---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tuż po uderzeniu fali powietrza mury chrząknęły, Ascaronowi opadła szczęka, kiedy wpatrywał się w pękające ściany swojej cytadeli. Chrzęst zmienił się wtem w trzask i głuchy huk rozbiegł się po okolicy. Zachodni mur runął po pojedynczym ataku Gravenimage, nikt nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy z potęgi elitarnych wojowników Thanatosa. Przy tym, co zobaczyli legendy stały się szare i bez wydźwięku. Za gruzami pojawiła się szarżująca armia przeklętych.
- Do broni! – krzyknął Ascaron
Wszyscy obrońcy chwycili za miecze, topory i łuki. Musieli teraz stawić czoło zagrożeniu, jakiego nigdy wcześniej Requiem nie doświadczyło. Pod przywództwem Gravenimage armia przeklętych bez problemu wdarła się na dziedziniec.
- Płotki wyrżnąć w pień! – ryknął – Gwardzistów zostawić mi!
Delana będąca najbardziej doświadczoną rzuciła się ku kościstemu potworowi. W jej oczach płonął gniew, widząc Moonglow w rękach napastnika, była przekonana, że jej ukochany Drax już nigdy nie wróci. Ze wściekłością zaatakowała z wyskoku, siła, z jaką jednak się spotkała znacznie przerosła jej oczekiwania. Drax przy pomocy jednej ręki sparował uderzenie i odrzucił dziewczynę w tył. Ta z kocią zwinnością wylądowała i bez chwili wytchnienia ponowiła natarcie. W zderzeniu Abyssa z Moonglow zawyła stal, sięgając w głąb swojej rozpaczy tym razem Delanie udało się odepchnąć swojego przeciwnika, choć nie tak skutecznie jakby sobie tego życzyła. Nie tracąc spokoju Gravenimage uderzył z obrotu, a widząc unikającą jego cios rubinowooką lekko się uśmiechnął. Diablica korzystając z okazji wyprowadziła kontratak próbując zaskoczyć swojego przeciwnika od tyłu, cała akcja skończyła się jednak fiaskiem. Atak został z łatwością zablokowany, monstrum nie musiało nawet się odwracać. Desperacja dziewczyny rosła, niegdyś stłumione emocje teraz z niej dosłownie emanowały, natomiast Gravenimage wydawał się dobrze bawić. Mógł zakończyć tę walkę już na samym początku, ale wyraźnie testował swoją dawną przyjaciółkę. Zheroo dostrzegłszy kłopoty Delany wystrzelił magiczny pocisk w kierunku bestii, jednak to, co przebijało na wylot pancerze hartowane w ogniach piekielnych, nie wywarło wrażenia na bestii. Stal Moonglow bez problemu poradziła sobie z odparowaniem pocisku, chwilę nieuwagi wykorzystała jednak Delana, która w szale wypuściła z ręki swoją broń. Ręce rozłożyła na boki, jej oczy błysnęły krwisto czerwonym blaskiem, wokół dłoni pojawiły się dwa zamknięte w okręgu pentagramy. Z pleców wystrzeliły ogniste skrzydła, widowisko to mogli podziwiać jedynie nieliczni, gdyż walka rozgorzała na dobre. Dziewczyna wysunęła przed siebie obie ręce a pentagramy nałożyły się na siebie i zaczęły wirować w przeciwnych do siebie kierunkach.
- Nie mam wątpliwości, ona musi pochodzić z piątego kręgu. – mruknął pod nosem Hagran, po czym wypuścił z ręki martwego obrońcę cytadeli.
Korzystając z zasobów boskiej wiedzy, Drax rozpoznał zaklęcie. Nazywane ono było „Gwiazdą Zagubionego Świata”. Opanowac mogli je jedynie ci, którzy w rzeczywistości ową gwiazdę ujrzeli, a ujrzeć można ją było jedynie z piątego kręgu piekła. Ten, kto wpatrzył się w jej blask, mógł zostać przez nią opętany, ci, którym się to udało nie rzadko tracili zmysły w zamian za to posiadali moc do inkantacji wspomnianego zaklęcia. Nigdy jednak nie zdarzyło się tak, aby ktoś, kto nie jest pełnej krwi demonem, chociaż dokonał wstępnej inkantacji. Zaklęcie było jednak już gotowe do rzucenia, Drax nie miał innego wyjścia jak wykonać unik, bowiem w piaty krąg piekieł, niemalże nigdy żaden z Gravenimage się nie zapuszczał. A zaklęcie to posiadało destrukcyjną siłę porównywalną z „Życzeniem Śmierci”. Pewne było jedno, trafienie oznacza śmierć… ostateczną. Delana uwolniła zaklęcie, śmiercionośny rubinowy promień wędrował prosto w kierunku Gravenimage, Zachowując zimną krew, zszedł on z toru zaklęcia, nie obyło się jednak bez ofiar. Część prawej kości skrzydłowej znalazła się w polu rażenia i tym samym została spalona na popiół, na drodze znalazł się także Hagran, który uniknął lecącego pocisku, wystrzelonego przez jakiegoś łucznika. Zaklęcie zdewastowało drugiego dowódcę wypalając w jego brzuchu dziurę o średnicy nie mniejszej ja dwadzieścia centymetrów, a stopiona stal spłynęła do rany. Hagran zawył z bólu i chwile potem martwy padł na ziemię. Gravenimage nie mógł sobie pozwolić w tej chwili na zbliżenie się do Delany. Zaklecie ciągle było aktywne i posyłało w jego kierunku kolejne strumienie rubinowej energii. Delana w swym amoku nie zwracała uwagi na to, czy zabija przyjaciela czy wroga, chciała jedynie dopaść domniemanego oprawcę swojego ukochanego. W tym samym momencie Melfice rozpoczął inkantacje swojego zaklęcia. Widać było, że Shadowstep powoli zaczyna słabnąc, ale kolejne zaklęcie pokroju Gwiazdy, mogło zakończyć dobrą passę przeklętych.
- Wykorzystam chwilę, by zdradzić swe niebiosa, gdy ciemność zgęstnieje, a oddech stanie się ciężki, załamie równowagę, wiele zabierając i nie dając nic w zamian. – rozpoczął inkantację Melfice.
Niebo wówczas zakryło się czarnymi chmurami a samo powietrze stało się rzadkie na tyle, że zarówno ludzie jak i przeklęci mieli problemy ze złapaniem oddechu. Inkantacja ta sparaliżowała na chwilę pole walki. Jedynie Melfice i Gravenimage mogli swobodnie się poruszać. Skóra na rękach Melfice’a popękała, oczy podeszły krwią a on sam stał się nieobecny. W odpowiedzi na to, Drax uniósł do góry Moonglow i wymamrotał formułkę.
- Bądź nieprzewidywalny niczym burza, uderzał z siłą huraganu, poruszaj się z gracją wiatru, tańcz, na grobach poległych i nieś ich nieme lamenty w otchłań. Poddaj się transowi grobowego wiatru.
Oczy Draxa straciły wtedy swój blask a on sam przyjął rozluźnioną pozycje. Wtedy Melfice skrzyżował obie ręce i zacisnął pięści, następnie jednym szybkim ruchem wyrzucił je do tyłu. Na dziedzińcu rozszalała się burza, gromy przepełnione były czystą maną i dziesiątkowały upadłą armię, nie mogły jednak dopaść Gravenimage wspomaganego trasnem grobowego wiatru, pędził wydawałoby się na oślep, ale w rzeczywistości uciekał z miejsca, w które trafić miała zaraz błyskawica. Jedna z nich trafiła w szczyt wieży, na której znajdował się kryształ pieczętujący bramę. Astralowy wierzchołek rozpadł się jak domek z kart odsłaniając pieczęć bramy. Widząc jak prezentuje się sytuacja, Gustaw zabrał ze sobą Sulfurusa i Hayscenta i udał się do podziemi, coraz bardziej zanurzał się w labiryncie korytarzy, by w końcu stanąć przed drzwiami do jedynego pomieszczenia na końcu tej całej plątaniny. Kiedy Melfice stracił przytomność i osunął się na ziemię, Drax wyzwolił się spod wpływu transu i natychmiast dopadł wycieńczoną Delanę. Chwycił ją za kołnierz i podniósł do góry, jego oczy wlepione były w jej lśniące rubinowe tęczówki. Kiedy i ona spojrzała mu w oczy struchlała.
- D-Drax? – wykrztusiła z trudem – Dla…czego?
- Wybacz, muszę zachować pozory, zabierz mojego brata i ilu tylko ludzi zdołasz, i uciekajcie z cytadeli. – odpowiedział półszeptem.
- Czym ty jesteś?
- Ja, sam nie wiem. Proszę nie zadawaj więcej pytań, po prostu uciekajcie. – w jego oku pojawiła się łza, gdy cisnął przyjaciółką w stronę Melfice’a.
Wierząc, że Delana wysłucha jego ostatniej prośby rzucił się w stronę wejścia do plątaniny korytarzy i korzystając z globalnej percepcji śledził kroki Sulfurusa. Ascaron widząc potęgę Gravenimage nie interweniował, nie omieszkał za to wybiec za swoimi podwładnymi, gdy ci uciekali z fortecy. W tej chwili nie wierzył już nikomu i niczemu poza swoim instynktem, a instynkt kazał mu schwytać uciekinierów. Na palcu boju pozostało niewielu, zarówno Requiem jak i przeklętych. Po uderzeniu Delany i Melfice’a armia została wybita niemal doszczętnie, upatrywał w tym nadzieję na ocalenie cytadeli oraz stawienie przed sądem uciekinierów. Szybko wykalkulował w swojej głowie, że pozbywając się Delany, Melfice’a i Aeona, plan Soulrippera będzie można wprowadzić w życie bez przeszkód. Podczas gdy on ścigał dezerterów, Draxzbliżał się do miejsca, w którym znajdował się Gustaw wraz ze swoją świtą. Ciężkie kroki stawały się coraz głośniejsze, cała trójka wiedziała, co może w każdej chwili wyłonić się zza rogu.
- Panie, zatrzymamy go, nie ważne, co to jest, nie wygra z czymś, czego nie widzi ani nie słyszy. – stwierdził Sulfurus a Hayscent jedynie przytaknął.
Obaj zabójcy rozpłynęli się w półmroku i ruszyli w stronę zbliżającego się przeciwnika. Sulfurus i Hayscent dobili swoje długie noże i rozbiegli się na bogi zostawiając nieco miejsca po środku korytarza. Na jednej prostej dostrzegli szarżującego Gravenimage. Sulfurus wysuną się do przodu i zwinnie niczym kot wspiął się po ścianie przeskakując za plecy posłańca śmierci. Hayscent wyskoczył niczym strzała gotowy do wbicia noży w brzuch stwora, nim jednak cokolwiek zdziałał ujrzał głowę Sulfurusa zsuwającą się z jego ramion. Gravenimage wykonał szybki obrót i dekapitował jednego z zabójców, po czym wyskoczył w stronę rozpędzonego Hayscenta i lewą ręką chwycił go za głowę. Nie zwalniając ani na chwilę wykonał półobrót roztrzaskał głowę Hayscenta o ścianę. Kawałki czaszki i mózgu rozsypały się po podłodze. W tej samej chwili Ascaron dogonił dezerterów. Był wśród nich Neuron, Delana, Aeon, Melfice, który powoli dochodził do siebie, był także van Ersten oraz Maya.
- Wiecie co czeka dezerterów? – spytał Ascaron
- Requiem już nie istnieje, możesz iść z nami, jeśli chcesz. – odpowiedział spokojnie Aeon.
Ascarona jednak nie zadowoliła taka odpowiedź.
- Dla ciebie, nie będę taki miły, reszta może jeszcze wrócić. – zagroził.
Delana już miała wyjść przed szereg, ale zatrzymał ją Aeon.
- Ja to załatwię, Ascaron bacznie się nam wszystkim przyglądał, natomiast ja nie walczyłem nigdy zbyt wiele, przynajmniej w większych bitwach. O mnie nie wie nic.
- Jesteś pewny siebie! Wybierz sobie już epitafium! – wrzasnął Ascaron i dobył swój oręż.
Odpowiedź od Aeona była natychmiastowa, nie dając czasu na przygotowanie się swojemu przełożonemu rzucił się na niego i zmusił do walki w zwarciu. Ascaron pod względem fizycznym przeważał nad Aeonem, jednak ter był po jego stronie. Przy niewielkim uzyciu magii Aeon mógł znacznie lepiej poruszać się po piaskowym podłożu. Obaj popisywali się niebywałą techniką, Aeon co raz to odskakiwał na bok i wyprowadzał kontrę, a gdy zostawała sparowana uchylał się od uderzenia i natychmiast zasypywał swojego przełożonego serią kopniaków zakończonych jednym, bądź dwoma cięciami. Steelstrike nie zdawał sobie sprawy z potencjału, jaki kryje się pod skorupą wiecznie napitego Sandspella. Widząc prawdziwe możliwości chłopaka Ascaron zdecydował się spuścić trochę many. Kiedy zwiększyli dystans, ostrze Ascarona zmieniło swoja formę, stało się czymś w rodzaju bicza o znacznie większym zasięgu. Każdy jego centymetr pokryty był ostrzem gotowym zdeformować ciało Aeona. W ten sposób trzymając go na dystans, zyskał nieco przewagi. Jego ataki nie były tak energiczne, ale ich unikanie sprawiało Sandspellowi sporo kłopotów. Po chwili udało mu się jednak ocenić długość ostrza i efektywnie, małymi kroczkami, zmniejszać odległość do przeciwnika. Wtedy uchylając się od jednego z uderzeń ostrze zahaczyło jego lewą rękę i rozdarło skórę, tworząc dość głęboką ranę. Aeon syknął z bólu i natychmiast zrobił kilak kroków w tył. Zauważył wtedy, że ostrze Ascarona jest dłuższe i kilka centymetrów, nie potrzebami było czasu, aby wykalkulować, że Ascaron zwiększył nieznacznie jego długość. Steelstrike ponownie się zamachnął a ostrze błysnęło błękitnym światłem, Aeon natychmiast przyłożył krwawiącą rękę do ziemi, a piaski zasłoniły jego pozycje. Ascaron cisnął w owe miejsce ostrzem, a wyzwolona energia rozrzuciła ziemię na boki, Aeona jednak tam nie było. Nagle ziemia w miejscu gdzie piasek był bardziej sypki rozstąpiła się i spod ziemi wyskoczył Aeon. Ascaron jednak przytomnie zareagował i zwinął swoje ostrze w spiralę, tak, że stanowiła ona swoistą tarczę.
- Pomógłbym mu, ale moje ręce… - mruknął Melfice pokazując poszarpaną skórę.
- Nie powinieneś się mieszać, to jego prywatna sprawa. – odrzekła Delana i dalej obserwowała walkę.
Aeon ponownie się wycofał do defensywy, miał jednak asa w rękawie. Wykorzystał moment, kiedy Ascaron miał odsłoniętą twarz i sypnął mi piaskiem w oczy, nie dało mu to jeszcze możliwości bezpiecznego przeprowadzenia ataku, ale ponownie przyłożył krwawiącą rękę do ziemi i wymamrotał pod nosem formułkę. Nagle zerwała się burza piaskowa, która znacznie ograniczyła widoczność Ascarona, oraz zamknęła obu walczących wewnątrz. W tej chwili Delana i reszta nie mogli wiele dostrzec. Zoabcyzli jednak od strony Requiem zbliżającą się kolejną osobę, wytężając wzrok, Delana dostrzegła znajome rysy twarzy.
- Lilly! Tutaj! – zawołała na całe gardło.
Młoda esperka dostrzegła grupę ludzi z Delaną na czele i natychmiast do nich dołączyła. Dowiedziawszy się, co się dzieje zacisnęła kciuki i w myślach modliła się o zwycięstwo Aeona. Wewnątrz burzy piaskowej toczył się zacięty pojedynek, coraz mocniej krwawiąca ręką Sandspella dawała się we znaki, i wirujący piasek jedynie wyrównał szanse obu wojowników. Aeon chcąc przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść postanowił uciec się do jeszcze jednego podstępu. W kieszeni Aeon zawsze nosił kilka igieł, na wypadek jakby trzeba było czasem coś zszyć. Były one różnej długości i grubości, można by rzec, że szycie było jego hobby, o którym nikt nie wiedział. Wysypał igły na ziemię a szalejące piaski porwały je ze sobą. Trwało to chwile nim udało mu się odpowiednio nakierować burzę, ale w końcu jedna z igieł trafiła Ascarona w oko, i wbiła się w nie niemalże całkowicie. Zmniejszenie kąta widzenia dało Aeonowi wyraźną przewagę. Szalejący z bólu Ascaron z powrotem zwinął miecz do normalnego kształtu i ustawił się bokiem do Sandspella. Ostrze opuścił tuz obok nogi, i rzucił kilka bluzgów w stronę podopiecznego. Aeon nie pozostał dłużny i w końcu mordercza walka przemieniła się w niekończącą się kłótnię. Aeon nie mógł jednak wiedzieć, że jest to jedynie gra na czas, ostrze skryte za Ascaronem powoli zmieniało swój kształt, zdradził go jednak błękitny blask i gdy tylko Aeon dojrzał, że coś się święci Ascaron natychmiast wyprowadził uderzenie. Ostrze rozciągnęło się w ułamku sekundy i pojawiło się tuz przed głową Aeona.
Drax dotarł do celu swej wędrówki, drzwi były otwarte a za nimi pomieszczenie, większe niż jakiekolwiek wewnątrz cytadeli. Przy przeciwległej ścianie znajdowała się wypukłość i drzwi wejściowe. Drax domyślił się, że jest to wejście do wieży, na której znajduje się pieczęć. Tuż pod owym wejściem stał nikt inny jak Gustaw Soulripper, pieścił on rękojeść sztyletu ofiarnego.
- A więc to jest Gravenimage, imponujące. – powiedział
- A więc to jest zabójca, mojego ojca, zaskakujące. – zripostował
- Ojca? Drax?!
Gravenimage szyderczo się uśmiechnął.
- Drax! Możemy razem współpracować, obaj możemy rządzić całym światem, nie tylko Azarath!
- Ciekawa perspektywa, ale myślisz, że mógłbym współpracować z kimś, kto odebrał mi najbliższych?
- Ja tego NIE zrobiłem!
Drax roześmiał się Gustawowi w twarz.
- Nie przebudziłeś się jeszcze, nie wiesz, co to Gravenimage. Widzę w twoich oczach dokładnie zaplanowaną zbrodnie. Prawda? Nakłoniłeś mojego ojca do rebelii. Moja matka nie została zabita przez Archona, ale przez Sulfurusa. Od początku chciałeś wykorzystać bramę do własnych celów. Problem polegał na tym, że mój ojciec był wierny Archonowi, z kolei Archon kontaktował się z Mahmmerionem. To na jego zlecenie, Mahmmerion studiował istotę bramy. Galahad, chciał dokończyć to, co zaczął Don, ale potrzebował armii do odbicia Requiem. Niestety całe Requiem kontynentalne jest pod twoim rozkazem, zjednoczył się więc z demonami. Szkoda, ze wyszło jak wyszło…. Morderco.
- Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, pora to skończyć.
Po tych słowach Gustaw wbił w serce sztylet. Upadł na kolana, ludzka dusza i demoniczna krew zmieszały się esencja umarłych. Z pleców Soulrippera wystrzeliły dwie kości skrzydłowe, z czoła wyrosły rogi na wzór tych, które posiadał Drax. Jego ciało pokryło się kością, a głos z łagodnego zmienił się w ostry, chrypliwy i przeszywający uszy. Nim klatka piersiowa w okolicy serca skostniała, Gustaw wyciągnął sztylet i dorzucił na bok.
- Niesamowite…. Taka moc! – krzyknął – Teraz, sprawdzimy, który z nas, zasługuje na to by nadal stąpać po tym świecie!
Drax zacisnął ręce na rękojeści, Gustaw uczynił to samo. Oba ostrza dawały mdły blask, jedno księżyca, drugie światło duszy. Chwilę jeszcze mierzyli się wzrokiem i chodzili wokół sali, kreśląc koła. W końcu Soulripper ruszył do natarcia. Drax zaparł się na nogach i zatrzymał miażdżące uderzenie z ukosu.
- Fenomenalnie! – wykrzyknął z zachwytu Gustaw.
Drax odpowiedział jedynie odpychając go w tył, po czym rzucił się z kontrą. Oba miecze zderzały się niezliczoną ilość razy, za każdym razem iskry sypały się na boki. Tępo walki, jakie się nawiązało było nieporównywalnie szybsze od tego, pomiędzy Aeonem a Ascaronem. Nieraz walczyli w zwarciu, wymieniając się ciosami raz za razem, innym razem uderzali raz z impetem i zwiększali do siebie odległość, by ponownie doszukiwać się jakiegoś słabego punktu. Po kilku takich wymianach Gustaw wyraźnie tracił cierpliwość, mieli oni niemalże identyczne style, przewidywali swoje ruchy nawzajem i nikt z nich nie tracił sił. Wtedy Soulripper chwycił miecz w obie ręce i skierował ostrze przed siebie. W tej walce nie było innego wyjścia, musiała zadecydować magia.
- Sługi umarłe, usłyszcie me wołanie! – krzyknął i kryształowe ostrze opuściła cała chmara dusz.
Wirowały one wokół ostrza oraz samego Gustawa. Przypominały z wyglądu czaszki ułożone z dymu, za którymi ciągnie się dymiący warkocz. Każda dusza posiadała ogromne zasoby many, które mogły znacznie ułatwić walkę Gustawowi. Od tej chwili Drax musiał nie tylko parować błyskawiczne uderzenia swojego Arcymistrza, ale także unikać spotkania z duchami. Z każdą sekundą było ich coraz więcej, jednak szybkość działa na korzyść Bloodpledga. Magia wiatru, której używał pasywnie, pozwalała mu wydostać się z największej opresji. Duchów namnożyło się jednak zbyt wiele, fizycznie wypełniały niemalże całe pomieszczenie a unikanie ich stało niemożliwe. Podczas jednej wymiany ciosów Gustaw odciął druga kość skrzydłową. Drax natychmiast odwdzięczył się tym samym atakując od tyłu. Rozwścieczony arcymistrz odskoczył w tył, ponownie skierował ostrze przed siebie.
- Mam tego dość! Wszystkie dusze poległych, użyczcie mi swej siły! – ryknął
Wszystkie dusze skierowały się w stronę Gustawa i dosłownie w niego wsiąknęły. Wokół niego zaczęła bić aura smutku i rozpaczy. Ostrze zaczęło mocno błyszczeć, a ilość energii, jaka emanowała od Soulrippera była kilkukrotnie większa niżeli przed chwilą.
- Kroczący po ścieżce widma, słyszący głuchymi uszami, istoto o przezywającym wzroku niewidomych oczu, użycz mi swego niemego głosu. – nie pozostał dłużny Drax.
Wokół niego powietrze zaczęło wirować z prędkością tornada, Moonglow ponownie załamał swoje światło sprawiając wrażenie jakby płonął. Obaj ugięli kolana w nodze wysuniętej do przodu. Ostrza skierowali do boku i w dół, ostrymi krawędziami do zewnątrz. Czas stanął na chwile w miejscu, tylko po to by po chwili przyspieszyć do prędkości pocisku balistycznego. Oba Gravenimage spotkali się równo po środku sali.
- Jedność dusz! – wrzasnął Gustaw
- Szpony nieistniejącego boga! – wrzasnął tym samym momencie Drax
Oba ostrza po raz kolejny się skrzyżowały, błysnęło rażące światło a wiatr uderzył o ściany pomieszczenia. Wykonane z Astralu ściany wyglądały jak zorana ziemia, kamienne bloki z wyrytymi bliznami, jedna obok drugiej i tak na całej długości i szerokości wszystkich ścian. Astralowy pył zakurzył całe pomieszczenie, powoli odsłaniając wynik walki, której twarzą w twarz zmierzyli się Gravenimage.
Na zewnątrz cytadeli, końca dobiegał pojedynek pomiedzy Ascaronem a Aeonem. Ostrze, które zaskakująco się wydłużyło utkwiło w kamiennej kolumnie, która ni stąd ni zowąd wyrosła tuż przed Aeonem. Ascaron znalazł się w potrzasku.
- Możesz puścić rękojeść swojego ostrza, wtedy zakończę to szybko. – powiedział pewny siebie Sandspell.
Mistrz nie miał jednak zamiaru żegnać się z życiem. Szarpnął z całej siły za rękojeść, ale miecz ani drgnął.
- Coś ty zrobił! – zawołał zrozpaczony.
- Myślisz, ze stworzenie kamiennego posągu to dla mnie problem? – zadrwił Aeon.
Ascaron nie odpowiedział, lecz szarpnął jeszcze raz za rękojeść, tym razem udało mu się uwolnić broń. Sytuacja jednak nie do końca wyglądała po jego myśli. Jego nogi zapadnięte były po kolana w piasek.
- Nie tylko ty, grałeś na czas, Ascaronie. Żegnaj. – skończył i pod nogami Ascarona otwarła się przepaść.
Wpadając, chwycił jeszcze za brzeg, ale ten natychmiast zmienił się w piasek i posłał mistrza na dno. Aeon wycieńczony wrócił do pozostałych, nie przejmując się losem swojego przełożonego.
- Nie żyje? – spytał Melfice.
- Nawet, jeżeli to cały się połamał, zaklęcie niedługo przestanie działać, szczelina się zamknie i pogrzebie go żywcem.
- Nie najlepiej wyglądasz…
- Mów za siebie Mel, mów za siebie. – roześmiał się i chwycił za bukłak z piwem.
W podziemiach cytadeli kurz już opadł, drzwi wejściowe do wieży zmieniły się w drzazgi, a na placu boju pozostał jeden Gravenimage. Przegrany, leżał na ziemi rozczłonkowany, natomiast tuż nad wieża zaczynała formować się brama i pierwsze odgłosy ze świata Morteriusa rozległy się wokół. Teraz pozostało jedynie wyjść na spotkanie bogowi mordu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz