Wszyscy odwrócili się w stronę bramy. Przerażenie ogarnęło serca wszystkich, zarówno ludzi jak i demonów. Drax niczym niewzruszony wyrwał miecz z pleców bestii. Zrobił to z taką łatwością jakby wyciągał kij zanurzony w wodzie. Krew spływała po całej długości ostrza. Najszybciej z nich wszystkich otrząsnął się Zheroo i dobywszy długiego noża z którym się nigdy nie rozstawał rzucił się na rozproszonego kapitana potępionych. Trafiając w odkryte miejsce pomiędzy hełmem a kołnierzem zbroi powalił go z nóg. Demony rozproszyły się po całym mieście, część z nich rzuciła się na straż cesarską, która nie zdążyła się wycofać, część kontynuowała gonitwę za strzelcami, jeszcze inni postanowili wyprzeć nowoprzybyłych z miasta. Ta ostatnia grupa miała najmniej szczęścia, pozbawieni niemal jakiejkolwiek mobilności nie byli w stanie wyrządzić szkody ludziom Ascarona. Pomimo przytłaczającej przewagi liczebnej szala zwycięstwa przychylała się powoli na korzyść Requiem. Niestety cesarskiego wojska nie udało się uratować, pomimo że zdołali uśmiercić kilku potępieńców wkrótce ugięli się pod naporem piekielnej stali. Łucznicy też mieli juz widocznie dość, ale ich wytrenowanie akrobatyczne, szybkość oraz przede wszystkim współpraca pozwoliły na ujście z życiem. Sprawnie rozbiegali się w różnych kierunkach korzystając z sytuacji jaką dawali im niejednokrotnie ludzie Ascarona. W pewnym momencie Imar dostrzegł demona który właśnie powalił jednego z ostatnich strażników. Bez namysłu rzucił się na niego z dachu i odbierając mu broń odesłał z tego świata.
- Szczęście w nieszczęściu - mruknął pod nosem
Tuz obok niego leżało bowiem kilka kołczanów strzał.
- Jest ich więcej! - wykrzyknął przerażony strażnik.
Wtedy w alejce pojawiło się kilku przeklętych, kroczących w ich kierunku. Imar bez namysłu chwycił za łuk. Naciągnął naraz trzy strzały i wymamrotał krótką formułkę. Groty zabłysnęły srebrnym światłem i pomknęły w kierunku potępionych. Uderzeniu towarzyszył zgrzyt stali i chrzęst kości, a po chwili trzy diabły padły trupem na ziemię.
- Nie bój się nie zginiemy tutaj. - powiedział nie odwracając wzroku od wroga.
Strażnik tylko rozejrzał się dookoła zatrzymując wzrok na swoich martwych towarzyszach. Sam miał nieco inne odczucia, ale każda strzała posyłająca na ziemię kolejnego demona dodawała mu nieco otuchy. Acran słabł jednak z każdym kolejnym wystrzelonym pociskiem. Teraz nie był już w stanie zabijać pojedynczym strzałem, przynajmniej nie zawsze. Jego oddech stawał cięższy z każdą sekundą. Wtedy to usłyszał jak drewniane belki skrzypią na jednym z dachów. Nie minęło dwie sekundy a nad jeg głową, z dachu na dach, przeskoczył jego przełożony.
- Zheroo! Łap! - krzyknął czarny strzelec i cisnął kołczan strzał na dach.
Część strzał wysypała się i spadła na ziemię, nim jednak dotknęły one gruntu z nad domu wystrzeliło kilka pocisków, które przebiły czaszki pozostałych przy życiu upadłych.
- Jest tu tego więcej? - zawołał Zheroo wychylając się z dachu.
- Jakieś pięć, sześć kołczanów powinno być!
- Musi starczyć! Podaj mi je wszystkie!
Tak też uczynił zostawiając sobie tylko kilka strzał, na wszelki wypadek. Mistrz obładowany nowymi pociskami ruszył dachami w stronę Ozziego. i natychmiast zaopatrzył go w kilkanaście grotów i rozkazał dostarczyć strzały do Jane uciekającej przed wygłodniałą watahą.. Nieopodal bramy liczbę trupów można było liczyć już w dziesiątkach. Litry splugawionej krwi spływały po twarzach Ascarona, Draxa oraz Aeona, a dziesiątki litrów rozlewały się po kamiennych chodnikach. Walka dała się już we znaki oddziałowi ofensywnemu, nieustannie od ponad dwóch godzin przedzierali się przez gruby jak ściana pancerz posyłając na ziemię kolejnych upadłych.
- Ile masz?! - krzyknął Aeon odcinając głowę jednego z demonów.
Stal szczęknęła kilka razy i spod hełmu wyciekła krew, Drax wyciągnął zakrwawione ostrze noża z czaszki demona i krzyknął.
- Nie wiem, przy dwudziestym którymś przestałem liczyć!
Po czym odwrócił się by odparować nadchodzący atak. Wtedy gdzieś miedzy tłumem walczących a truchłami walającymi się po ziemi Ascaron dostrzegł kolejny tabun nadciągających demonów, uzbrojonych po zęby.
- Kurwa, mam nadzieję, że chłopaki jeszcze żyją. - pomyślał.
Jako że demony nadciągały z wewnątrz miasta obawiał się najgorszego. Zdał sobie też sprawę, że mogą nie dać rady utrzymać dłużej pozycji i już miał rozkazać wycofanie się, gdy wydawałoby się z nikąd runęła ognista kula, prosto w pędzącą hordę.
- Delana... zdążyła! - krzyknął Drax.
Aeon korzystając z chwili rozejrzał się ale nie mógł jej dostrzec. Po chwili na ziemię spadła chmura ognia, z której słychać było tylko jęki potępionych. Wtedy Aeon dostrzegł jakaś sylwetkę wskakująca wewnątrz ognistych oparów. Bolesne jęki nasiliły się na kilka chwil, by po niespełna dziesięciu minutach całkowicie ucichnąć. Gdy atak na drużynę Ascarona został odparty, wszyscy mogli się spojrzeć na niebywały kopiec spalonego mięsa jaki znajdował się zaledwie kilkadziesiąt kroków od nich. Jedynym śladem po Delanie był jej Abyss, a właściwie ciało jednego z potępionych przebite Abyssem. W pewnym momencie ciało jednego z demonów poruszyło się. Wszyscy natychmiast stanęli w gotowości do obrony. Wtedy to spod sterty ciał wydostała się jedna ręka i odepchnęła ciało martwego demona. Następnie potężny kopniak zepchnął truchło upadłego z ostrza. Po środku całego kopca stanęła ciemnowłosa dziewczyna o rubinowych oczach. Cała pokryta krwią uniosła głowę dysząc przy tym ciężko.
- Delana! Nie ruszaj się, zaraz znajdę jakieś bandaże! - wykrzyknął przerażony Drax.
- Głuptasie... - uśmiechnęła się lekko Delana - To nie moja krew, nie masz co się martwić.
- Ma rację, lepiej martwmy się o naszych strzelców.
- O nas też niema co się martwic! - krzyknął Zheroo z oddali który jakimś cudem dosłyszał Ascarona.
Cała strzelecka czwórka wracała pod bramę. Wtem pojawili się także pierwsi mieszkańcy oraz esperka Teresa. Widząc to wszystko Aeon przypomniał sobie, że znów o czymś, a właściwie o kimś zapomniał. Wrócił się kilkaset metrów gdzie pod drzewem stał kopiec kreta. Wyciągnął rękę i pstryknął palcami, a pod jego stopami otworzyło się przejście. Tuz pod powierzchnią siedziała, znowu zapłakana, Lilly. Tym razem nie płakała ze strachu, a gdy tylko podszedł do niej, ta od razu zdzieliła go po głowie.
- Ach wybacz, to się już nie powtórzy.
- Ty to robisz specjalnie co? - spytała uderzając go w klatkę piersiową.
- To dla twojego bezpieczeństwa, musisz zrozumieć.
- Ale następnym razem mnie uprzedź!
- Przecież uprzedziłem... - rzucił pod nosem.
- "Popatrz jaki ładny ptak!" i natychmiastowe zamknięcie mnie pod ziemią to słabe uprzedzenie!
Podczas gdy Aeon sprzeczał się ze swoją, jak to określił po drodze Ascaron "podopieczną" wszyscy mieszkańcy Punry mogli zobaczyć efekt napadu wrogich wojsk. Przy liczeniu poległych okazało się, że zginęło kilku mieszkańców. W kanałach znaleziono czterech martwych strażników i jednego ciężko rannego. Z jego relacji wyglądało na to, że jeden z demonów odnalazł kryjówkę mieszkańców. Brama miasta została zniszczona doszczętnie, a przyległe mury uległy uszkodzeniu. Zniszczone zostało kilka domów, a cześć miała uszkodzone dachy na wskutek walk na nich prowadzonych. Doki ku uciesze mieszkańców Punry ocalały, oznaczało to że nie będą musieli martwić się o wyżywienie w najbliższych dniach. Dla Requiem oznaczało to także mniejsze koszty odbudowy miasta. Uprzątnie zwłok zajęło mniej czasu niż spodziewali się tego mieszkańcy głównie, za sprawą Delany która nie szczędziła many podczas inkantacji ognistych zaklęć. Nim słońce całkowicie schowało się za horyzont ludzie wrócili do domów, a po ciałach pozostał jedynie słabnący odór w powietrzu. Strażników pochowano na pobliskim cmentarzu. Ten który został ranny nie przetrwał nocy. Jednak nim jego czas dobiegł końca zażyczył sobie jeszcze rozmowy z gwardzistami.
- Jest coś o czym musze wam powiedzieć.... - wyjąkał krzywiąc się z bólu.
- Słuchamy więc - odrzekł Ascaron.
- Demon, który to zrobił... mi i moim ludziom miał... to... - wyrzucił z siebie, pokazując zmięty kawałek papieru.
Ascaron delikatnie odgiął papier i przetarł oczy ze zdumienia.
- Plany miasta!
- Co w związku z tym? - spytał Imar
- Od dwudziestu lat na tych terenach nie stanęła stopa demona. Miasto w ciągu tych dwudziestu lat przebudowano dwa razy, a te plany miasta są aktualne.
- Jest jeszcze coś panie Ascaronie - powiedział cichnącym juz głosem. - Powiedział "Requiem, dało dobry cynk".
Wszyscy spoważnieli w jednej chwili.
- Rozumiem, dzięki Ci za tą informację - przerwał ciszę Zheroo.
Ale strażnik już nie odpowiedział.
- Pójdę zawiadomić gospodarza o jego śmieci. - powiedziała półszeptem Delana i wyszła z pokoju.
W rzeczywistości czuła jakieś kłucie w sercu, było to jedno z uczuć którego nie potrafiła jeszcze rozpoznać. Minęła dłuższa chwila, gdy wróciła do pokoju z dwojgiem ludzi którzy przyszli wynieść zmarłego i zapewnić mu pochówek. Gdy go wynosili uwagę Ascarona przykuła Lilly. Wpatrywała się ona w łóżko na którym leżał jeszcze przed chwilą strażnik. Stała jakby widziała ducha czy może nawet próbowała się z nim porozumieć. Przez chwilę nawet przyszło na myśl Ascaronowi, że może będzie w stanie użyć swoich zdolności by porozumieć się ze zmarłym. Wszakże esperzy zostali odkryci stosunkowo nie dawno i ich zdolności nie zostały do końca zbadane. Nagle Lilly wróciła do zmysłów.
- Panie Ascaronie - zwróciła się do swojego dowódcy.
- Słucham cię.
- Właśnie skontaktowała się ze mną przyjaciółka, esperka, mieszkająca w Ghald.
- Esperka w Ghald? Co ona tam robi?
- Kiedy Requiem zbierało esperów, jej zdolności nie były wystarczająco rozwinięte, musiały przebudzić się niedawno, skoro Requiem jeszcze jej nie zauważyło.
- W takim razie domyślam się, że nie chodzi o pochwalenie się umiejętnościami.
- Przejdę od razu do rzeczy, w Ghald mieszka pewien jasnowidz, miał tej nocy wizje w której armia przeklętych równa Ghald z ziemią, a następnie rzuca Requiem na kolana.
- Jakie jest prawdopodobieństwo, że wizja się sprawdzi?
- Jak dotąd od piętnastu lat nie pomylił się ani razu. Co daje jakieś dwieście kilka wizji.
- Wspomniała coś o możliwej dacie ataku?
- Jasnowidz powiedział jej "Gdy tarcza nocy zabłyśnie nad horyzontem piaski przesiąkną krwią."
- Pełnia - wtrącił Aeon - najbliższa pełnia będzie za dwa dni jeśli się nie mylę.
- Dwa dni aby dotrzeć do Ghald? - parsknął śmiechem Ascaron, lecz w jego głosie dało się wyczuć niepokój. - Pustynie da się przekroczyć jedynie w nocy między godziną pierwszą a piątą.
- Czyli mamy czas licząc od teraz do kolejnego świtu aby znaleźć się w murach miasta. - zauważył Aeon.
- Nie dają nam chwili wytchnienia... nie traćmy czasu, ruszajmy. - rzucił Drax i udał się w stronę drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz