Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

środa, 8 lutego 2012

Epilog - Legenda niedopowiedziana

Przyszedł ten czas, kiedy wypada coś zakończyć. Jaki był efekt walki dwóch Gravenimage? Jaka jest prawdziwa tożsamość starca? Czy wszystko skończyło się happy endem? A może to jeszcze nie koniec? Duzo pytań prawda? Ale ci którzy czekali w końcu doczekali się o to koniec opowieści starca.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tuż nad wieżą brama przyjęła już wyraźny kształt, jej wnętrze przypominało falującą powierzchnie wody a obrzeża błyszczały purpurowym światłem. Szkarłatne błyskawice miotały się wokół Astralowej wieży i co chwila rozjaśniały, przez niewielkie okienka, mroczny korytarz pnący się krętymi schodami ku górze. Odgłos kroków Gravenimage piął się wyżej i wyżej, z dwóch pozostał tylko jeden, z dwój ścierających się przekonań jedno okazało się górą by dokonać jednego z dwóch wyborów. Na dziedzińcu walki dobiegały końca, ostatnie pokrzykiwania żołnierzy i ryki demonów odbijały się od zdewastowanych murów. Gravenimage zatrzymał przy jednej z okiennic i spojrzał na rozlewający się szkarłatny błysk. Dojrzał w nim setki twarzy wykrzywionych z bólu, skąpanych w morzu krwi. Topielców, którzy zatonęli we własnej wojnie a ich dusze zostały zaklęte w nicości. Oddalone od przekleństw piekła oraz odrzucone od błogosławieństwa krainy umarłych, zapomniane przez swoją stwórczynie tułające się gdzieś w odmętach ziemi niczyjej. Skazane na niekończący się cykl odradzania i śmierci w męczarniach, to cena, którą przyszło zapłacić wszystkim, którzy próbowali oszukać bogów. Wśród nawałnicy odradzających się i niszczejących twarzy Gravenimage dostrzegł tam miedzy innymi twarz fałszywego kapłana, z Blackrose. Wspinając się coraz to wyżej słyszał coraz wyraźniej krzyki potępionych, pochodzące prosto z piekła, a jego żar odczuwalny był już na ostatnich stopniach. W końcu dostał się na sam szczyt i stanął naprzeciw otwierającej się bramy. Stał teraz oko w oko z Powoli przekraczającym ją, Morteriusem, bogiem mordu i zniszczenia, odradzającym się w cieleniem chaotycznego Memora. Oczy jego były pokroju żmijowych, z twarzy przypominał byka, a z jego głowy wyrastały trzy pary rogów. Pierwsza z nich, najbardziej masywna wyrastała z czoła, lecz w przeciwieństwie do Gravenimage’a pięły się w górę i nie zakręcały na boki. Druga para wyrastała z boku głowy, pięła się w górę i zawijała w tył, trzecia natomiast znajdowała się niemalże na potylicy. Zakręcone one były w dół a ich szpice stawały tuz przy kącikach ust, które z kolei uzbrojone były w pełen zestaw kłów. Rozmiary Morteriusa niczym nie przypominały ludzkich, mało tego, był on nieporównywalnie większy od Behemotha z Peacebloom czy Siegmara. Kiedy się odezwał jego głos przeszył czaszkę Gravenimage, a uszy przyprawił o ból.
- Widzę, że ładnie się przygotowałeś na moje nadejście, Gustawie Graveimage Soulripperze. – odrzekł – od zawsze cię obserwowałem, ale nie spodziewałem się, że zdobędziesz nawet legendarny Moonglow!
- Tak, dobrze się przygotowałem, jednak musiałem pokonać innego, Gravenimage.
- Doprawdy? Gravenimage? Tutaj? – zdziwił się Morterius a jego ręka powoli zaczęła zbliżać się do powierzchni świata Sfere.
            Wtem lśniący złocisty łańcuch oplatał jego rękę i szarpnął ją do tyłu. Tuż nad głowa złego boga pojawił się kolejny Gravenimage i wbił swój miecz w jego czaszkę. Jednak natychmiast, gdy usunął z głowy swoje ostrze rana zagoiła się Morterius strącił napastnika. W odezwie kilkanaście kolejnych łańcuchów spętało boga, a gdy ten chciał się wyrwać olejny Gravenimage dosiadł jego grzbietu i oplątując łańcuchem jego szyje zeskoczył nieco niżej, uderzając obiema nogami w jego plecy. Bóg zniszczenia wygiął się w połowie, a Gravenimage spojrzał na swojego pobratymca w świecie żywych.
- Na co czekasz, Drax?! Zniszcz kryształ! – krzyknął kobiecym głosem.
            Draxa nagle coś poruszyło.
- S-Selene… - wykrztusił – Selene, wszędzie poznam ten głos!
            Gravenimage lekko się uśmiechnął.
- Jak to Drax?! – ryknął Morterius odwracając głowę w stronę bramy.
            Wtedy chłopak nabrał pewności siebie, odwrócił się w stronę kryształu i wziął zamach.
- U stóp wieży starło się dwóch Gravenimage, ludzki twór wyszedł naprzeciw boskiemu, jak myślisz, który z nas wygrał? – rzucił zajadliwie i z całych sił uderzył w kryształ.
            Cała pozostała Wola Memora, została uwolniona w jednym momencie, ilość energii uwolnionej w ten sposób w mgnieniu oka obracała wszystko w nicość. Stojący poza murami Requiem przyjaciele mogli teraz obserwować całe widowisko. Białą poświata wirowała od ziemi ku górze, tworząc lej na kształt odwróconej trąby powietrznej, im wyżej tym ciaśniejszy aż w końcu gdzieś pod chmurami całkowicie znikał. Kawałki kryształów, które jeszcze nie uległy dezintegracji mieniły się niczym rosa w słoneczny poranek. Astralowe mury znikały niczym kostka lodu w gorącej wodzie, cała forteca rozpływała się, nie pozostawiając po sobie nic prócz wspomnień w głowach ocalałych. Ci, którzy pozostali wewnątrz murów zostali skazani na pewną śmierć, przynajmniej ci, którzy nie byli awatarami boga. Służba, bandyci, pozostałe przy zyciu demony, brama… wszystko obracało się we wspomnienie. Omimo rozmiaru całej katastrofy i ilości magii, jaka została uwolniona, nie było słychać najmniejszego szumu, nawet wiejący wiatr na chwile ustał.
- Drax… - zaszlochała Delana – Wiatr to był jego żywioł, a teraz nawet on nie wieje.
- Liczył się z konsekwencjami, z pewnością, znalazł sposób, aby ich uniknąć. – pocieszył ją Melfice.
- Jesteś pewien?
- Czuję, że on żyje, może nie tutaj, nie na Azarath, ale czuję i wiem, że tak długo jak będziemy o nim pamiętać on będzie żył. – odpowiedział nie kryjąc łez.
            Delana wtuliła się w jego ramiona i w ten sposób czekała na koniec spektaklu. Kiedy już wszystko się uspokoiło, w miejscu cytadeli stała jedynie wypalona trawa. Delana dostrzegła coś leżącego na ziemi odbijającego promienie słoneczne, które rzucała ognista gwiazda wyłaniająca się zza chmur, natychmiast podbiegła i podniosła z ziemi przedmiot. Był to mithrilowy wisiorek, na którym widniał napis „Na krew moich…” kolejna jego cześć była jednak odłamana i nie dało się jej nigdzie znaleźć. Shadowstep schowała go do kieszeni i spojrzała w niebo, chroniąc oczy przed promieniami słońca za palcami.
- Przysięgi… to one sprawiały mu tyle kłopotu. – powiedziała pod nosem i odwróciła się w stronę przyjaciół.
- To ja lecę! – zawołał Melfice
- Gdzie idziesz stary? – spytał Aeon
- Do Lethe, czuję, że jestem potrzebny na kontynencie.
- Melfice! – zawołała Delana – Mam nadzieję, że to nie jest pożegnanie!
            Melfice uśmiechnął się i potrząsnął głową, po czym skierował się w stronę portowego miasteczka Lethe.
- A wy co zamierzacie robić? – spytała Delana
- W Punra mam znajomego, który wisi mi kilka przysług, otworze sobie spokojnie zajazd czy coś w tym stylu – odpowiedział jakby od niechcenia Aeon.
- Panie Fiu.. znaczy Sandspell – powstrzymała się Lilly – czy Mogłabym iść z panem?
            Aeon pogłaskał dziewczynę po głowie.
- Ja nie widzę przeszkód – odpowiedział, po czym spojrzał w stronę gdzie nie tak dawno stała cytadela. – Oni chyba też nie będą nas specjalnie zatrzymywać – roześmiał się.
- A co z tobą Delano? – spytała Maya
            Shadowstep spojrzała na panienkę Burston.
- Chyba zamieszkamy na wzgórzu i będziemy wypatrywać powrotu Draxa.
- Odwiedźcie czasem mój zajazd! – zawołał Aeon.
- Najpierw będziesz go musiał gdzieś wybudować! – zauważyła słusznie Ewa.
            Wszyscy się roześmiali i ruszyli w swoją stronę, kiedy byli już w znacznej podległości Delana odwróciła się i zawołała na całe gardło.
- Wiem, co chciałeś mi przekazać tamtą historią!
            Aeon nie odwracając się tylko się uśmiechnął i przyspieszył kroku, do jego oczu napłynęły łzy i nie chciał, aby ktoś prócz Lilly je dostrzegł. Ostatecznie Maya zaciągnęła się do straży w Ghald, gdyż szlak handlowy w końcu ruszył a strażnicy cesarscy byli bardziej potrzebni na kontynencie. Aeonowi ostatecznie udało się otworzyć zajazd, a Ewa wraz z Delaną zamieszkały w rodzinnej rezydencji Bursonów wyczekując powrotu Draxa. Z biegiem czasu Ewie udało się stworzyć mieszankę ziół, przy pomocy której, obumieranie mózgu Lilly zostało znacznie spowolnione. I choć wiązało się to ze znacznym ograniczeniem jej umiejętności, jako espera wiodła ona szczęśliwe życie u boku przedsiębiorczego właściciela knajpy, Aeona.

* * *

- Wspaniała historia starcze – zawołał ze zdumienia wędrowiec.
- Tak, ta historia dobiega końca, ale na niej… - przerwał pokasłując – Legenda się nie kończy.
            Wędrowiec dostrzegł krew na rękach poczciwego starca.
- Nic panu nie jest? – spytał.
- Mi, już za chwile nic nie będzie. Weź to. – odpowiedział z trudem
            Sięgnął za pazuchę i wyciągnął z niej niewielki miedziany kluczyk, następnie dał go swojemu gościowi i zacisnął w jego dłoni.
- Bestia, która jest na zewnątrz, może darować ci życie, wszystko zależy od skrzyni. – wykrztusił, brudząc się własną krwią.
- Skrzyni? – spytał nieco przerażony przypomniawszy sobie o kościstej istocie, która z jakiegoś powodu nie wtargnęła do domku.
- W skrzyni jest wszystko, czego ci potrzeba. Jeżeli się zawahasz, klucz pęknie, a Gravenimage zakończy twój żywot. Jeżeli zaakceptujesz swój los i moją drogę, skrzynia stanie otworem, a bestia poprowadzi cię do celu, jaki wyznaczyło nam życie.
            Wędrowiec wstał i nie zwlekając dłużej podszedł do skrzyni. W głowie kołatały mu się różne myśli, nie wiedział nawet, czyją drogę ma zaakceptować. Starzec siedział nieruchomo plecami do chłopaka. Wędrowiec przełknął ślinę i włożył ostrożnie klucz do zamka. Wtedy dostrzegł tuz nad złotym zamkiem napis wyryty w drewnie. Był on już dość stary, ale w końcu udało mu się go odczytać, a brzmiał on „Drax Bloodpledge”
- Czy ty… - powiedział odwracając głowę.
            Wtedy starzec upadł na ziemię i żadna jego część nie poruszyła się, jego usta posiniały a oczy zapadły się. Wędrowiec zrozumiał, że musi otworzyć skrzynię, jeśli chce przeżyć. Gdzieś w jego głowie jawiła się postać Draxa, który nie bał się poświęcić własnego życia by ratować innych. Czy ten sam Drax, miał teraz uratować go od kościstej bestii? Nie wiedział, mógł jedynie zaryzykować. Pot spływał po jego twarzy, gdy przekręcał kluczyk, a czas zwolnił bezlitośnie, przedłużając chwilę niepewności. Wtem coś zakołatało, coś strzyknęło. Czy był to stary mechanizm otwierający skrzynię? A może to kluczyk pękł w pół? W tej chwili tego nie wiedział, był natomiast pewien, że za jego plecami czai się coś okropnego. Przez otwarte drzwi lodowaty wiatr wdarł się do pomieszczenia a parszywy oddech Gravenimage przeszedł po jego plecach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz