Piekielna armia powoli zbliżała się do Punry. Zheroo z niepokojem patrzył na zbliżające się pancerne jednostki. Odziani w gruby pancerz i dzierżący ciężkie tarcze przeklęci byli ostatnimi z jakimi Zheroo miał ochotę się mierzyć.
- Zwykłe strzały się nie przebiją. - stwierdził nie dorywając wzroku od horyzontu.
- Czyli nasza czwórka przeciwko tej watadze, ciekawie się zapowiada.- odrzekł Imar
- Straż jest bezsilna w walce na dystans, ale mam nadzieję że wesprą nas gdy już demony wedrą się do miasta.
Imar rzucił okiem na ludzi zgromadzonych wokół.
- Trzęsą się ze strachu, cesarska straż jest gówno warta.
Faktycznie, próżno było szukać takiego który by się nie bał. W prawdzie większość z nich udawała się na Azarath mając ochotę nieco zarobić, nigdy nie przyszło by im do głowy, że staną kiedyś oko w oko z przeklętymi. Jedynie kapitan straży wydawał się zachowywać zimną krew, chociaż gdyby się mu przyjrzeć dłużej, dało by się zobaczyć, że i jemu puszczają nerwy. Z upływem czasu kręcił się coraz bardziej, coraz częściej pytał o czas jaki im pozostał do starcia. Każde jego pytanie coraz bardziej irytowało Zheroo.
- Nie wiem, kurwa nie wiem! - wykrzyknął w końcu.
Oczy wszystkich zwróciły się na mistrza. W tłumie pojawiły się głosy, jakoby sam Zheroo bał się przeciwnika. Szybko jednak tłum został uspokojony.
- Dzięki naszej esperce wezwaliśmy na pomoc drużynę Ascarona, jest to najsilniejszy oddział jaki widziało Requiem od dobrych dwóch może nawet trzech dekad.
Ludzie wewnątrz Punry trochę się uspokoili. Lecz po chwili znów ktoś poddał świetność Requiem pod wątpliwość. "Czyli nie dadzą rady? Potrzebują pomocy?" szeptały jakieś pojedyncze głosy w tłumie.
- Jeśli chcecie uciekać, to droga wolna. - ryknął Imar - Ale wtedy będziecie pierwszymi których dopadną demony.
Ponownie zapadła cisza a oczy strażników oblepiły Acrana. Ten po chwili wymiany spojrzeń ponownie zaczął mówić.
- Jest jednak druga opcja, będziemy walczyć i wytrwamy do przybycia Ascarona i jego ludzi. Wspierani z drugiej strony zadamy dotkliwy cios całej armii przeklętych, ale musicie współpracować!
Słowa Acrana wydawały się dostrzec do strażników jak i mieszkańców. Rozpoczęły się przygotowania do obrony. Krocząca horda miała jeszcze może godzinę drogi do Punry i nie zwalniała kroku. Bramy miasta natychmiast zamknięto i zabarykadowano. Ludność wysłano do piwnic ratuszowych w których mieli przeczekać batalię. Straż cesarska mimo strachu paraliżującego ich myśli i serca pozostała na swoim stanowisku. Upłynęło juz dobre kilkanaście minut, gdy do gotowych do rzezi wojaków podbiegł jeden z mieszkańców.
- Panie - zwrócił się do jednego ze strażników. - Pod miastem znajdują się stare kanały, może na coś się przydadzą.
Strażnik z kolei doniósł o tym odkryciu jednemu Zheroo.
- To zmienia postać rzeczy, gdy tylko przeklęci dojdą do bramy wszyscy udacie się do kanałów.
- A co z wami?
- Im nas mniej tym łatwiej nam działać - odrzekł - Jednak musze prosić by każdy z was kto potrafi strzelać z łuku stawił się na murze.
Strażnik dał znać, że rozumie i natychmiast do czwórki gwardzistów dołączył nieco ponad tuzin strażników cesarskich. Armia nieprzyjaciela tymczasem była już niemalże w zasięgu requiemskich strzelców. Prawie dwieście uzbrojonych od stóp do głów w zbroje płytowe wykute w piekielnym ogniu. W rękach tarcze z kilkucentymetrowej hartowanej stali.
- Te zbroje i tarcze są niczym ściany fortecy dla naszych pocisków. - rzekł jeden ze strażników.
Na jego słowa Zheroo odpowiedział strzałem w kierunku jednego z potępionych. Zaklęta strzała cięła powietrze niczym ostry nóż kartkę papieru. Pocisk sięgnął celu i przebił stalowy kirys a jego grot wyszedł plecami i roztrzaskał się o tarczę upadłego z drugiego rzędu. Wprawiło to w osłupienie wszystkich na murze, nawet ludzie Zheroo nie kryli zdziwienia.
- Macie ich spowolnić jak tylko się da, a mój oddział zajmie się zabijaniem! - rzucił i wnet wszyscy strażnicy posłali serię pocisków w stronę nieprzyjaciela.
Kilka z nich nawet raniło wroga, lecz prym wiedli strzelcy z requiem. Posyłali oni zaklęte pociski w kierunku wroga jeden za drugim. Wszystko w imię zasady "Jeden strzał jeden trup". Rozwścieczona armia rzuciła się do ataku na miasto, nim jednak dobiegli do bram co najmniej trzy tuziny upadłych były juz martwe. Sama brama miasta które nie było nigdy fortem obronnym, nie zdołała zatrzymać na długo potępionych. Po dwóch uderzeniach demona zwanego Siegmarem po bramie nie pozostały nawet drzazgi. Siegmarowie byli specjalnie szkolonymi demonami w kierunku niszczenia wszelkich barykad. Wysokie na prawie dwa i pół metra kolosy te dzierżyły kafary których waga nierzadko dochodziła do kilkuset kilogramów. Jedyną ich wadą była szybkość co pozwalało w przeszłości na dość skuteczne eliminowanie tych plugastw. Co więcej na polu bitwy nie pojawiało się ich za wiele więc dla wyszkolonego Requiem nie stanowili realnego zagrożenia jako jednostka. Tego Siegemara jednak nie imały się nawet zaklęte pociski, chociaż kilka z nich wbiło się w pancerz nie zdołało go znacząco zranić. Gdy padła brama Zheroo polecił wszystkim rozbiec się po murach tak by nie doszło do masakry. Straż miała wykorzystać ciężkie zbroje wroga na swoją korzyść. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, o ile Requiem zdołali zwiększyć dystans i posłać kilka pocisków w kierunku demonów o tyle straż nie wytrzymała obrotu zdarzeń psychicznie. Nie stosując się do poleceń Zheroo szybko padli łupem demonów. Nawet powolny jak ślimak Siegmar trafił swoim kafarem dwóch nieszczęśników. Nie można jednak zbyt wiele powiedzieć o tym jak skończyli, gdyż tyle samo się z nich zostało. Wkrótce na mury dostali się przeklęci, a gwardzistom zaczęło brakować strzał. Zheroo wystrzelił ostatnią w stronę jednego z demonów lecz tym razem nie przebił się nawet przez tarczę. Grot strzały rozpadł się w zderzeniu z barierą.
- A więc miał racje - roześmiał się demon.
Łucznik dysząc spojrzał "spod byka" na swojego oponenta.
- Faktycznie sami łucznicy. - roześmiał się po raz kolejny.
Wtedy z okolic zrujnowanej bramy rozległ się huk jakby upadło coś strasznie ciężkiego. Siegmar upuścił swój kafar a jego cielsko runęło na ziemię przygniatając dwa inne demony. Jego pancerz na plecach był pokiereszowany a z rozdartej stali kapała krew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz