Nie minęło kilka chwil a tętent kopyt rozległ się pośród domów i oddziały Requiem zniknęły tak nagle jak przybyły. Tymczasem do samego arcymistrza za pośrednictwem esperów dotarły raporty o inwazji. Gustaw był wyraźnie zaniepokojony faktem, że w Requiem działa jakaś wtyczka. Tym bardziej, że dane o siłach wysłanych do zbadania sprawy na północnym szlaku były niesamowicie precyzyjne. Był przekonany, że gdyby nie interwencja Ascarona Requiem straciło by strzelców oraz kontrolę nad szlakiem handlowym.
- Chciałbym, żebyście to zbadali. - mruknął pod nosem.
Wydawałoby się, że mówi sam do siebie, ale podobnie jak Archonowi i jemu towarzyszył cień. W chwilę potem obecności drugiej osoby w kwaterze wodza nie dało się już wyczuć.
- Uruchomię wszystkie tajne siły, jeśli zajdzie taka potrzeba. - mruknął pod nosem.
Nie oddał się jednak głębszym rozważaniom gdyż przerwano mu po raz kolejny. Do kwatery wszedł jeden z ludzi których wprowadził przed dwoma laty do Requiem.
- Słucham, o co chodzi?
- Esper Marcus odebrał właśnie wiadomość od zjednoczonych sił Steelstrike'a i Zheroo.
- Niech więc wejdzie.
Zgodnie z rozkazem Arcymistrza każdy esper miał swojego strażnika, który monitorował jego ruchy całą dobę. Toteż wszystkie sprawy były załatwiane przez łączników esperów, chyba że sam Gustaw zarządził inaczej. Młody chłopak pojawił się w progu.
- Co to za wiadomość chłopcze? Mów ze szczegółami.
- Panie, mistrzowie Ascaron i Zheroo proszą o wysłanie dodatkowych sił do Ghald.
- Co do Ghald?! - wzburzył się Soulripper.
- Właśnie zmierzają w tamtym kierunku... - odpowiedział nieco przestraszony chłopak.
- Ghald... co im do cholery strzeliło do głowy, to niemal na krańcu Azarath.
- Mówią, że szykuje się wielka bitwa z przeklętymi i bez wsparcia z Requiem nie będą w stanie obronić się przed natarciem. - wtrącił strażnik.
Arcymistrz złożył dłonie i oparł na nich głowę.
- Do Ghald jest co najmniej dwa dni drogi, jeśli wyślemy tam ludzi wystawimy Requiem na cios. Jeżeli okaże się że to dywersja, możliwe że nie będą mieli do czego wracać. - zauważył.
- Do starcia ma dojść mniej więcej za dwa dni. - odpowiedział.
- Jeszcze lepiej, chcą abym wysłał ludzi którzy prosto z trasy chwycą za miecz i pójdą się bić? - rozgniewał się arcymistrz.
- Przekazałem co miałem przekazać, pójdę już. - odrzekł strażnik i wyszedł zabierając ze sobą chłopca.
Drzwi gabinetu zamknęły się, a wraz z nimi Arcymistrz zamknął się w swoich rozważaniach. Nie mógł jednak znaleźć rozwiązania tego problemu, wprawdzie Ascaron nigdy go nie zawiódł i był mu jak brat, ale posyłanie armii tak daleko na początku wojny także mu się nie uśmiechało. Liczyła się każda sekunda, a szukanie rozwiązania zajęło mu już dobre kilkadziesiąt minut. "Ghald...Ghald..." powtarzał sobie w myślach, gdy nagle go oświeciło. Natychmiast wybiegł ze swojej kwatery i udał się na mur gdzie urządzone miał swoje gniazdko nie kto inny jak Galahad. Znalazł go bez trudu siedzącego w swojej prywatnej warowni i obserwującego horyzont.
- Galahadzie, musimy porozmawiać.
- Słucham Panie - odpowiedział
- Ty i twoi ludzie, jak oceniacie siłę obronną tej fortecy?
- Mury z Astralu, a ja na nich. Nic się nie przedrze. - zapewnił Galahad.
- Powiedz mi, byłeś kiedyś w Ghald?
- Ghald... tak zdarzyło mi się. Właściwie to pochodzę z okolic leżących tuz przy pustyni, na której znajduje się Ghald, co w związku z tym?
- Otrzymałem raport od Ascarona, zmierzają właśnie do Ghald i potrzebują wsparcia.
Galahad lekko się uśmiechnął ale umknęło to uwadze arcymistrza.
- Ghald ma mocne fortyfikacje, ale walka w tamtych warunkach klimatycznych jest dość męcząca. - odpowiedział. - Większość z nas nie walczyła w takim upale.
- Spytam więc wprost, ilu potrzeba ci ludzi by być w stanie obronić cytadele przed ewentualnym najazdem potępionych?
- W tej chwili liczy się Ghald, jeśli padnie stracimy szkło a co za tym idzie znaczny dochód. Starczy mi około pięćdziesięciu ludzi aby utrzymać się do powrotu Ascarona.
Zapewnienie Galahada nieco uspokoiło Arcymistrza, wrócił on do gabinetu i zarządził wymarsz wojsk niemal natychmiastowo. Jeszcze przed świtem stu czternastu strażników ruszyło w stronę pustynnego miasta. Wykorzystano do tego wszystkie konie i powozy jakimi dysponowała forteca. Widząc to Galahad nie posiadał się ze szczęścia, w końcu zyskał spokój i niemalże całkowitą kontrolę nad strażą Requiem. Siadł pry stole i rozłożył na nim papier. Były to plany Ghald. Przyjrzał się im uważnie i po chwili zaczął coś na nich kreślić, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. Dochodził ranek gdy nagle z kwatery Stonepillara dobiegło światło. Jeden ze strażników natychmiast wpadł do niego sprawdzić co się stało. Zastał Galahada siedzącego przy nieco osmolonym stole.
- Nic się nie stało, musiało mi się przysnąć i przewróciłem świecę, ale opanowałem ogień.
- W porządku, przepraszam Pana za najście - odpowiedział strażnik - potrzeba coś panu?
- Nie, dziękuję za troskę. - odpowiedział zgarniając ręką spalone resztki papieru.
Gdy tylko słońce wychyliło się zza horyzontu do Requiem dotarła wiadomość, że drużyny Ascarona i Zheroo dotarły do Jagnes, punktu obserwacyjnego leżącego na granicy z równinami Hagata. Równiny Hagata nosiły swoją nazwę po podróżniku, Malcolmie Hagacie, który to sporządził pierwszą mapę Azarath. Było to jeszcze w czasach gdy po całej wyspie grasowały demony. Requiem po oficjalnym utworzeniu zdecydowało się nazwać te równiny nazwiskiem swojego kartografa, który zginął tam podczas jednej z bitew. Równiny te stanowią pas graniczny oddzielający Azarath od jego północno-wschodniej, pustynnej części.
- Tutaj odpoczniemy - zarządził Ascaron. - odprowadzając rumaka do wodopoju.
- Równiny Hagata, nie sądziłam, że są takie piękne. - stwierdziła Delana nie mogąc nacieszyć się widokiem budzących się do życia kwiatów i traw.
Drax podszedł do niej i położył rękę na ramieniu.
- Patrząc się na to wszystko aż ciężko uwierzyć, że kiedyś rozegrała się tu krwawa bitwa.
- Bardzo krwawa... - dodała po cichu Delana.
Wtem Zheroo zawołał wszystkich do gospody w której były już przyszykowane łóżka oraz ciepłe jedzenie. Cała dziesiątka siadła do stołu i nie mogąc nacieszyć oczu jedzeniem oddali się przyjemności póki nie najedli się do syta. Popiwszy wszystko złocistym trunkiem udali się na spoczynek. Drax jednak nie mógł zasnąć, postanowił więc przejść się na zewnątrz. Ku jego zdziwieniu stała tam Delana, której pod koniec uczty oczy się wydawały same zamykać. Bez dłuższego namysłu postanowił wszcząć rozmowę.
- Co miałaś na myśli mówiąc "Bardzo krwawa"?
- Wolałabym o tym nie mówić, ale ty możesz poznać prawdę. - odpowiedziała spuszczając głowę.
- Zamieniam się w słuch.
- Właśnie tu przeszłam swój chrzest krwi, jako demon.
- Chrzest krwi?
- To rytuał po którym stajesz się pełnoprawnym demonem.
Drax podszedł do Delany od tyłu i objął ją ramionami.
- Na czym on polega?
- Nigdy o tym nie wspominałam, bo nie jest to powód do dumy, ale to ja zabiłam Hagata. Chrzest krwi polega na zabiciu człowieka nie tracąc z nim kontaktu wzrokowego, jeśli jesteś w stanie zabić swoją ofiarę patrząc się jej w oczy to znak, że jesteś gotowy by dołączyć do piekielnej społeczności.
Drax oniemiał na to co usłyszał.
- To jeszcze nie wszystko, ponadto należy zjeść jeszcze bijące serce swojej ofiary. Bitwa rozpoczęła się tak naprawdę dopiero kilka godzin później. Wynik był dotkliwy zarówno dla piekła jak i Requiem. W dodatku podczas tej bitwy zginął mój były przyjaciel, także z mojej ręki.
- Nie byłaś sobą.
- Nie rozumiesz, człowiek który uchronił mnie nie raz od przeklętego ostrza sam od niego zginął. Osoba którą uratował kilku krotnie od tego ostrza, właśnie tym ostrzem rozpłatała mu czaszkę. - zaszlochała
- Weź się w garść! - kryknął Drax - Teraz nie jesteś tamtą Delaną, wróciłaś i już nie raz nas uratowałaś.
Delana uniosła głowę w stronę słońca, a w jej sercu zagościła skryta radość. Nie potrafiła jej jeszcze dobrze zidentyfikować, ale wiedziała, że to jest coś pozytywnego.
- Dziękuję - wyszeptała odwracając się w stronę białowłosego.
- Chodźmy odpocząć, w nocy musimy przekroczyć pustynię - stwierdził Drax.
Delana bez słów udała się w stronę gospody i gdy tylko jej głowa dotknęła poduszki natychmiastowo jej powieki ogarnął sen. Drax jeszcze przez chwilę pokręcił się po łóżku ale w końcu i jemu udało się zasnąć.
-------------------------------------------------------------------------------------------
"I nadejdzie armia, i podepcze piaski pustyni. Zawyje stal i krwią nasiąknie ziemia. I czas się skończy mój, gdy odwiedzi mnie człowiek skrywający w sobie chciwość. Upadnę ja i oni upadną i upadnie porządek. Moja przepowiednia dla nich przekleństwem, dla niego odrzuceniem. Nim jednak odejdę On zatonie w prawdzie, która ściągnie na niego smutek a nich zgubę. Więcej nie powiem, nie starczy na więcej tchu."