Resztki życia uciekały ze stygnącego ciała Dona, jego pozbawiona życia dłoń trzymała Galahada za kostki u prawej nogi. Sine usta nie wyrzekły już ani jednego słowa a krew niczym niewielki strumyk wypływała spod ciała pokonanego i rozlewała się po Astralowej posadce. Galahad pogardliwie sapnął i kopną trzymająca go, nieżywą rękę. Ascaron oraz Gustaw zaskoczeni nagłym wejściem głównego obrońcy zawiesili na nim wzrok, ich serca przepełniła nieopisana euforia. To się naprawdę stało, Don Archon, najdłużej urzędujący i z pewnością nie mniej zasłużony niżeli sam Thargorn, leży na ziemi pozbawiony życia. Uwagę Ascarona przykuła zabliźniająca się rana na prawej ręce zabitego. Przez niemalże dwadzieścia lat nie było widać poprawy a tu po śmierci niemal natychmiast pojawia się blizna. Po chwili milczenia Galahad odwrócił się do swoich towarzyszy i przyklęknął na jednym kolanie.
- Na twoje rozkazy, Arcymistrzu Soulripperze.
Gustaw poklepał go po ramieniu.
- Wstań, to nie czas i miejsce by klękać.
Stonepillar nie oponował i natychmiast podniósł się z ziemi.
- Włóżcie ciało do trumny i zanieście do krematorium, puśćmy z dymem stare Requiem. – nakazał Gustaw
Tak też postąpili, Ascaron chwycił za ręce Galahad za nogi i włożyli truchło do trumny, po czym udali się w stronę krematorium, co chwila narzekając na wagę trumny razem z jej zawartością. Soulripper z kolei skierował się ku wyjściu, w miarę jak się doń zbliżał dało się słyszeć coraz więcej głosów. Drzwi stanęły mu już przed oczami, w jego głowie obijało się jedno pytanie „Jak zareagują na umarlaka?”. Pchnął on drzwi który z lekkim skrzypieniem otwarły się na korytarz z którego niedaleko było do wyjścia z kompleksu. Strażnicy i służba stali jak wryci, nie wierząc własnym oczom szeptali do siebie. Widok zbrukanego krwią Gustawa po którego twarzy spływał pot i łysiny świecącej się niczym wypolerowana stal wprawiłby nie jednego w osłupienie. Na dziedzińcu zebrał się tłum i gdy tylko nieznajoma sylwetka pokazała się w drzwiach wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Każdy spodziewał się ujrzeć swojego Arcymistrza a nie kogoś kto miał być martwy, przynajmniej w oczach weteranów. Gustaw stał tak przez chwilę patrząc na tłum. Zmęczone ciało potrzebowało wentylacji i minęła krótka chwila zanim mógł coś powiedzieć.
- Cześć…- odezwał się zziajany – To ten… no… Jestem Gustaw Soulripper i…
W tej chwili dym wydostający się z krematoriów odwrócił uwagę zebranych. Gustaw mógł odetchnąć, gdyż spontaniczne mowy nie były jego mocną stroną. Po cichu liczył na jakiś mały cud, ale nadzieja go poczęła opuszczać gdy oczy zwróciły się ponownie na jego osobę.
- Coś ty za jeden! 0- wykrzyknął ktoś z tłumu
- To nowy arcymistrz, Gustaw Soulripper, wódz Starego i aktualnie nowego Requiem. - oznajmił zza pleców Soulrippera Ascaron.
Nastąpiło spore poruszenie, uśmiechy pojawiły się na twarzach tych, którym rządy Archona nie przypadły do gustu. Jego poplecznicy natomiast mieli dość minorowe nastroje. Pewne było jednak, że nikt nie pozostał obojętny na słowa które padły i wydarzenie które miało miejsce. Widząc reakcje swoich podwładnych Soulripper poczuł grunt pod nogami.
- Towarzysze broni! – zwrócił się do zebranych – Zmiana na fotelu Arcymistrza pociągnie za sobą kilka zmian w szeregach Requiem!
- Jakie znów zmiany?! – odezwał się jeden
- Czy obejmą strażników? – dopytywał drugi
- Dlaczego mamy ci służyć?! – wykrzyknął trzeci.
I tak zaczęli przekrzykiwać się jeden przez drugiego, a pytaniom wydawało się niebyt końca, w końcu Gustaw postanowił uciszyć tłum.
- Dziś jeszcze omówimy kilka spraw w gronie mistrzów, jutro o godzinie dziesiątej rano przedstawię reformy jakie zajdą w najbliższym czasie, jednocześnie proszę o nie wszczynanie zamieszek ani podnoszenie głosu w tej sprawie. Ostatnio dało się zaobserwować liczne purpurowe rozbłyski, wojna idzie, Requiem nie może być słabe!
Część zadowolona z powrotu Soulrippera natychmiast zaczęła skandować jego imię, pociągnęło to za sobą całą resztę. Sam Gustaw Dumny ze swojego osiągnięcia polecił Ascaronowi pójść po Draxa i resztę, i przekazać, że mają się stawić w biurze Arcymistrza za godzinę. Dym z krematorium stawał się mniej wyraźny z każdą chwilą, w końcu po dobrych dwudziestu minutach po Donie nie pozostał nawet smród.
- Już po wszystkim jak mniemam? – powiedział Drax do zachlapanego krwią Ascarona który stanął u progu.
- Tak, za godzinę w biurze Arcymistrza odbędzie się spotkanie, macie być wszyscy.
- Się rozumie – wrzucił Aeon i popił swoje słowa piwem.
- Tylko się nie upij do tego czasu…
Na dziedzińcu dało się słyszeć głosy jakoby Drax naprawdę nie żył, kilka dziewcząt nawet uroniło łzę, to też nie małe było zaskoczenie gdy cały i zdrowy wyszedł z kwatery w chwilę po Ascaronie. Kilku strażników nawet podbiegło zobaczyć czy to nie jakaś sztuczka, wtedy Drax wytłumaczył im cały plan. Nie uwolnił się jednak na długo od swoich kompanów, Delana oraz Aeon od razu do niego przystąpili i zabrali na piwo do kwatery. Nie można powiedzieć, że Bloodpledge się przed tym wzbraniał, w tym towarzystwie lubił sobie strzelić kufelek czy dwa, co więcej po takich przeżyciach była to jedyna rzecz na która miał ochotę. Aeon upuścił piwa z beczki i cała trójka zasiadła na łóżku. Po chwili dołączyła do nich Maya, ta jednak nie miała ochoty częstować się browarem. Poza tym jej noga nadal nie była w pełni sprawna więc musiała ostrożnie dawkować złocisty trunek.
- Jaki on jest? – spytała Delana
- Kto taki?
- Soulripper oczywiście.
Drax zamyślił się chwilę.
- Twardy skurwysyn, pierwszy raz widziałem kogoś kto stoi ponad moim Transem Wiatru.
- Głupek… ile razy mam ci powtarzać, żebyś go nie używał?
- Ale… a zresztą nie ważne i tak ci nie przegadam.
- Szybko się uczysz widzę – roześmiała się Delana
Jej śmiech został jednak szybko przerwany wiązanką przekleństw Aeona. Oczy wszystkich zwróciły się na niego.
- Cholera… powiedziałem to na głos?
- Dość wyraźnie – roześmiał się Drax – Co się stało?
- Piwerko się skończyło… - odpowiedział grobowym głosem jakiego nikt by się nie spodziewał po tym człowieku.
Maya podparła głowę ręką, spuściła wzrok w dół i głęboko westchnęła.
- Ty to się nigdy nie zmienisz co?
- Zmienię się zmienię, za jakieś pięćdziesiąt lat jak dobrze pójdzie.
- Ciekawe w co…
- W zmarszczonego, wyschniętego i zgniłego lenia który całymi dniami leży na plecach w drewnianym pudełku na jedzenie. – zripostował.
Wszyscy ponownie wybuchli śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz