Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Rozdział 13: Drugi obóz (Koniec Rozdziału)


Umorusany ziemią Ascaron w pośpiechu dosiadł wierzchowca.
- Wio! – krzyknął ile sił w płucach i popędził rumaka.
            Ten ruszył z dęba i od razu przeszedł w galop, był wyjątkowo dobrze zadbany, jego potężne nogi rytmicznie wystukiwały melodię, bujna grzywa powiewała na wietrze. Rumak pędził z prędkością, jakiej nie powstydziłyby się najlepsze rumaki Requiemskie, w zakręty wchodził z gracją, której nie sposób opisać. Siodło było idealnie dopasowane do grzbietu, oprawione skórą i wypolerowane, Ascaron nie mógł stwierdzić co było poduszką w siodle ale pewien był, ze było to wygodne. Jedynie wiatr świszczał mu w uszach gdy mijał kolejne pola, w głowie natomiast świszczało mu pytanie skąd Aeon wziął takiego rumaka… i po co? Ta myśl jednak po chwili przestała zaprzątać jego głowę, gdyż przypomniał sobie, że Drax ma nad nim jakies dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut przewagi. Tyle czasu mogło okazać się gwoździem do trumny. Drax z kolei także trafił na wyjątkowego rumaka, który niósł go z zawrotną prędkością, gdyby tego było mało, szeroka, kamienna droga pozwalała na poruszanie się z pełną prędkością bez obaw o zahaczenie o jakąś gałąź czy korzeń. W oczach chłopaka płonęły gniew i rządza zemsty. Gdyby nadać tym uczuciom kolory kolejno czerwony i żółty, ten drugi byłby w przewadze. Pomimo, że zawsze wydawał się opanowany w tych sprawach, tylko kwestią czasu było, kiedy stłumiony głos w jego sercu zacznie ryczeć niczym horda potępionych. Skoro okazja czyni złodzieja to równie dobrze szept może obudzić bestię pogrążoną we śnie. Ascaron zostawił daleko za plecami mury Requiem, a w oddali widać było knieję Casia-Norda. Tuz przed Casia-Norda kamienna droga skręcała na wschód i właśnie od wschodniej strony ją okalała. Casia-Norda była swego rodzaju wschodnią odnogą całej Casia-Magna, swoja nazwe zawdzięcza jednak północnemu położeniu względem Requiem, a nie części Azarath, na której się znajduje. Jak nie trudno się domyśleć na zachód od cytadeli znajduje się Casia-Westa, oddzielająca zachodnie wybrzeże Azarnea oraz miejsce, które było niegdyś legowiskiem Illiatha i ciągnie się aż do portu Lethe. Pomimo że Azarath ma wiele ciekawszych miejsc od owej kniei to właśnie Casia-Norda miała odegrać w tej chwili kluczową rolę. Ascaron spostrzegł w oddali samotnego jeźdźca, który trzyma się kamiennej drogi, był niemalże pewien, że tą osobą jest nizinny jak śnieżno włosy przyjaciel. Nie mylił się, chłopak nie znał zbytnio okolic, a w lesie już raz się zgubił, to też wybrał dłuższą, aczkolwiek łatwiejszą drogę.
- Jeśli skrócę drogę przez Casia-Norda mam szansę go złapać. – pomyślał Steelstrike.
            Tak też poczynił, co prawda to właśnie w tej części lasu stracił swoich ludzi, ale Drax był dla niego cenniejszy niżeli ktokolwiek inny, przynajmniej jako żołnierz.
- Wiśta wio! – wykrzyknął raz jeszcze i pokierował konia w stronę zarośli.
            Rumak nieustraszenie przeskoczył przydrożne krzaki i niczym strzała pomknął miedzy drzewami. Dzień był jeszcze młody, ledwie parę minut po południu, ale gęste korony drzew przepuszczały niewiele światła. Ćwierkanie ptaków i delikatny szum wiatru rozluźniały nieco napięcie, które towarzyszyło mistrzowi od samego rana. Ten z kolei postanowił zatrzymać się na krótką chwilę przy stawie, który właśnie mijał, aby pozwolić rumakowi na chwile wytchnienia i zamoczenie pyska w wodzie. Dość często jeździł na około Casia-Norda, ale dobrze znał także samą knieję, knieja pozwalała zaoszczędzić w jego przypadku jakieś czterdzieści minut, więc po wyjeździe musiałby jeszcze chwilę czekać na Draxa. Nagle zapadła cisza, niepokojąca cisza, Steelstrike rozejrzał się uważnie po okolicy, po całym jego ciele przeszedł dreszcz. Coś kryło się w drzewach, ale nie potrafił tam niczego dostrzec, w pewnej chwili nawet żałował, że nie ma ze sobą Aeona. Powietrze stało się ciężkie, tak przynajmniej wydawało się samemu strażnikowi, po chwili poczuł czyjś wzrok, Ascaron nie był typem, który lubił się bawić w podchody. Bardziej by odpowiadał mu ciężar walki z dziesięcioma przeciwnikami, których widzi, aniżeli ciężar jednej pary oczu. Nagle świst dobiegł jego uszu, bez większego zastanowienia dobył swój oręż i odchylił głowę. Przed jego oczami śmignęła strzała o stalowym grocie, mógł dostrzec ja bardzo dokładnie, grot składał się z dwóch cienkich, skrzyżowanych warstw metalu leżących do siebie prostopadle. Końce grotu wystawały lekko ponad drzewiec strzały, takich strzał nie można wyciągnąć z ciała bez rozszarpania całej rany, a wbicie w kość jest niemalże jak wyrok. W mgnieniu oka Ascaron spojrzał w kierunku, z którego nadciągnął pocisk. Na gałęzi jednego z drzew stał zamaskowany, ubrany na czarno człowiek. Natychmiast wyrzucił łuk i zaczął kręcić w powietrzu dłońmi jakby chciał ulepić kulę z powietrza, spod jego chusty zakrywającej twarz do wysokości oczu dało się zauważyć, co prawda nie wyraźne, ruchy ust. Cienie niczym hebanowe wstęgi zaczęły zwijać się pomiędzy dłońmi zamachowca.
- Magia cienia – szepnął pod nosem Ascaron.
            Nie zwlekając dłużej gwardzista wbił swój miecz w ziemię, i w mgnieniu oka drzewo, na którym stał zamaskowany człowiek zostało rozdarte od wewnątrz stalowymi kolcami. Zmuszony do przerwania inkantacji zaklęcia zeskoczył z gałęzi. Ascaron był tak samo medium jak Drax, jedną z zalet magii medialnej jest szybkość z jaką można się nią posługiwać, w dodatku czysty rodzaj many którym posługiwał się Ascaron nie wymagał w większości przypadków inkantacji zaklęcia. Problem pojawił się jednak w chwili gdy niedoszły zabójca uniknął ataku swojego oponenta. Przywrócenie broni do poprzedniego kształtu zabierało chwilę czasu, chwilę, której gwardzista aktualnie nie miał. Zabójca jeszcze w powietrzu dobył dwóch kukri, które nosił przy pasie. Kukri jest nieco większym nożem od sztyletu, jego ostrze zakrzywione jest nieco do wewnątrz, przypomina z wyglądu niektóre maczety, umocowane jest na krótkiej rękojeści, a celne uderzenie potrafi wbić się dość głęboko w ciało. Zamachowiec wykonał obrót w powietrzu posyłając dwa uderzenia w stronę strażnika. Ascaron pozostawiwszy miecz odskoczył do tyłu, był teraz bezbronny. Napastnik poczuwszy grunt pod nogami szybko skrócił dystans do strażnika i wyprowadził kilka ataków na zmianę celując w głowę, nogi i ręce, ale bezbronny nie oznacza w przypadku Ascarona więcej niż „niemający broni w ręku”. Po serii płynnych, niczym taniec w wykonaniu mistrza tańca, uników Steelstrike wywęszył okazję do kontry, posłał swojemu przeciwnikowi potężny prawy tuz pod klatkę piersiową. Uderzenie pięścią uzbrojoną w ćwiekowaną rękawicę pozbawiło napastnika tchu i zachwiało nim w nogach. Nie poprzestając na tym Ascaron posłał mu drugi cios tym razem z lewej ręki. Tym razem z ust zamaskowanego napastnika potoczyła się krew i wyciekła leniwie spod chusty. Kukri wypadły mu z rąk, ale Steelstrike’owi było mało, nie czekając aż zabójca się pozbiera chwycił go za rękę i biorąc rozpęd nabił na kolczastą kolumnę, która to jeszcze to chwilę temu zmienił drzewo w drzazgi. Kości zagruchotały, pękła tętnica a krew strumieniem wystrzeliła na Ascarona. Przy zwłokach Steelstrike znalazł coś znajomego, pieczęć Arcymistrza Archona.
            Tymczasem Drax zbliżał się nieubłaganie do Mymur, to, co wydawało się Ascaronowi chwilą w rzeczywistości zajęło znacznie więcej czasu. Białowłosy chłopak zboczył z kamiennej drogi, która ciągnęła się aż na północne wybrzeże by połączyć się ze szlakiem handlowym przechodzącym przez Punrę. Błotnista ścieżka odbijała ponownie na prawo, tutaj koniem nie dało się już gnać tak szybko. Spokojnym kłusem Drax zapuszczał się coraz głębiej na bagna, towarzyszyło mu rechotanie żab, od czasu do czasu dało się słyszeć posykiwania gadów. Zapachy towarzyszące temu otoczeni nie były pierwszej jakości, gdzie niegdzie na powierzchni bagna unosiły się truchła martwych zwierząt które padły łupem jakiegoś drapieżnika, bądź samego bagna. W końcu za zakrętem pokazała się drewniana brama, nie robiła ona największego wrażenia, osada, bo miastem tego Drax nie potrafił nazwać, przypominała bardziej opuszczoną palisadę, ale mapa przecież nie kłamie.
- W zasadzie nie powinienem się spodziewać czegoś okazalszego, to tylko banda morderców. – mruknął pod nosem Drax.
            Nim dojechał do bramy zobaczył, ze ta się otwiera i na spotkanie wychodzi mu człowiek grubo po czterdziestce. Na jego piersi widniał odwrócony symbol Requiem, był dość pokaźnej postury, jego umięśnione ręce wydawały się być w stanie wyprostować podkowę. Twarz pokryta bliznami dawała do zrozumienia, że nie jest on dziewicą w rzemiośle wojennym. Czarne jak smoła oczy promieniowały morderczym doświadczeniem, jego głowa była niemalże łysa. Szedł pewnym, opanowanym, a zarazem agresywnym krokiem. Zatrzymał się jakieś cztery metry za bramą.
- Czego tu szukasz Requiemski psie? – rzucił nienawistnie
            Drax zszedł z konia i dobył Moonglow.
- Pewnego psa, na którego wołają Soulripper. – zripostował.
            Mężczyzna zmarszczył czoło dobywając swojego oręża, był to dwuręczny miecz o zdobionej złotem rękojeści. Jego wypolerowane ostrze pragnęło krwi, gdy Drax przyjrzał się mu dokładniej zauważył zaklęte w nim twarze, które jakby krzyczały z bólu.
- Masz ciekawy oręż chłopcze, ale jesteś niegodny by go dzierżyć. Pozwól, ze odbiorę ci go razem z twoim życiem i duszą. – rzekł pogardliwie.
            Bloodpledge ugiął lekko nogi wystawiając do przodu prawą, Moonglow zwrócił ostrzem do tyłu, a rękojeść uniósł przy swoim lewym boku, tak samo uczynił jego oponent. W jednej chwili ugięte nogi obojga zerwały się do biegu. Pędzili oni ku sobie z wojennym okrzykiem na twarzy.





O Thanatosie usłysz nas,
Żniw boga śmierci już nadszedł czas…

piątek, 28 stycznia 2011

Rozdział 13: Drugi obóz (część druga)

Tuż w bramie goniec minął się z sylwetkami czterech zakapturzonych jeźdźców, którzy przeszywającym wzrokiem zbadali go od stóp do głów. Tuz za bramą miasteczka stała znana owym jeźdźcom postać.
- Dobrze was znów widzieć – powiedziała oczekująca postać
- I vice versa panie – odpowiedzieli zgodnie.
            Cała czwórka zeszła ze swoich wierzchowców i udała się za swoim przełożonym do drewnianej chatki. Konie natychmiast zostaly odprowadzone do stajni przez stajennego i uraczone woda oraz paszą. Drzwi do domku otworzyły się z lekkim skrzypieniem i cała piątka zasiadła przy stole.
- Więc już niebawem dokona się przewrót. – oznajmił jeden z przybyszy
            Mistrz jedynie pokiwał głową.
- Jaki plan ma As? – spytał drugi
- Na razie musi grać kartami, które rozdał Archon, ale wykonał ruch, który pozwoli mu przejąć inicjatywę.
- Ma to coś wspólnego z tym Requiem, który wyjeżdżał? – spytał trzeci, a oczy pozostałych zwróciły się ku niemu.
- Tak, ten Requiem to zwiadowca wysłany przez Asa, niebawem połączymy siły z jego ludźmi.
            Podczas, gdy rozmawiali o najbliższych planach i konsekwencjach, jakie mogą przynieść najbliższe wydarzenia noc zbliżała się leniwym krokiem ku końcowi. Do Mymur napływało coraz więcej ludzi, każdy z nich miał na piersi naszyty odwrócony herb Requiem. O świcie było ich już około pięćdziesięciu, próżno było szukać wśród nich młodych twarzy, średnia wieku wydawała się oscylować w granicy trzydziestu pięciu lat. Ogniska powoli dogasały, gdy na horyzoncie pojawił się pierwszy rumiany blask. Niestrudzony goniec galopem przemierzał kolejne wzniesienia, gdy w końcu w różanej łunie kopyta konia stuknęły o szeroka kamienna drogę. „Już nie daleko” pomyślał jeździec i bezlitośnie popędzając konia nakazał mu gnać w stronę niewzruszonych od dziesięcioleci murów. Dochodziła godzina ósma rano, gdy bramy Requiem stanęły otworem i obolały posłaniec wpadł na dziedziniec. Nie tłumacząc się nikomu zeskoczył z konia i popędził prosto do kwatery arcymistrza. Donośne pukanie rozniosło się po gabinecie głowy Requiem.
- Wejść! – dobiegło wołanie ze środka.
            Wtem drzwi się otworzyły a u progu stanął zziajany goniec.
- Ty jesteś tym gońcem Ascarona czy tak?
- Tak, panie… - urwał z trudem łapiąc kolejny oddech – Po tylu latach udało nam się znaleźć zabójcę Eliasa! – wykrzyknął.
            Na twarzy Arcymistrza namalowało się zakłopotanie, nie wiedział dokładnie, co ma na myśli mówiąc „zabójcę Eliasa”. Szybko się jednak opamiętał i posłał gońcowi sztuczny uśmieszek, dłużej nie zajęło mu także ukrycie go za złożonymi w dłońmi.
- Wezwij do mnie Draxa, ta sprawa tyczy się głównie jego. – odpowiedział, po czym rzucił gońcowi sakwę złota za fatygę.
            Gdy tylko zamknęły się drzwi z ukrytej wnęki odezwał się głos.
- Co teraz zrobisz? Ascaron zagrał mocną kartą.
- Czasami trzeba się podłożyć, żeby pogrążyć swego przeciwnika. – odpowiedział pewnym tonem.
            Nie minęło pięć minut a Drax pojawił się u Arcymistrza.
- Wzywałeś panie?
- Tak, mam dla ciebie dobrą wiadomość, razem z Ascaronem udało nam się znaleźć zabójcę twojego ojca.
            Oczy Draxa zaświeciły żywym ogniem.
- Natychmiast powiadomię resztę i wyruszymy, jeśli jegomość pozwoli oczywiście.
- Mam dla ciebie propozycję chłopcze, znacznie lepszą. – powiedział – Jeśli dokonasz tego sam, przejmiesz dowodzenie nad oddziałem.
            Drax od razu pomyślał o awansie, w końcu przestał by być pionkiem, w dodatku samotne pomszczenie ojca… Wszystko układało się w jedną całość Ascaron wszak wspominał o staniu się kimś większym od Eliasa. Niebezpieczeństwo, o którym mówił od razu przybrało formę Aeona, który ostatnio dziwacznie się zachowywał i nawet podniósł rękę na towarzysza broni. Najbardziej jednak myśl o tym, że dowie się prawdy, stanie twarzą w twarz z zabójcą własnego ojca i zasypie go stalowymi argumentami nie dawała mu spokoju. Zemsta, której tak się zapierał w końcu dała o sobie znać.
- Przyjmuje propozycję, jeśli ma dowieść to mojej prawdziwej wartości – powiedział z radością na twarzy.
            Archon wręczył chłopakowi mapę z zaznaczonym miejscem pobytu domniemanego zabójcy oraz pieczęć arcymistrzowską, będącą pozwoleniem na opuszczenie murów fortecy.
- Tak przy okazji, zabójca był niegdyś przyjacielem Ascarona – szepnął.
            Bloodpledge nie odwracając się więcej wyszedł z pokoju, ale dało się zauważyć, że usłyszał słowa do niego wyszeptane. Nie mówiąc nic nikomu udał się do stajni, dosiadł pierwszego lepszego konia i ruszył w drogę. Wtedy to tajemniczy głos odezwał się ponownie w arcymistrzowskich progach.
- To jednego masz z głowy, co z pozostała trójką?
            Don uniósł wzrok
- Drax teraz wyruszył na spotkanie przeznaczeniu, są dwie możliwości albo zabije Soulrippera albo zostanie zabity.
- Załóżmy że go zabije.
- Wtedy sprawa się uprości, Soulripper nie będzie nam zagrażał, Ascaron nie daruje Draxowi tej śmierci, zabije on zmęczonego walką Draxa, a my dopilnujemy, żeby o tym wszystkim dowiedziała się Delana.
- Co ona z tym wspólnego?
- Nie mów, ze nie zauważyłeś jak lgnie do chłopaka. Jak tylko dowie się, że Ascaron zabił Draxa to dobierze mu się do skóry, a nie wydaje mi się, żeby Ascaron sam na sam mógł się równać z huonem jej klasy. Wtedy to ją osądzimy za bratobójstwo i zaprowadzimy na szafot.
- A Aeon?
- Sam nic nie zrobi, nadal będzie pionkiem, lecz bez nadziei na zmianę.
- A jeśli Soulripper załatwi Draxa?
- Wiemy gdzie się ukrywają, prawda? – zapytał Archon
            Tajemniczy głos zaśmiał się pod nosem i po chwili Arcymistrz został się sam ze soba. Widok pędzącego Draxa nie umknął bystremu oku Sandspella, który z kolei natychmiast powiadomił o tym Ascarona.
- Przecież oni się pozabijają nawzajem!
- Zapewne, jakie są twoje rozkazy? – spytał Aeon.
- Muszę jakoś wydostać się z fortecy i zatrzymać Draxa zanim zrobi coś głupiego, dla ciebie i Delany tez mam zadanie.
            Aeon wbił się wzrokiem w swojego przełożonego.
- Ty, Delana i Maya weźcie nocną zmianę przy bramie, wszystko musi odbyć się bez jakichkolwiek zgrzytów.
- Rozumiem. A jeśli chodzi o wydostanie się poza mury, pan raczy za mną – roześmiał się Aeon.
            Zaprowadził on Ascarona pod swoją kwaterę, wszedł jednak nie do swojej a do niżej usytuowanej, która należała do jednego ze strażników. Gospodarza aktualnie nie było w środku, ale Aeon miał drugi klucz do zamka. Weszli do środka i zamknęli drzwi.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?
- Nie wygadasz nikomu? – spytał bojaźliwie
- Co miałbym wygadać?
            Aeon przyklękł na jednym kolanie i szarpnął za nierówno ułożoną deskę w podłodze. Nie były one przymocowane do siebie gwoźdźmi a jedyne upchnięte na ścisk. Pod nimi jak się okazało nie było kamiennego fundamentu a jedynie ziemia. Aeon przyłożył rękę do ziemi i wypowiedział szybko krótka formułkę, której nie dało się zrozumieć, przynajmniej nie za pierwszym razem. Ziemia obsunęła się tworząc tunel ciągnący się tuż pod murami Requiem.
- Za dziesięć minut po tunelu nie będzie śladu, jeśli się zostaniesz pod ziemią, zginiesz.
            Ascaron nie pytając o nic poklepał Sandspella po ramieniu i wskoczył w nowo powstałą dziurę.
- Niedaleko na wschód jest opuszczona farma, stoi tam koń, powinien być wypoczęty, więc dotrzesz na czas – wykrzyknął Aeon a echo jego głosu poniosło się w głąb tunelu.
            Upływały nerwowe minuty, gdy nagle przejście zupełnie zniknęło

czwartek, 27 stycznia 2011

Rozdział 13: Drugi obóz (część pierwsza)


Rozdział 13: Drugi obóz

            Od obchodów Thanatozii upłynęło dziewięć dni, życie wewnątrz fortecy toczyło się swoim rytmem. Ciągłe patrole na murach, treningi na dziedzińcu i to czego Ascaron nienawidził w swojej robocie… raporty. A miał ich tym razem całą masę, zaczęło się od przeziębienia, przez które był zmuszony zawiesić swoją działalność na okres jednego tygodnia. Dwa dni temu z kolei miejsce miała kolejna purpurowa burza i nim zabrał się do pracy nad raportami musiał opuścić mury ze swoją drużyną i zlikwidować zagrożenie. Tym razem zabrał się do tego ze wzmożoną ostrożnością, mając ciągle w pamięci incydent po którym groziła mu degradacja. Na szczęście obyło się bez większych strat chociaż przez cały kolejny dzień dochodził do siebie po oberwaniu zaklęciem oślepiającym. Zresztą nie tylko on, w momencie aktywacji zaklęcia Aeon używając swojej magii ziemi stworzył glinianą ścianę która zatrzymała oślepiający błysk, mimo to cześć żołnierzy z Draxem na czele znalazła się w polu rażenia światła. Jednak demony, z którymi przyszło im walczyć nie należały do wymagających przeciwników i pod przewodnictwem Delany oraz Aeona udało się zakończyć potyczkę, łamiąc jedynie kilka mieczy i narażając cześć żołnierzy na lekkie rany. W gruncie rzeczy bardziej przerażający był widok wracających wojsk aniżeli faktyczna krzywda jaka im się stała. Nie trudno sobie wyobrazić reakcje strażników pilnujących bramy, gdy zobaczyli około pięćdziesięciu ludzi, z których co drugi wspiera się na ramieniu swojego partnera stawiając niepewne, a wręcz nieświadome kroki. Po tamtej bitwie nie było już widać na żołnierzach śladu, wszyscy wypoczęci i z przywróconą ostrością w oczach.
- Galahad! – zawołał Drax widząc go schodzącego z murów – Nie widziałeś gdzieś może Ascarona?
- Z samego rana szedł po coś do biblioteki, może tam go znajdziesz – odpowiedział typowym dla niego ponurym głosem.
            Toteż Drax nie zwlekając ani chwili udał się do podziemnej biblioteki. Przeszedł dobrze znanymi mu korytarzami by znaleźć się w końcu naprzeciwko skarbca wiedzy. W głębi bibliotek pomiędzy regałami dojrzał swojego przełożonego i natychmiast do niego podszedł.
- Tutaj się schowałeś – powiedział półgłosem.
- Jeśli masz jakąś sprawę to wal prosto z mostu, widzisz ile mam roboty jeszcze – odpowiedział znużonym głosem.
- To ty mi powiedz, o co chodzi, Sandspell od dwóch dni kręci się wokół Archona, Archon dał mi z kolei nakaz przeszukania twojej kwatery w celu znalezienia jakichś notatek, co więcej ponoć mój ojciec był tu znaczącą osobowością, a nie da się znaleźć nic na jego temat. Ani na jego temat ani na temat zabójcy.
            Ascaron oderwał wzrok od kartki papieru, nad która pracował i spojrzał na regał stojący przed nim.
- A więc stary szczur się zorientował.
- Ascaron! Powiedz mi do cholery, o co chodzi! – wykrzyknął gniewnie chłopak.
            Niemalże natychmiast poczuł wzrok kilkunastu par oczu na sobie, a dopiero po chwili zdał sobie sprawę, ze ta biblioteka nie różni się niczym od żadnej innej i należy zachować się cicho. Nieco zawstydzony odwrócił się i kiwnięciem głowy przeprosił za zakłócenie spokoju, ale jednocześnie nie zamierzał odpuścić Steelstrike’owi.
- O co chodzi, Ascaron, przyszedłem odnaleźć zabójcę moich rodziców a tymczasem stałem się jakimś pionkiem, którego posyłacie gdzie wam się podoba – powiedział półgłosem.
- Dopóki jesteś pionkiem nic ci nie grozi, ale to co teraz robisz zaprowadzić cię może do grobu.
            Draxa taka odpowiedź nie zadowalała tym samym nie przestawał naciskać. W końcu Ascaron wytłumaczył mu, że wpadł na trop mordercy i że jest to ktoś z kręgu arcymistrza, jednak potrzebuje trochę czasu, aby ustalić dokładniejsze szczegóły, co do tożsamości i aktualnego miejsca pobytu owego zabójcy. Jednocześnie uprosił Draxa, choć nie bez problemu, by ten zachowywał się jakby nic się nie stało. Sprawy Aeona już nie poruszył, zdawał sobie sprawę, że im mniej młody wie tym lepiej dla niego, przynajmniej w tej chwili. Gdy tylko Bloodpledge opuścił bibliotekę Steelstrike wrócił do swojego poprzedniego, jakże znienawidzonego zajęcia. Na dziedzińcu szczękała stal, twarze, które regularni strażnicy widzieli po raz pierwszy na oczy urządzały sobie sparingi. Wśród trenujących były także kobiety, a jedna z nich wydawała się utykać na jedną nogę, mimo to radziła sobie całkiem nieźle z orężem. W końcu przyszedł czas na przerwę i wszyscy trenujący znaleźli kąt dla siebie by złapać oddech. Kuśtykająca dziewczyna usiadła na jednym ze stopni prowadzących na mury, Ledwo otarła pot z czoła gdy przed oczami dostrzegła delikatną dłoń podającą jej kufel z piwem.
- Maya, dobrze pamiętam?
- Ach, to ty Delano – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Kim są ci ludzie nie wydaja się być w regularnej armii.
            Maya potrząsnęła głową.
- To cała służba Requiem, kucharze, kowale, kelnerzy, sprzątacze… Nie zrobisz z nich żołnierzy, ale kiedy wiesz, że potrafisz trzymać broń czujesz się bezpieczniejsza, mam rację?
- W zupełności.
- Może dlatego, że dbamy o ich wyszkolenie w zakresie samoobrony jeszcze nie uciekli – roześmiała się dziewczyna.
- Nie uważasz, że Aeon ostatnio dziwnie się zachowuje – zmieniła temat Delana.
            Maya na chwile się zamyśliła po czym odpowiedziała
- Aeon zawsze miał jakieś swoje tajemnice, wydaje się momentami dziwny, ale można się przyzwyczaić.
- Może i masz rację – odpowiedziała Shadowstep.
            Dziewczyna dopiła piwo i kulejącym krokiem ruszyła by wznowić trening. Delana przyglądała jej się jeszcze chwilę, można powiedzieć, że to było coś więcej jak tylko przyglądanie się, to był podziw. Niesamowita łatwość nawiązywania kontaktów z innymi i radość z wykonywanego zajęcia biła od Mayi, to było coś, czego Delana musiała nauczyć się od nowa. Bowiem odzyskanie ludzkiego wyglądu zabiera znacznie mniej czasu niżeli odzyskanie ludzkich wartości i ponowne zrozumienie znaczenia niektórych uczuć. W pewnym momencie kątem oka dostrzegła Aeona przemykającego przez dziedziniec. Bez większego namysłu zawołała go, lecz ten nie odpowiedział i w mgnieniu oka zniknął w korytarzu południowego kompleksu. Idąc schodami natknął się na Draxa, ten z kolei chwycił go za ramiona i przyparł do ściany.
- Co się tu kurwa dzieje, powiedz mi! – syknął gniewnie Drax
- Bądź gotów. – odpowiedział z niesamowitym spokojem w oczach.
- Gotów? Na co?!
            W tym momencie odpowiedzią na pytanie stało się uderzenie w brzuch, było ono tak silne, ze Drax wywrócił gałkami ocznymi do tyłu i upadł nieprzytomny na ziemię. Zostawiając nieprzytomnego kompana na ziemi Aeon pośpieszył w stronę biblioteki. Drzwi ponownie zaskrzypiały a Sandspell po cichu przekroczył próg. Natychmiast podszedł do wypełniającego papiery Ascarona.
- I jak robota idzie? – spytał
            Ascaron oderwał wzrok od papierów i spojrzał z lekkim niepokojem w oczach na swojego rozmówcę.
- Obyś przyniósł dobre wieści, bo ja dłużej nie pociągnę tutaj.
- Jest w to zamieszana osoba trzecia, niestety nawet ja nie jestem w stanie potwierdzić jej tożsamości.
- Jakieś pomysły?
- Na początku myślałem o Galahadzie,  ale jest coś co mnie zastanowiło.
- Co masz na myśli?
- O ile Stonepillar może swoja pozycje potwierdzić umiejętnościami i zdolnościami do układania taktyk obronnych, panna Healmore smykałką do organizacji swoich oddziałów i znajomością ziół, ty z kolei już kręcisz przeciwko Archonowi, o tyle Ender nie ma nic na swoja obronę. Jego ludzie robią co chcą.
- Sugerujesz, że Ender może być pieskiem arcymistrza?
- Ender niekoniecznie, ale w jego oddziale panuje chaos, jeśli miałbym być szczery, to on sam może nie wiedzieć co się dzieje.
- Rozumiem, kiedy to wszystko się skończy zajmiemy się Enderem i jego ludźmi.
            Aeon poklepał przełożonego po ramieniu i skierował się w stronę drzwi, jednak nim się zdążył oddalić Ascaron szarpnął go za rękaw.
- Drax też zaczął węszyć, na razie nic mu nie mów. – szepnął
            Sandspell skinął głową i ruszył do wyjścia. Wracając tym samym korytarzem, którym przyszedł był pewien, że natknie się na Draxa, nie myślał jednak o tym co się stanie później. W myślach odliczał dni do rozpoczęcia kolejnej fazy planu, nad którym pracował wspólnie z Ascaronem. W jego myślach przeplatały się cztery nazwiska, Ender, Sarcasm, Yard oraz Zheroo. W jego mniemaniu to właśnie w tym oddziale jest największa samowolka, co przekładało się nad niski poziom kontroli wewnętrznej. Normalnie każda drużyna ponosi odpowiedzialność zbiorową za swoje działania, to też każdy z członków dba o jej renomę oraz pilnuje każdego z osobna by nikt nie działał niekorzyść grupy… Ta drużyna była jednak z dala od normalności, Ender nie miał żadnego posłuchu wśród swoich ludzi. Sarcasm był zupełnie obojętny wobec tego co się dzieje we wnętrz, moża by rzec, ze interesował się jedynie tym, żeby mieć kilka klepaków w kieszeni i przeżyć kolejny dzień. Zheroo szczerze nie nawiedził Endera, gdyby tylko nie kara śmierci, jaka grozi bratobójcom, dawno ukręciłby kark swojemu przełożonemu. Przy osobie panny Yard zatrzymał się myślami na dłużej. Dobrze pamiętał jak rok temu razem się upili podczas Thanatozii i skończyli u niej w łóżku. Wydawało się przez chwilę, że na twarzy Aeona pojawił się uśmieszek, któremu towarzyszył różany rumieniec.
- Może pora odnowić znajomość? – pomyślał
            Jednak widok Draxa, któremu dwóch niższym stopniem pomaga się podnieść z ziemi szybko odpędził myśli Sandspella. Draxowi jeszcze chwiały się lekko nogi a jego oddech był ciężki, opierając się o ścianę przeszył Aeona nieco mętnym, ale wrogim spojrzeniem. Jego kompan nie pozostał dłużny. Dwójka strażników w milczeniu odczekała aż Sandspell zniknął z horyzontu.
- Coś nie tak w oddziale Ascarona? – spytał jeden, a w jego oczach płonęła nadzieja na awans.
- Muszę cię rozczarować… - urwał Drax łapiąc oddech – ale to tylko zwykła sprzeczka, jak w dobrym małżeństwie.
- Doszedłeś już do siebie? – spytał drugi.
- Tak, dzięki chłopaki, wiszę wam piwo.
            Strażnicy upewnili się co do stanu chłopaka i po chwili zniknęli w plątaninie podziemnych korytarzy. Siwy natomiast lekko chwiejnym krokiem wrócił na dziedziniec i usiadł przy murze. Zachowanie Aeona nie dawało mu spokoju, tym bardziej, że zaczął się zachowywać agresywnie wobec niego samego. Zamknął oczy i myślał… tak intensywnie, że gdy je otworzył słońce mieniło się czerwoną łuną a po niebie raz na jakiś czas przemykała purpurowa wiązka światła. Nagle na swoim ramieniu poczuł czyjś dotyk. Był to Ascaron, który skończył pisać raporty i właśnie miał udać się na spoczynek.
- Masz zamiar tu spać? – roześmiał się.
            Ale Draxowi nie było do śmiechu.
- Powiesz mi, o co chodzi czy musze przelać nieco krwi, zanim się dowiem? – zapytał ze śmiertelną powagą.
Jego dłonie złożyły się w pięści a wzrok nabrał surowości, jakiej jeszcze Ascaron u tego chłopaka nie widział.
- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał dwa razy.
            Drax skupił całą swoją uwagę na twarzy Ascarona.
- Wysłałem gońca, jutro wszystko się zacznie, w murach… - przerwał Steelstrike i rozejrzał się wokoło – największym zagrożeniem dla Requiem nie są demony a to co czai się w jego murach, bądź gotów jutro stawić się na wezwanie Arcymistrza.
- Skąd ta pewność, ze jutro?
- Do jutra goniec powinien wrócić z dowodami, to wielki przełom chłopcze. Wszyscy staniemy się częścią tego przełomu.
- Co masz na myśli mówiąc przełom?
- Twój ojciec wróci na ołtarze a tobie dana będzie szansa stać się kimś ważniejszym nawet od niego.
            Oczy Draxa zaświeciły radością.
- Tylko mi się tu teraz nie rozklejaj – rzucił beztrosko dowódca i poklepawszy po ramieniu swojego podopiecznego ruszył w stronę swojej kwatery.
            Poza incydentem z Aeonem, Drax mógł zaliczyć ten dzień do jednego ze spokojniejszych odkąd pojawił się w fortecy. Podszedł do kwatery, w której spała już o dziwo Delana i zapukał. Nikt jednak nie odpowiedział, dziewczyna zanurzona była w głębokim śnie, prawdopodobnie pierwszy raz od wielu tygodni. Może podziałał tak na nią widok Mayi, a może ostatnie trzy upalne dni dały się we znaki diablicy, która nie przystosowała jeszcze swojego, w miarę nowego organizmu do takich temperatur, a może pierwszy zimny powiew wiatru stworzył jej idealne warunki do snu. Co by to nie było, spała i nie miała zamiaru się obudzić wcześniej niż o świcie, to też Drax musiał darować sobie pogawędkę z przyjaciółką i leniwie wdrapał się po schodach do swojej kwatery. Długo jeszcze nie mógł zasnąć, dopiero koło godziny drugiej jego powieki zmógł sen. Noc przebiegała spokojnie, nawet kuźniom dano chwile wytchnienia od stalowego żaru, w którym skąpane były przez ostatnie dni. Z gwardzistów jedynie Galahad trwał na posterunku, północna wieża strażnicza wydawała się być jego sanktuarium, czasami ludzie żartowali, że Galahad nieswojo czuje się stojąc pod murami twierdzy. Coś w tym było, Stonepillar, bowiem urządził sobie nawet mały apartamencik na północnej strażnicy, ale przecież każdy ma bzika na jakimś punkcie. Gdzieś tam daleko na północy noc nie była tak spokojna, Pokrzykujące głosy zapędzały ludzi do pracy, różnorakie sylwetki przemykały w ciemnościach, piece buchały żywym ogniem a rozgrzana stal strzelała iskrami. Mymur, bo właśnie tu tętniło tej nocy życie, było niegdyś małym miasteczkiem zamieszkanych przez drobnych. Było ono jednak trudno dostępne z uwagi na otaczające je bagna, więc handel z roku na rok upadał. Dla Requiem był to także mało znaczący punkt, więc z czasem miasteczko kupieckie stało się osiedlem bandytów. Requiem się nim nie interesowało, strażnicy cesarscy nie zapuszczali się na bagna, gdyż dbali bardziej o porządek w Lethe, Ghald czy utrzymaniem bandytów zdala od Punry leżącej na północnym szlaku handlowym. Z czasem miejsce to upodobali inni ludzie, którzy wyparli bandytów i tchnęli w miasto nowe życie. Tej nocy puls tego miasta wzrósł, gdy tylko opuścił je jeździec ze znakiem „spokojnego oblivionu” na piersi.

Rozdział 12: Szepty cieni


Gęsta noc spowiła miasteczko Punra znajdujące się na północnym wybrzeżu Azarath. Światła w oknach dawno zgasły a ulice wydawały się martwe, jedynym bijącym pulsem owego miasteczka w nudne i gorące noce jak ta była gospoda stojąca w jego północnej części. Choć puls ten wydawał się dość słaby, a przynajmniej słabszy niż co nocy. Możliwe, że było to spowodowane końcem miesiąca, a może dziwnymi gośćmi, którzy raz na kwartał zbierali się tutaj by porozmawiać o swoich sprawach. Co by nie było przyczyną miasteczko było faktycznie cichsze niż zwykle. Owi kwartałowcy, tak bowiem nazywali ich stali bywalcy, odziani byli w czarne płaszcze sięgające do kostek na ich głowach założone mieli kaptury. Kaptury owe były głębokie i zasłaniały znaczną część twarzy. Wśród mieszkańców krążyła plotka mówiąca, że pewnego dnia jeden z pijaków pomylił stoliki i przysiadł się do nich. Jednak gdy kwartałowcy wyszli z gospody pijakowi z ust potoczyła się krew a on sam uderzył głową o stół i skonał. Straż szybko przybyła na miejsce ale okazało się, że na ciele niema żadnego śladu po uderzeniu, nic! Tyle samo udało im się zdziałać w sprawie kwartałowców, otrzymali oni nawet anonimowy list grożący likwidacją rodzin wszystkich strażników jeśli nie zaprzestaną śledztwa. W owym liście były podane wszystkie nazwiska strażników i ich rodzin wraz z dwoma starszymi i młodszymi pokoleniami. Informacje się zgadzały, począwszy od nazwiska przez miejsce pobytu każdego z członków rodziny i przyjaciół po codzienne nawyki. Jedna z linijek nawet brzmiała „Panie Generale Kaala, proszę powiedzieć swojemu bratankowi, że palenie zioła laesh w godzinach porannych nie sprzyja wydajności jego pracy”. Gdy tylko generał Kaala to przeczytał od razu w jego głowie zrodziła się myśl porzucenia tej sprawy, w dwa dni później wydano oświadczenie, że wskutek połknięcia szkła doszło do urazu wewnętrznego i krwotoku, a krew która wydobyła się ustami była wymieszana z wymiocinami. Wszystko w ten sposób ucichło w sprawie kwartałowców i mogli oni bez przeszkód spotykać się co trzy miesiące w gospodzie. Ostatecznie zostawiali w kieszeni właścicielowi całkiem sporą sumę złota, więc nigdy nie oponował. Tym razem było tak samo, karczmarz w jedną noc zarobił tyle co przez trzy tygodnie , a koło godziny drugiej po tajemniczych gościach nie było już śladu. Stary karczmarz coś jednak wywęszył po tej wizycie, nie zgadzały mu się liczby. Pieniędzy było tyle co zwykle ale wydawało mu się, że brakuje jednego kaptura. Nie śmiał jednak o nic zapytać. Pięć sylwetek stało jeszcze chwile na zewnątrz.
- Co się stało z Asem? – zapytał jeden
- As, ma do przekazania ważną informację, wracajcie teraz do siebie. – odpowiedział drugi
- A co z tobą? – zapytał trzeci
            Pozostali skierowali twarze ku swojemu towarzyszowi w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Udam się do miejsca zero, lada chwila powinien tam zjawić się As, zostaniecie poinformowani o wszystkim.
- Czyli widzimy się za trzy miesiące? – zapytał jeden z nich
- Nie, za tydzień spotkamy się w miejscu zero.
            Pozostali kiwnęli głowami i zniknęli w ciemnościach, to samo uczynił ten, który przemówił jako ostatni. Miejsce zero, o którym wspominał, było niemalże pod nosem każdego zwyczajnego przechodnia. Nikt zwyczajny nie wiedział jednak o jego istnieniu, powodem było to, że miasto nie było pierwszym miastem w tym miejscu. Na długo przed pojawieniem się demonów na Azarath, tereny te były zamieszkane przez starożytną cywilizację Olaiów. Byli oni raczej budowniczymi aniżeli żołnierzami, co było jednym z powodów, dla których nie byli znani poza Azarath. Z czasem poziom wody się podniósł i nabrzeże miasta znalazło się pod wodą, istniało jednak jedno miejsce pod labiryntem kanałów Punry, do którego woda się nie dostała. Było ono o rzut kamieniem od miejsca gdzie znajdowały się doki, a dokładniej dwieście metrów na wschód od doków… i piętnaście metrów pod wodą. Dokładnie tam znajdowała się średnich rozmiarów szczelina w skale. Miejsce niedostępne dla zwykłych ludzi, z powodu odległości jaką trzeba pokonać pod wodą, jednak dla kwartałowców oraz Requiem wytrzymanie kilku minut pod wodą nie stanowiło przeszkody. Tam tez udała się zakapturzona postać, niczym węgorz wpłynęła w szczelinę i po omacku szukała charakterystycznej krawędzi w kształcie żuchwy. Gdy tylko dłoń na nią trafiła, postać zerwała się i czym prędzej płynęła ku powierzchni wody. W końcu dało się słyszeć plusk i płuca zaczerpnęły powietrza. Pomieszczenie które ukazało się oczom przybysza, przypominało sporych rozmiarów koło, wysokie na dwa i pół metra i rozpościerające się w promieniu co najmniej piętnastu metrów. Mniej więcej na środku stał owalny stół wyrzeźbiony z litej skały a wokół niego dziesięć dębowych krzeseł, z widocznymi tu i ówdzie złoceniami. Gdy odziany w czerń mężczyzna ruszył w stronę stołu, za którym siedział już ktoś podobnie ubrany do niego, echo jego kroków odbijało się od ścian.
- Witaj Asie. – powiedział siadając w przemoczonym ubraniu na jedno z krzeseł – Rozumiem, że masz dobre wieści.
- Tak – odpowiedziała osoba siedząca naprzeciwko – Znalazłem potomka o którego prosiłeś.
- Jesteś pewien, że to on?
- Upewniłem się i to bardzo dokładnie.
- Dasz radę pociągnąć cała maskaradę jeszcze trochę?
- Nie wydaje mi się, On już wie co się święci a każdy dzień jego panowania staje się coraz większym zagrożeniem dla nas wszystkich.
- Jak wygląda teraz sytuacja wewnątrz?
- Ma coraz więcej ludzi po swojej stronie, ale i mi się udało coś pozyskać.
            Nowoprzybyły spojrzał wnikliwym wzrokiem w swojego rozmówce, dając jednocześnie znak aby kontynuował.
- Runiczna diablica – dodał
- Chcesz powiedzieć, ze jest po naszej stronie?
- Może bardziej pasuje określenie, po stronie potomka, ale tak jest pod moimi rozkazami.
            Usłyszawszy to kwartałowiec uśmiechnął się pod nosem.
- Z całym szacunkiem Panie, ale nawet z jej siłą otwarta walka była by głupstwem.
- Oczywiście rozumiem i nie to miałem na myśli.
            As odetchnął z ulgą.
- Posłuchaj Asie, za tydzień spotykam się z pozostałą czwórką, przekażę im wieści, tymczasem ty bądź gotów. W przeciągu dwóch tygodni licząc od dzisiaj, jednak nie wcześniej jak za tydzień przybędzie mój posłaniec. Powoła się on na ciebie i dostarczy informację. Kiedy tak się stanie rozpoczniemy operację „trumna”, zrozumiałeś?
- Tak Panie.
- Czy to wszystko co miałeś mi do przekazania?
- Tak.
- Zatem bywaj.
            Przybysz nie zwlekając dłużej ponownie rzucił się do wody, tak samo poczynił As trzydzieści minut po swoim poprzedniku.

Rozdział 11: Oddział ofensywny wskrzeszony


Następnego ranka rozległo się pukanie do drzwi Aeona, w odpowiedzi na nie, ze środka kwatery doszedł zaspany głos wołający o jeszcze pięć minut spokoju. Pukanie powtórzyło, tym razem było ono donośniejsze aniżeli poprzednie.
- Idę kurwa, idę! – wykrzyknął lokator
Drzwi leniwie się otworzyły i z nie małym zdziwieniem Aeon zauważył, że po drugiej stronie stoi Ascaron. Aeon lekko się cofnął pamiętając to co zdarzyło się, gdy ostatni raz Steelstrike zapukał do jego drzwi.
- Spokojnie Sandspell, dzisiaj ci nie dam po ryju.
- Rzadko się do mnie odzywasz, więc spytam od razu, o co chodzi?
- Idziesz ze mną, jest prawa do załatwienia.
Aeon stał przez chwilę nieco zmieszany, raz dostaje po mordzie, a teraz Ascaron go potrzebuje. W końcu westchnął głęboko, ubrał buty i ruszył za Ascaronem, nie pytając o nic, nie dostając ani słowa wyjaśnienia. Weszli obaj do kompleksu budynków i skręcili w prawo minęli jedne drzwi, za nimi drugie, w końcu zatrzymali się przy trzecich drzwiach, przez które przechodził każdy w  Requiem. Ascaron uniósł rękę i zapukał, a głos z wewnątrz nakazał wejść.
- Aeon Sandspell, jak mniemam. – rzekł arcymistrz
- Tak panie. – odpowiedział lekko drżącym głosem
- Słyszałem od Ascarona, że to ty zdobyłeś informacje potwierdzające tożsamość Draxa oraz Delany, czy to prawda?
- Tak panie
- Powiedz mi zatem proszę, w jaki sposób je zdobyłeś. – spytał zaciekawiony.
Aeon zastanowił się chwile co ma odpowiedzieć, od dawna obserwował i był obserwowany, potrafił kłamać jak Archon, ale także potrafił dostrzegać kłamstwo na podobnym poziomie. Czuł, że znajduje się pomiędzy młotem a kowadłem.
- Więc? – zapytał ponownie
- Jak wiesz panie, widzę wiele rzeczy i słyszę wiele.
- I każdą swoją gadkę zaczynasz w ten sposób – wtrącił Archon.
Aeon zrozumiał, że trafił na równego jeśli nie lepszego od siebie przeciwnika, postanowił więc zaskoczyć go jak każdego, pewnością siebie i... prawdą.
- To było dość proste, zdobyłem nieco zaufania o obu osób, nie będę ukrywał, że popsułem tym samym reputację Ascaronowi.
Gdy tylko wypowiedziano jego imię, Ascaron niemalże zawrzał ze złości, ale nie odezwał się ani słowem. Aeon natomiast kontynuował.
- Jeżeli chodzi o Draxa, wystarczyło się chwilę pokręcić by znaleźć dobry moment na zdobycie jego prywatnych rzeczy. Z Delaną było nieco więcej zabawy. Kiedy zakradłem się do jej kwatery, gdy spała pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy była jej bron. Gdy jej chciałem dotknąć poczułem okropny żar na dłoni. Miałem już krzyknąć ale się powstrzymałem i wyszedłem. Nigdy nie widziałem aby ktoś chronił broń tak potężnym zaklęciem. Wtedy wymyśliłem pomysł z książką.
- Co przez to rozumiesz? – spytał Don.
- Już z wieczora dało się zauważyć, że następny dzień nie będzie należał od najpiękniejszych, a że biblioteka to w zasadzie jedno z lepszych miejsc gdzie można zabić nudę postanowiłem spróbować szczęścia. Pomyślałem, że jeżeli faktycznie służyła za czasów Ysberiona i jest tą samą Shadowstep, która szukała mocy w armii przeklętych, musiała posiąść umiejętność porozumiewania się w języku staro-nemezeiskim. Przez noc napisałem więc kilkustronicową notatkę zatytułowaną Brama Umarłych, a jako że pochodzę z rodziny szlacheckiej o długich korzeniach, uczono mnie także staro-nemezeiskiego, więc nie sprawiło to problemu. Zostawiłem jednak kilka słów  w mowie współczesnej aby upewnić się, że jeśli Drax skorzysta z usług biblioteki zostanie chociażby w małym stopniu zaintrygowany owym tekstem. Wszystko poszło zgodnie z planem, bibliotekarka pokierowana moimi instrukcjami, podała ową notatkę Draxowi, a ten skorzystał z usług swojej koleżanki w celu przetłumaczenia tekstu.
Ascaron zarówno jak i sam arcymistrz nie mogli wyjść z podziwu co do przebiegłości Sandspella, taki umysł szpiegowski nie trafia się każdego dnia. Tym razem w jego stronę zamiast obelg i wyzwisk padły słowa uznania oraz obietnica nagrody za zasługi. Uradowany tym, że jego zasługi zostały dostrzeżone opuścił biuro arcymistrza, w tym samym momencie gdy zamknął za sobą drzwi, sztuczny uśmieszek zniknął z jego twarzy. Pewnym i szybkim krokiem wrócił do swojej kwatery, po raz kolejny udało mu się wykonać właściwy ruch, wiedział to, chociaż arcymistrz nie wspomniał ani słowem bezpośrednio o jakiejś nagrodzie. Tymczasem w gabinecie Archona rozpoczęła się kolejna rozmowa, a jej tematem był Aeon i słabnąca z dnia na dzień pozycja Ascarona. Po długiej wymianie poglądów Archon rzucił propozycję, niezbyt odpowiadającą Steelstrike’owi.
- Co powiesz aby Aeon dołączył do twojego oddziału?
- Co?! – wykrzyknął ze zdziwieniem Ascaron.
- To co słyszałeś, jego umiejętności mogłyby ci się przydać, co więcej – rzucił – uratowało by cię to od degradacji.
Ascaron poczuł, że ostatnimi czasy zbyt często jest przypierany do muru, w tym wypadku nie mógł jednak znaleźć sensownego argumentu aby się przeciwstawić swojemu przełożonemu. Pozostało mu bowiem trzy dni na uzupełnienie braków w oddziale, natomiast jego osobiste plany znajdowały się już w zaawansowanej fazie, więc nie mógł się cofnąć przed niczym. Z żalem i znacznym niezadowoleniem namalowanym na jego twarzy, zgodził się na dołączenie Aeona w jego szeregi. Chwilę później Ascaron opuścił gabinet przywódcy i pozostawił go samego z własnymi sprawami, tak przynajmniej mu się wydawało. Ledwie Ascaron zamknął drzwi z drugiej strony a w gabinecie arcymistrza rozległ się nieprzyjemny zgrzyt ocieranych o siebie cegieł, przez ciężkie drzwi jednak dźwięk ten przypominał bardziej przesuwanie ciężkiej sterty dokumentów po stole, co nie było niczym dziwnym. Ze spowitej mrokiem wnęki doszedł głos.
- Panie, z całym szacunkiem ale umieszczenie Aeona w tym oddziale jest lekko nieprzemyślane.
- Nie martw się tym, wszystko idzie po mojej myśli, pozwólmy teraz rzeczom się dziać – odpowiedział spokojnie.
            Czas od tej chwili pędził jak oszalały, niczym diabeł ogarnięty szałem krwi, pędzący za uciekającym bezbronnym człowieczkiem. Godzina mijała za godziną aż w końcu wybiła druga po południu. Pogoda dopisywała i kto mógł ten korzystał z promieni słonecznych przesiadując przed kwaterami z kuflem piwa, wylegując się bądź posilając, co właśnie czynili Delana, Drax oraz Aeon. Poinformowani o tym, że mogą już bez przeszkód rozmawiać nie kryli zadowolenia, nie wiedzieli jednak w jaki sposób Aeon udobruchał ich przełożonego. A skoro mowa o Ascaronie to właśnie zjawił się na dziedzińcu i dostrzegłszy siedzącą trójkę przy wspólnym posiłku począł kierować się w ich stronę.
- O patrzcie kto idzie – zawołała Delana.
Ascaron tylko parsknął, a gdy zbliżył się wystarczająco cisnął w stronę Aeona skrzętnie zapakowaną paczką. Ten z kocią zwinnością ja złapał i spojrzał na Ascarona z podejrzeniem, nim jednak zdążył zapytać otrzymał odpowiedź.
- Od teraz, Aeonie Sandspell, wszelkie sprawy kierujesz bezpośrednio do mnie i podlegasz bezpośrednio moim rozkazom.
            Nie zamierzając prowadzić dalszej rozmowy odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Cała trójka siedziała chwile nieco zmieszana całym tym zajściem, dopiero po dłuższej chwili dotarło do nich co się stało.
- Witamy w gwardii – zawołał radośnie Drax i poklepał starszego kolegę po ramieniu.
            Rozpieczętował szybko paczkę i zobaczył, że były tam trzy stroje gwardzistów, po jednym dla każdego. Na piersi po lewej stronie znajdował się „Spokojny Oblivion” herb Requiem, gwardzistów różniło to, że ich herb okalany był czymś w rodzaju koła zębatego. Symbolizować to miało machinę wojenną którą byli gwardziści. W środku znajdowała się także notka dotycząca struktury Requiem oraz wisiorek Draxa. Właściciel wisiorka nie krył zadowolenia ze znalezienia zguby, kiedy tylko wspomniał, że zgubił go zeszłego dnia w szatni Aeon poczuł jak ciarki przechodzą mu po plecach. Gra Aeona była jednak świetna i jego pokerowa twarz nie uchyliła chociażby rąbka tajemnicy co do „zgubienia” wisiorka. Delana wzięła do ręki notkę i otworzyła na pierwszej stronie.

„Hierarchia Requiem,

Na czele całej organizacji stoi Arcymistrz Don Archon, pod jego rozkazami bezpośrednio znajduje się czterech mistrzów.

Ascaron Steelstrike – ofensywny dowódca Requiem.
Galahad Stonepillar – protektor Requiem.
Valdam Ender – dowódca oddziałów do walki dystansowej.
Elena Healmore – dowódca oddziałów medycznych.

Każdemu z mistrzów przysługuje trzech podopiecznych, którzy stoją ponad strażnikami jednak nie mają oni prawa absolutnego rozkazu. Absolutny rozkaz polega na przypisaniu zadania danej osobie, w razie sprzeciwu owa osoba może zostać stracona.

Poniżej znajduje się lista gwardzistów oraz ich zwierzchników.

Ascaron Steelstrike – Drax Bloodpledge, Aeon Sandspell, Delana Shadowstep.
Galahad Stonepillar – Zen Barrel, Randolf Brighteye, Marcus Gore.
Valdam Ender – Ozzie Sarcasm, Jane Yard, Felix Zheroo.
Elena Healmore – Maclade Paradoc, Nelly Bleed, Linda Dawnstar.

Absolutny rozkaz przysługuje każdemu z mistrzów maksymalnie raz na dwa tygodnie, wszelkie nadużycia tego prawa należy zgłaszać do arcymistrza Dona Archona.”

Delana skończyła czytać pierwsza stronę i zauważyła, że słowotok zaraz wyleje się z ust Aeona więc udzieliła mu głosu.
- Co do tych gwardzistów, warto zwrócić uwagę na pana Zheroo.
- Czemuż to?  - spytali jednym głosem Delana z Draxem.
- Widziałem ich podczas ćwiczeń, Zheroo przewyższa Endera pod każdym względem, szybkości, celności oraz stopnia zaawansowania magii.
- Dlaczego więc on nie jest liderem? – spytała Delana.
- Wydaje mi się, że Ender nieźle posmarował za swoją pozycje, słyszałem też, że nienajlepiej dogaduje się z Zheroo, przynajmniej nie wyglądają na takich co się lubią.
- Dlaczego więc nie odejdzie z Requiem?
- Przeczytaj kolejną stronę, a się dowiesz.
            Tak też uczyniła.

„Prawo Requiem,

Requiem jak każda organizacja posiada zasady którymi się kieruje, przestrzeganie ich jest obowiązkiem każdego zrzeszonego niezależnie od pozycji jaką zajmuje w hierarchii. Poniższy spis przedstawia szereg zasad, których należy przestrzegać oraz konsekwencje wypływające ze złamania danej zasady.

1. Wierność wobec Cesarstwa – pamiętać należy, że Requiem istnieje dzięki dotacjom z cesarstwa Nemezii, wypowiedzenie lojalności cesarstwu skutkować będzie pozbawieniem wolności na czas nieokreślony, ciężkimi pracami czy nawet śmiercią.

2. Wierność wobec Requiem – jako członek Requiem każdy zobowiązany jest do utrzymywania bezpieczeństwa na Azarath, każde działanie na niekorzyść Requiem karane są grzywną, ograniczeniem praw, więzieniem czy nawet  śmiercią poprzez powieszenie,  przypadkach dezercji jedyną karą jest kara śmierci.

3. Absolutny Rozkaz – podlega niemu każdy niższym stopniem od mistrza, w razie sprzeciwu kara nałożona na buntownika zależna jest od wagi rozkazu.

4. Nadużycie Absolutnego Rozkazu – Każdy mistrz raz na dwa tygodnie wydać może jeden Absolutny Rozkaz, nadużycie tego prawa może doprowadzić do degradacji z pozycji mistrza do pozycji strażnika.

5. Bratobójstwo – Zabicie towarzysza broni karane jest śmiercią przez powieszenie bez możliwości zmniejszenia kary, niezależnie od stopnia  hierarchii

6. Prawo głosu – Każdy może wyrazić swoją opinie na tematy poddane do dyskusji na forum Requiem. Obrażanie, grożenie bądź inna forma przemocy psychicznej lub fizycznej w stronę drugiej osoby debatującej karana będzie grzywną, w skrajnych przypadkach (spowodowanie śmierci) śmiercią.

7. Złodziejstwo – Wszelka udowodniona próba kradzieży bądź kradzież karana będzie adekwatnie do straty poniesionej przez okradzionego, z wyłączeniem kary śmierci.

8. Prawo Gwardii – Gwardia podczas wojny ma prawo dobierania strażników w celu uformowania oddziału przeznaczonego do poszczególnych działań wojennych, sprzeciwy traktowane będą jako dezercja.

9. Prawo zwolnienia – W przypadku nieprzydatności bojowej (trwałe urazy i schorzenia) dana osoba może zostać zwolniona ze służby Requiem. Prawu temu podlegają także osoby po 60 roku życia.

10. Zakaz wieży – Nikt bez pozwolenia nie ma prawa zbliżać się do Astralowej Wieży, złamanie tego zakazu grozi śmiercią.”

- Teraz już rozumiesz, czego nie może sobie po prostu pójść?
Delana kiwnęła głową.
- Tutaj za wszystko mogą cię zabić to jest chore.
- Nikt nie mówił, że nie jest. – opowiedział Aeon – regulamin nazywany jest tutaj popularnie dekalogiem, lepiej miej go w pamięci jeśli nie chcesz stracić głowy.
Aeon wstał z ziemi i ruszył w stronę swojej kwatery uciąć sobie drzemkę. Delana natomiast zajrzała na kolejną stronę nie zdążyła przeczytać jeszcze słowa gdy leżący obok Drax wtrącił kilka słów, jednak usta pełne jedzenia nie były w stanie wydać niczego prócz bełkotu.
- Co mówiłeś?
Chłopak przełknął jedzenie.
- Tak się zastanawiam, co teraz?
- Co masz na myśli?
- Wiesz po co tu przyszliśmy, ale za cholerę nie mogę znaleźć tego czego szukam. Tak w zasadzie, zastanawiam się czy szukamy we właściwym miejscu.
- Teraz na to nic nie poradzisz, ale mam wrażenie, że z czasem odpowiedź sama się znajdzie.
Kończąc pogawędkę zaczytała się w kolejnej stronie broszury. Tym razem nie był to spis ludności, zasad czy innych formalności, przez które trzeba było przebrnąć, nie ważne jak się tego nie chciało. Kolejne kilka stron było poświęcone na historię powstania Requiem, Drax nie protestował przed posłuchaniem owej treści, we wszystkim mogła znajdować się przecież informacja dotycząca śmierci jego rodziców.

„Requiem nie jest organizacją młodą jak wielu uważa, istniało ono, choć nie oficjalnie już za czasów panowania Atalrana Nemezisa. Gdy rozpętała się wojna z przeklętymi, obdarowani zebrali się w grupy aby bronić swoich ziem. Obecnie czasy tamte nazywane są preludium a czas datuje się wstecz, spowodowane jest o zmianą kalendarza który zaczęto prowadzić na nowo po założeniu Requiem. Przeklęta wojna rozpoczęła się w czternastym roku panowania cesarza Atalrana, miał on szesnaście lat gdy objął władze nad cesarstwem Nemezii. Ziemiami Chaotycznymi, nie raz targanymi przez wojny z sąsiadami. Atalran zdołał sobie zjednać sąsiadów, w  przeciwieństwie do jego poprzednika, Edwarda Krwawego, nie był on władcą pysznym. Pomimo niezadowolenia ze strony szlachty ukorzył się przed dawnymi wrogami jednocześnie sprawiając wrażenie potężnego władcy. Sąsiedzi czuli przed nim respekt, nie był to jednak respekt wzbudzany strachem, lecz jasnością umysłu i doskonałością pod względem przywódczym. Widząc potęgę Atalrana, inne państwa zaprzestawały wojen, by po 8 latach od objęcia tronu na całym kontynencie zapanował spokój. Była to istna utopia, dwadzieścia trzy państwa zawiesiły działania wojenne, w tym Karadia, której potęga militarna mogłaby zmieść z powierzchni ziemi każde państwo, posiadała ona najprzedniejsza stal oraz kowali i płatnerzy. Największą siłą Karadii była jednak regularna armia złożona z blisko czterech milionów wyszkolonych żołnierzy. Jednak w  sześć lat po zapanowaniu pokoju burzowe chmury zebrały się nad Nemezią, piekielne zastępy uderzyły z nad południowego morza, znanego dzisiaj jako Azarnea. Atalran wysłał wołanie o pomoc do wszystkich państw kontynentu, odpowiedziało tylko kilka, w śród nich była Severia niewielki kraj na zachodzie od Nemezii, ludzie tam jednak byli wielcy duchem, a ucieczka z pola bitwy była dla nich gorsza niż śmierć. Siły były jednak wciąż nie wystarczające aby prowadzić otwartą walkę z demonami. Co więcej było to pierwsze starcie z przeklętą rasą. W cztery miesiące później z odsieczą przyszła Karadia, posyłając blisko trzy czwarte swojej armii, to wystarczyło jedynie aby zatrzymać przeklęty marsz w głąb kontynentu. Starty po stronie ludzi były ciągle ogromne, kilkukrotnie większe niż w obozie demonów. Była to jednak przełomowa chwila znana dziś jako „Piekielny postój”, a miała miejsce w trzydziestym drugim roku preludium. Przez kolejne dwanaście lat zmierzchy i świty ociekały krwawą łuną, w tym czasie niemalże cały kontynent włączył się do wojny. Jedynie dwa państwa handlowe Tredomia i Salarion pozostały neutralne, ze względu na brak wyszkolonej armii. W dwudziestym szóstym roku preludium Atalran zapoczątkował reformę języka, ostatecznie weszła w życie w dwudziestym pierwszym roku. Rozkazy które przechwytywali do tej pory przeklęci stały się nie jasne, był to początek odrodzenia cesarstwa. Do końca roku dwudziestego demony zostały całkowicie pozbawione możliwości przewidywania ruchów zjednoczonego wojska, by w końcu zostać zepchnięte z powrotem na Azarath. Sam Atalran nie doczekał się  chwalebnej chwili gdyż na początku dwudziestego pierwszego roku preludium został śmiertelnie ranny w walce. Tron po nim odziedziczył jego syn Ysberion w wieku lat dziewiętnastu. Po odparciu straszliwej armii Ysberion zebrał wszystkich pozostałych przy życiu obdarowanych w ilości trzech tysięcy czterdziestu i razem z nimi ruszył na Azarath. Zauważył on wtedy, że te trzy tysiące obdarowanych walczących ramie w ramię ma siłę co najmniej trzystu tysięcy ludzi. Mana płynąca w ich żyłach pozwalała im znacznie przekraczać ludzkie możliwości, magia jaką dysponowali była nieporównywalnie potężniejsza od najlepszych machin oblężniczych. W swoim pamiętniku Ysberion napisał „Widziałem jak giną ludzie, widziałem jak giną demony, widziałem jak bezbronni są obdarowani gdy muszą bronić innych, ale teraz, gdy są razem i niema wśród nich nas, słabych ludzi. Walczą na swoim poziomie nie oglądając się na innych, właśnie ta równowaga sił sprawia, że każdy jeden z nich jest wart tysiąca żołnierzy”.
Dzika wyspa Azarath stała się z czasem ostoją obdarowanych, swoja warownie nazwali Requiem, nazwa nawiązywać miała do pieśni śpiewanych zmarłym, w ten sposób spaczone dusze miały doznać ukojenia po śmierci. Ysberion po dwóch miesiącach powrócił na kontynent, na którym zaczął powracać spokój, obiecał on jednak wcześniej Requiem autonomię na wyspie oraz dofinansowywanie na rzecz walki z demonami. Niedługo po opuszczeniu Azarath przez Ysberiona, demokratycznie na przywódcę Requiem wybrano Azara Thargorna, to właśnie po nim wyspa nosi swoją nazwę. Azar zadbał o wybudowanie fortyfikacji i skuteczne eliminowanie przeklętych, ostateczna forma fortecy powstała na rok przed śmiercią Thargorna. Wieść o wybudowaniu fortyfikacji na południu Azarath dotarła do czterdziestoletniego wówczas Ysberiona, a on zarządził stworzenie nowego kalendarza. Okres ten zwany był Erą I Requiem. Po Azarze władze objął Saladin Clastro, miał on jednak wielkie poczucie obowiązku do wyzyskiwania zasiedlających się z wolna na Azarath ludzi, co w efekcie doprowadziło go na stryczek w ósmym roku IR. Jego następca Ulrich Bleyk przez blisko pięćdziesiąt lat dbał o ochronę nowo powstałych miast, a w szczególności portowego miasta Lethe oraz odległego na wschodzie, pustynnego miasta Ghald, w którym produkowane było najprzedniejsze szkło.
Ze względu na problemy zdrowotne w pięćdziesiątym szóstym roku IR, Bleyk oddał władze młodemu strażnikowi Ysberionowi Morgusowi, ten z kolei odniósł kilka zwycięstw nad przeklętymi w tym zwycięstwo podczas pierwszego szturmu na Requiem w osiemdziesiątym siódmym roku IR. W osiemdziesiątym dziewiątym roku spisał pierwsze zasady Requiem, które pozostały niezmienione po dziś dzień, odszedł ze służby w dziewięćdziesiątym szóstym w wieku sześćdziesięciu lat, swoją władze przekazał wtedy nowemu, utalentowanemu strażnikowi Donowi Archonowi ten po piętnastu latach piastowania swego urzędu w roku sto jedenastym, przy pomocy swojej prawej ręki Eliasa Bloodpledge’a, Gustawa Soulrippera oraz demonologa Illiatha Blackfaitha sporządził pieczęć, która zamknęła demonom przejście do naszego świata. Rok sto jedenasty datuje się, jako początek ery drugiego Requiem. Obecnie Archon piastuje swój urząd przeszło pięćdziesiąt lat i jest najdłużej urzędującym Arcymistrzem.”
            Dziewczyna odłożyła broszurę na bok i spojrzała swymi rubinowymi oczami na swojego towarzysza. Bloodpledge nieco głupawym wzrokiem odpowiedział na spojrzenie koleżanki, nie bardzo wiedział co jej chodzi po głowie, ale zaczynało go to irytować.
- Mam cos na twarzy? – spytał
- Nie, nic z tych rzeczy – odpowiedziała z uśmiechem.
- To o co ci chodzi?
- To pierwszy raz kiedy widzę cię tak zaciekawionego jakimś tekstem.
            Drax lekko zarumieniony odwrócił głowę w prawą stronę, jakby chciał czegoś się doszukać na murach fortecy.
- Po prostu lubię ciebie słuchać. – wyksztusił.
- Jeszcze ci się znudzi słuchanie mnie. – roześmiała się – Ale skoro niema nic do roboty to może pora pójść w ślady Aeona.
            Delana nie spotkała się z protestem i razem ruszyli do swoich kwater. Gdy tylko drzwi w klitce Draxa się zatrzasnęły zrzucił on swoje stare ubranie i jął się do przymierzania nowego stroju. Składał się on z czarnego podkoszulka wykonanego z gadziej skóry, wyglądał na dość wytrzymały i gruby, ale był zarazem przewiewny. Kolejną część stanowiły spodnie także koloru czarnego, długie po same stopy. Wydawały się być wykonane z tego samego materiału co podkoszulek, jednak gdy przeciągnęło się po nich palcem dało się poczuć wplecione w nie stalowe nici. Dzięki takiej plecionce spodnie te nie krępowały ruchów oraz nie były wiele cięższe od zwykłych skórzanych spodni górnika, ale z pewnością dawały większą ochronę na polu walki. Wiadomo, że nie należało nadstawiać nóg pod ostrze, ale w razie draśnięcia nogawka taka była w stanie uchronić od obrażeń. Ostatnią częścią był ciemnoczerwony, niemalże bordowy płaszcz. Jego wagę dało się już odczuć, stalowe włókna były gęściej wplecione w skórę, w szczególności w miejscach gdzie mniej więcej znajdowały się punkty życiowe, takie jak serce, nerki czy płuca. Na piersi widniał wspomniany wcześniej symbol Requiem. W tym odzieniu Drax wyglądał jak na prawdziwego gwardzistę przystało, w pewnym sensie poczęła od niego bić aura dostojeństwa i siły, która wzbudzała respekt wśród innych mijających go strażników. Od tej chwili ani Drax, ani Delana, ani też Aeon nie byli zwykłymi szaraki w śród setek ludzi w fortecy, byli jednymi z szesnastu służących pod rozkazami samego Arcymistrza, stanowili kręgosłup Requiem. Po krótkim spacerze murami fortecy, Drax natknął się na swojego przełożonego. Ten odwróciwszy się w jego stronę rozpoczął rozmowę. Na początku w stronę chłopaka poleciało kilka pochwał, że dobrze wygląda w tym mundurze i tym podobne, w końcu musiało jednak paść bardziej oficjalne pytanie.
- Zapoznałeś się z historią powstania Requiem?
- Tak, zdarzyło mi się cokolwiek o tym dowiedzieć.
- Zauważyłeś w tym coś ciekawego?
            Drax zamilkł na chwilę i podejrzliwym wzrokiem przeszył swojego rozkazodawcę.
- Nie patrz tak na mnie – kontynuował Ascaron – Ja także zauważyłem, że istnieją dwie różne historie, tej której byłem świadkiem oraz ta którą pisze Requiem.
- Twierdzisz, ze fałszują fakty? – spytał niepewnie.
- Nie, niektóre tylko pomijają, ale w tej chwili się tym nie kłopocz, wkrótce wszystko się wyjaśni.
            Drax spuścił wzrok.
- Skąd wiesz, po co tu jestem?
- Sprawdzenie twoich korzeni nie było problemem, wiem że Aeon powiedział ci swoje, ale teraz gramy w jednej lidze i mogę ci obiecać, że razem rozpoczniemy nową erę Requiem.
- Nową erę?
- Wszystko w swoim czasie, teraz idź odpocząć, jutro zaczynają się Thanatozie.
- Masz na myśli uroczystości ku czci Thanatosa?
            Ascaron kiwnął głowa.
- Jutro dwudziesta rocznica zapieczętowania bramy. A zwiad donosi, że nie stwierdzono aktywności przeklętych w ostatnich kilku dniach, więc impreza będzie na całego.
            Białowłosy postanowił posłuchać rady swojego przełożonego i udał się powrotem do kwatery. Upływały kolejne godziny a słonce przestawało powoli rzucać swoje promienie zza horyzontu, nie nastał jednak wieczorny spokój. Na dziedziniec wypłynął tłum ludzi, nie byli oni strażnikami, przynajmniej ich ubiór oraz postura na to nie wskazywały. Mężczyźni i chłopcy, kobiety i dziewcząt, wszyscy którzy do tej pory pełnili różne funkcje w podziemnych tunelach Requiem, wyszli na zewnątrz udekorować dziedziniec na jutrzejsze obchody. Sprzątacze, pracownicy biblioteki, praczki, lekarze kowale, płatnerze, krawcy, szewcy czy zielarze. Dosłownie wszyscy zajęli się przygotowaniami do Thanatozii. Część strażników czy chociażby sam mistrz Ender z radością dołączyli do przygotowań, było to dla wszystkich oderwanie od rutynowych patroli czy krwawych bitew. Ludziom Ascarona także nie udało się zasnąć, aż do późnej nocy. Nim to nastąpiło przyglądali się stojąc w drzwiach swoich kwater na harujących jak mrówki mieszkańców cytadeli. Drax nawet wyskoczył na chwilę przenieść kilka paczek z ozdobami, Delanę zwerbowano do porozwieszania ozdób na murach, a Aeon standardowo wyskoczył „integrować się” przy piwku. Gdy ozdoby były już powieszone na dziedzińcu pojawił się cały orszak ludzi ze stołami i krzesłami, ustawili oni je wokół przygotowanych wcześniej licznych palenisk. Potężne stoły zrobione z Bardasu, drzewa potocznie nazywanego Stalowcem, który rósł jedynie na północnej granicy Nemezii i Hooznem miały swoją cenę, plotka głosi, że Bardas we wczesnych wiekach służył jako materiał na broń obuchową czy tez tarcze i idąc dalej za plotką ponoć sprawdzał się lepiej niżeli przedmioty wykonane z brązu. Bądź co bądź Bardasowe meble należą do najdroższych na które czasami i sam król poskąpi pieniędzy, Requiem natomiast posiadało ich niemalże setkę, doliczyć należy też, że do każdego stołu dostawiono po sześć krzeseł z tego samego tworzywa. Taka zastawa jedynie podkreśliła zamożność Requiem, jak i całej wyspy na której się znajdowało. Dotacje na rzecz walki z demonami z kilku państw, własny statek handlowy, szkło z Ghald oraz wynajem Requiem do ochrony północnego szlaku handlowego były zaledwie jednymi z wielu źródeł dochodu organizacji, nic więc dziwnego, że w ten sposób Requiem wyprawiało imprezy. W końcu kolo godziny czwartej nad ranem wszyscy wrócili do siebie na spoczynek, który w niektórych przypadkach, w tym Aeona, trwał do późnego popołudnia. Wtedy też poczęto wnosić na w pełni przygotowany dziedziniec pierwsze potrawy. Była wtedy godzina piąta i właśnie miała się rozpocząć pierwsza cześć uroczystości, myśliwska uczta. Nazwa pochodziła od rodzaju dań jakie się wówczas podawało. Była to zwierzyna łowna, od zajęcy i królików przez dziki i jelenie aż po sadło niedźwiedzie, które nie cieszyło się zbytnia popularnością wśród ucztujących, aczkolwiek miało ono kilku amatorów na czele z potężnej postury Galahadem. Po dwudziestu, może trzydziestu minutach wszyscy byli już zebrani, a ich oczy dawno zatrzymały się na ulubionych potrawach. Nim jednak zabrali się do jedzenie zostali świadkami nietypowego wydarzenia. Galahad nie cierpiący przemówień publicznych wyszedłszy na krzesło począł przemawiać patrząc na wszystkich z góry.
- Jak wiecie nie często wdaje się w takie sprawy, ale w imieniu Arcymistrza, moim oraz wszystkich tu zgromadzonych chciałem pogratulować Ascaronowi odrodzenia się jego oddziału. Dziś mamy podwójne święto gdyż nie tylko upamiętniamy zamknięcie bramy, ale także odzyskujemy oddział, który prowadził nas będzie do podczas ostatniego szturmu na norę przeklętych. Dzisiejszego dnia świętujemy odzyskanie siły bojowej Requiem. Liczę, że nasi nowi gwardziści, panienka Delana Shadowstep, pan Drax Bloodpledge oraz pan Aeon Sandspell okażą się wartościowymi kompanami dla mistrza Ascarona.
            Kiedy tylko skończył i zszedł z krzesła, poczuł znaczną ulgę. Nikt pewnie nie wiedział, że Galahad ćwiczył tą kwestię od momentu gdy tylko dowiedział się, że Aeon jest ostatnim który dołączył do ofensywnego oddziału. Pomimo, że nie była to może mowa najlepszego mówcy na świecie brawa nie milkły jeszcze przez chwilę, w końcu pojawiła się orkiestra oraz panie rozlewające piwo, a wtedy nic już nie powstrzymało strażników przed czynnym włączeniem się w ucztę. Dziczyzna znikała wyjątkowo szybko, a jej miejsce zajmowały inne potrawy. Draxowi wyjątkowo zasmakowała pieczona szynka z czosnkiem i ziołami w sosie śmietanowo pomidorowym. Dość dziwna mieszanka i z pewnością dająca się jelitom we znaki, ale w tej chwili liczyła się zabawa, której ani Drax ani Delana nie zaznali od wielu lat. Tuż obok wszelkiego mięsa równie szybko znikał alkohol, część ludzi nie mając zamiaru czekać, aż dziewczyny doniosą kolejne litry napojów wyskokowych popędziła do spiżarni. Nie minęła chwila, gdy te same osoby pokazały się na dziedzińcu tocząc beczki z piwem oraz winem. Po daniach jarskich przyszła w końcu kolej na różnorakie zupy, niektórym wystarczyła co prawda zupka chmielowa, ale byli i tacy co nie pogardzili mniej wartościową (według co niektórych) substancją. Z upływem czasu oraz alkoholu coraz więcej ludzi stawało się coraz bardziej otwartych dla drugich. Rozpoczęły się tańce oraz wygłupy. W tym właśnie momencie Aeon był w swoim żywiole, wyskoczył na stół i zaczął wymachiwać nogami i rękami improwizując jakiś taniec. Dostrzegłszy dziewczynę zbierającą brudne misy chwycił ja za rękę i wciągnął na stół, po czym nie dając jej zbytniego wyboru zawirował z nią w tańcu. Do północy cały dziedziniec wypełniony był tańczącymi i śpiewającymi gębami. Draxa kilkukrotnie próbowano wyciągnąć do tańca, ten za każdym razem bronił się argumentem, że nie umie tańczyć. Spoglądając w lewo dojrzał gdzieś w tłumie tańczącą Delanę, tańczyła jakby przez całe życie nie robiła nic innego. Podczas tego płomiennego tańca czy to solowo czy z partnerem nie jeden próbował skraść jej całusa zawsze jednak odsuwała się na bok, mijając się z ustami zalotnika. Jeden był na tyle natarczywy, że swoje zaloty skończył całując ziemię, Delana zyskała sobie tym samym poklask większości zgromadzonych. W pewnym momencie, ktoś poklepał Draxa po ramieniu i już dość podpitym głosem powiedział na głos.
- To jest mój człek! On już zabił demona, piwo dla niego! – wydusił męczony pijacka czkawką.
            Takiego Ascarona jeszcze nie znał, ale widać było, że towarzystwo dwóch pięknych blondynek usługujących przy jednym ze stołów jedynie popędzało go naprzód. Orkiestra sobie także nie żałowała ani towarzystwa ani alkoholu w efekcie czego około godziny drugiej nie dało się rozpoznać granych przez nich utworów. Co chwila zmieniał się rytm, melodia czy słowa, nie sprawiało to jednak różnicy dobrze rozbawionym i podpitym strażnikom. Drax powoli wstał od stoły, gdy nagle poczuł, że coś rzuca mu się na plecy, odurzony alkoholem nie utrzymał równowagi i runął na stół, od razu dookoła wzniosły się głosy podekscytowania.
- Ani razu nie widziałam, żebyś zatańczył – odezwała się wesoło dziewczyna.
- Mówiłem ci, że nie… - urwał szarpnięty przez ze stołu przez koleżankę.
            Delana wtuliła się w jego ramiona i powoli zaczęła prowadzić do tańca, początki nie były najlepsze, brak doświadczenia było widać od razu, a brak koordynacji ruchowej spowodowany był ilością spożytego trunku. Bloodpledge był jednak zbyt urobiony aby odczuwać jakiś dyskomfort i z każdą kolejną chwilą nabierał wprawy. Do godziny trzeciej tańczył już jak zawodowiec. Cała impreza niespodziewanie skończyła się gdy skrzypek przez przypadek wbił smyczek w oko starszemu facetowi grającemu na lutni. Z kolei upuszczona lutnia spadła na nogę przechodzącemu obok kelnerowi, ten wylał niesione piwo na Zena Barrela, podopiecznego Galahada, który natychmiast posłał mu prawego sierpowego. Reakcja Zheroo była natychmiastowa, nie przepadał on za Barrelem tak samo jak za swoim przełożonym, z tą różnicą, że temu mógł dać bez przeszkód po mordzie. W obroni Barrela stanęło kilku strażników i zaczęli okładać Zheroo, wtedy na pomoc pośpieszył mu Aeon tym samym wyrywając się z uścisków dwóch pań. Gdyby tego było mało do akcji włączył się Ender który postanowił rozdzielić bijące się obie strony wtedy napotkał na swojej drodze Ascarona, który w przeszłości sam nakręcał barowe rozróby. Bez wahania wymierzył on Enderowi lewego prostego, który był na tyle silny, że posłał pijanego mistrza na glebę. W całym tym zamieszaniu strażnik którego Delana przytwierdziła parę godzin temu do ziemi zakradł się od tyłu i chwycił za piersi, pijanemu w końcu wszystko jedno. Shadowstep odruchowo krzyknęła, a stojący tuż przed nią Drax niemalże bez namysłu wymierzył zboczeńcowi cios łokciem tak silny, że ten połkną dwie wybite jedynki próbując złapać oddech. Lekkomyślny strażnik nie utrzymał się na nogach i runął na ziemię. Nagle dwójka poczuła na swoich ramionach kobiece dłonie. Była to Elena z oddziałem medycznym.
- Witamy w Requiem. – powiedziała ze spokojem
            Chyba tylko od niej nie było czuć alkoholu.
- Tak jest zawsze? – spytała nieco zszokowana zjawiskiem Delana.
- Nie, w tym roku jest wyjątkowo spokojnie, jak na nich przynajmniej.
            Nie zamieniając więcej ani słowa ruszyła w stronę bijących się strażników. Wśród jej oddziału dało się dostrzec potężnego mężczyznę, nie był to nikt inny jak Galahad, który zaraz po wszczęciu bójki poszedł zawołać Elenę i jej medyków.
- Dobra chłopaki, Galahad wpadł koniec zabawy – krzyknął zakrwawiony Ascaron.
            Uśmiech, pomimo rozciętej wargi, luku brwiowego oraz skóry na policzkach, nie schodził mu z jego toczących krew ust. Dziwniejsze było jednak to, jak nagle wszyscy posłuchali i zaprzestali walk. Czy właśnie tak wyglądała dyscyplina w Requiem? Czy tylko szczęśliwym trafem cała pijana hołota była już zbyt zmęczona aby przeciwstawić się rozkazowi Ascarona? Te pytania dręczyły Draxa do białego rana, Delana natomiast miała w pamięci moment w którym została przez niego obroniona. Słońce zaczynało już świtać gdy większość Requiem zapadła w błogi sen. Popołudnie i wieczór upłynęły wszystkim uczestnikom na leczeniu kaca podczas sprzątania wszystkiego co zostało na dziedzińcu, parę połamanych krzeseł dało się przeboleć, jedną wyłamaną nogę stołu także, ale zniszczenia herbu Requiem, Archon nie mógł wybaczyć. Trzech żartownisi którzy podpalili dekorację jakimś zaklęciem zostało wieczorem wychłostanych tak, aż im skóra z pleców zaczęła schodzić. Ascaron z zabandażowaną niemalże w całości głową przez cały dzień nie opuścił swojej kwatery. Aeon cały posiniaczony już wieczorem siedział jak zwykle oparty o ścianę swojej klitki i sączył browar. Ender z zaskoczeniem stwierdził, że znajduje się na sali szpitalnej w podziemiach cytadeli, a jedyne co mu się przypominało to zbliżająca się pięść. Ciekawym faktem było, że ludzie którzy wczoraj jeszcze prali się po twarzy z mordem w oczach dziś śmieją się i rozmawiają ze sobą. Aeon zapytany o to, wytłumaczył Draxowi, że takie bójki tylko hartują żołdaków i nie są postrzegane jako coś nieodpowiedniego, przynajmniej nie podczas trwania Thanatozii. Pomimo, że chciało by się czas zatrzymać ten płynął nie ubłaganie, w szczególności dziś, w dniu który był jak wyrwana kartka z kalendarza. Po każdym zmierzchu nadchodzi jednak świt, który przynosi kolejne wyzwania.

Rozdział 10: Wiedza, przyjemność i przeszpiegi.


Od wypłynięcia Melfice’a z Azarath minął jeden dzień, pogoda nie zapowiadała się na najlepsza i ciemne chmury zaczęły kłębić się na zachodzie. Złośliwy wiatr wiejący na wschód z każdą chwilą przybliżał je w stronę Requiem. Taka prognoza pogody nie poprawiała wcale humoru Ascaronowi, który musiał przyznać się do rekrutacyjnej porażki oraz straty jednego z wierzchowców. Wyszedł ze swojej kwatery i kierował się w stronę kompleksu budynków, gdzie znajdywało się biuro arcymistrza.
- Przepraszam, Ascaronie! – zawołała z drugiego końca dziedzińca Delana – Jest tutaj jakaś biblioteka?
- Jasne, w zasadzie idę w tym samym kierunku – odpowiedział.
Przez chwilę maszerowali w ciszy, ale mina swojego przełożonego wprost wymuszała na Delanie chęć zapytania o przyczyny jego ponurego nastroju. Gdy doszli do kompleksu budynków w końcu się przełamała. Ascaron opowiedział o „dowcipie” Aeona jednak nie napomknął ani słowem o szczegółach misji, co z początku nie wzbudziło większego zainteresowania dziewczyny. Jednak gdy tylko się rozeszli coś zaczęło ją zastanawiać, mianowicie dlaczego ukrywa przed nimi faktyczny cel tej wyprawy? W końcu są drużyną, więc dlaczego zlecenie dotyczące tak ważnej części drużyny jaką jest lider, pozostało tajemnicą? Myśl ta nie dawała jej spokoju, w zasadzie tak bardzo ją gnębiła, że zapomniała które drzwi miały prowadzić do biblioteki. W efekcie jej wycieczka wydłużyła się o kilkadziesiąt minut a lista osób którym przeszkodziła w pracy nieco się wydłużyła. Metodą prób i błędów w końcu znalazła drzwi do korytarza wiodącego na niższy poziom cytadeli, gdy tylko nim zeszła dostrzegła drzwi po prawej stronie z napisem Biblioteka. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem ukazując jej ogrom tego pomieszczenia. Dziesiątki regałów wysokich na dwa metry i długich na co najmniej sześć, kącik czytelnika w głębi i gigantyczne obrazy wielkich pisarzy na ścianach doskonale podkreślały ogrom tego miejsca. Tu i ówdzie stały potężne kamienne filary podpierające sklepienie biblioteki. Czując się nieco wyobcowana weszła głębiej by znaleźć coś co mogłoby zabić nieco czasu. Spacerując między regałami dostrzegła siedzącego przy jednym ze stolików Draxa, zaczytanego w jakąś księgę.
- Co ty tu robisz? – spytała nie kryjąc zdziwienia, bowiem czytanie nie należało do ulubionych zajęć Draxa.
- Głupie pytanie… - mruknął – Pomyślałem, ze może tutaj znajdę coś co naprowadzi mnie na… – urwał i rozejrzał się wokół  - wiesz na co.
Czarnowłosa jedynie skinęła głową.
- Szczerze nie myślałem, że mają tutaj tego tyle.
- Znalazłeś coś chociaż?
- Cóż, nie jest to czego szukałem, ale to jest dość ciekawe – powiedział podając książkę Delanie.
- „Bogowie i ich wojna”?
- Napisane przez Ysberiona Nemezisa Młodszego, drugiego króla cesarstwa Nemezii, założyciela Requiem i syna Atalrana Nemezisa Wielkiego.
Delana spojrzała na Draxa poważnym wzrokiem.
- Wiem kim był Ysberion, służyłam za jego życia w Requiem.
- Cholera, całkiem długo byłaś tym demonem, skoro pamiętasz jeszcze czasy Ysberiona.
- Czasem wydaje mi się, że za długo. – odrzekła i spojrzała w tekst zawarty w książce.

„Na początku istniał jeden Bóg zwany Memor, a jego początków nie znał nawet on sam. W jego osobie zderzały się trzy wielkie siły, tworzenia, niszczenia oraz protekcji. W nieskończoność targany tymi rządzami, tworzył światy oraz potężne istoty niemalże o boskiej mocy, by chroniły stworzonego świata, lecz wtedy budziła się w nim rządza niszczenia i sprowadzał na owy świat wielki kataklizm, bądź doprowadzał do wojny w której sam brał udział. Ostatecznie wszystko co stworzył obracał w ruinę. Przez eony, cykl ten zataczał koło a ból jaki odczuwał rósł z każda chwilą. Rozdarty pomiędzy stworzeniem i pragnieniem ochrony a rządzą niszczenia poczynił drastyczny krok i za pomocą swej boskiej mocy wyzbył się owych emocji. Tak narodziło się trzech bogów, Sfere; znana jako bogini tworzenia i życia, Thanatos; bóg umarłych nazywany także wędrującym bogiem, chroniący dusze ludzkie oraz Morterius; bóg mordu i z niszczenia. Memor poczuł po raz pierwszy w  swej nieskończonej egzystencji spokój i ukojenie, wyzbyty wszelkich emocji i uczuć zapomniał czym tak naprawdę jest i z biegiem czasu obrócił się w nicość. Dało to początek nowej erze bogów oraz nowej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Sfere, bogini stworzenia dla własnej uciechy uformowała świat i tchnęła w nań życie powstały wtedy góry i doliny, rzeki i oceany, zwierzęta i ludzie. Z czasem jednak dusze zmarłych zaczęły stawać się czymś na porządku dziennym, widywano je na ulicach, straganach, w domach, dosłownie wszędzie. W biały dzień przechadzały się dziedzińcem, w nocy przesiadywały w sypialniach domów i karczmach, dzieląc tę samą przestrzeń z żywymi. Wtedy to Thanatos pragnąc oddzielić żywych od umarłych stworzył świat, w którym ci drudzy mogli by przebywać i wieść na pozór identyczne życie jak te na ziemi. Reguła rządząca światami jednak musi zostać zachowana, świat umarłych do którego trafiały dusze był więc połączony czymś w rodzaju tunelu ze światem żywych. W efekcie czasem zdarzało się, iż jakaś dusza przenikała do świata żywych, nie było to jednak czymś co zdarzało się na co dzień.  W ten sposób minęły kolejne eony, a bogowie z radością patrzyli na swoje dzieła. Morterius był jednak tym który najszybciej się znudził pokojem i porządkiem jaki istnieje na świecie. Pod nie uwagę Sfere zszedł do jej świata i nauczył ludzi co to zazdrość, pragnienie władzy, chciwość czy nienawiść, stworzył wszelki podział i dał początek wojnom. Dusze ludzi zepsutych trafiające do zaświatów wywoływały bunty i tak konflikty rodziły się na dwóch płaszczyznach. Thanatos zmuszony był do czuwania przez wieczność nad spokojem w swojej krainie, Sfere nie rozumiejąca śmierci i delikatna  natury nie mogła nic zrobić, jej serce nie pozwalało na działania przeciwko chociażby największemu wrogowi. W taki sposób Morterius mógł ustawić wszystkich bogów pod siebie oraz ich stworzenia, uwięzieni we własnych światach musieli radzić sobie z konfliktami wywołanymi przez boga mordu. Z czasem jednak ten zauważył, że Thanatos niestrudzenie niszczy zepsute dusze i za wszelką cenę chroni godnych jego królestwa, właśnie wtedy oddalił się w cień i nastąpił chwilowy pokój. Była to tylko cisza przed burzą, bowiem czarny bóg stworzył własny świat znany jako piekło to właśnie tam trafiały dusze ludzi potępionych. Tam Morterius obdarowywał ich częścią swej przeklętej mocy i tak powstały demony, mające zapewnić mu wyższość nad resztą bogów i skłonić ich do uległości. Zebrawszy armię złożoną z setek tysięcy przeklętych wyruszył do boskiego tronu Sfere, aby zakończyć jej rządy jako bogini stworzenia. Gdy wszystko wydawało się przesądzone u jej boku stanął Thanatos i posłał w nicość większość przeklętej armii, sam Morterius nie był w stanie stawić czoła obu bogom jednocześnie, więc usunął się w cień po raz kolejny. Przez wieki rozmyślał nad różnymi sposobami prowadzenia wojny z pozostałymi bogami, w końcu odnalazł sposób by przemieścić swoje potępione oddziały do świata żywych, tym samym złamał kodeks bogów mówiący o tym, że konflikty pomiędzy nimi maja pozostać w świecie bogów. Tworząc bramę znaną dziś jako Brama Sądu, dał początek wielkiej wojnie, Thanatos wtedy zszedł na ziemię i nauczył ludzi magii, by ci mogli bronić się przed napaścią przeklętych. Stworzył także własną jednostkę wojenną, Gravenimage. Owa istota mogła przemieszczać się miedzy krainami umarłych a piekłem i toczyć nieskończoną wojnę ze sługami Morteriusa. Pierwszym godnym tytułu Gravenimage stał się Atalran Nemezis, a z czasem stał się reprezentantem Thanatosa w krainie umarłych, gdy ten wyruszał na ziemię w poszukiwaniu godnych dusz, które mogłyby zostać wcielone do jego boskiej armii. Konflikt ten trwał będzie aż któryś z bogów upadnie a jego twór obróci się w nicość.”

Delana odłożyła książkę na bok i wzięła do ręki kolejną, przypominającą raczej namiastkę pamiętnika, także podaną przez Draxa. Ta z kolei nosiła tytuł „Brama umarłych”, nigdzie nie było śladu autora a język w którym była napisana wydawał się niezrozumiały w znacznej części. Przynajmniej dla Draxa, który nie był w stanie odczytać bądź też zrozumieć wielu archaizmów.
- Potrafisz to przeczytać? – zapytał
- Tak, tak mi się wydaje, dziwi mnie jednak, że znajdują się tutaj księgi napisane jeszcze przed reformacją języka.
- Reformacją? – zdziwił się chłopak.
- Masz prawo o tym nie wiedzieć,  około pięciu lat przed objęciem władzy przez Ysberiona, Atalran zarządził reformę językową. Było to spowodowane faktem, że informacje przekazywane na polu bitwy stały się zbyt zrozumiałe dla przeklętych. Pozwoliło to zyskać przewagę i zepchnąć demoniczną armie na Azarath.
- Nie wystarczyło użyć szyfru?
- Szyfry dało się złamać, natomiast nauczenie się nowego języka metodą prób i błędów jest czasochłonne. Zmodyfikowano wszystko, gramatykę, słownictwo czy nawet wymowę. Do wszystkiego podchodzono z największą ostrożnością, nauka języka odbywała się w podziemnych tajnych salach. Podręczniki były niszczone po zakończeniu użytkowania, a ludzie którzy uczyli się nowego języka trzymali byli wewnątrz fortecy pod karą śmierci. Ciężko powiedzieć ilu ścięto za opuszczenie jej murów podczas pobierania nauki.
- Nadal nie rozumiem jakim cudem ten język stał się użytkowym.
- Przypominam, że wtedy nie istniała jeszcze brama w takiej formie w jakiej istnieje dzisiaj, masowe rekrutacje były czymś normalnym, toteż większość ludzi poddawana się nauce nowego języka i tak z czasem ów język się rozpowszechnił.
- Teraz gdy o tym pomyślę, to ma to nawet sens. W każdym razie możesz mnie oświecić i powiedzieć co jest napisane we fragmencie który zaznaczyłem? Doszukałem się tam kilku zwrotów które rozumiem, bądź wydają mi się zrozumiałe ale… - urwał pozwalając Delanie przeczytać fragment.

„Idziemy korytarzem nie szerszym niż na 2 metry, z góry dochodzą odgłosy walki, dlaczego ludzie płacą własnym życiem za życie jednej osoby? Skoro przeklęci przyszli tu po niego niech go oddadzą, a my ulotnimy się niepostrzeżenie. Widzę, że reszta zebranych ze mną także nie jest zadowolona tym pomysłem, takie przynajmniej stwarzają pozory. Korytarz ma zaprowadzić nas poza zamek tam czeka na nas ukryty oddział, który ma pomóc w szturmie. Każda chwila przybliża naszego władcę do końca jego panowania, a tym samym nadciąga koniec wojny…
Nie dbam o to kto będzie nami władał,  koniec końców i tak ucieknę, gdyby nie pieprzone masówki nigdy nie zostałbym żołnierzem…
Minęły dwie godziny odkąd tędy podążamy, na górze odgłosy bitwy zaczynają cichnąć, może już po wszystkim? Może nie będę musiał ginąć za innych, taka opcja najbardziej mi odpowiada.
Nie! Jednak to dopiero początek! Trzask ciężkich żelaznych drzwi rozległ się po całym podziemiu, słyszałem go wyraźnie. Padły rozkazu obrony do ostatniego człowieka, nie mogę już więcej pisać dowódca każe iść…
Na śmierć…”

Kilka linijek tekstu zapisane jest niewyraźnym pismem, bazgroły dawały do zrozumienia, że strach spowił umysł autora i z wielkim trudem mógł on utrzymać pióro. Odszyfrowanie tego fragmentu zajęło Delanie dłuższą chwilę, mimo wszelkich starań jakich dołożyła część słów ciągle pozostawała zagadką.

„… widzę, jak umierają… Nie! Nie chcę umierać, nie pójdę, niech oni giną za swojego władcę...
Wiedziałem, byli gotowi...
Krew… martwe ciała leżą…
Ktoś tam jest, demony ciągle walczą… Kim jest… szacie
Martwi…! Walka znów się zaczęła…
Stosy ciał…
I tak nikt kto to przeczyta nie uwierzy, powstali martwi na wezwanie człowieka w czerwonej szacie. Na jego wezwanie zerwali się do ataku… bogowie nie wiem co to było, ale umierali jeszcze po kilka razy. Umierali dopóki ostatni przeklęty nie upadł na ziemię. Później i on sam obrócił się w proch, cesarz jest bezpieczny… a ja…”
- Rozumiesz coś z tego? – zapytał
- Pierwsza część jest chyba jasna, druga natomiast… - Delana oparła głowę na dłoniach – Druga część to pierwszy zapis odnośnie użycia zaklęcia znanego nam dzisiaj jako Runa Nemezisa.
Czas spędzony na przeszukiwaniu ksiąg upłynął szybko, a dzień począł przechodzić w noc, biblioteka pustoszała wraz z nadchodzeniem oraz późniejszych godzin. Drax podszedł do bibliotekarki i zwrócił książki, dzisiejszego dnia wyczerpał swój roczny limit na czytanie czegokolwiek.
- Powiem ci coś Delana – mruknął wychodząc z biblioteki. – Dwa pietra niżej znajdują się łaźnie, nie wiem jak ty, ale ja chyba skorzystam.
Shadowstep zdziwiła się nieco, początkowo nie miała pojęcia kiedy Drax miałby czas rozejrzeć się dokładniej po fortecy, gdy nagle przyszło olśnienie.
- Widzę nauki Blackfaitha nie poszły w las – roześmiała się.
Bloodpledge zdążył nauczyć się drogi na pamięć i bez większego problemu poprowadził swoja przyjaciółkę, by po kilku minutowym spacerze stwierdzić z żalem, że łaźnie są dzielone na damskie i męskie. Z lekkim niesmakiem wszedł do męskiej części i zniknął w głębi szatni, Delana nie zwlekając dłużej uczyniła podobnie wchodząc do drzwi naprzeciwko. Pierwsza rzeczą jaka rzuciła jej się w oczy była ilość kobiet znajdujących się w Requiem. W życiu by nie przyszło jej na myśl, że tyle kobiet może znajdować się w obozie wojennym. Zrzuciła z siebie ubranie ukazując swoje ponętne młode ciało i weszła do pierwszego basenu w którym znajdowało się wolne miejsce. Życie tutaj wyglądało całkiem inaczej niż na powierzchni, plotki i śmiechy niosły się po całej komnacie, a w tej mieściło się dwadzieścia basenów, a każdy z nich pomieścić mógł do piętnastu kobiet. Obecność Delany nie umknęła nikomu, jednak zainteresowanie jej osobą okazała jedna z nich, Z dopiero co gojącą się raną na nodze.
- Jesteś ta nową z oddziału Ascarona prawda? – zapytała
- Tak, jestem Delana a ty jesteś…
- Maya, służyłam u Ascarona przed tobą, ale ostatnio sprawy się nieco skomplikowały – mówiąc to spojrzała na swoją ranną nogę.
Widząc, że temat który zaczęła Maya nie bardzo jej samej leżał, szybko znalazła jakiś lżejszy i ostatecznie skończyło się na babskich rozmowach o niczym. U Draxa sprawy wyglądały nieco inaczej, nikt nie wypytywał go o jego pracę czy życie, zamiast tego zafundowano mu piwo i kilkukrotnie wzniesiono toast za „nowego”. Gruntem było pokazanie, ze życie w Requiem nie jest takie złe jak wygląda. Kolejną ciekawostka było, ze w każdej kwaterze przeznaczonej wyłącznie dla mężczyzn, może oprócz wychodka, dostępne było piwo. Chociaż zdarzało się czasem, że jakiś fan chmielu od czasu do czasu wstawiał beczkę piwa nawet obok „tronu myśliciela”. Strażnicy pod pewnym względem jednak różnili się od zwyczajnych pijaczynów, doskonale znali swój umiar, każdy z nich wiedział ile może wypić, aby bez przeszkód utrzymać w ręku miecz i nie otumanić swoich zmysłów. Oczywiście i tu zdarzył się pewien wyjątek dobrze znany Draxowi… Właśnie w tej chwili ten wyjątek przemknął się przez szatnię wyszedł nie korzystając z dobrodziejstwa kąpieli. Czas spędzony w basenie wydawał się zaledwie chwilą, gdy w łaźni pojawił się starszy człowiek i obwieścił godzinę dwudziestą trzecią. Wszyscy zebrani wiedzieli, że oznacza to koniec dobroci i pora wracać do ciasnych klitek. Ubierając się, Drax zauważył, ze zginął gdzieś jego wisiorek, pamiątka po ojcu której strzegł do tej pory jak oka w głowie, po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Nie mógł sobie jednak pozwolić na zbytnie umartwianie się, tym bardziej nad rzeczą martwą, ubrał się więc do końca i wyszedł jak gdyby nic się nie stało. Z damskiej części nie dobiegały już żadne odgłosy, a wszystko wskazywało na to, że Delana wróciła już do siebie. Nie zwlekając dłużej chłopak pokierował się ku wyjściu. Przemierzając oświetlony płonącymi pochodniami korytarz ujrzał smukłą sylwetkę czekającą przy drzwiach prowadzących na parter.
- Długo czekasz? – zawołał
- Nie, dopiero co przyszłam. – odpowiedziała Delana – Pomyślałam, czy może masz ochotę na spacer murami?
Drax kiwnął głową nie wyrażając sprzeciwu i oboje wyszli na parter, później na dziedziniec, którym z kolei dotarli na wschodni mur. Chwilę milczenia przerwała Delana.
- Wiesz, ostatnio dziwnie się czułam, po śmierci Selene… - urwała
- Co rozumiesz przez dziwnie?
- Poczułam, ze jej śmierć pozwoliła mi być bliżej ciebie, tak jakby jakaś mała część mnie, cieszyła się z jej śmierci. – wyjąkała i wtuliła się w ramię Draxa.
- Jestem pewien, że chciałaby, abyś to ty się nami zajęła  - uspokoił ją Drax – Cieszę się, że jesteś przy mnie w takich chwilach.
Podczas tego orzeźwiającego spaceru nie dostrzegli oni Aeona przemykającego do południowego kompleksu, wydawał się być tego wieczoru dość zadowolonym, czy może nawet podekscytowanym. Tuż pod drzwiami prowadzącymi do wewnątrz kompleksu natrafił na Ascarona, który właśnie wychodził. Obaj wymienili się pogardliwymi spojrzeniami z tą różnicą, że Aeonowe spojrzenie poprzedzone było szyderczym uśmieszkiem. Takie uśmieszki działały Ascaronowi na nerwy jak nic innego na świecie, szczególnie te w wykonaniu śmiecia za jakiego uważał Aeona. Ascaron nie mógł się opanować, rzucił przez ramię kolejne spojrzenie i szyderczo się odezwał w stronę bruneta.
- Ząbków masz za dużo?
- Nie, ale ty masz za mało informacji. – odpowiedział równie szyderczo.
Steelstrike nie wytrzymał chwycił Aeona za kołnierz i przyparł do ściany, drugą rękę uniósł w górę jakby już miał wymierzyć mu cios. Ciekawość jednak odwiodła go od tego czynu.
- Jakich informacji, co wiesz? – zapytał groźnie.
- Ja wiem, że ty nie wiesz, że ja wiem, że ty wiesz o czym arcymistrz chce się dowiedzieć.
Takie zagranie wyzwoliło w Ascaronie najdziksze emocje, pięść sama pofrunęła w stronę twarzy Aeona, rozległ się głuchy trzask. Gdy tylko Aeon otworzył oczy zauważył, że pięść mistrza uderzyła w ścianę tuz obok jego głowy.
- Mów co wiesz a może zmienię o tobie zdanie, chociaż odrobinę.
- Delana ładnie czyta – powiedział ściszonym głosem.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Tutaj każdy prócz ciebie ładnie czyta.
- Wspomniałem, że czyta w języku staro-nemezeiskim? – zadrwił po raz kolejny.
Ascaron zrobił oczy jakby zobaczył ducha.
- Skąd to wiesz! – spytał energicznie
- Wiesz, czasem i ja chodzę do biblioteki, szczególnie w takie dni jaki był dzisiaj. A wątpię aby dziewczyna wyglądająca na dwadzieścia lat mogła płynnie posługiwać się językiem, którego zaprzestano używać około wieku temu.
- Chcesz powiedzieć, że Shadowstep, to faktycznie historyczna zdrajczyni? A ja mam uwierzyć ci na słowo?
- Pytanie brzmi czy możesz nie wierzyć, jeżeli mało ci dowodów przyjrzyj się jej broni.
- Co takiego ma jej tożsamość wspólnego z bronią?
- Abyssa nie każdy może dzierżyć. – zadrwił po raz kolejny, ale drwiny Aeona już nie miały wpływu na zachowanie Ascarona.
- A Drax? Jest jakiś dowód, że jest on spadkobiercą Eliasa?
W tym momencie Aeon wyciągnął z kieszeni wisiorek oraz liścik, który ofiarował swego czasu Draxowi Borg razem z Moonglow. Liścik dobrze znany Draxowi, bowiem było to ostatnie pożegnanie ojca z synem.
- Nie wątpię, że ów wisiorek zostanie rozpoznany przez arcymistrza, a co do liściku, pojawia się na nim imię Draxa, co więcej Elias pisał pamiętnik, możliwe że da się go gdzieś znaleźć, więc można by porównać pismo z liściku oraz z pamiętnika.
Pisanie pamiętników nie było w Requiem niczym dziwnym, w zasadzie znaczna część żołnierzy je pisała. Po śmierci takiego żołnierza, pamiętnik sprawdzano, czy nie zawiera jakichś tajnych informacji, bądź nie przyniesie szkody Requiem. Jeżeli arcymistrz uznał, że wszystko jest w porządku pamiętnik trafiał do biblioteki i był dostępny dla wszystkich w Requiem.
Ascaron nie mógł wyjść ze zdumienia, nie dość że Aeon jakimś cudem podsłuchał jego rozmowę z arcymistrzem, to jeszcze w ten sam dzień zdobył dowody co do potwierdzenia tożsamości dwóch nowych nabytków. Nie zamierzał jednak spuścić gardy i od razu zaatakował wydawałoby się nie wygodnym pytaniem.
- Aeon, powiedz mi co ty kombinujesz?
- A ty powiedz mi gdzie masz swojego prawdziwego przełożonego.
Nie takiej odpowiedzi spodziewał się Ascaron, to on miał być tym, który przypiera do muru a tym czasem stał się przypartym.
- Jeżeli nie chcesz mówić, w porządku – kontynuował Sandspell – Powiem ci tylko tyle, Ja gram w swoja grę, Archon w swoją, a ty w swoją. Wskazówki które ci dałem pozwolą na wykonanie ruchu wszystkim trzem graczom. Ty musisz się przymilić Archonowi, aby zrealizować własny cel, Archon dzięki temu wykona ruch, który poszerzy moje pole działania. To wszystko ostatecznie doprowadzi do włączenia się do gry kilku innych graczy, a wtedy zacznie się zabawa.
Ascaron po raz kolejny został przyciśnięty do muru, zdał sobie sprawę, że musi zatańczyć do muzyki granej przez Aeona, znał też skutki jakie wynikną z dostarczenia owych informacji arcymistrzowi. W końcu wiedział, że dokonanie Aeona nie przejdzie niezauważone przed oczami Archona. Kłamanie w jakikolwiek sposób w obecności arcymistrza nie przejdzie, już nie jeden spotkał się z chłostą za taką próbę. Co więcej nie może sobie pozwolić na utratę zaufania ze strony arcymistrza, przeplatanka taka mogła przyprawić o ból głowy, ale Ascaron w tej chwili był gotów stać się pionkiem Aeona aby zrealizować własny cel. Nie zwlekał dłużej i wszedł do biura arcymistrza z nowymi dowodami.
- Panie, nie myliłeś się. Mam dowody potwierdzające tożsamość osób o które pytałeś. Drax jest synem Eliasa, a Delana Shadowstep to ta sama osoba która służyła Ysberionowi.
Archon podniósł głowę a na jego twarzy namalował się szatański uśmiesze