Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

piątek, 4 marca 2011

Rozdział 15: Decyzja (Część trzecia)


Sparaliżowany strachem Ender usiadł na ziemi i ani drgnął do końca rozmowy.
- Kolejna sprawa, to przegrupowanie oddziału strzeleckiego, dopiero co tu przybyłem więc muszę się zdać na was panowie.
- To, że Ender nie potrafił dowodzić oddziałem nie znaczy, że cały oddział jest beznadziejny – zaznaczył Aeon – Jest tam człowiek nazywający się Zheroo, w rzeczywistości to on trzymał oddział w kupie, jednak ciągłe konflikty i ego Endera nie pozwalały na skuteczne działanie.
- Rozumiem, wezmę to także pod uwagę.
            Gdy tylko wspomniano o Zheroo Enderowi aż się zagotowała krew, miał jednak świadomość, ze nie ucieknie przez drzwi, które zagrodził skutecznie Galahad.
- A teraz ostatnia, ale nie najmniej ważna sprawa – kontynuował – Drax.
            Chłopak pojrzał na świeżo upieczonego Arcymistrza.
- Wiem po co przyszedłeś do Requiem, wiem, że nie tego chciał twój ojciec, ale wiem też że twoje umiejętności są na miarę gwardzisty.
- Zatem wiesz, że nie bardzo widzi mi się Requiem. – odpowiedział stanowczo Drax
- Wiem o tym dobrze, rozważ to jeszcze. Jeśli jutro nie zobaczę cię podczas przemówienia to będzie oznaczało, ze odszedłeś, chociaż byłaby to wielka strata.
- Zastanowię się jeszcze, ale szczerze chcę się odciąć od tego całego konfliktu.
- W porządku. Galahadzie wyprowadź proszę Endera do celi, jesteście wolni.
            Galahad chwycił Endera za rękę i mocnym szarpnięciem podniósł z ziemi, labirynt podziemnych korytarzy zaprowadził ich w końcu do miejsca gdzie na swój koniec miał oczekiwać Ender. Drax, Aeon oraz Delana także wyszli, natomiast Ascaron został poproszony przez Gustawa by jeszcze chwilę został.
- Myślisz, że Galahadowi można powierzyć mury? – spytał z lekką niepewnościa Gustaw
- Bez wątpienia, zapewne słyszałeś o bitwie pod Onkset.
- Masz na myśli rzeź która zakończyła konflikt pomiędzy księstwami Tarjun a Valarion?
- Tak, Galahad dowodził grupie obrońców Tarjun w wielkości tysiąca ludzi, jego magia ciągle pozostaje tajemnica, ale naoczni świadkowie twierdzili, że Galahad podczas tej bitwy zabił ponad czterystu najeźdźców przy czym cała armia wroga liczyła trzy tysiące.
- Obrońcy stracili ledwie pięćdziesięciu ludzi, zawsze się zastanawiałem jak to możliwe.
- Dokładnie dlatego nie widzę nikogo lepszego na murach.- stwierdził - Mam jednak wrażenie, że nie o tym chciałeś porozmawiać.
- Dobre masz wrażenie, zachowaj to w tajemnicy, Kwartałowcy będą oddziałem zabójców, do tego zresztą zostali wyszkoleni, oprócz nas nikt o tym ma nie wiedzieć.rozumiemy się?
- Jak najbardziej.
- Kolejna sprawa to ludzie którzy się zostali jeszcze po Archonie, musimy coś wymyślić żeby ich udobruchać…
            Tak obradowali jeszcze kilka godzin, Gustaw dopytywał się co i jak dokładnie wygląda w Requiem, co się zmieniło oraz o aktualnych członków. Pewne było, że Ascaron nie stracił funkcji ulubieńca Arcymistrza. Od tej pory czas leciał wszystkim nieubłaganie, ledwo wzeszło słońce i zalało cytadelę swoimi promieniami a już chowa się po drugiej stronie horyzontu. Czerwonawa łuna przypomniała swą barwą o krwi która została rozlana tego ranka, przypomniała tez, że po nocy nastaje dzień pełen kolejnych wyzwań. Drax leżał na pryczy gapiąc się w sufit, w jego myślach pojawiała się, co prawda na krótko, myśl o tym by zostać w Requiem. Szybko jednak zabijała ja druga, przypominająca, że końca służby może nie dożyć a okazja na oficjalne opuszczenie fortecy może się nie zdarzyć nigdy więcej. Gdy tak bił się z myślami rozległo się pojedyncze pukanie do drzwi, siwy jeszcze nie zdarzył odpowiedzieć, gdy przez próg wparował zziajany Aeon.
- Przjebane stary! – wykrzyknął
            Drax zerwał się na równe nogi.
- Co się stało?!
- Musisz mi pomóc inaczej będzie po mnie! – wykrzyknął wyraźnie zaniepokojony Aeon.
- Uspokój się, co się stało?
- Stary, poszedłem po piwerko do „Zarżniętego Łosia”, patrzę a tu podchodzi do mnie stary Waldek i mówi, że ma jako dla stałego klienta ma dla mnie coś specjalnego. Patrzę a on z trzema innymi ludźmi przynosi taką beczkę piwa, jakiej w życiu nie widziałem, koń by się zajechał jakbym mu kazał to wieść więc puściłem go przodem a sam toczyłem ja aż do mojego sekretnego miejsca. Wtedy zdałem sobie sprawę, ze sam jej nie dźwignę przez tunel i nie wniosę do kanciapy.
            Drax nie bardzo zrozumiał całej opowieści, kojarzył jedynie coś w stylu gospody która stoi przy kamiennej drodze, nie był jednak pewien czy to faktycznie był „Zarżnięty Łoś”. W każdym bądź razie obawa, ze coś się stanie zniknęła, jakby nie patrzeć był to pierwszy raz kiedy widział Aeona zdenerwowanego, a przynajmniej tak roztrzęsionego. Coc ciekawe podczas walk z demonami Aeon zachowuje niesamowitą przytomność umysłu, podczas gdy myśl o braku piwa doprowadza go na skraj stabilności psychicznej.
- Rozumiem że nie ma wyjścia jak ci pomóc zatargać tą bekę?
- Takiej odpowiedzi oczekiwałem!
            Nie czekając na nic obaj przyjaciele ruszyli do kwatery znajdującej się pod Aeonową, tunel który stworzył Sandspell był pokaźnych rozmiarów.
- Będę podtrzymywał przejście a ty goń po beczkę!
            Drax popatrzył na niego jak na idiotę.
- Myślałem, że pójdziesz ze mną.
- A co z przejściem w 10 minut się nie wyrobimy, niema szans.
            Chłopak westchnął i nie pytając już o nic wskoczył w otchłań. Biegł co sił, jednak to nie obawa przed zamknięciem tunelu go napędzała, a smak który mu zrobił Aeon. Gdy dotarł do celu faktycznie zastał beczkę sporych rozmiarów. Wysoka na co najmniej półtora metra, średnicy miała może ze dwa.
- Jego chyba pojebało… - mruknął pod nosem.
            Drax ostrożnie przechylił beczkę i z nie małym trudem wturlał do tunelu. Droga powrotna zajęła mu prawie godzinę, ale był niezmiernie szczęśliwy gdy wyszedł na zewnątrz. Aeon kolejnym zaklęciem stworzył glinianą kolumnę która wyniosła beczkę na poziom podłogi owej klitki. Gdy tylko zaklęcie zostało rozproszone obaj zabrali się za stawianie beczki „na nogi”.
- Wielkie dzięki człowieku, nawet nie myśl, żeby odejść.
- Czemu miałbym nie odchodzić?
- Bo nie będzie miał mi kto beczek targać – roześmiał się iście dziecięcym głosem.
            Humor Draxowi także się udzielił i chwilę później siedzieli już przy kufelku piwa.
- Ale tak na serio, Drax. – napomknął Aeon – Jeśli odejdziesz to będzie największa głupota jaką sobie wpiszesz w życiorys.
- Czemu tak uważasz?
- Pomściłeś rodziców, rozumiem, ale teraz Requiem się zmieni. Pyzatym Nie uciekniesz od wojny.
            Drax westchnął nie dorywając wzroku od kufla.
- Pomyśl tylko logicznie, jeśli odejdziesz a Requiem przegra wojnę demony przeniosą się na kontynent i będzie to koniec. Jeśli natomiast wygra będziesz częścią tego zwycięstwa.
- Jeden w tą czy w tą nie robi różnicy - zripostował.
- Może w przypadku strażnika, ale nie gwardzisty, a mam przeczucie, że zrobisz znacznie więcej niżeli zabicie diabła czy dwóch.
            Aeon jeszcze przez chwilę próbował przekonać przyjaciela by ten pozostał w Requiem, ten jednak bez żadnego zapewnienia, czy chociażby odpowiedzi kończył piwo i udał się do siebie pod pretekstem senności. Spać mu jednak nie było dane, przemyślał dokładnie wszystko co powiedział Aeon a czas decyzji zbliżał się nie ubłaganie.

1 komentarz:

  1. Dobrze że wreszcie zająłeś się pisaniem, czekam na jakąś książkową wersje opowiadania w empiku;) pamiętam jak kiedyś pisaliśmy księgę mądrości gdzieś na lekcjach w 1 kl lo. "Co nie zostanie zapisane zostanie zapomniane":D Zdaje się pierwszy podpunkt reszty nie będę lepiej przytaczał. Jak pamiętasz co pisaliśmy to wiesz oco chodzi:D

    OdpowiedzUsuń