Od tej pory czas jakby przyspieszył tempa, zachód słońca który niegdyś obserwował z Delaną, wydawałoby się długimi godzinami, teraz przeminął jakby w mgnieniu oka. Zmrok zapadł nagle a zwiadowcy nie odnaleźli śladu po przeklętych, całe Requiem mogło jedynie czekać na jakiś znak. Ten właśnie pojawił się tej nocy, pojedynczy purpurowy grom rozbłysnął na niebie.
- Punra… - syknął pod nosem Ascaron przechadzający się po murze.
Błysk nie umknął także Gustawowi, który natychmiast wezwał do siebie ludzi Ascarona oraz Zheroo. Żaden z nich nie spał tej nocy, żaden nie mógł po tym co usłyszeli od Aeona.
- Widzieliście błysk prawda? – zapytał arcymistrz.
- Tak, północny szlak handlowy, już dawno powinniśmy tam być. – zezłościł się Ascaron.
- Zatrzymałem was specjalnie, nie mogę posyłać was w miejsca, które mogą okazać się ślepym tropem, od tego jest zwiad.
- Chcesz zatem abyśmy wyruszyli razem? – napomknął Zheroo
- Tylko chwilowo, wasze drogi rozjeżdżają się przy Magna-Casia, ty poprowadzisz swoich ludzi w strone Punry, natomiast Steelstrike uda się w okolice Lethe, mianowicie do Namigradu.
- Możemy zatem ruszać?
- Tak teraz nie mam najmniejszego zamiaru was zatrzymywać, obiecajcie mi, że nie dacie się zabić. – powiedział stanowczo Soulripper.
Minęło niespełna pięć minut a oba oddziały galopowały już po kamiennej drodze. Aeon wziął Lilly pod swoje skrzydła i pilnował aby nie spadła z siodła, druga esperka Teresa dzieliła siodło z Imarem Acranem, chyba najbardziej egzotycznym osobnikiem w całej fortecy. Cała dziesiątka miała nastroje wyraźnie bojowe, największe zmiany było jednak widać u samego Draxa, który zmienił się przez te dwa lata. Stał się nie do poznania, twarz jego nabrała surowości, a z oczu biła pewność siebie. Z pewnością miała na to wpływ „wizyta” Eliasa, broni nie trzymał już jak typowy awanturnik, któremu udało się zabić człowieka czy dwóch, ale jak prawdziwy gwardzista, który na co dzień przelewa krew przeklętych. Jednak dopiero teraz miał się sprawdzić w prawdziwej walce.
- Zetnijmy drogę przez Casia-Norda, znam dobry skrót – krzyknął Ascaron i wszyscy ruszyli za nim.
Gdy przemykali pomiędzy drzewami Sandspell dostrzegł poszarpane, uschnięte drzewo wśród którego resztek leżał szkielet ubrany w płaszcz typowy dla zwiadowców Requiem.
- Dobry skrót, ale tu chodzi głownie o bezpieczeństwo. – rzucił Aeon
Ascaron zatrzymał rumaka i rzucił okiem na wszystkich jadących za nim.
- To truchło, to pozostałość po starej władzy Requiem, jedźmy już, od tamtej pory ciarki przechodzą mi po plecach kiedy tędy przejeżdżam.
Nie mówiąc nic więcej pognał wierzchowca w kierunku Namigradu oddzielając się od drużyny Zheroo która odbiła nieco na wschód w kierunku Punry. Słońce świeciło już niemal w zenicie gdy drzewa rozstąpiły się a oczom Ascarona ukazało się małe miasteczko położone u stóp wzgórza.
- Strasznie tu cicho. – mruknął Aeon.
- Demony… - rzucił Drax i spojrzał w pobliskie zarośla – Sześć, siedem… - dodał po chwili i zeskoczył z konia.
Ascaron dał znak ręka aby wszyscy zeszli wtedy to zza krzaków wystrzeliło kilka strzał, ale Aeon przytomnie stworzył glinianą ścianę w której owe pociski ugrzęzły. Wtem ich uszu doszedł trzask łamanych gałęzi i siedmiu przeklętych ruszyło w stronę wysłanników Requiem. Wszyscy, oprócz Lilly, dobyli oręża i ruszyli w stronę przeklętych stal skrzyżowała się i jęknęła pod naporem siły, Draxowi starczyła teraz jedna ręka by władać Moonglow co dawało mu znaczną swobodę walki. Skupiając manę w mikroskopijnych kanalikach był w sanie atakować szybciej i mocniej. Delana potężnym uderzeniem wyszczerbiła oręż swojego oponenta, ale grunt obsunął się pod jej nogami i wystawiła się na cios. Z pomoca przybiegł jej Aeon który odstępując na chwilę od Lilly pozostawił ją bez opieki, wtedy to jeden z przeklętych rzucił się na bezbronną dziewczynę. Stalowe ostrze wykute w piekielnym ogniu było już o włos od rozpłatania czaszki młodej esperki, gdy spod jej stóp wystrzeliły stalowe kolce skutecznie blokując nadciągające uderzenie i jednocześnie raniąc w rękę demona. Ascaronowi po raz kolejn brakło czasu aby rozproszyć swoje zaklęcie.
- Deja vu? – pomyślał uchylając się od zgubnego uderzenia.
Sytuacja wyglądała teraz nieco inaczej niż przed dwoma laty, został bowiem otoczony przez trzy demony. W tym samym momencie ranny diabeł postanowił dociągnąć do końca sprawę w której mu przeszkodzono. Obwicie krwawiący zebrał resztki sił i rzucił się w kierunku przerażonej dziewczyny.
- Aeon! – krzyknął Drax i odpychając swojego rywala rzucił się w stronę Sandspella.
Ten z kolei powierzając swoje Zycie przyjacielowi odepchnął demona z którym walczył i w mgnieniu oka rzucił zaklęcie które stworzyło kamienną kopułę nad Lilly. Poczuł świst wiatru i chłód stali na swoich plecach któremu po sekundzie zawtórował zgrzyt. Drax w ostatniej sekundzie zablokował uderzenie przeklętego i odepchną go od Aeona. W tej samej chwili Delana wzięła na siebie byłego przeciwnika Draxa i szybkim pchnięciem przebiła się przez jego zbroję i rozszarpała serce w jego piersi. Aeon pośpieszył w stronę bunkra i bez większego problemu dobił krwawiącego demona. Ascaron tymczasem chwycił jednego z demonów za rękę i złamał ja w łokciu. Bestia zawyła z bólu i upuściła broń, nim jednak stalowe ostrze sięgnęło ziemi zostało złapane przez Ascarona, który nie zwalniając kroku ściął głowę rozbrojonemu przeklętemu. Walka znacznie zwolniła gdy stosunek sił się wyrównał. Aeon pędem odciągnął jednego z przeklętych od swojego przełożonego a szale zwycięstwa przechyliły się na korzyść Requiem.
W walce jeden na jednego Drax mógł pozwolić sobie na nieco więcej finezji, z kocim refleksem uniknął jednego i drugiego uderzenia po czym wyprowadził cięcie z pół obrotu. Uderzenie zachwiało demonem na nogach.
- Teraz podkręcamy tempo – mruknął pod nosem a wokół jego ostrza zaczął wirować wiatr.
Na każdym milimetrze ostrza wiatr wirował w innym kierunku wytwarzając charakterystyczny świst. Zapierając się na jednej nodze Drax wystrzelił w kierunki potępionego i cięciem od dołu rozpłatał go na wskroś tym samym posyłając w powietrze jego wnętrzności. Delana postawiła na klasyczne już dla niej przebicie na wylot i przechodząc niemalże na kuckach po pędzącym w jej stronę ostrzu wbiła się w brzuch swojej ofiary i nie przerywając szarzy przybiła ja do pobliskiego drzewa. Ascaron w tym momencie wyglądał bardziej demonicznie niżeli istoty z którymi przyszło im walczyć. Cały zbrukany splugawioną krwią stał nad rozczłonkowanym ciałem demona a krople krwi niczym pot skapywały z jego twarzy. Walka wydawała się skończona, ale…
- Gdzie jest Aeon? – wypaliła ni stad ni zowąd Delana.
Trójka kompanów rozejrzała się po okolicy, gdy z pobliskich krzaków doszedł ich trzask łamanych koci. Ascaron jako pierwszy pobiegł zobaczyć co się dzieje, a widok rozwścieczonego Aeona okładającego demona pięściami uzbrojonymi w ćwiekowane rękawice wprawił go w osłupienie. Szczęka diabła wisiała w zasadzie na samej skórze, głowa wyglądała jakby przejechał po niej cały oddział jeźdźców. Sam demon nie dawał już znaków życia.
- Aeon starczy! – wykrzyknął dowódca
Aeon podniósł wzrok i zziajany spojrzał na swojego przełożonego.
- Kurwa… moje piwo… - wysapał wskazując na zniszczony bukłak.
Ascaron jedynie zakrył twarz dłonią nie znajdując komentarza na to co zrobił Sandspell.
- O kimś zapomniałeś kolego – wykrzyknął zdumiony Drax, który właśnie dołączył do Ascarona.
- O szlag… faktycznie.
Zebrał się w te pędy zapominając o rozlanym piwie i podbiegł do bunkru w którym siedziała Lilly. Dopiero wtedy zauważył, że połowa ostrza zdołała się wbić do środka, nie dopuszczał jednak do siebie myśli, ze mogło ono sięgnąć młodej kompanki. Pstryknięciem palców rozproszył zaklęcie i cały kamienny bunkier zamienił się w kupę żwiru pośród którego siedziała przerażona, zapłakana dziewczyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz