Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

wtorek, 19 kwietnia 2011

Rozdział 17: Początek inwazji (Koniec rozdziału)


Aeon przytulił ja i mówiąc do niej spokojnym głosem powoli uspokoił.
- Możemy iść?
- Tak. – szepnęła ocierając łzy.
- To już niedaleko, dajmy koniom odetchnąć – zarządził Ascaron.
            Reszta drużyny nie wyraziła, żadnego sprzeciwu i natychmiast zabrali konie nieco poza pobojowisko i pozwolili im napaść się u stóp pagórka.
- Więc to jest Namigrad? – wtrąciła Delana
- Spodziewałaś się czegoś bardziej okazałego? – odpowiedział Aeon.
            Namigrad nie był dużą wioską. Po obu stronach drogi stanowiącej północny szlak stały drewniane chatki, a z ich kominów leniwie wylatywał dym. Po środku znajdował się okrągły plac ze studnią przy którym znajdowała się karczma oraz duża stajnia. Cała wioska wydawała się jakby żyć w zwolnionym tempie i nic nie wskazywało na kłopoty z demonami. Przy wjeździe do miasta znajdowała się niewielka kuźnia w której właśnie pracował kowal. Naprawiał podkowy, wyrabiał stalowe części do powozów, nie robił niczego co mogło wydawać się dziwne. Wtedy to jego uwagę przykuła zbliżająca się Delana, która z ciekawości nieco odłączyła się od grupy.
- W końcu przysłali tu jakiegoś Requiem! – zawołał
- Coś się stało?
- Ostatnio obserwował nas jakiś diabeł, może był zwiadowcą nie wiem, ale dobrze cię… - urwał kiedy zobaczył zbliżających się do wioski kompanów.
- Cholera! Mówiłem! Diabły! – wykrzyknął z przerażenia wskazując na pozostałych członków drużyny.
- Nie jesteśmy diabłami! Jesteśmy… - przerwał Ascaron widząc, że jego słowa nie docierają.
            Delana stała przez chwilę zmieszana, ale kątem oka dojrzała jak jedna przeklęta bawi się z ludzkimi dziećmi.
- Czerwona Łza… - było jedynym co przemknęło jej przez myśl - Nie zbliżajcie się! – krzyknęła
            Uniosła rękę i wskazała w kierunku swoich przyjaciół i wymamrotała inkantacje. Ognisty okrąg nakreślił się w powietrzu by po chwili zostać przeciętym przez płomienną poprzeczną linię. Shadowstep zamachnęła się i nakreśliła ognista linie tuz pod nogami swoich kompanów. Ta po niespełna sekundzie buchnęła żywym ogniem.
- Delana! – krzyknął Drax.
            Już miał skakać przez piętrzący się na nieco ponad dwa metry ogień, gdy za ramię chwycił go Aeon.
- W tej chwili będziesz jej jedynie zawadzał.
- Wróćmy się nieco zanim opadnie ogień, niech robi swoje. – zarządził Ascaron i cofnęli się aż do miejsca gdzie pasły się ich rumaki.
            Kowal stał wpatrzony w ogień jak w złote wrota.
- Nie będą was już nękać. – oznajmiła Delana.
- Dzięki ci panienko! – wykrzyknął a usłyszawszy to mieszkańcy zebrali się na placu.
            Wśród nich były demony, nieco zaniepokojone pojawieniem się Requiem w wiosce. W dodatku takiego, którego ludzie rozpoznają jako człowieka. W końcu jeden z nich podszedł i oficjalnie podziękował Delanie. Takie zachowanie było jej wyraźnie nie na rękę, nie mogła też zabić swojego rozmówcy na oczach dziesiątek osób. Zamiast tego uśmiechnęła się zapewniła wszystkich, że Requiem niema zamiaru dopuścić by jakiemukolwiek obywatelowi Azarath stała się krzywda. Ludzie po dłuższej chwili wrócili do swoich zajęć. Shadowstep przyszło na myśl, że może możliwa jest zgoda pomiędzy ludźmi a demonami, gdy nagle podbiegła do niej dziewczynka z kubkiem wody.
- Napije się pani? Mamy tu najlepszą wodę w całym Azarath! – krzyknęła wesoło.
- Z przyjemnością.
            Delana nachyliła się i chwyciła za kubek. Duczkiem opróżniła go do dna i wtedy jej marzenia o jedności obróciły się w proch.
- Naprawdę dobra, to z tej studni?
- Tak – zachichotała wesoło dziewczynka i w podskokach poszła bawić się z przyjaciółmi.
            Zmrok zbliżał się nieubłaganie, lampy w domach powoli gasły gdy nagle rozległ się krzyk.
- Pomocy! Lekarza! – zawołała kobieta która niczym pocisk wypadła z jednego domu.
            Wtedy przed oczami przemknęła jej diablica.
- Co się stało pani Sham?
- Mój synek ma znów gorączkę i bredzi – zaczęła panikować
            Obie kobiety weszły do domu, za nimi wślizgnęła się Delana. Dzieciak faktycznie miał gorączkę, ale bredzeniem tego czarnowłosa gwardzistka nie mogła nazwać.
- Odejdź diable! – wykrzykiwał chłopiec gdy tylko zbliżyła się pielęgniarka.
- Szybko wody! Ty tam, dziewczyno przynieś trochę ze studni! – krzyknęła matka dziecka.
            Shadowstep zrobiła kilka niepewnych kroków w tył i wybiegła przez drzwi chwytając stojące tuz za nimi wiadro. Życie dziecka było wszakże ważniejsze od pokazywania prawdy. Po dłuższej chwili doszła nawet do wniosku, że jest to doskonała okazja aby coś sprawdzić. Nie minęło dwie minuty a Delana była sportem z wodą. Pielęgniarka szybko nabrała jej w kubek i podała wrzeszczącemu dzieciakowi. Ten niemal natychmiast się uspokoił.
- Mamo… wydawało mi się, ze widzę diabły. – zapłakał chłopiec.
- Już dobrze, to przez gorączkę. – odpowiedziała pani Sham.
            Pielęgniarka zrobiła chłopcu okłady, lecz gdy się nachylała ten jeszcze wzdrygnął jakby dojrzał jej prawdziwą postać.
- Musi teraz odpoczywać, proszę dbać żeby dużo pił. – uspokajała pielęgniarka.
            Gdy chłopiec zasnął wyszła ona z domu a za nią gwardzistka. Gdy tylko diablica skręciła za rogiem domu, przed jej oczami zrobiło się ciemno. Jedynymi rzeczami które pamięta było uderzenie w tył głowy jakimś twardym przedmiotem i upadek na ziemię. Gdy tylko odzyskała przytomność zobaczyła nad sobą parę rubinowych oczu. Chciała się ruszyć ale silne ręce przypierały ją do ziemi.
- Przyprawiacie wodę Czerwona Łzą mam racje? – syknęła Delana i zacisnęła uścisk na ramionach pielęgniarki.
- Dlaczego mnie poznajesz?!
- Trucizna ta odwraca postrzeganie innych na poziomie człowieka i demona.
            Delana uśmiechnęła się widząc bezradność swojego jeńca.
- Ludzie widzą ludzi jako demonów, demonów jako ludzi, jednak ludzie pod wpływem trucizny są postrzegani także jako ludzie.
- Skąd tyle wiesz?!
- Odsłużyło się swoje w piekle. – zripostowała. – Ale jest jeszcze coś, prawda?
            Diablica odwróciła wzrok.
- Dobrze wiesz o czym mówię. Dałaś tamtemu chłopakowi najpierw pić, woda wyparowała z jego organizmu pod wpływem gorączki. Przestał być więc pod działaniem trucizny.
- Dlaczego ty nas widzisz!? – spytała zdesperowana.
- Jestem pół-demonem, pół-człowiekiem. Jeśli odwrócisz proporcje wyjdzie na to samo, moje postrzeganie, nie zmienia się pod wpływem tej trucizny. Tak samo inni nie postrzegają mnie inaczej.
- Ty musisz być…
- Delana Shadowstep, miło mi. – skończyła.
            Szybkim ruchem ręki dobyła nóż i wbiła go w serce pojmanego demona. Martwe ciało zapakowała w worek i zniknęła w ciemnościach. Następnego ranka ludzie wyszli przed domy ogrzać się w blasku wiosennego słońca. Resztki śniegu topniały w zastraszającym tempie. W końcu kolo południa nie było po nim śladu. Właśnie wtedy na kilka minut przed południem, cała wioskę obiegła wieść, że dokonano morderstwa. Wszyscy zbiegli się pod spichlerz. Leżało tam ciało pielęgniarki z przebitym sercem.
- Panienko! Panienko! – zawołał ktoś z tłumu dostrzegłszy zmierzającą w ich kierunku Delanę.
- O Pani, ktoś zamordował pielęgniarkę! – wykrzyknęła jakaś kobieta
            Delana spojrzała chłodnym wzrokiem na truchło demona.
- Ja. – odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
            Tłum niedowierzał w słowa które usłyszał.
- Pielęgniarka była demonem, jest tu ich znacznie więcej wśród was.
            Nagle zaczęły podnosić się głosy. Jeden z mieszkańców przedarł się przez tłum i rzucił się w stronę dziewczyny, ale ta przytomnie rozpłatała go na pół jednym cięciem Abyssa.
- To też był demon.
            Tłum nie mógł już wytrzymać, nie rozumieli jak ktoś kto zabija niczego nie winnego człowieka może mówić, ze był demonem.
- To ona jest demonem! Zabić ją! – krzyknął jeden z demonów.
            Z czasem coraz więcej osób mu wtórowało Wtedy to Delana uniosła rękę w stronę tłumu z palcami złożonymi do pstryknięcia.
- Do dla waszego dobra. – wyszeptała pod nosem i pstryknęła palcami.
            Spichlerz zapłonął żywym ogniem, wokół zgromadzonych powstały ściany ognia odgradzające ich od reszty wioski. Żar jaki bił od ognia nie sposób opisać kilka osób straciło przytomność, ale zaklęcie odniosło skutek. Mieszkańcy wypocili truciznę i rozpoznali wilki w owczych skórach. Wtedy z płomieni wyskoczyła Delana i wyeliminowała zagrożenie raz na zawsze. Gdy płomienie opadły, ludzie zrozumieli co się stało.
- Jak teraz mamy żyć?  - pytali jedni przez drugich.
- Requiem zapewni wam żywność, woda w studni nie jest jeszcze odkażona, ale trucizna szybko straci swoją moc. Póki co gotujcie wodę przed wypiciem.
- Dziękujemy Panienko!  - krzyknęli wszyscy zgromadzeni.
- Robię to za co mi płacą, to wszystko. – odpowiedziała i odmachała na pożegnanie.
            U stóp pagórka nie zastała jednak swoich kompanów. Zamiast tego była gliniana tabliczka  z wyrytym napisem:
„Udaliśmy się do Punry, Zheroo potrzebował wsparcia, wyrusz jak najszybciej”
            Shadowstep spojrzała w błękitne bezchmurne niebo.
- Ciekawe czy kiedyś zaznamy takiego spokoju, jak tam na górze. – mruknęła w myślach po czym dosiadła swojego rumaka i pognała na pomoc Zheroo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz