Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

piątek, 3 lutego 2012

Rozdział 30: Gravenimage - Twarzą w twarz (część pierwsza)

Idziemy za ciosem ;) 1 cześć przedostatniego rozdziału.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          
  Gustaw dowiedziawszy się o zniknięciu Draxa wydał zakaz opuszczania murów Requiem. Zapewniony przez Melfice’a oraz pozostałych gwardzistów, że wróci, nieco się uspokoił. Sulfurus miał jednak złe przeczucia, co do tego. Wybryk Draxa zatrzymał wszystkich wewnątrz fortecy, uniemożliwiając im kontratak, co gorsze osłabione siły Requiem mogły teraz jedynie czekać na ponowne uderzenie od strony przeklętych. Jeszcze tej samej nocy Sulfurus wraz z Hayscentem i Ascaronem starali się przekonać arcymistrza do zmiany decyzji. Ten jednak pozostawał nieugięty. Tłumaczył, że ofensywa w tym momencie jest najmniej słusznym rozwiązaniem, jako że pieczęć pozostawiona zostanie bez ochrony. Wytknął im, że ten atak mógł być jedynie dywersją, a samowolka Draxa, może w rzeczywistości przynieść jakieś informacje. Takie nastawienie do całej sprawy było jak najbardziej na rękę pozostałym, którzy mieli chwilę by odpocząć. Podczas trwającej debaty w siedzibie arcymistrza, po drugiej stronie Casia-Norda na przeciw sobie stali, Gravenimage Drax oraz Galahad Stonepillar. Ten drugi skierował ostrze nieco ku dołowi oraz ugiął lekko kolana.
- No chodź, pokaż, czego jesteś wart. – zaszydził Drax.
            Galahad wystartował niczym pocisk i wyprowadził atak z ukosu. To, co wcześniej udawało się Draxowi z trudem, teraz przyszło mu z dziecinną łatwością. Mogłoby się wydawać, że Galahad wcale nie chce go trafić, lecz narastająca irytacja w jego oczach wskazywała, ze wcale tak nie było. Stonepillar nieustannie wyprowadzał coraz to bardziej wymyślne kombinacje uderzeń, wszystkie jednak bez trudu były unikane przez Draxa.
- To się robi nudne… - mruknął
            Oczy Galahada rozszerzyły się jakby dostał kopniaka w krocze. Drax jedna ręką chwycił za przód ostrza, szarpnął nim w swoją stronę zaburzając tym samym równowagę swojego przeciwnika. Kiedy leciał on bezwładnie do przodu Gravenimage wymierzył mu prawy sierpowy, którym powalił go na ziemię.
- Wydaje mi się, że to należy do mnie, co? – burknął i przełożył broń do prawej ręki.
            Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę z prawdziwej siły, jaka w nim drzemie. Bez pomocy magii, dzierżył Moonglow w jednej ręce. Wydawał się on lekki niczym piórko, nigdy wcześniej nie przypuszczał, ze władanie tą bronią może być takie łatwe.
- Co chcesz zrobić?! – spytał nerwowo Galahad.
- Nie dasz rady Gustawowi.
- Pomożesz mi?!
- Umrzeć. – skończył i przebił klatkę piersiową Galahada na wylot.
            Następnie szarpnął ostrzem w taki sposób, że została ona rozszarpana aż po gardło. Krew z tętnicy trysnęła niczym woda z fontanny, a wnętrzności rozlały się po podłodze. W przeciwieństwie do Galahad, Drax okazał się litościwy na tyle, że nie pozwolił mu długo cierpieć. Widok poszarpanych zwłok z jakiegoś powodu napawał go radością. Kiedy podniósł zwłoki za głowę poczuł jakby przypływ euforii, nie mógł się pozbyć uśmiechu z jego kościstej twarzy. Po raz pierwszy czuł się podekscytowany mordowaniem drugiej osoby. Trzymał go tak za głowę jeszcze przez chwilę i wpatrywał się w martwe oczy byłego gwardzisty. W końcu udało mu się odwrócić wzrok.
- Opanuj się… DRAX! – wrzasnął w myślach.
            Trzeźwo rozejrzał się po pokoju, ale nie dostrzegł w nim nic, co mogłoby mu się przydać do zrealizowania kolejnego celu. Ponownie spojrzał na truchło Galahada.
- Ty musisz mi wystarczyć, do przekonania ich mojej wyższości. – Mruknął pod nosem i wszedł z jaskini targając truchło na plecach. Wszyscy z najwyższej kasty piekła zgromadzeni byli tuż przed wejściem i czekali powrotu swojego przełożonego. Wtem usłyszeli kroki powoli zbliżające się ku górze ich wzrok zwrócił się w stronę osnutego mrokiem korytarza. Ich wyostrzony wzrok mógł sobie jednak z nim poradzić, a to, co ujrzeli wprawiło ich w osłupienie. Doskonale wiedzieli, kim jest istota wyłaniająca się z cienia. W piekle niemalże ciągle toczyli z nimi wojnę. Na lewej kości skrzydłowej nabite było ciało Galahada. Huroni dobyli oręża i odsunęli się od wejścia. Naprzeciw nim stała teraz posępna postać hojnie obdarowana mocą przez Thanatosa. Gravenimage poruszył skrzydłem i zrzucił zwłoki Galahada prosto w bagno.
- Galahad miał swoje cele i nie miał pojęcia o faktycznej sytuacji Requiem. Dlatego teraz to ja was poprowadzę i zrównamy fortecę z ziemią.
            Wszyscy spojrzeli na Gravenimage z podejrzliwością w końcu jeden z demonów wystąpił z szeregu. Był on potężnej postury a jego twarz pokryta była dziesiątkami blizn.
- Jestem Hagran, byłem drugim dowódcą tych wojsk po Galahadzie. Skoro on nie żyje, to znak, że ja przejmuję dowodzenie. Chyba, że mnie zabijesz!
- W takim razie spróbuj szczęścia… - rzucił Drax i zrobił krok do przodu.
W mgnieniu oka obaj pretendenci do tytułu dowódcy zostali otoczeni przez pozostałych. Cała ta scena przypomniała Draxowi czasy dzieciństwa, kiedy dochodziło do bójki między dwoma kolegami, a cała dzieciarnia z wioski zlatywała się w koło i tworzyła swego czasu ring. Tym razem jednak nie miało się skończyć na siniakach, a odcięta kończyna wydawała się najmniejszym problemem. Hagran dobył swój oręż, szeroki miecz dwuręczny z rzeźbionymi czaszkami na spojeniu rękojeści i ostrza. Drax dał znak gotowości i obaj rzucili się na siebie. Skrzyżowali swoje ostrza i siłowali się przez chwilę, po czym Drax odepchnął demona do tyłu. Ten zatrzymał się na okrążających go współbraciach. Otrząsnął się i ponownie ruszył do natarcia. Drax odsuwając się na bok uderzył go rękojeścią w kark i posłał na błotniste podłoże, a następnie przystawił chłodne ostrze do jego szyi.
- No dalej! Skończ to, przegrałem! – wrzasnął demon.
- Prawdziwy przywódca, nie pozbywa się wartościowych żołnierzy.
            Oczy wszystkich skupiły się na Gravenimage a on sam schował broń do pochwy.
- Przegrać można tylko wtedy, kiedy istnieje szansa na wygraną. Jeżeli podejmujesz się wyzwania, gdzie takiej szansy niema. Nie przegrywasz, a jedynie poznajesz granice swoich możliwości. Teraz wstań. Ruszamy na Requiem.
            Przeklęci zaczęli skandować „Gravenimage” jak nigdy. Drax jednak uprzedził ich, że nie tyczy się to wszystkich jemu podobnych. Jest to jedynie zbieg okoliczności, że sługusu Morteriusa oraz Thanatos, mają wspólny cel. Armia potępionych, a właściwie to, co się z niej zostało ponownie ruszyła w stronę cytadeli. Różnicę pomiędzy demonami a ludźmi widać było gołym okiem. Prędkość, z jaką się poruszali oraz kondycja, która pozwalała im utrzymać zawrotne tempo robiły wrażenie. Drax postanowił wydłużyć nieco trasę, gdyż atak od frontu był zbyt przewidywalny. Skierował on przeklęte oddziały w stronę Casia-Westa i zachodnią częścią lasu poprowadził ich na południe. Był przekonany, że skoro bandyci są w Requiem, to ich obozowiska będą opustoszałe. Nie mylił się, w całej Casia-Magna nie było żywego ducha, a pod osłoną nocy, żaden ze zwiadowców nie mógł dostrzec ruchu pośród lasu. Kiedy znaleźli się w linii równoległej do zachodniego muru cytadeli Drax rozkazał wszystkim się zatrzymać.
- Czemu się zatrzymaliśmy? – spytał jeden z siepaczy.
- Zaczekajcie tutaj, Requiem nic mi nie zrobi.
- Co chcesz zrobić? – spytał Hagran
            Drax odwrócił się a na jego twarzy widniał iście diabelski uśmiech.
- Kiedy runie mur, chcę widzieć was wszystkich w środku. – rozkazał i wyłonił się z lasu.
            Kroczył przed siebie, pewnie, bez wyraźnych emocji na twarzy. Wschodzące słonce rzuciło na niego swoje pierwsze promienie odsłaniając jego sylwetkę po środku równin. Piekielna armia przyglądała się temu z zaciekawieniem. Z murów Requiem podniosły się głosy jakoby zbliżało się zagrożenie, Ascaron wbiegł na zachodni mur i przetarł oczy z niedowierzania. Ku murom zbliżało się nic innego jak Gravenimage we własnej osobie.
- To jest nasza szansa! Thanatos wysłał nam swojego posłańca! – zawołał radośnie.
            Wtedy Gravenimage zatrzymał się. Od muru dzieliło go jakieś dwieście metrów. Uniósł do góry swój oręż, ułożył ostrze w poziomie i zaczął nim obracać. Ascaron rozpoznał broń, teraz był pewien, że poświecenie Draxa się opłaciło. W końcu sprowadził Graveinmage, na myśl nasunęło mu się nawet, ze może to być Elias. Wtem powietrze zaczęło wirować wokół Gravenimage i oplatać wokół ostrze Moonglow. Stało się ono tak gęste, ze załamało światło oręża i uwięziło je w sobie. Po krótkiej chwili blask nabrał ostrości, a Ascaron nabrał podejrzeń, co do intencji Gravenimage. Zheroo swoim bystrym okiem dostrzegł ruchy ust bestii.
- Inkantuje zaklęcie! – wykrzyknął
- Wszyscy z murów! – rozkazał Ascaron i natychmiast wszyscy strażnicy skryli się za niewzruszonymi murami cytadeli – Mury wytrzymają każdą magię! Utrzymać pozycje! – rozkazał wszystkim, kiedy już byli na dziedzińcu.
Natomiast pod nosem Gravenimage mamrotał formułkę w języku umarłych, która w Azarejskim mogłaby być przetłumaczona jako: „Wietrze niosący lament umarłych, echem odbijający się wśród mogił skrywających przeszłość tajemniczą. Niech twoja cisza rozedrze horyzont i uwolni wrzask tych, którzy wrócili do łona matki”. W końcu ukończył inkantacje i spojrzał w stronę opustoszałego muru.
- Usłyszcie szum grobowego wiatru. – mruknął pod nosem i wykonał zamach zza głowy.
            Wtedy błyszczący zielonkawym kolorem trawy, wiatr uformował się w ostrza i popędził w stronę murów rozrzucając na boki glebę. Im dalej tym większy obszar zajmował, w przeciwieństwie do powszechnie panujących praw fizyki, wraz z przebytym dystansem zwiększał swoją prędkość aż w końcu szerokością objął trzecią cześć zachodniego muru. Tysiące szumiących, zielonkawych ostrzy uderzyły w ścianę. W końcu cała energia została wchłonięta. Oczy demonów obserwujących wszystko z bezpiecznej odległości otworzyły się na oścież ze zdziwienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz