Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

wtorek, 22 marca 2011

Rozdział 16: Historia Moonglow (Całość)


            Gdy nadciąga chwila wytchnienia, nie pozostaje nic innego jak zabić ten czas w jakiś sposób. Requiem nie było nigdy przyzwyczajone do takiego życia, gdzie całe dnie przepełnione są lenistwem i rutyną. Tym bardziej po ostatnich wydarzeniach, kiedy to rozlana została krew i to nie raz. W takich chwilach ozywają legendy, przypominają się stare dzieje a zmęczone ciała strażników mają chwile wytchnienia. Purpurowa burza ostatni raz pojawiła się trzy miesiące temu, była niewielka, można by rzec, marna. Noce stawały się chłodniejsze z każdym dniem, by w końcu zrzucić biały puch na mury fortecy. Zima zdawała się zagościć na Azarath na dobre. W taki to zimowy poranek odżyła część historii niezwykle bliska Draxowi. Historia ta miała zmienić jego oblicze jako żołnierza i przekazać mu coś co zrobiło by z niego wojaka, jakiego Requiem nie widziało od dawien dawna. Zmrok zapadał nad cytadelą a sam białowłosy czuł się nieco ospały, na dobitkę wypił z Aeonem po kuflu piwa i w niedługim czasie zasną. Nim jednak to nastąpiło długo rozmyślał o swoim ojcu, wszakże zbliżała się kolejna rocznica jego śmierci. Możliwe, że te wspomnienia miały wpływ na to co mu się przyśniło, chociaż czy aby na pewno to był sen? Nie, z pewnością to nie mógł być tylko sen.
- Drax, synu. – zawołał głos
            Drax stał pośród niezbadanej czerni, słyszał głos ale nie mógł ustalić skąd on dochodzi.
- Tu jestem, synu.
            Wtem odwracając głowę chłopak dojrzał postać o białych włosach opadających na ramiona. Zmęczona twarz rozdarta była przez bliznę ciągnącą się od prawego łuku brwiowego aż po lewy bok żuchwy. Jego oczy promieniowały doświadczeniem a potężne ręce dzierżyły znajomy Draxowi oręż.
- Tata… - jęknął chłopak.
- Głupcze wplątałeś się w to samo bagno co ja.
            Drax jedynie uniósł wzrok ale nie przerwał ojcu.
- Ale skoro tu jesteś musisz wiedzieć jak się tym obsługiwać – powiedział unosząc w jego stronę Moonglow.
- Borg mi wytłumaczył….
- Borg jest kowalem nie wojownikiem, zapamiętaj to sobie. To dobry przyjaciel i teoretycznie coś tam mógł ci podpowiedzieć, ale ta broń skrywa sekret.
- Sekret?
- Noc jest długa mój synu, więc myślę, że zdążę ci o tym opowiedzieć, to co powiem zostało mi przekazane przez poprzedniego ducha tej broni, tuz po tym gdy wszedłem w jej posiadanie.
            Historia która usłyszeć miał młody Bloodpledge, sięgała czasów jednego boga, który w szaleństwie dawał życie tylko po to by później je odebrać. Memor, stwórca i niszczyciel światów, o jego istnieniu wiedziała każda ówczesna istota, każda go wychwalała, lub może stosowniej jest powiedzieć, bała się nie wychwalać. Memor tworzył świat, by po tysiącach lat obrócić go w proch, wtedy powstawał kolejny i tak cykl powtarzał się przez eony. Czasami zdarzało się jednak, że jakaś szczątka starego świata stawała się częścią nowego, gdy takie miejsce w nowo stworzonym świecie zostało odnalezione otrzymywało różne nazwy, Relikwia Starożytnych, Znak Przeszłości, Grota Zapomnianych i tak dalej. Zdarzało się też, że zbłąkana dusza odradzała się na nowo w nowym świecie, jedną z takich dusz był Kem. Kem był prorokiem, został on nieświadomie obdarzony przez Memora darem który pozwalał mu pojawiać się w każdym nowym świecie. Jego dar widzenia przyszłości pozwalał mu odnaleźć miejsce które po zagładzie świata stanie się częścią nowego. Gdy tylko był w stanie samodzielnie opuścić dom od razu udawał się w owe miejsce i tam spędzał resztę życia. Jego proroctwo stało się początkiem czegoś co dziś znane jest jako Moonglow. W jednym ze światów zaprzyjaźnił się z kowalem o niebywałych zdolnościach i przekonał go do swojej wędrówki. Mijały milenia a Kem razem z kowalem Gobrem przemierzali kolejne światy, osiągnęli oni w ten sposób swego rodzaju nieśmiertelność. Rodzili się na nowo posiadając doświadczenie zdobyte kilka wcieleń temu, w niektórych ze światów uważano ich za śmiertelnych bogów, lecz w końcu nadszedł ten czas.
- Gobrze, mój przyjacielu, to jest ostatni świat który zostanie zniszczony przez Memora.
            Gobr spojrzał na swojego kompana wzorkiem pozbawionym strachu.
- Tym razem jednak i my doczekamy jego końca.
- Co zatem proponujesz?
- To co zawsze, jednak moje wizje nie są takie jasne jak zwykle bywały.
- Co to może oznaczać?
- Mój dar jest ściśle związany z zamiarami Memora, jeśli zanika oznacza to, że Memor także kończy swój żywot. Wiem jednak jak będzie wyglądał ów koniec świata.
            Wtedy Kem wskazał miejsce do którego muszą się udać, gdyż według jego proroctwa zostanie ono zniszczone najpóźniej i najprawdopodobniej znajdzie się w nowym świecie. Udali się wiec do miasta Lehra pod którym znajdowała się grota z przepowiedni. Założyli tam warsztat kowalski i pracując przy wykuwaniu broni czekali na sądny dzień. Czas który tam spędzili był dla Lehra czasem wielkiego rozwoju militarnego. Bronie które wychodziły spod kowalskiego młota Gobra przewyższały jakościowo resztę broni znanych na świecie o całe epoki, a proroctwa Kema pozwalały zmienić bieg każdej bitwy. W ten sposób zyskali wysoki status społeczny, władze i pieniądze. W końcu sądny dzień znalazł się na wyciągnięcie ręki, używając swoich wpływów Kem wysłał cała ludność na pustkowie Jorlat. Było to miejsce nieprzyjazne o spalonej przez słońce ziemi. Kem powiedział jednak, że będzie to skrawek świata który stanie się częścią nowego lądu. Jak dotąd nie mylił się ani razu, to też ludzie posłuchali go i bez namysłu rozpoczęli wędrówkę.
- Widziałeś? – zagadnął Kem
- Co takiego panie? – spytał jeden z żołnierzy.
- Tam są ludzie, czy to możliwe, że nie dotarł do nich rozkaz?
- Nic nie widzę panie.
- Gobr! Gdzie jesteś?! – wykrzyknął włodarz.
            Wtedy wszyscy zorientowali się, że kowala niema z nimi.
- Mamy go poszukać? – zapytał ktoś z tłumu.
- Nie, chyba wiem gdzie mogę go znaleźć, poszedł pokierować zbłąkanych ludzi.
            Żołnierze popatrzyli na siebie dając wyraźnie znak, że nie rozumieją Kema.
- Wybaczcie to przez te wizje, już nie wiem co jest teraz a co ma nadejść, kontynuujcie proszę jazdę a ja pójdę pomóc mojemu kompanowi pokierować ludzi z wizji.
            Tłum bez wahania przyjął rozkaz i kontynuowali podróż bez swojego władcy. Gobr faktycznie znalazł się w towarzystwie kilku ludzi, których natychmiast pokierował przy pomocy Kema w stronę Jorlat.
- Wracamy? – spytał kowal
- Tak teraz jestem pewien, że nikt nam nie przeszkodzi.
            Udali się oni z powrotem do jaskini znajdującej się pod Lehra. Dotarli tam oni o zmierzchu, przed pójściem spać prorok oznaczył miejsca w pobliżu jaskini które będą śmiertelnie niebezpieczne. Tymczasem karawana licząca tysiące osób docierała do pustkowi Jorlatu.
- Kem mówił o tygodniu, prawda? – spytał jeden z ludzi
- Tak, jego wizje są nieomylne – odpowiedział człowiek odziany w pozłacany pancerz i hełm przydobiony diamentem.
            Był to jeden z generałów wojska, który zajmował najwyższe stanowisko w owej społeczności zaraz po proroku. Ludzie rozbili prowizoryczne namioty i z niecierpliwością wyczekiwali czegoś co miało nigdy nie nadejść. Ponownie słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, a księżyc pojawił się lekko nad horyzontem. Wtedy świat ujrzał początek swojego końca. Memor nie przebierał nigdy w sposobach niszczenia świata, raz doprowadził do zderzenia planet, innym razem zmienił świat w błotnista bryłę która pochłonęła wszelkie życie, sposobów znał miliony i miliony z nich wykorzystał w swym wiecznym istnieniu. Tym razem wybrał najpiękniejszy z nich, i jeden z najbardziej drastycznych zarazem. Światło księżyca stało się materią, i gdy tylko nocna tarcza wyłoniła się zza horyzontu kryształowa lanca przeszyła świat. Uderzeniu wtórowały spadające z nieba kryształowe szpikulce, jeden za drugim, różnych rozmiarów i kształtów, od zakrzywionych przez proste niczym sopel po trójzębne. Pustkowie było najbardziej wystawione na działanie śmiercionośnych promieni księżyca, już w pierwszych minutach apokalipsy niewielu zostało się przy życiu. Krew rozlała się po pustkowiu a martwe ciała i wnętrzności nierzadko zwisające z kryształowych gałęzi stanowiły okrutną dekorację gasnącego świata. Huk kolejno uderzających kryształów zagłuszał płacz kobiet i dzieci, zagłuszał wrzaski rannych i umierających. Jedna z kobiet która opłakiwała stratę swojego nowonarodzonego dziecka została w jednej chwili zmiażdżona przez gigantyczny kryształ. Ten rodzaj apokalipsy odpowiadał Memorowi najbardziej, gdyż dusza każdej osoby która zginęła od kryształu zostawała w nim uwięziona i nie mogła w żaden sposób odrodzić się w nowym świecie, który miał się niebawem ukształtować. Jedynie prorok wraz z kowalem uniknęli apokalipsy pierwszej nocy, chociaż świat tak wyniszczony przez księżycowe promienie miał niedługo sam z siebie obrócić się w martwy kawałek kamienia. Księżyc wraz z końcem nocy począł chować się za horyzont bombardując świat z drugiej strony globu. Moment ten wykorzystał kowal i odrąbał część księżycowego kryształu.
- Wykonaj z tego broń, o długiej rękojeści, aby nie mógł jej dzierżyć zwyczajny człowiek.
            Kowal tak postąpił. Następnie zgodnie z zaleceniami stworzył ostrze ze stopu księżycowego kryształu i najprzedniejszej stali jaką nauczył się wyrabiać przez wszystkie swoje wcielenia, w ostrzu stworzył mikroskopijne tunele, które miały w jakiś sposób pomóc we władaniu ową bronią. Połączył ostrze razem z rękojeścią a w niej samej stworzył niewielki schowek w którym umieścił starty na proch księżycowy kryształ. Ostrze wydawało z siebie mdłe światło księżycowe, a cała broń była faktycznie nieporęczna dla normalnego użytkownika. Wtedy to Kem wytłumaczył powód sporządzenia kanalików wewnątrz ostrza.
- Miałem wizję przyjacielu, że nowy świat zmierzy się z inna apokalipsą niżeli gniew boga. Powstanie nowa siła która będzie chciała przejąć owy świat, a ta broń ma być dla tego świata ratunkiem.
- Do czego mają więc służyć kanaliki?
- Osoba ta będzie wykorzystywała magię pośrednio poprzez przedmiot. Bron dla osoby nie posiadającej takich zdolności będzie jedynie ciężarem, natomiast gdy przepuszczona zostanie magia przez owe kanaliki, bron stanie się lekka niczym piórko, ów człowiek będzie ją dźwigał do wewnątrz. Teraz chodźmy mój przyjacielu wskaże miejsce które stanie się częścią nowego świata.
            W grocie była niewielka szczelina tam też kowal za poleceniem proroka miał złożyć oręż, nim to jednak nastąpiło prorok rozkazał by kowal odebrał mu Zycie tym właśnie orężem.
- Jeśli to zrobisz moja dusza zostanie tam uwięziona, na jakiś czas. Będzie on jednak wystarczający, bym skontaktował się z nowym właścicielem oręża, ty natomiast zostań tutaj, przy odrobinie szczęścia uda ci się odrodzić w nowym świecie.
            Z niemałym żalem Gobr ściął głowę przyjaciela a jego dusza znalazła się wewnątrz oręża, następnie umieścił broń we wnęce i oczekiwał na nieuniknione. Czas mijał i nastąpił kolejny zmierzch. Memor rozgniewany poczynaniami proroka zesłał potężną kryształową lancę która przebiła cały świat w pół, stworzył kolejne księżyce ze wszystkich stron świata by naszpikowały ziemię morderczym światłem. Kolejny świt już nie nastał, gniew boga został jednak przewidziany przez proroka, i w chaosie który nim targał część z Moonglow została wciągnięta do nowego świata który właśnie się kształtował.
            Drax spojrzał na ojca który powoli odchodził razem z odchodzącą nocą.
- Tato czy Borg… - urwał
- Tak, prawdopodobnie część duszy Gobra przetrwała katastrofę i odrodziła się jako Borg, synu. Wiesz teraz wszystko co masz wiedzieć by stać się Requiem potężniejszym niż ja. Przysięgnij na krew naszych ojców, że nie zginiesz.
- Przysięgam… Przysięgam…
- Co przysięgasz? – spytała siedząca obok niego Delana
            Drax podniósł głowę nieco oszołomiony.
- Mówiłeś przez sen, co ci się śniło?
- Nie wiem czy to był sen, Delano, ale wiem, że teraz wszystko się zmieni. – oznajmił spokojnie.
            Gdy wyszedł na plac, ujrzał trenujących strażników i popijającego piwo Aeona.
- Niestraszny mu deszcz, śnieg i mróz – pomyślał po czym cisnął śniegową kulą prosto w jego twarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz