach i poza nimi. Arcymistrz za każdym razem wygłaszał mowę i życzył nowoprzybyłym sukcesów w eliminacjach. Tym razem nic takiego nie miało miejsca, arena nie była przygotowana, nie było sędziego, medyków ani jury. Dosłownie nic nie wskazywało na to, że rozpoczęto rekrutacje, pytania dotyczące tego zdarzenia pozostawały bez odpowiedzi. Wśród ludzi siedzących na murach jedna osoba przyglądała się temu zajściu z wyjątkowym zaciekawieniem, tak wielkim, że jeśli by je opisać miał w swej pieśni bard, to brakło by mu epitetów i rymów. Kątem oka Drax dostrzegł wpatrującego się w niego człowieka, jednak nie odezwał się ani słowem. Podobnie jak Delana, nie mógł tutaj nikomu ufać, ani tym bardziej wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń co do jego prawdziwych zamiarów. Steelstrike zaprowadził dwójkę do budynku stojącego pod południowym murem twierdzy, tego samego budynku okalającego tę samą wieżę którą przed niespełna dziewiętnastoma laty po raz ostatni oglądał Elias. Po wejściu do kompleksu przypominającego kwadrat skręcili w prawo i przeszli parę kroków, minęli troje drzwi po prawej i dwoje drzwi po lewej stronie gdy na trzecich drzwiach tej samej ściany ujrzeli tabliczkę z napisem Arcymistrz II Requiem, Don Archon. Ascaron energicznie zapukał w dębowe drzwi, a zza nich rozległ się głos proszący do środka.
- Chodźcie, ale zachowujcie się poważnie, Arcymistrz nie jest ostatnio w humorze - powiedział oschle Ascaron i nacisnął na złotą klamkę.
W przeciwieństwie do drzwi znajdujących się w kryjówce Blackfaitha te otworzyły się bezszelestnie. Ujawniając niewielki gabinet Arcymistrza. Na przeciwko drzwi w odległości nie większej jak dwa metry stało masywne biurko, przy bocznych ścianach stały dwa pokaźnych rozmiarów regały zapełnione dokumentami. Za biurkiem siedziała starsza osoba, wyglądająca na jakieś pięćdziesiąt może pięćdziesiąt pięć lat. Twarz jej pokryta była bliznami, a z jej czarnych jak smoła oczu biła mądrość oraz siła.
- Oto oni - oznajmił Ascaron.
Dwójka przyjaciół ukłoniła się nisko.
- Jak was zwą, dziatki.
- Delana Shadowstep, a to jest Drax Bloodpledge.
- Shadowstep, Bloodpledge... - mruknął pod nosem Archon i wyciągnął grubaśną księgę w której spisane było ładne kilka tysięcy nazwisk.
Chwycił za pióro i zapisał tuż pod ostatnim nazwiskiem:
12436. Delana Shadowstep, 26 rok ery II Requiem, 5 miesiąc, 22 dzień, przyłączona w szeregi jako gwardzistka.
12437. Drax Bloodpledge, 26 rok ery II Requiem, 5 miesiąc, 22 dzień, przyłączony w szeregi jako gwardzista.
Gdy zapisywał ich na listę członków Requiem, Drax zwrócił uwagę na zawiniętą w bandaż rękę arcymistrza, jednak nie ośmielił się zadać pytania. Z jakiegoś powodu czuł respekt do tego człowieka, mimo że wiedział, ze Requiem zdradziło jego ojca, oraz domyślał się, że rozkaz padł od kogoś góry, ale coś go blokowało, coś kazało mu czuć szacunek do tej osoby i nie był to strach. Po chwili Don uniósł głowę i zwrócił się do Ascarona.
- Jeszcze tylko jedna osoba Ascaronie i twój oddział będzie wskrzeszony.
W tym momencie jakby go olśniło, faktycznie mówił arcymistrzowi o dwóch osobach i widział dwie w miejscu gdzie poległ jeden ze sług Urgasha. Dopiero kiedy przyjechał im złożyć ofertę zauważył Delanę, ale był tam jeszcze pewien blondyn z nietypową bronią na plecach.
- Znajdę jeszcze jedną osobę - zapewnił
- Liczę na ciebie, Ascaronie - powiedział pełny nadziei - Możecie odejść - dodał po chwili.
Cała trójka odwróciła się i miała juz przejść przez próg gdy nagle odezwał się arcymistrz.
- Zapomniałbym, Ascaronie, przydziel im jakieś kwatery, możesz nawet kogoś wyrzuć. Daje ci wolną rękę.
Steelstrike jedynie skinął głową i zaprowadził swoich nowych towarzyszy pod zachodni mur
- Tu będzie najlepiej, z rana słońce będzie świeciło w okna wiec łatwiej wam będzie się rozbudzić.- stwierdził i poszedł w swoja stronę.
Kwatery nie były wielkie, szerokie i długie na trzy metry, wysokie na dwa i pół. Aby zaoszczędzić miejsce budowano je piętrowo, w ten sposób, że dolna kwatera wysunięta była nieco do przodu, aby jej dach mógł służyć za taras tej znajdującej się na piętrze, obok każdej kwatery były strome i wąskie schody prowadzące na szczyt muru, tymi samym schodami wchodziło się do kwatery znajdującej się na piętrze. Delana nie zwlekała i weszła do środka, w malutkiej klitce znajdowało się łóżko, biurko, szafa oraz mały regalik na książki. Nie było to może mieszkanie marzeń, ale miało swój urok i dało się do niego przyzwyczaić. Dziewczyna od razu rzuciła się na łóżko i postanowiła uciąć sobie krótką drzemkę, natomiast Drax postanowił rozejrzeć się po fortecy. Bacznie przypatrywał się ludziom i ich zajęciom, rozmawiali, śmiali się, pili piwo, patrolowali mury. Niby nic nadzwyczajnego, ale wtedy zobaczył siedzącego na piętrze, krótko ściętego, czarnowłosego mężczyznę, który tak bacznie ich obserwował kiedy przekraczali mury. Opierał się on o ścianę swojej kwatery i leniwie sączył browar.
- Ej ty! - zawołał
Facet spojrzał leniwie w stronę "siwego" po czym wziął głęboki łyk piwa i odstawił kufel. Odpychając się rękami zeskoczył z pietra i podszedł do Draxa.
- Jestem Aeon Sandspell, a ty?
- Drax Bloodpledge - odpowiedział - Długo tu jesteś?
- Wystarczająco by zgłupieć.
- Czego tak myślisz?
- Widzisz tych pajaców? - powiedział wskazując na kluczących bez celu strażników - Każdy z nich chce dokonać czegoś wielkiego, myślą, że Requiem jest nietykalne, ale nie wiedzą, ze są na przegranej pozycji, a kolejna bitwa może zakończyć ich życie.
- Co masz na myśli?
- Powiem ci, ale najpierw muszę wiedzieć coś o tobie, zapraszam do siebie na browar.
Drax nie protestował, poszedł za Aeonem na piętro do jego kwatery. Obok łóżka gdzie u Delany stał regalik na książki u Aeona stała beczka piwa, reszta kwatery wydawała się normalna.
- No, to mów co cię tu sprowadza - zapytał Aeon napełniwszy kufel piwem.
Drax nagle się zawahał, nie wiedział czy ma zmyślić jakąś historię czy walić prosto z mostu.
- Wiesz, ponoć niezła kasa jest za zabijanie demonów.
Aeon spojrzał na chłopaka pogardliwie.
- Mówisz to każdemu kogo potykasz?
- Co masz na myśli?!
- Powiem ci coś, bądź ze mną szczery to i ja będę, a widzę i słyszę dużo.
Bloodpledge poczuł się przyciśnięty do muru, ale zdał sobie sprawę, że dalszy blef niema sensu, przynajmniej nie w jego przypadku.
- Dziewiętnaście lat temu, zostali tu zamordowani moi rodzice.
- Szukasz zemsty? Od razu cię ostrzegę, że nie jest to właściwym wyjściem.
- Nie, szukam prawdy, nie mam zamiaru szarżować jak oszalały.
- Więc Bloodpledge to nie tylko nazwisko, ale i spuścizna, mam rację?
Drax skinął głowa.
- Powiem ci coś. Uważaj na Ascarona, to piesek arcymistrza. Nie znam szczegółów dotyczących twoich rodziców, ale jeżeli zostaniesz uznany za przeszkodę, Ascaron będzie pierwszym który wbije ci nóż w plecy.
- Jesteś pewien?
- Od dłuższego czasu coś się święci, nie mam wątpliwości. Widzę i rozumiem więcej niż inni dlatego też nie jestem ulubieńcem Ascarona.
- Skoro nie podzielasz ideałów Requiem, dlaczego tu jesteś.
- Dla pieniędzy, tak przynajmniej było na początku.
Drax po raz kolejny oderwał wzrok od kufla z piwem i spojrzał na Aeona.
- Widzisz Drax, pochodzę z zamożnej rodziny, miałem wszystko, ale wymagali ode mnie bycia idealnym, chcieli mi wpoić jeden, szlachecki, tok myślenia. Podczas gdy ja byłem buntownikiem i obdarowanym zarazem.
- Potrafisz korzystać z many?
- Sandspell to nie jest moje prawdziwe nazwisko, nadałem je sobie po odkryciu swoich zdolności i tak do mnie przywarło.
- Czyli uciekłeś do Requiem, od rodziców?
- Bingo - westchnął
- Nie próbowałeś się z nimi skontaktować?
- Nawet nie obchodzi mnie czy jeszcze żyją - odpowiedział oschle - magnateria zasrana.
- Dzięki za piwo ale pójdę już - powiedział Drax i wstał z łóżka.
Zaczął kierować się w stronę wyjścia kiedy to Aeon chwycił go za rękę.
- Jest jeszcze jedna rzecz. Jeżeli chcesz uniknąć kłopotów, Ascaron nie może zobaczyć nas razem, inaczej może polać się krew.
- Zapamiętam - powiedział nieco podpitym głosem i ruszył w stronę swojej kwatery.
Znajdowała się ona na piętrze, nad kwaterą Delany. W środku nie różniła się niczym od kwatery jego przyjaciółki. Chłopak zamknął drzwi i lekko odurzony alkoholem położył się i zapadł w błogi sen. W miedzy czasie Aeon znów wyszedł z kwatery i usiadł na rogu, w ten sam leniwy sposób oparł się ścianę i przyłożył kufel do ust. Ogarnął niebywale przytomnym, jak na kogoś kto od rana popija piwo, wzrokiem ludzi chodzących to raz w jedną to w drugą stronę. W pewnym momencie rozległo się wołanie do Aeona, ten obrócił głowę i spostrzegł kilku śmiejących się żołnierzy.
- Z czego się cieszycie obszczymurki? – warknął
- Nie pij tyle chłopaczku bo się przewrócisz – odpowiedzieli szyderczo.
Czarnowłosy zeskoczył z pięterka po czym zorientował się, że nadal trzyma kufel w ręku, browar który się w nim znajdował stał się pożywką dla spieczonej ziemi. Czwórka która sprowokowała Sandspell teraz mało nie udusiła się ze śmiechu, jednak sam wyśmiewany jakoś nie zwrócił szczególnej uwagi na radość jaką przysporzył gapiom. Spokojnie podszedł do nich i spojrzał każdemu z nich w oczy, ich gęby nagle zamilkły.
- A więc mówicie, ze się przewrócę tak? – mruknął
Cała czwórka nie odezwała się słowem, ich myśli skupiały się wokół postaci Aeona ale nie mogły znaleźć drogi do ust, wzrok mieli wpatrzony w jego głębokie i dumne oczy i z jakiegoś niewiadomego powodu nie mogli go oderwać. Czuli, że czyta ich jak dobrą książkę, jeden z nich natomiast poczuł coś jeszcze. Ciepła ciecz spływała mu po nogawce, minęła jedna chwila, za nią następna nim ten zdążył zareagować. Kiedy jednak doszedł do siebie żywo odskoczył do tyłu.
- Ty.. ty mnie…
- Olałem cię i twoje zbędne pierdolenie, szkoda, że na kumpli nie starczyło – powiedział podniesionym głosem na tyle, że oczy innych zwróciły się w stronę Aeona.
Ich uwagi nie przykuł jednak sam Aeon a jeden ze strażników z mokrą nogawką. Nie trzeba było długo czekać by rozległ się śmiech, tak z murów jak i z dziedzińca a „olany” strażnik ze wzrokiem wlepionym w ziemię popędził do swojej kwatery przy wschodnim murze. Jak się nie trudno domyślić bieg przez środek dziedzińca nie był niczym przyjemnym, przynajmniej nie w takich okolicznościach. Śmiechy dochodzące z zewnątrz przyciągnęły na dziedziniec samego Ascarona, który ledwo spostrzegłszy swojego wroga numer jeden od razu rzucił w jego stronę kilka obelg. Aeon jednak nie dał się wyprowadzić z równowagi i z nie znikającym uśmiechem na twarzy wrócił do siebie. Tym razem nawet on rzucił się na łóżko i chwilę później dało się słyszeć chrapanie. Nie umiał on jednak spać głęboko jak zdarza się to niemalże każdemu, jego uszy ciągle nasłuchiwały, umysł zapamiętywał, a całe ciało gotowe było do działania w razie zagrożenia. Kilka godzin zleciało jak z bicza strzelił i słońce poczęło chować się za horyzontem. To właśnie wtedy jak na złość Drax się przebudził, czując, że nici z dalszego snu przetarł oczy i powoli siadł na łóżku. Podparł głowę ręką jakoby chciał wymusić na sobie jeszcze chwilę snu, zamiast tego dostrzegł leżącą na podłodze kartkę zapisaną nieco koślawym pismem.
„Weź nocną zmianę na południowy mur”
Nie bardzo wiedział od kogo może być ta wiadomość ale pewien był, że teraz ciekawość nie pozwoli mu zasnąć. Pojawił się jednak pewien drobny problem, Drax nie wiedział do kogo ma się zwrócić aby przydzielono mu zmianę. Jak się wkrótce okazało jeden ze strażników był tak ucieszony, że będzie mógł się wyspać, ze osobiście zgłosił zmianę na murze Galahadowi, dowódcy obronnemu Requiem. Sam Galahad raczej nie przejął się tym zbytnio, na nocnych zmianach takie podmianki żołnierzy były na porządku dziennym.. czy może raczej nocnym.
Siwy wchodząc po stopniach usłyszał znajomy głos.
- To ty Aeon?
- Więc przyszedłeś, dobrze.
- Kiedy podrzuciłeś mi tą kartkę?
- Kiedy ode mnie wychodziłeś, całe szczęście, że nie zgubiłeś jej po drodze.
- Nie boisz się, że Steelstrike nas zobaczy?
- To jest domena Galahada, Ascarona to gówno obchodzi co dzieje się na murach.
- Rozumiem, że chciałeś o czymś pogadać, mam rację?
Aeon skinął głową i ruszył przed siebie, tuż obok niego kroczył Drax, obaj jednak wydawali się bardziej pochłonięci rozmową aniżeli patrolowaniem terenów. Jedynie mijając innych strażników milkli na chwilę po czym rozmowa rozpoczynała się na nowo.
- Zatem mówisz, ze jest tu jeszcze twój brat – nie brat?
- Chciał złapać statek na kontynent, nie wiem czy już odpłynął.
- Będę z tobą szczery, chcesz aby tu był czy nie?
- Podjął swoją decyzję, nie będę mu wchodził w drogę.
- Statek wypływa jutro o świcie, zwykle po przybiciu do Azarath marynarze czekają na kolejny dzień aby nabrać sił na podróż powrotną.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Ponieważ w tej chwili, prócz Requiem nikt nie może powstrzymać twojego druha przed opuszczeniem wyspy.
Drax pojrzał na Aeona z pytaniem cisnącym mu się na usta, nim jednak je zadał Aeon udzielił na nie odpowiedzi.
- Ascaron potrzebuje jeszcze jednej osoby do drużyny, mnie nienawidzi jak cholera, reszta strażników nie nadaje się do roli gwardzisty. To oczywiste, że kiedy tylko nadarzy się okazja ruszy po Melfice’a.
- Dlaczego dla niego ta drużyna jest taka ważna?
- Bez kompletnej drużyny straci pozycję, wraz z pozycją część przywilejów, w tym dostęp do Arcymistrza.
- Dlaczego Arcymistrz jest dla niego taki ważny?
- Mówiłem ci wcześniej, coś się kroi, a Ascaron jest tym który trzyma nóż, pytanie tylko czym jest krojony przedmiot.
Aeon popadł na chwilę w zadumę, po czym znów ruszył przed siebie. Teraz obaj mężczyźni nie zamieniali ze sobą zbyt wiele słów. Można by rzec, że przyłożyli się do swojego zadania po raz pierwszy od dobrych dwóch godzin. Noc zdążyła już zgęstnieć na dobre kiedy ze swojej klitki wyłoniła się Delana. Nie wyglądała na wyspaną, w zasadzie słowo „niewyspany” było najlżejszym z możliwych określeń jakim można by ją opisać, słaniając się na nogach na pół przytomnie i po omacku dowlekła się do schodów na których przycupnęła i wbiła twarz w dłonie. Aeon postanowił obejść całe mury i po chwili natknął się na ową siedzącą na schodach sylwetkę, bez większego namysłu postanowił wszcząć rozmowę, gdy tylko dziewczyna się odwróciła od razu rozpoznał jej twarz.
- To ty.
- Przepraszam, znamy się? – odpowiedziała śniętym głosem.
- Nie co dzień Ascaron ściąga tutaj ludzi osobiście, a tak przy okazji, jestem Aeon Sandspell.
- Delana Shadowstep, miło mi.
Dalej rozmowa zaczęła toczyć się sama, głownie o pogodzie i innych bzdetach, chociaż ciągle ponura mina Delany nie dawała spokoju strażnikowi. Wiedział jednak, że niebezpiecznie pytać jest o sprawy prywatne kilka minut po zapoznaniu się. Mijały kolejne minuty rozmowy a Shadowstep wydawała się coraz bardziej otwarta w stosunku do Aeona, ten z kolei nie mogąc już dłużej znieść ciekawości, jak i rosnącego przygnębienia swojej rozmówczyni zdecydował się zmienić temat i dać upust swoim rządnym informacji uszom.
- Widzę, że coś cię trapi – zapytał niepewnie.
- Wyzbyłeś się kiedyś wszystkich ludzkich uczuć, tylko po to by odzyskać je po latach?
Pytanie Delany zaskoczyło chłopaka, nie spodziewał się bowiem, że ktoś bez skrępowania opowie mu o swoich sprawach prywatnych. Pamiętał jak sam nie zbyt lubił rozmawiać o swoich problemach, chociażby z własnymi rodzicami, może się bał o nich z nimi rozmawiać, a może po prostu nie lubił, w każdym razie nie spodziewał się takiej otwartości u obcej osoby.
- Nic się nie stanie jak ci powiem, a zresztą, pies wie, może i mi będzie lżej.
- Zamieniam się w słuch panienko.
- Drax wychowywał się z Melficem i dziewczyna o imieniu Selene. Żadne z nich nie było spokrewnione ze sobą, ale widać było, że są blisko. Ostatnio jednak prawy przybrały dość nie ciekawy bieg i w potyczce z Urgashem owa Selene straciła życie. Nigdy nie sądziłam, że pomyślę w ten sposób, ale… - urwała spuszczając głowę.
- W porządku nie musisz o tym mówić – powiedział i poklepał ją po ramieniu, jednakże Delana zamierzała to z siebie wyrzucić.
- Z jakiegoś powodu poczułam się szczęśliwa, czułam, że mogę być bliżej Draxa niż wcześniej. Powiedz mi Aeonie, czy to jest właśnie to co nazywacie człowieczeństwem? Czy ta zazdrość i chciwość jest czymś normalnym? Bo jeżeli tak, to nie wiem czym różnimy się od diabła – wyszlochała.
- Diabła powiadasz – mruknął – Być może i jesteśmy tacy sami, nikt nie wie którego boga jesteśmy dziełem, Sfere? Thanatosa? A może Morteriusa? A może wszystkich po trochu.
Delana spojrzała swoimi rubinowymi oczyma przed siebie na pusty dziedziniec, jakby próbowała dostrzec cos w mroku, coś czego nigdy tam nie było.
- Wierzysz w bogów? – spytała
- Nawet ateiści w coś wierzą, choć tego nie deklarują.
- A ty w co wierzysz?
- Wierzę, że człowiek tworzy i daje życie na wzór Sfere, umiera jak nakazał Thanatos, i krzywdzi ulegając rządzom obudzonym przez Morteriusa. Wierze, że właśnie ten brak doskonałości świadczy o naszym człowieczeństwie.
Aeon nie usłyszał już więcej żadnego pytania, a cisza która zapanowała wydała mu się ciężka do zniesienia. Po raz pierwszy nie był w stanie powiedzieć co myśli i czuje druga osoba, w związku z zaistniałą sytuacją czuł się jakoś nie swojo, tak jakby nagle z pozycji trzeciej osoby obserwował całe zajście. Na szczęście ta milcząca chwila dobiegła końca i Delana równie leniwie jak siadła na schodach zdecydowała się podnieść i pożegnać z Aeonem, po czym wróciła do siebie. Resztę nocy Sandspell spędził razem z Draxem na patrolowaniu południowego muru, nocy w której jak na złość nic nie chciało się wydarzyć. Nikt nie śpiewał pijackich pieśni, nikt nie wdał się w jakąś bójkę, nikt nawet nie zasną na warcie co zwykle kończyło się jakimś dowcipem w stylu rozebrania do naga czy też ubrania w damskie ciuchy. Można by rzec, ze strażnicy pełniący służbę zachowywali się momentami jak dzieci, takie zachowanie miało jednak uzasadnienie, bowiem Requiem było zawsze tym, które brało udział w wojnie jako napastnik, od czasów ery pierwszego Requiem nigdy nie musiało się bronić przed wrogiem, a przynajmniej nie przed takim który stwarzałby realne zagrożenie. Trafiał się bowiem czasem szaleniec, który z garstka najemników stawiał sobie za cel przejęcie fortecy, lecz ataki na nią kończyły się z reguły gdy w środek „armii” napastnika trafiała ognista kula bądź inne podstawowe zaklęcie. Wydawało by się to niczym specjalnym, ale dla zwykłych ludzi nie mających pojęcia o magii, taka niepozorna kula ognia wydawała się oddechem samego diabła. Słowa nie mogą opisać w jaką panikę wpadały wówczas najemne oddziały, jedno jest pewne, gdy zabierali dupy w troki mogliby bez problemu konkurować z gepardami, strusiami czy innymi „sprinterami”. W każdym razie ta noc była tak spokojna, że aż nudna. Godziny wydawały wlec się w nieskończoność, gdy w końcu pierwszy promień światła zabłysnął na horyzoncie.
- W końcu.. – westchnął z ulgą Drax.
- To co, piwko? – wrzucił Aeon
- Daj spokój, ja idę spać ty rób co chcesz – odpowiedział i przeciągnąwszy się ruszył schodami w dół.
Na twarzy Bloodpledge’a widać było zmęczenie po nocnej warcie, a jego nogi dosłownie uginały się w kolanach. Tak w żółwim tempie snuł się przez dziedziniec, tylko po to by po dojściu do swojej klitki stwierdzić, że niepotrzebnie schodził z murów, wszak jego pokój znajdował się na piętrze. Przystanął na chwile przy schodach i puścił kilka bluzgów pod nosem po czym wszedł na górę i zniknął w murach swojej kwatery. Aeon w drodze powrotnej do domu spostrzegł Ascarona pędzącego na jednym z rumaków. Pędził jak oszalały, nie zwracając uwagi że brama jest ledwo otwarta i może się w niej nie zmieścić. Na szczęście strażnicy przy bramie byli na tyle przytomni że zauważyli galopującego mistrza i z całych sił szarpnęli za oba skrzydła bramy uchylając ją na tyle by ten się przecisnął.
- A temu gdzie tak śpieszno? – zawołał Aeon do wchodzącego na mury Galahada.
- Mówił, ze ma ważną sprawę do załatwienia w Lethe. – parsknął.
Galahad nie należał do najprzyjemniejszych rozmówców, nie umiał też zbyt dobrze przemawiać do ludzi, lecz nie raz dowodził obronami różnych miast i wsi, a każdy kto się stosował do jego rozkazów wychodził z walki bez uszczerbku na zdrowiu. Stonepillar był prawdziwym wirtuozem strategii obronnych. Znając już cel podróży Ascarona, Aeon bez problemu wywnioskował, ze chodzi o powstrzymanie Melfice’a przed wypłynięciem na kontynent. Rozejrzał się dobrze czy nikt go nie obserwuje a kiedy już był tego pewien wyciągnął rękę do przodu jakby wskazując na leśną ścieżkę w która właśnie skręcił Steelstrike. Wymamrotał pod nosem formułkę a jego oczy zabłysły lekkim błękitnym światłem, po chwili na jego czole pojawiły się pierwsze krople potu. Po dłuższej chwili wszystko wróciło do normy, jako że dopiero co skończył nocną zmianę zmęczenie jakie narysowało się na jego twarzy, nie było niczym podejrzanym. Spokojny i dziwnie zadowolony z siebie wrócił do swojej kwatery, po czym rzucił się na łóżko.
- Matka ziemia zrobi resztę… - westchnął i od razu zasnął.
Mijały kolejne godziny a po Ascaronie nie było ani śladu, na wierzchowcu którego dosiadł droga nie powinna zająć więcej niż dwie godziny w jedną stronę, natomiast od wyjazdu Ascarona upływała już szósta. W pewnym momencie strażnicy patrolujący północny mur dostrzegli podejrzaną sylwetkę zbliżającą się powoli w stronę cytadeli. Pokryta była gruba czarną skorupą i zmęczonym krokiem zbliżała się w stronę bramy. Strażnicy natychmiast chwycili za łuki i bez namysłu posłali kilka strzał w stronę zbliżającego się tego czegoś. Jednak te pociski którym pisane było trafić w cel zostały odbite pewnym ruchem miecza. Jeden z nich postanowił więc spróbować szczęścia z magią, zabrał się do inkantowanie zaklęcia i po chwili wystrzelił z ręki lodowy pocisk. Ów strażnik był jednym z młodszych w szeregach i nie miał jeszcze zbytniej wprawy w posługiwaniu się chociażby podstawową magia. Za skutkowało to roztopieniem się pocisku w locie i w efekcie jedynie ochlapało to zbliżająca się osobę, wypłukując tym samym zaschnięte błoto z jej twarzy.
- Ascaron… - rzucił jeden z patrolujących ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Taki sam wyczyn nie udał się innym którzy zarżeli jak zdrowe, silne konie. Ascaron nie zwracając uwagi na duszących się ze śmiechu strażników wszedł na dziedziniec i bez chwili namysłu skierował się w stronę kwatery Aeona. Ascaron znał możliwości tego człowieka, ale irytowała go jego wnikliwość, głownie przez to Sandspell nie został gwardzistą. Ascaron miał prywatne plany co do Requiem, a ktoś taki u jego boku mógłby je pokrzyżować. Cały zabłocony wszedł po schodach na pięterko i energicznie uderzył kilka razy w drzwi pięścią.
- Wstawaj Sandspell – krzyknął – mamy chyba do pogadania.
Drzwi powoli uchyliły się ukazując zaspaną twarz Aeona.
- Czego tutaj… - nie zdążył skończyć, gdyż prawa pięść Mistrza uderzyła go w szczękę.
Cios był na tyle silny, że zachwiał równowaga chłopaka, ale widać było, że Steelstrike nie jest zadowolony z efektu uderzenia i nim Aeon zdążył się połapać co się dzieje, lewy sierpowy wylądował na jego twarzy. Tym razem już nie ustał i znokautowany upadł na twarz. Ascaron pochylił się nad nim i trzymając go za włosy uniósł jego głowę.
- Wiem Sandspell, że to twoja robota. Nie wiem skąd znałeś moje zamiary, ale wiedząc o tej trzeciej osobie, oznacza, że rozmawiałeś z moimi ludźmi. Uwierz mi, znajdę dowody, ze chciałeś mnie zabić, albo przynajmniej, że działaś na niekorzyść Requiem, a wtedy sobie podyndasz!
Skończywszy grozić walnął głową Aeona o podłogę i odszedł. Sam Aeon poleżał jeszcze parę chwil na ziemi, nie bardzo wiedząc co właściwie się stało, a gdy w końcu oprzytomniał nalał sobie kufelek piwa i siadł wygodnie na łóżku.
- Ascaronie, nawet nie wiesz kiedy zacząłeś tańczyć do mojej gry – mruknął pod nosem i wziął głęboki łyk piwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz