Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 4: Więź z przeklętymi

Sparaliżowani strachem bracia stali w miejscu nie mogąc poruszyć choćby palcem. Przed swoimi oczyma widzieli potężne szpony włochatego stwora. Czuli oddech śmierci na karku i dziwne myśli dręczyły ich umysł. Czy już są martwi? Czy życie po śmierci wygląda jak rzeczywistość? Drax zdawało się chciał wykrzyknąć „Skończ to wreszcie!”. Nic takiego się jednak nie stało. Kurz opadał z każdą chwilą i jedynie ten kurz pozostawał w ruchu. Drax, Melfice, Selene czy nawet sama bestia trwali w martwym bezruchu niczym posągi w pracowni rzeźbiarza. Ciężko ranny kowal tracił siły z każdą chwilą, jego nieobecny wzrok chciał jakby zatrzymać obraz całej trójki na zawsze. Kuracja Selene nie przynosiła pożądanych efektów. Mogła ona jedynie podtrzymać życie starego Hammersmitha i jednocześnie wydłużyć jego cierpienia. Jednak ojciec wydawał się na to godzić, chciał jeszcze pożegnać się ze swoimi podopiecznymi. Sekundy ciągnęły się niczym godziny, a powietrze wydawało się tak gęste, że można je było niemal pociąć. W końcu bestia warknęła wytrąciła wszystkich ze stanu niebytu.
- Futrzak.. – Wykrztusił Melfice – zatrzymał się..
- Myślałem, że już po nas… - dodał z ulgą Drax.
Czuli się jakby ktoś zrzucił z nich kilkotonowy głaz z pleców.
- Jak to zabić… - sykną Bloodpledge
-Oczy! – Wykrzyknął ktoś z oddali
-Co?! Kto tam jest?!
Melfice wychylił zza monstrum i ujrzał człowieka o krótkiej siwej brodzie i łysiejącej czuprynie. Odziany był w czerwone szaty, a w jego lewej ręce trzymał kostur. Prawa ręka była uniesiona i jakby wskazywała w stronę chłopców.
- Oczy to jedyny słaby punkt Behemotha.
- Jedyny słaby punkt? – zapytali
- Całe jego ciało pokryte jest skórą odporną na wszelki oręż i magię niszczącą. Jedyny sposób by go zabić to wdarcie się zimną stalą w centrum myśli bestii.
Starzec zacisnął uniesioną dłoń i rozległ się donośny ryk. Potężne nogi włochatego monstrum ugięły się, klatka piersiowa wypięła się do przodu. Ręce bezsilnie rzucone za siebie i wypięta ku górze głowa ryczącej bestii dawała do zrozumienia, że bardzo cierpi. Ryk nie ustawał jeszcze przez chwilę, gdy w końcu kolana spotkały się z ziemią. Czerwone ślepia rozwarły się szeroko niczym ziemia w centrum wioski.
- To jest wasza zdobycz – powiedział starzec. – Wywleczcie jej myśli na wierzch.
Drax chwycił Moonglow w obie ręce a ostrze skierował w stronę lewego oka futrzaka.
- Po raz pierwszy to ostrze zabłyśnie krwawą łuną.
I nie zastanawiając się dłużej zatopił je w głowie plugastwa. Krew zaczęła spływać strumieniami a martwe ciało zmierzało na spotkanie z ziemią. Chwilę ciszy przerwał kobiecy krzyk, który wkrótce zniknął w gdzieś w oddali.
- Ten krzyk… założę się, że też go poznałeś Melfice.
- Biedna umęczona dusza.. – odpowiedział.
Chłopcy skończywszy z Behemothem zbliżyli się do ciężko rannego ojca.
- Chłopcy… - wyksztusił – ja udaje się na spotkanie Eliasem.
- Nie tato! – wykrzyknął ze łzami w oczach Melfice.
Selene starała się utrzymać swojego opiekuna przy życiu jak najdłużej, jednak z każdą chwilą stawało się to trudniejsze. Hammersmith coraz bardziej krwawił a dziewczyna była coraz bardziej zmęczona. Syn strażnika stał ze spuszczoną głową, na jego twarzy malował się ból i smutek. Mimo wszystko stary kowal kontynuował.
- Staliście się silni… ale to nie wystarczy. Szykuje się… coś… większego. Posłuchajcie starego i stańcie… się…
- On poszedł na spotkanie ze swoim przyjacielem. – powiedział tajemniczy starzec.
- Kim jesteś i dlaczego nam pomagasz? – zapytała dziewczyna.
- Jestem demonologiem, zwą mnie Illiath Blackfaith.
- Więc to ty wezwałeś tą istotę, morderco! – wykrzyknął Melfice.
- Nie, jesteście tacy sami jak ludzie którzy wygnali mnie z zakonu Mistycznego Oka.
- Skoro jesteś wygnańcem to nawet się to składa w logiczną całość – rzucił z gniewem Drax.
- Głupiec, ja nie skupiłem się na sztuce przywoływania demonów i ich kontroli.
- Demonolog nie umiejący władać demonami?! – zdziwiła się Selene
- Selene nie daj się nabrać na to gadanie! Melfice szykuj się!
- Dajcie spokój! Co jeśli mówi prawdę? Być może będzie mocnym sojusznikiem! – powiedziała podirytowana.
Bracia natychmiast odłożyli oręż.
- Powinniście dziękować losowi, że zesłał wam taką osobę jak Selene. – mruknął – chodźcie ze mną.
- A co z nimi.. – powiedział Melfice rozglądając się dookoła.
Wioska niemal przestała istnieć, ruiny otaczające centrum miasta nie przypominały już domostw. Doszczętnie zniszczona kuźnia, rozrzucony po całym placu oręż i sam kowal pośrodku tego wszystkiego napawały całą trójkę ogromnym smutkiem. Cisza, jaka nastała nadała jeszcze bardziej złowrogiego wyrazu całemu zdarzeniu. Rozczłonkowane i poszarpane ciała walały się po całej wiosce. Z pod gruzów niektórych domów sączyła się krew a spalona słońcem ziemia wchłaniała ją niczym roślina wodę.
- Nie ma czasu na odprawianie pogrzebów. Musimy wykorzystać każdą sekundę, aby kolejny pogrzeb nie był naszym. – odpowiedział demonolog.
- W takim razie na co czekamy?! – rzucił ze wściekłością Bloodpledge.
- Droga będzie długa, ale opowiem wam więcej o mnie. Chcę żeby ktoś w końcu poznał cała prawdę.
Pod przewodnictwem Illiatha cała trójka opuściła wioskę pozostawiając za sobą martwe ciała mieszkańców oraz resztki ich dobytku. Wkrótce zniknęli w promieniach zachodzącego słońca. Maszerowali przez wzniesienia w kierunku znanym tylko Blackfaithowi, ten z kolei opowiadał im swojej przeszłości.
- … i wtedy poznałem siłę jaką niesie ze sobą nauka o demonach.
- To wtedy zacząłeś się interesować zakazaną sztuką? – spytała Silentsong
- Tak, ale zakon nie rozumiał do czego dążyłem. Zgłębiając treść przeklętej księgi poznawałem naturę demonów. Nie uczyłem się rytuałów przywołujących, ale bazując na dokładnych opisach fizycznych oraz strukturze mentalnej przeklętych, opracowywałem zaklęcia, które niskim kosztem mogły odsyłać je do swego piekielnego świata.
- Ale jak znam życie cos się komuś nie podobało… - zadrwił Drax
- Magowie nie potrafili, czy być może nie chcieli dzielić demonologów na złych i dobrych. Dla nich każdy student demonologii był diabłem wcielonym. W obawie przed splugawieniem ich świętego zakonu wygnali mnie z Mistycznego Oka.
- Ech, a nie dało by się z nimi teraz pogadać?
- To raczej nie możliwe, Mistyczne Oko przestało istnieć niedługo po tym jak zostałem wygnany. Sam nie wiem co się stało naprawdę, ale ludzie mówili…
- Ludzie zawsze mówią.. – przerwał Melfice.
- Tak, ale tym razem to było dość nie fortunne zdarzenie. Niespełna tydzień po wygnaniu zakon został zniszczony przez demona Urgasha. Teraz zgadnijcie, kogo winili za śmierć magów?
Nastała chwila ciszy, po czym demonolog znów zaczął mówić.
- No właśnie.. Niedługo po zniszczeniu zakonu zebrała się rada kryzysowa Requiem..
- Requiem?! – przerwał Drax – Oni zdradzili mojego ojca!
Illiath przystanął i spojrzał na Draxa.
- Czyli Bloodpledge uchował potomka…
- Co masz na myśli? Znałeś mojego ojca?
- Requiem zebrało się, aby zapieczętować bramę, przez którą Urgash dostał się do tego świata. Bloodpledge, Arcymistrz Archon i Soulripper postanowili odesłać Urgasha i zapieczętować bramę. Potrzebowali jednak jeszcze kogoś, kto zna się na demonach.
- Ciebie.. – szepnęła Selene.
- Tak, mnie. Zepchnąłem przeklętego księcia z powrotem do jego świata i postanowiłem pomóc w pieczętowaniu. Tam właśnie poznałem twojego ojca. Był wtedy nieco starszy od ciebie a już był prawą ręką Arcymistrza. W każdym razie twój ojciec był jednym z ogniw pieczętujących. Pieczęć słabła z każdym dniem, ale śmierć jednego z ogniw oznacza znaczne osłabienie pieczęci i wzrost szybkości z jaką ona słabnie. Skoro twój ojciec nie żyje, to wyjaśnia, dlaczego taki Demon jak Behemoth mógł się przedostać do naszego świata.
- Co w takim razie można zrobić? – zapytał Melfice.
- Ponownie zapieczętować bramę, ale o tym powiem wam jak dotrzemy do mojej posiadłości, chodźcie to już nie daleko.
Illiath zaprowadził trójkę przyjaciół nad urwisko. Rozciągał się z niego widok na zachodnie morze Azarnea. Lekka morska bryza zapewniała orzeźwienie zmęczonym przybyszom i łagodnymi muśnięciami wydawała się witać właściciela domu. Gasnące promienie słońca odbijały się w morskiej toni różnymi kolorami. Pod urwiskiem znajdowała się jaskinia, a wejście do niej było zagrodzone kilkoma zbitymi ze sobą deskami.
- A więc tu jest twój azyl! - roześmiał się donośnie Drax
Blackfaith otworzył prowizoryczne drzwi i wszedł do środka.. Grupa przyjaciół natychmiast ruszyła za nim. Korytarze ciągnęły się w głąb ziemi i jedynie pochodnie rozstawione w dużych odstępach od siebie rzucały mdłe światło na ich ściany.
- Sporo tutaj kwater.. - mruknął Melfice - czy ty aby na pewno nie bawisz się z demonami?
Pozostała dwójka spojrzała na Melfice'a, który jakby nagle otworzył im oczy. Wcześniej zdawali się nie dostrzegać ogromu tej kryjówki.
- W końcu musiało paść to pytanie. - odpowiedział demonolog - Nie, nie trzymam z demonami.
- Więc jak to wyjaśnisz?!
- Ta kryjówka była wiele lat temu schronieniem dla miejscowych bandytów. Jak wiecie po opuszczeniu Mistycznego Oka, nie miałem gdzie się podziać. W końcu natknąłem się na to. Dostrzegli we mnie coś więcej niż zwykłego wędrowca i tak stałem się przywódcą ich grupy.
- Co?! Trzymałeś z bandytami? - zdziwiła się Selene.
- Stare dzieje... - mruknął.
- Stare... ale jednak cholernie ważne! - zbulwersował się Melfice - co jeśli..
- Co tak tu śmierdzi.. - przerwał Drax.
- Mówisz o zapachu spalonego mięsa? - spytał Illiath.- to właśnie co się stało, gdy się znudziłem moimi bandytami. Nie wiem dlaczego ale od kilku miesięcy ten swąd nie chce się ulotnić.
Cała trójka stanęła jak wryta. Z przerażeniem patrzyli jak beztrosko Illiath traktuje tamto wydarzenie.
- Chodźcie, tu są wasze kwatery.
Przyjaciele jednak nie mieli zamiaru ruszyć się z miejsca.
- Tak jak myślałem, zrozumieliście dokładnie o co chodzi, ze spalonym mięsem. Normalnie człowiek w waszym wieku, w dodatku pochodzący ze wsi, pomyślał by, że mówię o spalonym kurczaku.
- Co masz an myśli? - spytał niepewnie Drax.
- Nie zauważyliście? Mana nie tylko wspomaga wasza tężyznę fizyczną, ale przyspiesza rozwój umysłowy. Sposób w jaki dziesięciolatek pojmował rzeczywistość był nieco inny niż wasz, czyż nie?
- Teraz gdy o tym wspomniałeś...- urwała dziewczyna.
Demonolog uśmiechnął się pod nosem.
- Mana to nie tylko siła. Jestem po to aby nauczyć was jak wykorzystywać ją poza sferą fizyczną.
Illiath wskazał ręką na pokoje znajdujące się tuż obok.
- To wasze pokoje mieszkalne, jutro o świcie zacznę was uczyć sztuki obchodzenia się z maną.
Cała trójka podeszła do drzwi, gdy nagle ich uwagę przykuła tabliczka na nich wisząca.
- Jaki macie numer? - spytał Drax
- 666b.. – Odpowiedział Melice
- Ja mam.. 666c – szepnęła cicho Selene – A ty?
- 666a… - rzucił – Blackfaith, o co chodzi z tymi szóstkami?
Demonolog spojrzał na trójkę przyjaciół i wybuchnął śmiechem.
- Ja po prostu lubię te cyfry!
- Jak na demonologa przystało… - dodała
Blackfaith odwrócił się i odszedł bez słowa. Przyjaciele nacisnęli na swoje klamki i ich oczom ukazała się sypialnia. Była to niewielka klitka z drewnianym jednoosobowym łóżkiem. Worek sianem zastępował poduszkę, a kilka zszytych ze sobą skór miało służyć za kołdrę. Standardy te daleko odbiegały od Hammersmithowskich.
- Nie za wiele tego tutaj. – powiedział Melice
- Ciesz się, że nie musisz spać na dworze. – rzucił cicho Drax i wszedł do środka.
Drzwi za nim zamknęły się i zapanowała absolutna ciemność. Światło pochodni z korytarza nie było w stanie przebić się przez te, o dziwo, solidnie wykonane drzwi. Bloodpledge chwycił za rękojeść Moonglow i pewnym ruchem wyciągnął go z pochwy.
- Teraz lepiej. – mruknął.
Oparł swoją broń o ścianę i usiadł na łóżku. Patrzył się nieobecnym wzrokiem w stronę mdłego światła bijąc się z własnymi myślami. Powróciły obrazy z popołudnia, obraz zniszczonej rodzinnej wioski, bezsilności ludzi i ten, w którym znienawidzona rodzina staje się nagle sprzymierzeńcem i jedynym ratunkiem. Ratunkiem, który miał nigdy nie nadejść. Rozumiał obawy mieszkańców wobec „innych”, jednak nie mógł pojąć, dlaczego nie stali się tego zaakceptować. Nagle drzwi do jego kwatery otworzyły się.
- Jeszcze nie śpisz?
- Dlaczego, miałbym spać?
- Już dawno po godzinie duchów, myślałem, że jesteś zmęczony tym wszystkim jak twoi przyjaciele.
- Co?! Nie przypuszczałbym, że już tak późno!
- Drax. Dlaczego starasz się żyć przeszłością?
- Ja… gdybym tam był wcześniej, oni mogliby żyć.
- To było zapisane w gwiazdach, przeznaczenia nie…
- Nie zmienię, czy tak? – przerwał – Już słyszałem tę śpiewkę.
Blackfaith lekko spuścił na chwilę głowę, po czym znów spojrzał na młodego chłopaka.
- Prześpij się, rano nie będzie na to czasu – powiedział stanowczo i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Młodzieniec chwycił za wisiorek zawieszony na szyi i powiedział w myślach.
- Na krew moich ojców przysięgam… Przysięgam zmienić swoje przeznaczenie.
W końcu nastał ranek, drzwi do kwatery Melfice’a otwarły się a ten ciągle leżał pogrążony w głębokim śnie.
- Podniósłbyś łaskawie swoje zwłoki! - wykrzyknął starzec.
Melice oszołomiony nieco całym zdarzeniem spadł z łóżka. Leniwie podnosząc się z ziemi ujrzał Selene stojącą w pełnej gotowości u boku swojego gospodarza.
- Ech. Już wstaję już wstaję.. – sapnął
Hammersmith wstał i przeciągnął się, po czym podszedł do kwatery Draxa.
- Wstawaj! – krzyknął do przez drzwi, ale nikt nie odpowiedział.
- Jak ciebie ciężko było zedrzeć o tej porze to Drax pewnie się dopiero przekręca na drugi bok. –roześmiała się dziewczyna.
- Może i masz racje – powiedział wesoło Melice i nacisnął na klamkę.
Drzwiczki do pomieszczenia otworzyły się. Moonglow leżał na łóżku jednak bez swojego właściciela.
- Cholera gdzie on jest! – wykrzyknął Melfice
- Może ten wasz Bloodpledge nie jest taki leniwy jak myślicie.
- To raczej do niego nie podobne… - powiedziała Selene
Melfice wyleciał z pokoju Draxa niczym pocisk z katapulty. Biegał od drzwi do drzwi szukając swojego kompana. „Gdzie ten idiota się chowa?” powtarzał w myślach gdy nagle morskie powietrze dochodzące z zewnątrz groty musnęło jego twarz. Wybiegając na plażę zobaczył stojącego Draxa patrzącego się w morską toń.
- Stary myślałem, że uciekłeś czy coś..
- Skąd to przypuszczenie? – zdziwił się chłopak.
- Ech. Wiesz zawsze lubiłeś sobie pospać, a tu nagle znikasz.
- Ludzie się zmieniają.. – powiedział – Przeznaczenie też – dodał po chwili.
Wychodzący z pieczary demonolog udał, że tego nie słyszy. Za wszelką cenę chciał uniknąć niepotrzebnych konfliktów mogących zakłócić trening. Starzec spojrzał w niebo i rzekł.
- Skoro już wszyscy jesteśmy pora wam wyjaśnić, na czym będzie polegał mój trening.
Przyjaciele zwrócili wzrok na starca i żaden z nich nie miał zamiaru mu przerywać.
- Jak już wiecie mana wpływa także na rozwój umysłowy. Pozwala to wychwytywać więcej informacji płynących z otoczenia. Wasze mózgi pracują kilkukrotnie szybciej niż mózgi zwykłych ludzi, a zmysły są bardziej wyostrzone. Daje to wam możliwość opanowania tak zwanej, globalnej percepcji.
- Czym jest globalna percepcja? – spytała Silentsong.
- Już wyjaśniam – odparł – globalna percepcja to w pewnym sensie szósty zmysł pozwalający na identyfikacje otoczenia ze wszystkich stron naraz. Polega ona na wysyłaniu znikomych ilości many, która „patroluje” obszar wokół nas i dostarcza informacje bezpośrednio do mózgu.
- Co masz na myśli mówiąc patroluje?
- Mana wysyłana jest we wszystkich kierunkach na określony dystans tworząc pewnego rodzaju pole energetyczne. Wszystko, co się w nim znajduje w pewien sposób je zakłóca. Informacja o zakłóceniu w naszej strefie natychmiast jest dostarczana do mózgu przez co możemy określić położenie anomalii. Z pewnością już wcześniej odbieraliście różne sygnały podświadomie.
- Peacebloom.. – westchnął Drax.
- Miedzy innymi wydarzenia z Peacebloom… - powiedział starzec.
- Ile jest rodzajów takich zakłóceń?
- Na szczęście mniej niż może ci się wydawać. Jest kilka głównych typów zakłóceń, na przykład metale maja wspólny rdzeń, to samo tyczy się ludzi posiadających dar jak i tych bez na demonach kończąc.
- Czyli nic mnie już w życiu nie zaskoczy – roześmiał się Melfice.
- Niezupełnie chłopcze, jeśli na swojej drodze napotkasz nieumarłych globalna percepcja nic ci nie da. To jedyne ograniczenie, jakie występuje.
- Nieumarli?!
- Wszystko w swoim czasie. Wydaje mi się jednak, że lepiej będzie wam pokazać o co mi chodzi.
Demonolog podniósł z ziemi trzy małe kamienie i skierował się w stronę jaskini.
- Gdzie idziesz? – spytał Melfice
- Ukryjcie się gdziekolwiek chcecie, powiedzmy, że pobawimy się w chowanego.
Przyjaciele stanęli jak zamurowani. Zabawa była ostatnią rzeczą, jaka przyszła by im w tym momencie do głowy.
- Ja nie żartuję – krzyknął Illiath – róbcie co mówię jak chcecie cokolwiek osiągnąć.
Cała trójka momentalnie ruszyła w różnych kierunkach, aby się ukryć.
- Przestali się ruszać, czyli już są gotowi. – zamruczał pod nosem.
Starzec wyszedł z pieczary i skierował się prosto do drzewa stojącego nad urwiskiem. Gęste liście sprawiały wrażenie, że wyglądało ono niczym zielona kopuła chroniąca rdzeń. Zatrzymał się parę metrów przed nim i cisnął kamieniem w korony drzew. Nagle rozległ się krzyk.
- Co ty do cholery robisz!
- Możesz już zejść Drax, jeszcze dwójka.
Starzec nie ruszając się z miejsca rzucił kolejnym kamieniem. Ten z kolei uderzył o duży głaz.
- Może pani wyjść, pani Silentsong – roześmiał się.
Zza głazu wyłoniła się zdziwiona twarz dziewczyny.
- Jak ty?!
- Przecież wam o tym przed chwilą mówiłem.
Starzec ruszył w stronę morza. Po niespełna trzech minutach stał już na skraju plaży.
- Wariat z ciebie – mruknął i cisnął ostatnim kamieniem w morską toń.
Przez dłuższą chwile jednak nic się nie działo.
- Jak widać mistrzunio się pomyli… - urwał Drax, gdyż w tym momencie z wody wyłoniła się sylwetka Hammersmitha.
- Próbowałeś mnie zabić?! – wykrzyknął z gniewem.
- Teraz już wiecie, o czym mówiłem. Nie umiejąc się posługiwać globalną percepcją nie zajdziecie daleko.
- Czyli możemy zaczynać? – spytała Selene.
- Tak, chyba tak.
- Co w takim razie mamy robić? – wtrącił Melfice.
- Cała sztuczka polega na skupieniu many. Jeżeli nauczycie się skupiać ją wokół siebie, będziecie w stanie odczytywać jej anomalie.
- Jak mamy ją skupić?
- Najlepiej zamknijcie oczy i zacznijcie wyzwalać manę jak byście chcieli rzucić zaklęcie. Celem tego zaklęcia musicie być wy sami. Organizm użytkownika many broni się przed uszkodzeniem i rozprasza ją wokół siebie. Ta pozostaje przez pewien okres czasu w powietrzu i staje się waszymi oczami na świat. Cokolwiek się tam znajdzie wy natychmiast to odczujecie.
- Rozumiem, że im większe natężenie tym większy dystans, na który jest, mana wyrzucana. – powiedziała niepewnie dziewczyna.
- Dokładnie.
Illiath odsunął się nieco i usiadł na kamieniu przed jaskinią. Przyjaciele nieco rozsunęli się i zaczęli się stosować do rad nauczyciela. Słońce zbliżało się do zenitu i nic nie zapowiadało nadejścia jakiegokolwiek postępu. Cała trójka stała w miejscu starając się zastosować do poleceń mistrza, jednak bezskutecznie.
- Ech, pora coś zjeść, zróbcie sobie przerwę.
- Jeszcze chwila – stęknął Melfice.
- Uparci jesteście, co?
Nikt jednak nie odpowiedział tym razem. Nagle demonolog zwrócił uwagę na Melfice’a. Aura stawała się coraz bardziej widoczna i intensywniejsza.
- Co do diabła?! – pomyślał – To… wyładowanie magiczne. Jakim cudem przekroczył wszelkie limity.
Niczym dym z żarzącego się popiołu wypływała z chłopaka i znikała tuż obok niego.
- Cholera! Melfice przestań to jest….
Nie zdążył dokończyć. Energia gwałtownie uwolniła się, posyłając Draxa i Selene na ziemie. Wokół samego Hammersmitha został tylko okrąg wypalonej trawy.
- Co to było?! – wykrzyknął Drax, podnosząc się z ziemi – Selene nic ci nie jest?
- Żyję, ale nie mogę nazwać tego upadku przyjemnym.
- Wiecie co? To ja pieprze ten trening jeszcze was pozabijam przez przypadek…
- Nie możesz! – rozgniewał się Illiath – nie zdajesz sobie sprawy z daru jaki posiadasz.
- Co masz na myśli?
- Widziałem wielu ludzi wysadzających się w powietrze, ale ty jesteś pierwszym który an moich oczach wysadził wszystko wokół siebie nie czyniąc sobie krzywdy.
- Właśnie przez ten ”dar” zostałem znienawidzony. Ja, Drax i wszyscy moi bliscy!
- Czego się spodziewałeś po wiejskiej ciemnocie?
Melfice zacisnął pięści.
- Dziwisz się, że ta banda idiotów cię odrzuciła?
- Kogo ty nazywasz bandą idiotów!
Aura powrotem stała się widoczna a pulsujący wściekłością Melfice rzucił się w stronę starca.
Zrobiło się ciemno i głosy ustały. Niereagujące na żadne bodźce ciało chłopaka osunęło się na ziemię.
- Następnym razem omijaj ten temat.- warknął Bloodpledge.
- Niepotrzebnie dałeś mu w łeb, ale doceniam twoją pomoc. – odparł zimno demonolog.
- Drax ma racje lepiej go nie prowokować w ten sposób. – powiedziała Selene.
- Musiałem się tylko upewnić, że to przeładowanie zaklęcia nie było przypadkiem.
- To już się zdarzyło wcześniej. Od tamtej pory starał się panować nad gniewem.
- Drax, zanieśmy go może do jego pokoju. – zasugerowała dziewczyna.
- Zabierzcie go i chodźcie, pora wrzucić coś na ząb.
Nie minęła chwila i starzec zniknął w mrokach jaskini. Pozostała dwójka zabrała nieprzytomnego Melfice’a do jego kwatery i ułożyła na łóżku. Po cichu wyszli pokoju i zamknęli drzwi.
- A teraz obiadek! – powiedział radośnie Drax.
- Tak obiadek.. tylko gdzie jest jadalnia..
- Ech, jak ja nienawidzę magów… - westchnął
- To dalsza część treningu.
- Jak to?
- Jeśli się skupisz to wyczujesz jego obecność i trafisz do jadalni. Obiad ma być nagrodą.
- Ten koleś z nami pogrywa jak chce…
- Pomyśl o tym, co czeka w jadalni.
- Motywacja, co?
Selene uśmiechnęła się i natychmiast zaczęła skupiać manę.
„Melfice wysadza wszystko w powietrze, Selene znacznie lepiej utrzymuje kontrole nad maną, a ja..”. Drax myślał chwilę nad swoimi mocnymi stronami, gdy nagle Silentsong zakłóciła jego rozważania.
- Wiem, na czym to polega, ale nie mogę sięgnąć tak daleko aurą.
- Jak daleko?
- Te jaskinie są rozleglejsze niż ci się może wydawać.
- Jakie to uczucie, wejść w stan globalnej percepcji?
- Dziwne, wydaje się, że jesteś w każdym miejscu naraz i wszystkiego możesz dotknąć oraz zobaczyć to z bliska.
- Dotknąć… Wiem!
- Co wiesz?!
Drax chwycił za pochodnie wiszącą na ścianie. Ogień pochodni w jednym momencie zgasł. Zgasł tak szybko jakby ktoś zdmuchnął świeczkę.
- Teraz rozumiesz? – spytał
- Szczerze, to nie bardzo.
- Mogę się nie znać na magii bezpośredniej, ale pośrednio jestem jej w stanie używać.
- Chcesz mi powiedzieć, że zgasiłeś tą pochodnię za pomocą zaklęcia?
- Dokładnie. Jedyne, czego potrzebuję to przedmiot, który będzie stanowił medium pomiędzy mną a maną.
Młodzieniec przyłożył rękę do ściany.
- Udowodnię ci, że ściany mają oczy!
Drax skupił się z całych sił, po chwili wpadł niemalże w trans. Jego oczom ukazywały się rozległe tunele i pomieszczenia. W końcu ujrzał to, czego tak szukał, pokój, w którym przebywał starzec i przygotowujący strawę.
- Mam go! – wykrzyknął radośnie
Za Draxem rozległo się skrzypienie drzwi i nieco oszołomiony, Melfice wyszedł na korytarz.
- Ja cię zabiję… - sapnął
- Zabij a nie zjesz obiadu. – zaśmiał się i pobiegł przed siebie.
Pozostała dwójka pobiegła za nim. Kręte korytarze i niezliczone ilości stopni prowadziły w coraz to mroczniejsze zakątki pieczary. W końcu dobiegli do masywnych drewnianych drzwi, wzmacnianych stalowymi obiciami.
- No i jesteśmy. – powiedział Melfice – Teraz wystarczy nacisnąć na klamkę i wrota do komnaty pełnej jedzenia staną otworem!
Odpychając Draxa na bok, Melfice entuzjastycznie nacisnął na klamkę. Drzwi otworzyły się z wielkim zgrzytem.
- Proszę, proszę. Nawet nasz furiat się obudził.
- Daruj sobie Illiath, gdyby nie to, że przyszykowałeś jakieś żarcie, pociąłbym cię moimi…
- Ostrzami gdybyś tylko je wziął ze sobą – roześmiał się starzec.
Przyjaciele zajęli miejsca przy stole.
- Popatrzcie tylko, jaka wyżerka! – wykrzyknął Drax i łapczywie chwycił za pieczeń.
- Dużo tego, nie wiem do czego zacząć.
- Daj spokój Selene bierz, co jest pod ręką!
Cały stół zastawiony był najróżniejszymi potrawami. Większość z nich widzieli dopiero pierwszy raz, ale po ciężkim dniu nic tak ich nie cieszyło jak dobre jedzenie. Tak przynajmniej myśleli.
- Mistrzu a co to za potrawa – wybełkotał z pełnymi ustami Melfice.
- To co jesz to smażony szczur górski w śmietanie, a to co trzymasz w ręku to…
Demonolog nie zdążył dokończyć a Melfice wypluł wszystko na podłogę.
- Że co? Szczur?!
- Może lepiej jak nie będziecie wiedzieć, z czego to jest zrobione a po prostu zjecie.
- Masz racje, czasem nie wiedza lepsza od wiedzy. – zachichotała Silentsong.
Nie wyjaśniając już więcej, z czego co jest zrobione sam Blackfaith zabrał się do jedzenia. Znalezione przez Melfice’a wino w moment stało się uzupełnieniem posiłku. W ten sposób zwykły wspólny posiłek szybko przeistoczył się w biesiadę trwającą do późnych godzin. Sterty brudnych naczyń zaczynały się piętrzyć a wino wypływało z beczki pod coraz mniejszym ciśnieniem.
- Dobra, wystarczy tego pijaństwa. – powiedział surowo starzec – udajcie się już na spoczynek.
Selene otworzyła drzwi ledwo trzymającym się na nogach chłopakom i wyprowadziła na korytarz. Chwiejnym krokiem chłopcy dotarli do swoich kwater. Ledwo weszli i położyli się na łóżku a ich umysły zmógł głęboki, jak sama Azarnea, sen. Selene w przeciwieństwie do swoich przyjaciół nie zasnęła od razu. „Globalna percepcja…” pomyślała i zamknęła oczy „Jeden, dwa, trzy, cztery… nie jest ktoś jeszcze, piąta osoba”. Nagle zerwała się z łóżka.
- To nie jest człowiek- szepnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz