Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 11: Oddział ofensywny wskrzeszony


Następnego ranka rozległo się pukanie do drzwi Aeona, w odpowiedzi na nie, ze środka kwatery doszedł zaspany głos wołający o jeszcze pięć minut spokoju. Pukanie powtórzyło, tym razem było ono donośniejsze aniżeli poprzednie.
- Idę kurwa, idę! – wykrzyknął lokator
Drzwi leniwie się otworzyły i z nie małym zdziwieniem Aeon zauważył, że po drugiej stronie stoi Ascaron. Aeon lekko się cofnął pamiętając to co zdarzyło się, gdy ostatni raz Steelstrike zapukał do jego drzwi.
- Spokojnie Sandspell, dzisiaj ci nie dam po ryju.
- Rzadko się do mnie odzywasz, więc spytam od razu, o co chodzi?
- Idziesz ze mną, jest prawa do załatwienia.
Aeon stał przez chwilę nieco zmieszany, raz dostaje po mordzie, a teraz Ascaron go potrzebuje. W końcu westchnął głęboko, ubrał buty i ruszył za Ascaronem, nie pytając o nic, nie dostając ani słowa wyjaśnienia. Weszli obaj do kompleksu budynków i skręcili w prawo minęli jedne drzwi, za nimi drugie, w końcu zatrzymali się przy trzecich drzwiach, przez które przechodził każdy w  Requiem. Ascaron uniósł rękę i zapukał, a głos z wewnątrz nakazał wejść.
- Aeon Sandspell, jak mniemam. – rzekł arcymistrz
- Tak panie. – odpowiedział lekko drżącym głosem
- Słyszałem od Ascarona, że to ty zdobyłeś informacje potwierdzające tożsamość Draxa oraz Delany, czy to prawda?
- Tak panie
- Powiedz mi zatem proszę, w jaki sposób je zdobyłeś. – spytał zaciekawiony.
Aeon zastanowił się chwile co ma odpowiedzieć, od dawna obserwował i był obserwowany, potrafił kłamać jak Archon, ale także potrafił dostrzegać kłamstwo na podobnym poziomie. Czuł, że znajduje się pomiędzy młotem a kowadłem.
- Więc? – zapytał ponownie
- Jak wiesz panie, widzę wiele rzeczy i słyszę wiele.
- I każdą swoją gadkę zaczynasz w ten sposób – wtrącił Archon.
Aeon zrozumiał, że trafił na równego jeśli nie lepszego od siebie przeciwnika, postanowił więc zaskoczyć go jak każdego, pewnością siebie i... prawdą.
- To było dość proste, zdobyłem nieco zaufania o obu osób, nie będę ukrywał, że popsułem tym samym reputację Ascaronowi.
Gdy tylko wypowiedziano jego imię, Ascaron niemalże zawrzał ze złości, ale nie odezwał się ani słowem. Aeon natomiast kontynuował.
- Jeżeli chodzi o Draxa, wystarczyło się chwilę pokręcić by znaleźć dobry moment na zdobycie jego prywatnych rzeczy. Z Delaną było nieco więcej zabawy. Kiedy zakradłem się do jej kwatery, gdy spała pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy była jej bron. Gdy jej chciałem dotknąć poczułem okropny żar na dłoni. Miałem już krzyknąć ale się powstrzymałem i wyszedłem. Nigdy nie widziałem aby ktoś chronił broń tak potężnym zaklęciem. Wtedy wymyśliłem pomysł z książką.
- Co przez to rozumiesz? – spytał Don.
- Już z wieczora dało się zauważyć, że następny dzień nie będzie należał od najpiękniejszych, a że biblioteka to w zasadzie jedno z lepszych miejsc gdzie można zabić nudę postanowiłem spróbować szczęścia. Pomyślałem, że jeżeli faktycznie służyła za czasów Ysberiona i jest tą samą Shadowstep, która szukała mocy w armii przeklętych, musiała posiąść umiejętność porozumiewania się w języku staro-nemezeiskim. Przez noc napisałem więc kilkustronicową notatkę zatytułowaną Brama Umarłych, a jako że pochodzę z rodziny szlacheckiej o długich korzeniach, uczono mnie także staro-nemezeiskiego, więc nie sprawiło to problemu. Zostawiłem jednak kilka słów  w mowie współczesnej aby upewnić się, że jeśli Drax skorzysta z usług biblioteki zostanie chociażby w małym stopniu zaintrygowany owym tekstem. Wszystko poszło zgodnie z planem, bibliotekarka pokierowana moimi instrukcjami, podała ową notatkę Draxowi, a ten skorzystał z usług swojej koleżanki w celu przetłumaczenia tekstu.
Ascaron zarówno jak i sam arcymistrz nie mogli wyjść z podziwu co do przebiegłości Sandspella, taki umysł szpiegowski nie trafia się każdego dnia. Tym razem w jego stronę zamiast obelg i wyzwisk padły słowa uznania oraz obietnica nagrody za zasługi. Uradowany tym, że jego zasługi zostały dostrzeżone opuścił biuro arcymistrza, w tym samym momencie gdy zamknął za sobą drzwi, sztuczny uśmieszek zniknął z jego twarzy. Pewnym i szybkim krokiem wrócił do swojej kwatery, po raz kolejny udało mu się wykonać właściwy ruch, wiedział to, chociaż arcymistrz nie wspomniał ani słowem bezpośrednio o jakiejś nagrodzie. Tymczasem w gabinecie Archona rozpoczęła się kolejna rozmowa, a jej tematem był Aeon i słabnąca z dnia na dzień pozycja Ascarona. Po długiej wymianie poglądów Archon rzucił propozycję, niezbyt odpowiadającą Steelstrike’owi.
- Co powiesz aby Aeon dołączył do twojego oddziału?
- Co?! – wykrzyknął ze zdziwieniem Ascaron.
- To co słyszałeś, jego umiejętności mogłyby ci się przydać, co więcej – rzucił – uratowało by cię to od degradacji.
Ascaron poczuł, że ostatnimi czasy zbyt często jest przypierany do muru, w tym wypadku nie mógł jednak znaleźć sensownego argumentu aby się przeciwstawić swojemu przełożonemu. Pozostało mu bowiem trzy dni na uzupełnienie braków w oddziale, natomiast jego osobiste plany znajdowały się już w zaawansowanej fazie, więc nie mógł się cofnąć przed niczym. Z żalem i znacznym niezadowoleniem namalowanym na jego twarzy, zgodził się na dołączenie Aeona w jego szeregi. Chwilę później Ascaron opuścił gabinet przywódcy i pozostawił go samego z własnymi sprawami, tak przynajmniej mu się wydawało. Ledwie Ascaron zamknął drzwi z drugiej strony a w gabinecie arcymistrza rozległ się nieprzyjemny zgrzyt ocieranych o siebie cegieł, przez ciężkie drzwi jednak dźwięk ten przypominał bardziej przesuwanie ciężkiej sterty dokumentów po stole, co nie było niczym dziwnym. Ze spowitej mrokiem wnęki doszedł głos.
- Panie, z całym szacunkiem ale umieszczenie Aeona w tym oddziale jest lekko nieprzemyślane.
- Nie martw się tym, wszystko idzie po mojej myśli, pozwólmy teraz rzeczom się dziać – odpowiedział spokojnie.
            Czas od tej chwili pędził jak oszalały, niczym diabeł ogarnięty szałem krwi, pędzący za uciekającym bezbronnym człowieczkiem. Godzina mijała za godziną aż w końcu wybiła druga po południu. Pogoda dopisywała i kto mógł ten korzystał z promieni słonecznych przesiadując przed kwaterami z kuflem piwa, wylegując się bądź posilając, co właśnie czynili Delana, Drax oraz Aeon. Poinformowani o tym, że mogą już bez przeszkód rozmawiać nie kryli zadowolenia, nie wiedzieli jednak w jaki sposób Aeon udobruchał ich przełożonego. A skoro mowa o Ascaronie to właśnie zjawił się na dziedzińcu i dostrzegłszy siedzącą trójkę przy wspólnym posiłku począł kierować się w ich stronę.
- O patrzcie kto idzie – zawołała Delana.
Ascaron tylko parsknął, a gdy zbliżył się wystarczająco cisnął w stronę Aeona skrzętnie zapakowaną paczką. Ten z kocią zwinnością ja złapał i spojrzał na Ascarona z podejrzeniem, nim jednak zdążył zapytać otrzymał odpowiedź.
- Od teraz, Aeonie Sandspell, wszelkie sprawy kierujesz bezpośrednio do mnie i podlegasz bezpośrednio moim rozkazom.
            Nie zamierzając prowadzić dalszej rozmowy odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Cała trójka siedziała chwile nieco zmieszana całym tym zajściem, dopiero po dłuższej chwili dotarło do nich co się stało.
- Witamy w gwardii – zawołał radośnie Drax i poklepał starszego kolegę po ramieniu.
            Rozpieczętował szybko paczkę i zobaczył, że były tam trzy stroje gwardzistów, po jednym dla każdego. Na piersi po lewej stronie znajdował się „Spokojny Oblivion” herb Requiem, gwardzistów różniło to, że ich herb okalany był czymś w rodzaju koła zębatego. Symbolizować to miało machinę wojenną którą byli gwardziści. W środku znajdowała się także notka dotycząca struktury Requiem oraz wisiorek Draxa. Właściciel wisiorka nie krył zadowolenia ze znalezienia zguby, kiedy tylko wspomniał, że zgubił go zeszłego dnia w szatni Aeon poczuł jak ciarki przechodzą mu po plecach. Gra Aeona była jednak świetna i jego pokerowa twarz nie uchyliła chociażby rąbka tajemnicy co do „zgubienia” wisiorka. Delana wzięła do ręki notkę i otworzyła na pierwszej stronie.

„Hierarchia Requiem,

Na czele całej organizacji stoi Arcymistrz Don Archon, pod jego rozkazami bezpośrednio znajduje się czterech mistrzów.

Ascaron Steelstrike – ofensywny dowódca Requiem.
Galahad Stonepillar – protektor Requiem.
Valdam Ender – dowódca oddziałów do walki dystansowej.
Elena Healmore – dowódca oddziałów medycznych.

Każdemu z mistrzów przysługuje trzech podopiecznych, którzy stoją ponad strażnikami jednak nie mają oni prawa absolutnego rozkazu. Absolutny rozkaz polega na przypisaniu zadania danej osobie, w razie sprzeciwu owa osoba może zostać stracona.

Poniżej znajduje się lista gwardzistów oraz ich zwierzchników.

Ascaron Steelstrike – Drax Bloodpledge, Aeon Sandspell, Delana Shadowstep.
Galahad Stonepillar – Zen Barrel, Randolf Brighteye, Marcus Gore.
Valdam Ender – Ozzie Sarcasm, Jane Yard, Felix Zheroo.
Elena Healmore – Maclade Paradoc, Nelly Bleed, Linda Dawnstar.

Absolutny rozkaz przysługuje każdemu z mistrzów maksymalnie raz na dwa tygodnie, wszelkie nadużycia tego prawa należy zgłaszać do arcymistrza Dona Archona.”

Delana skończyła czytać pierwsza stronę i zauważyła, że słowotok zaraz wyleje się z ust Aeona więc udzieliła mu głosu.
- Co do tych gwardzistów, warto zwrócić uwagę na pana Zheroo.
- Czemuż to?  - spytali jednym głosem Delana z Draxem.
- Widziałem ich podczas ćwiczeń, Zheroo przewyższa Endera pod każdym względem, szybkości, celności oraz stopnia zaawansowania magii.
- Dlaczego więc on nie jest liderem? – spytała Delana.
- Wydaje mi się, że Ender nieźle posmarował za swoją pozycje, słyszałem też, że nienajlepiej dogaduje się z Zheroo, przynajmniej nie wyglądają na takich co się lubią.
- Dlaczego więc nie odejdzie z Requiem?
- Przeczytaj kolejną stronę, a się dowiesz.
            Tak też uczyniła.

„Prawo Requiem,

Requiem jak każda organizacja posiada zasady którymi się kieruje, przestrzeganie ich jest obowiązkiem każdego zrzeszonego niezależnie od pozycji jaką zajmuje w hierarchii. Poniższy spis przedstawia szereg zasad, których należy przestrzegać oraz konsekwencje wypływające ze złamania danej zasady.

1. Wierność wobec Cesarstwa – pamiętać należy, że Requiem istnieje dzięki dotacjom z cesarstwa Nemezii, wypowiedzenie lojalności cesarstwu skutkować będzie pozbawieniem wolności na czas nieokreślony, ciężkimi pracami czy nawet śmiercią.

2. Wierność wobec Requiem – jako członek Requiem każdy zobowiązany jest do utrzymywania bezpieczeństwa na Azarath, każde działanie na niekorzyść Requiem karane są grzywną, ograniczeniem praw, więzieniem czy nawet  śmiercią poprzez powieszenie,  przypadkach dezercji jedyną karą jest kara śmierci.

3. Absolutny Rozkaz – podlega niemu każdy niższym stopniem od mistrza, w razie sprzeciwu kara nałożona na buntownika zależna jest od wagi rozkazu.

4. Nadużycie Absolutnego Rozkazu – Każdy mistrz raz na dwa tygodnie wydać może jeden Absolutny Rozkaz, nadużycie tego prawa może doprowadzić do degradacji z pozycji mistrza do pozycji strażnika.

5. Bratobójstwo – Zabicie towarzysza broni karane jest śmiercią przez powieszenie bez możliwości zmniejszenia kary, niezależnie od stopnia  hierarchii

6. Prawo głosu – Każdy może wyrazić swoją opinie na tematy poddane do dyskusji na forum Requiem. Obrażanie, grożenie bądź inna forma przemocy psychicznej lub fizycznej w stronę drugiej osoby debatującej karana będzie grzywną, w skrajnych przypadkach (spowodowanie śmierci) śmiercią.

7. Złodziejstwo – Wszelka udowodniona próba kradzieży bądź kradzież karana będzie adekwatnie do straty poniesionej przez okradzionego, z wyłączeniem kary śmierci.

8. Prawo Gwardii – Gwardia podczas wojny ma prawo dobierania strażników w celu uformowania oddziału przeznaczonego do poszczególnych działań wojennych, sprzeciwy traktowane będą jako dezercja.

9. Prawo zwolnienia – W przypadku nieprzydatności bojowej (trwałe urazy i schorzenia) dana osoba może zostać zwolniona ze służby Requiem. Prawu temu podlegają także osoby po 60 roku życia.

10. Zakaz wieży – Nikt bez pozwolenia nie ma prawa zbliżać się do Astralowej Wieży, złamanie tego zakazu grozi śmiercią.”

- Teraz już rozumiesz, czego nie może sobie po prostu pójść?
Delana kiwnęła głową.
- Tutaj za wszystko mogą cię zabić to jest chore.
- Nikt nie mówił, że nie jest. – opowiedział Aeon – regulamin nazywany jest tutaj popularnie dekalogiem, lepiej miej go w pamięci jeśli nie chcesz stracić głowy.
Aeon wstał z ziemi i ruszył w stronę swojej kwatery uciąć sobie drzemkę. Delana natomiast zajrzała na kolejną stronę nie zdążyła przeczytać jeszcze słowa gdy leżący obok Drax wtrącił kilka słów, jednak usta pełne jedzenia nie były w stanie wydać niczego prócz bełkotu.
- Co mówiłeś?
Chłopak przełknął jedzenie.
- Tak się zastanawiam, co teraz?
- Co masz na myśli?
- Wiesz po co tu przyszliśmy, ale za cholerę nie mogę znaleźć tego czego szukam. Tak w zasadzie, zastanawiam się czy szukamy we właściwym miejscu.
- Teraz na to nic nie poradzisz, ale mam wrażenie, że z czasem odpowiedź sama się znajdzie.
Kończąc pogawędkę zaczytała się w kolejnej stronie broszury. Tym razem nie był to spis ludności, zasad czy innych formalności, przez które trzeba było przebrnąć, nie ważne jak się tego nie chciało. Kolejne kilka stron było poświęcone na historię powstania Requiem, Drax nie protestował przed posłuchaniem owej treści, we wszystkim mogła znajdować się przecież informacja dotycząca śmierci jego rodziców.

„Requiem nie jest organizacją młodą jak wielu uważa, istniało ono, choć nie oficjalnie już za czasów panowania Atalrana Nemezisa. Gdy rozpętała się wojna z przeklętymi, obdarowani zebrali się w grupy aby bronić swoich ziem. Obecnie czasy tamte nazywane są preludium a czas datuje się wstecz, spowodowane jest o zmianą kalendarza który zaczęto prowadzić na nowo po założeniu Requiem. Przeklęta wojna rozpoczęła się w czternastym roku panowania cesarza Atalrana, miał on szesnaście lat gdy objął władze nad cesarstwem Nemezii. Ziemiami Chaotycznymi, nie raz targanymi przez wojny z sąsiadami. Atalran zdołał sobie zjednać sąsiadów, w  przeciwieństwie do jego poprzednika, Edwarda Krwawego, nie był on władcą pysznym. Pomimo niezadowolenia ze strony szlachty ukorzył się przed dawnymi wrogami jednocześnie sprawiając wrażenie potężnego władcy. Sąsiedzi czuli przed nim respekt, nie był to jednak respekt wzbudzany strachem, lecz jasnością umysłu i doskonałością pod względem przywódczym. Widząc potęgę Atalrana, inne państwa zaprzestawały wojen, by po 8 latach od objęcia tronu na całym kontynencie zapanował spokój. Była to istna utopia, dwadzieścia trzy państwa zawiesiły działania wojenne, w tym Karadia, której potęga militarna mogłaby zmieść z powierzchni ziemi każde państwo, posiadała ona najprzedniejsza stal oraz kowali i płatnerzy. Największą siłą Karadii była jednak regularna armia złożona z blisko czterech milionów wyszkolonych żołnierzy. Jednak w  sześć lat po zapanowaniu pokoju burzowe chmury zebrały się nad Nemezią, piekielne zastępy uderzyły z nad południowego morza, znanego dzisiaj jako Azarnea. Atalran wysłał wołanie o pomoc do wszystkich państw kontynentu, odpowiedziało tylko kilka, w śród nich była Severia niewielki kraj na zachodzie od Nemezii, ludzie tam jednak byli wielcy duchem, a ucieczka z pola bitwy była dla nich gorsza niż śmierć. Siły były jednak wciąż nie wystarczające aby prowadzić otwartą walkę z demonami. Co więcej było to pierwsze starcie z przeklętą rasą. W cztery miesiące później z odsieczą przyszła Karadia, posyłając blisko trzy czwarte swojej armii, to wystarczyło jedynie aby zatrzymać przeklęty marsz w głąb kontynentu. Starty po stronie ludzi były ciągle ogromne, kilkukrotnie większe niż w obozie demonów. Była to jednak przełomowa chwila znana dziś jako „Piekielny postój”, a miała miejsce w trzydziestym drugim roku preludium. Przez kolejne dwanaście lat zmierzchy i świty ociekały krwawą łuną, w tym czasie niemalże cały kontynent włączył się do wojny. Jedynie dwa państwa handlowe Tredomia i Salarion pozostały neutralne, ze względu na brak wyszkolonej armii. W dwudziestym szóstym roku preludium Atalran zapoczątkował reformę języka, ostatecznie weszła w życie w dwudziestym pierwszym roku. Rozkazy które przechwytywali do tej pory przeklęci stały się nie jasne, był to początek odrodzenia cesarstwa. Do końca roku dwudziestego demony zostały całkowicie pozbawione możliwości przewidywania ruchów zjednoczonego wojska, by w końcu zostać zepchnięte z powrotem na Azarath. Sam Atalran nie doczekał się  chwalebnej chwili gdyż na początku dwudziestego pierwszego roku preludium został śmiertelnie ranny w walce. Tron po nim odziedziczył jego syn Ysberion w wieku lat dziewiętnastu. Po odparciu straszliwej armii Ysberion zebrał wszystkich pozostałych przy życiu obdarowanych w ilości trzech tysięcy czterdziestu i razem z nimi ruszył na Azarath. Zauważył on wtedy, że te trzy tysiące obdarowanych walczących ramie w ramię ma siłę co najmniej trzystu tysięcy ludzi. Mana płynąca w ich żyłach pozwalała im znacznie przekraczać ludzkie możliwości, magia jaką dysponowali była nieporównywalnie potężniejsza od najlepszych machin oblężniczych. W swoim pamiętniku Ysberion napisał „Widziałem jak giną ludzie, widziałem jak giną demony, widziałem jak bezbronni są obdarowani gdy muszą bronić innych, ale teraz, gdy są razem i niema wśród nich nas, słabych ludzi. Walczą na swoim poziomie nie oglądając się na innych, właśnie ta równowaga sił sprawia, że każdy jeden z nich jest wart tysiąca żołnierzy”.
Dzika wyspa Azarath stała się z czasem ostoją obdarowanych, swoja warownie nazwali Requiem, nazwa nawiązywać miała do pieśni śpiewanych zmarłym, w ten sposób spaczone dusze miały doznać ukojenia po śmierci. Ysberion po dwóch miesiącach powrócił na kontynent, na którym zaczął powracać spokój, obiecał on jednak wcześniej Requiem autonomię na wyspie oraz dofinansowywanie na rzecz walki z demonami. Niedługo po opuszczeniu Azarath przez Ysberiona, demokratycznie na przywódcę Requiem wybrano Azara Thargorna, to właśnie po nim wyspa nosi swoją nazwę. Azar zadbał o wybudowanie fortyfikacji i skuteczne eliminowanie przeklętych, ostateczna forma fortecy powstała na rok przed śmiercią Thargorna. Wieść o wybudowaniu fortyfikacji na południu Azarath dotarła do czterdziestoletniego wówczas Ysberiona, a on zarządził stworzenie nowego kalendarza. Okres ten zwany był Erą I Requiem. Po Azarze władze objął Saladin Clastro, miał on jednak wielkie poczucie obowiązku do wyzyskiwania zasiedlających się z wolna na Azarath ludzi, co w efekcie doprowadziło go na stryczek w ósmym roku IR. Jego następca Ulrich Bleyk przez blisko pięćdziesiąt lat dbał o ochronę nowo powstałych miast, a w szczególności portowego miasta Lethe oraz odległego na wschodzie, pustynnego miasta Ghald, w którym produkowane było najprzedniejsze szkło.
Ze względu na problemy zdrowotne w pięćdziesiątym szóstym roku IR, Bleyk oddał władze młodemu strażnikowi Ysberionowi Morgusowi, ten z kolei odniósł kilka zwycięstw nad przeklętymi w tym zwycięstwo podczas pierwszego szturmu na Requiem w osiemdziesiątym siódmym roku IR. W osiemdziesiątym dziewiątym roku spisał pierwsze zasady Requiem, które pozostały niezmienione po dziś dzień, odszedł ze służby w dziewięćdziesiątym szóstym w wieku sześćdziesięciu lat, swoją władze przekazał wtedy nowemu, utalentowanemu strażnikowi Donowi Archonowi ten po piętnastu latach piastowania swego urzędu w roku sto jedenastym, przy pomocy swojej prawej ręki Eliasa Bloodpledge’a, Gustawa Soulrippera oraz demonologa Illiatha Blackfaitha sporządził pieczęć, która zamknęła demonom przejście do naszego świata. Rok sto jedenasty datuje się, jako początek ery drugiego Requiem. Obecnie Archon piastuje swój urząd przeszło pięćdziesiąt lat i jest najdłużej urzędującym Arcymistrzem.”
            Dziewczyna odłożyła broszurę na bok i spojrzała swymi rubinowymi oczami na swojego towarzysza. Bloodpledge nieco głupawym wzrokiem odpowiedział na spojrzenie koleżanki, nie bardzo wiedział co jej chodzi po głowie, ale zaczynało go to irytować.
- Mam cos na twarzy? – spytał
- Nie, nic z tych rzeczy – odpowiedziała z uśmiechem.
- To o co ci chodzi?
- To pierwszy raz kiedy widzę cię tak zaciekawionego jakimś tekstem.
            Drax lekko zarumieniony odwrócił głowę w prawą stronę, jakby chciał czegoś się doszukać na murach fortecy.
- Po prostu lubię ciebie słuchać. – wyksztusił.
- Jeszcze ci się znudzi słuchanie mnie. – roześmiała się – Ale skoro niema nic do roboty to może pora pójść w ślady Aeona.
            Delana nie spotkała się z protestem i razem ruszyli do swoich kwater. Gdy tylko drzwi w klitce Draxa się zatrzasnęły zrzucił on swoje stare ubranie i jął się do przymierzania nowego stroju. Składał się on z czarnego podkoszulka wykonanego z gadziej skóry, wyglądał na dość wytrzymały i gruby, ale był zarazem przewiewny. Kolejną część stanowiły spodnie także koloru czarnego, długie po same stopy. Wydawały się być wykonane z tego samego materiału co podkoszulek, jednak gdy przeciągnęło się po nich palcem dało się poczuć wplecione w nie stalowe nici. Dzięki takiej plecionce spodnie te nie krępowały ruchów oraz nie były wiele cięższe od zwykłych skórzanych spodni górnika, ale z pewnością dawały większą ochronę na polu walki. Wiadomo, że nie należało nadstawiać nóg pod ostrze, ale w razie draśnięcia nogawka taka była w stanie uchronić od obrażeń. Ostatnią częścią był ciemnoczerwony, niemalże bordowy płaszcz. Jego wagę dało się już odczuć, stalowe włókna były gęściej wplecione w skórę, w szczególności w miejscach gdzie mniej więcej znajdowały się punkty życiowe, takie jak serce, nerki czy płuca. Na piersi widniał wspomniany wcześniej symbol Requiem. W tym odzieniu Drax wyglądał jak na prawdziwego gwardzistę przystało, w pewnym sensie poczęła od niego bić aura dostojeństwa i siły, która wzbudzała respekt wśród innych mijających go strażników. Od tej chwili ani Drax, ani Delana, ani też Aeon nie byli zwykłymi szaraki w śród setek ludzi w fortecy, byli jednymi z szesnastu służących pod rozkazami samego Arcymistrza, stanowili kręgosłup Requiem. Po krótkim spacerze murami fortecy, Drax natknął się na swojego przełożonego. Ten odwróciwszy się w jego stronę rozpoczął rozmowę. Na początku w stronę chłopaka poleciało kilka pochwał, że dobrze wygląda w tym mundurze i tym podobne, w końcu musiało jednak paść bardziej oficjalne pytanie.
- Zapoznałeś się z historią powstania Requiem?
- Tak, zdarzyło mi się cokolwiek o tym dowiedzieć.
- Zauważyłeś w tym coś ciekawego?
            Drax zamilkł na chwilę i podejrzliwym wzrokiem przeszył swojego rozkazodawcę.
- Nie patrz tak na mnie – kontynuował Ascaron – Ja także zauważyłem, że istnieją dwie różne historie, tej której byłem świadkiem oraz ta którą pisze Requiem.
- Twierdzisz, ze fałszują fakty? – spytał niepewnie.
- Nie, niektóre tylko pomijają, ale w tej chwili się tym nie kłopocz, wkrótce wszystko się wyjaśni.
            Drax spuścił wzrok.
- Skąd wiesz, po co tu jestem?
- Sprawdzenie twoich korzeni nie było problemem, wiem że Aeon powiedział ci swoje, ale teraz gramy w jednej lidze i mogę ci obiecać, że razem rozpoczniemy nową erę Requiem.
- Nową erę?
- Wszystko w swoim czasie, teraz idź odpocząć, jutro zaczynają się Thanatozie.
- Masz na myśli uroczystości ku czci Thanatosa?
            Ascaron kiwnął głowa.
- Jutro dwudziesta rocznica zapieczętowania bramy. A zwiad donosi, że nie stwierdzono aktywności przeklętych w ostatnich kilku dniach, więc impreza będzie na całego.
            Białowłosy postanowił posłuchać rady swojego przełożonego i udał się powrotem do kwatery. Upływały kolejne godziny a słonce przestawało powoli rzucać swoje promienie zza horyzontu, nie nastał jednak wieczorny spokój. Na dziedziniec wypłynął tłum ludzi, nie byli oni strażnikami, przynajmniej ich ubiór oraz postura na to nie wskazywały. Mężczyźni i chłopcy, kobiety i dziewcząt, wszyscy którzy do tej pory pełnili różne funkcje w podziemnych tunelach Requiem, wyszli na zewnątrz udekorować dziedziniec na jutrzejsze obchody. Sprzątacze, pracownicy biblioteki, praczki, lekarze kowale, płatnerze, krawcy, szewcy czy zielarze. Dosłownie wszyscy zajęli się przygotowaniami do Thanatozii. Część strażników czy chociażby sam mistrz Ender z radością dołączyli do przygotowań, było to dla wszystkich oderwanie od rutynowych patroli czy krwawych bitew. Ludziom Ascarona także nie udało się zasnąć, aż do późnej nocy. Nim to nastąpiło przyglądali się stojąc w drzwiach swoich kwater na harujących jak mrówki mieszkańców cytadeli. Drax nawet wyskoczył na chwilę przenieść kilka paczek z ozdobami, Delanę zwerbowano do porozwieszania ozdób na murach, a Aeon standardowo wyskoczył „integrować się” przy piwku. Gdy ozdoby były już powieszone na dziedzińcu pojawił się cały orszak ludzi ze stołami i krzesłami, ustawili oni je wokół przygotowanych wcześniej licznych palenisk. Potężne stoły zrobione z Bardasu, drzewa potocznie nazywanego Stalowcem, który rósł jedynie na północnej granicy Nemezii i Hooznem miały swoją cenę, plotka głosi, że Bardas we wczesnych wiekach służył jako materiał na broń obuchową czy tez tarcze i idąc dalej za plotką ponoć sprawdzał się lepiej niżeli przedmioty wykonane z brązu. Bądź co bądź Bardasowe meble należą do najdroższych na które czasami i sam król poskąpi pieniędzy, Requiem natomiast posiadało ich niemalże setkę, doliczyć należy też, że do każdego stołu dostawiono po sześć krzeseł z tego samego tworzywa. Taka zastawa jedynie podkreśliła zamożność Requiem, jak i całej wyspy na której się znajdowało. Dotacje na rzecz walki z demonami z kilku państw, własny statek handlowy, szkło z Ghald oraz wynajem Requiem do ochrony północnego szlaku handlowego były zaledwie jednymi z wielu źródeł dochodu organizacji, nic więc dziwnego, że w ten sposób Requiem wyprawiało imprezy. W końcu kolo godziny czwartej nad ranem wszyscy wrócili do siebie na spoczynek, który w niektórych przypadkach, w tym Aeona, trwał do późnego popołudnia. Wtedy też poczęto wnosić na w pełni przygotowany dziedziniec pierwsze potrawy. Była wtedy godzina piąta i właśnie miała się rozpocząć pierwsza cześć uroczystości, myśliwska uczta. Nazwa pochodziła od rodzaju dań jakie się wówczas podawało. Była to zwierzyna łowna, od zajęcy i królików przez dziki i jelenie aż po sadło niedźwiedzie, które nie cieszyło się zbytnia popularnością wśród ucztujących, aczkolwiek miało ono kilku amatorów na czele z potężnej postury Galahadem. Po dwudziestu, może trzydziestu minutach wszyscy byli już zebrani, a ich oczy dawno zatrzymały się na ulubionych potrawach. Nim jednak zabrali się do jedzenie zostali świadkami nietypowego wydarzenia. Galahad nie cierpiący przemówień publicznych wyszedłszy na krzesło począł przemawiać patrząc na wszystkich z góry.
- Jak wiecie nie często wdaje się w takie sprawy, ale w imieniu Arcymistrza, moim oraz wszystkich tu zgromadzonych chciałem pogratulować Ascaronowi odrodzenia się jego oddziału. Dziś mamy podwójne święto gdyż nie tylko upamiętniamy zamknięcie bramy, ale także odzyskujemy oddział, który prowadził nas będzie do podczas ostatniego szturmu na norę przeklętych. Dzisiejszego dnia świętujemy odzyskanie siły bojowej Requiem. Liczę, że nasi nowi gwardziści, panienka Delana Shadowstep, pan Drax Bloodpledge oraz pan Aeon Sandspell okażą się wartościowymi kompanami dla mistrza Ascarona.
            Kiedy tylko skończył i zszedł z krzesła, poczuł znaczną ulgę. Nikt pewnie nie wiedział, że Galahad ćwiczył tą kwestię od momentu gdy tylko dowiedział się, że Aeon jest ostatnim który dołączył do ofensywnego oddziału. Pomimo, że nie była to może mowa najlepszego mówcy na świecie brawa nie milkły jeszcze przez chwilę, w końcu pojawiła się orkiestra oraz panie rozlewające piwo, a wtedy nic już nie powstrzymało strażników przed czynnym włączeniem się w ucztę. Dziczyzna znikała wyjątkowo szybko, a jej miejsce zajmowały inne potrawy. Draxowi wyjątkowo zasmakowała pieczona szynka z czosnkiem i ziołami w sosie śmietanowo pomidorowym. Dość dziwna mieszanka i z pewnością dająca się jelitom we znaki, ale w tej chwili liczyła się zabawa, której ani Drax ani Delana nie zaznali od wielu lat. Tuż obok wszelkiego mięsa równie szybko znikał alkohol, część ludzi nie mając zamiaru czekać, aż dziewczyny doniosą kolejne litry napojów wyskokowych popędziła do spiżarni. Nie minęła chwila, gdy te same osoby pokazały się na dziedzińcu tocząc beczki z piwem oraz winem. Po daniach jarskich przyszła w końcu kolej na różnorakie zupy, niektórym wystarczyła co prawda zupka chmielowa, ale byli i tacy co nie pogardzili mniej wartościową (według co niektórych) substancją. Z upływem czasu oraz alkoholu coraz więcej ludzi stawało się coraz bardziej otwartych dla drugich. Rozpoczęły się tańce oraz wygłupy. W tym właśnie momencie Aeon był w swoim żywiole, wyskoczył na stół i zaczął wymachiwać nogami i rękami improwizując jakiś taniec. Dostrzegłszy dziewczynę zbierającą brudne misy chwycił ja za rękę i wciągnął na stół, po czym nie dając jej zbytniego wyboru zawirował z nią w tańcu. Do północy cały dziedziniec wypełniony był tańczącymi i śpiewającymi gębami. Draxa kilkukrotnie próbowano wyciągnąć do tańca, ten za każdym razem bronił się argumentem, że nie umie tańczyć. Spoglądając w lewo dojrzał gdzieś w tłumie tańczącą Delanę, tańczyła jakby przez całe życie nie robiła nic innego. Podczas tego płomiennego tańca czy to solowo czy z partnerem nie jeden próbował skraść jej całusa zawsze jednak odsuwała się na bok, mijając się z ustami zalotnika. Jeden był na tyle natarczywy, że swoje zaloty skończył całując ziemię, Delana zyskała sobie tym samym poklask większości zgromadzonych. W pewnym momencie, ktoś poklepał Draxa po ramieniu i już dość podpitym głosem powiedział na głos.
- To jest mój człek! On już zabił demona, piwo dla niego! – wydusił męczony pijacka czkawką.
            Takiego Ascarona jeszcze nie znał, ale widać było, że towarzystwo dwóch pięknych blondynek usługujących przy jednym ze stołów jedynie popędzało go naprzód. Orkiestra sobie także nie żałowała ani towarzystwa ani alkoholu w efekcie czego około godziny drugiej nie dało się rozpoznać granych przez nich utworów. Co chwila zmieniał się rytm, melodia czy słowa, nie sprawiało to jednak różnicy dobrze rozbawionym i podpitym strażnikom. Drax powoli wstał od stoły, gdy nagle poczuł, że coś rzuca mu się na plecy, odurzony alkoholem nie utrzymał równowagi i runął na stół, od razu dookoła wzniosły się głosy podekscytowania.
- Ani razu nie widziałam, żebyś zatańczył – odezwała się wesoło dziewczyna.
- Mówiłem ci, że nie… - urwał szarpnięty przez ze stołu przez koleżankę.
            Delana wtuliła się w jego ramiona i powoli zaczęła prowadzić do tańca, początki nie były najlepsze, brak doświadczenia było widać od razu, a brak koordynacji ruchowej spowodowany był ilością spożytego trunku. Bloodpledge był jednak zbyt urobiony aby odczuwać jakiś dyskomfort i z każdą kolejną chwilą nabierał wprawy. Do godziny trzeciej tańczył już jak zawodowiec. Cała impreza niespodziewanie skończyła się gdy skrzypek przez przypadek wbił smyczek w oko starszemu facetowi grającemu na lutni. Z kolei upuszczona lutnia spadła na nogę przechodzącemu obok kelnerowi, ten wylał niesione piwo na Zena Barrela, podopiecznego Galahada, który natychmiast posłał mu prawego sierpowego. Reakcja Zheroo była natychmiastowa, nie przepadał on za Barrelem tak samo jak za swoim przełożonym, z tą różnicą, że temu mógł dać bez przeszkód po mordzie. W obroni Barrela stanęło kilku strażników i zaczęli okładać Zheroo, wtedy na pomoc pośpieszył mu Aeon tym samym wyrywając się z uścisków dwóch pań. Gdyby tego było mało do akcji włączył się Ender który postanowił rozdzielić bijące się obie strony wtedy napotkał na swojej drodze Ascarona, który w przeszłości sam nakręcał barowe rozróby. Bez wahania wymierzył on Enderowi lewego prostego, który był na tyle silny, że posłał pijanego mistrza na glebę. W całym tym zamieszaniu strażnik którego Delana przytwierdziła parę godzin temu do ziemi zakradł się od tyłu i chwycił za piersi, pijanemu w końcu wszystko jedno. Shadowstep odruchowo krzyknęła, a stojący tuż przed nią Drax niemalże bez namysłu wymierzył zboczeńcowi cios łokciem tak silny, że ten połkną dwie wybite jedynki próbując złapać oddech. Lekkomyślny strażnik nie utrzymał się na nogach i runął na ziemię. Nagle dwójka poczuła na swoich ramionach kobiece dłonie. Była to Elena z oddziałem medycznym.
- Witamy w Requiem. – powiedziała ze spokojem
            Chyba tylko od niej nie było czuć alkoholu.
- Tak jest zawsze? – spytała nieco zszokowana zjawiskiem Delana.
- Nie, w tym roku jest wyjątkowo spokojnie, jak na nich przynajmniej.
            Nie zamieniając więcej ani słowa ruszyła w stronę bijących się strażników. Wśród jej oddziału dało się dostrzec potężnego mężczyznę, nie był to nikt inny jak Galahad, który zaraz po wszczęciu bójki poszedł zawołać Elenę i jej medyków.
- Dobra chłopaki, Galahad wpadł koniec zabawy – krzyknął zakrwawiony Ascaron.
            Uśmiech, pomimo rozciętej wargi, luku brwiowego oraz skóry na policzkach, nie schodził mu z jego toczących krew ust. Dziwniejsze było jednak to, jak nagle wszyscy posłuchali i zaprzestali walk. Czy właśnie tak wyglądała dyscyplina w Requiem? Czy tylko szczęśliwym trafem cała pijana hołota była już zbyt zmęczona aby przeciwstawić się rozkazowi Ascarona? Te pytania dręczyły Draxa do białego rana, Delana natomiast miała w pamięci moment w którym została przez niego obroniona. Słońce zaczynało już świtać gdy większość Requiem zapadła w błogi sen. Popołudnie i wieczór upłynęły wszystkim uczestnikom na leczeniu kaca podczas sprzątania wszystkiego co zostało na dziedzińcu, parę połamanych krzeseł dało się przeboleć, jedną wyłamaną nogę stołu także, ale zniszczenia herbu Requiem, Archon nie mógł wybaczyć. Trzech żartownisi którzy podpalili dekorację jakimś zaklęciem zostało wieczorem wychłostanych tak, aż im skóra z pleców zaczęła schodzić. Ascaron z zabandażowaną niemalże w całości głową przez cały dzień nie opuścił swojej kwatery. Aeon cały posiniaczony już wieczorem siedział jak zwykle oparty o ścianę swojej klitki i sączył browar. Ender z zaskoczeniem stwierdził, że znajduje się na sali szpitalnej w podziemiach cytadeli, a jedyne co mu się przypominało to zbliżająca się pięść. Ciekawym faktem było, że ludzie którzy wczoraj jeszcze prali się po twarzy z mordem w oczach dziś śmieją się i rozmawiają ze sobą. Aeon zapytany o to, wytłumaczył Draxowi, że takie bójki tylko hartują żołdaków i nie są postrzegane jako coś nieodpowiedniego, przynajmniej nie podczas trwania Thanatozii. Pomimo, że chciało by się czas zatrzymać ten płynął nie ubłaganie, w szczególności dziś, w dniu który był jak wyrwana kartka z kalendarza. Po każdym zmierzchu nadchodzi jednak świt, który przynosi kolejne wyzwania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz