Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

wtorek, 8 marca 2011

Rozdział 15: Decyzja (Koniec rozdziału)

Ci co czekali doczekali się końca 15 rozdziału ;) Zamyka on pewien okres Requeim i zarazem rozpoczyna kolejny, Soulripperowski. Jednocześnie z radością informuję że ROSC przekroczył półmetek i do końca pozostało około 10-12 rozdziałów.
------------------------------------------------------------------------------------------------------

Księżyc dawno już dawno był w zenicie kiedy to z Requiem wyjechał goniec w stronę Casia-Magna., nikt nie przywiązał do tego większej wagi, gdyż zdarzało się nie raz nie dwa, że posyłano gdzieś gońca w środku nocy. Z czasem jednak każdy księżyc musi ustąpić słońcu a gdy to się stanie w cytadeli robi się tłoczno. Dochodziła godzina dziesiąta rano,. Tłumy zebrały się na dziedzińcu oczekując przemówienia nowego arcymistrza, jedni nie spali cała noc z podekscytowania, inni leniwie ziewając wychodzili z kwater, nocna zmiana przytrzymana do tak długa na murach także nie miała najlepszych nastrojów, ale koniec końców niemalże wszyscy stawili się na przemówieniu. Soulripper wyszedł pierwszy z kompleksu, za nim Ascaron niosący drewnianą skrzynię średnich rozmiarów i ułożywszy ją na ziemi zrobił miejsce dla Arcymistrza. Stojąc na skrzyni Gustaw był jakieś czterdzieści może pięćdziesiąt centymetrów wyższy. Gustaw spojrzał wnikliwie w tłum zanim coś powiedział.
- Niema go. – szepnął do Steelstrike’a
- Głupek, znajdę go jeśli będzie trzeba.
- W porządku, ale to był jego wybór.
            Steelstrike jedynie pokiwał głową, że zrozumiał, wtedy to Gustaw zwrócił się do ludzi.
- Witam was drodzy członkowie Requiem, jestem Gustaw Soulripper, nowy Arcymistrz Requiem.
            W tłumie dało się usłyszeć głosy niezadowolenia, w większości jednak ludzie pozostawali obojętni, ważne, że dalej mili pracę.
- Na wstępie chciałbym podziękować wam za spokojną noc bez rozruchów, to był ważny test waszego oddania sprawie. Kolejna sprawą o której chcę was poinformować to przyczyny, które doprowadziły do takiej a nie innej sytuacji.
            Zebrani nagle podnieśli głosy i ciężko było cokolwiek powiedzieć, na posterunku na szczęście trwali Ascaron oraz Galahad, którzy mając wielkie poszanowanie wśród innych, szybko zaprowadzili porządek. Arcymistrz mógł kontynuować.
- Wiem, że jesteście tym wszystkim poruszeni, ale to była konieczność. Arcymistrz Archon, jak niektórzy zapewne wiedzą, był jednym z ogniw pieczętujących, został jednak dotkliwie raniony podczas pieczętowania bramy. Rana okazała się nie tyle poważna z punktu fizycznego uszczerbku na zdrowiu, ale z powodu skutków ubocznych, mianowicie opętania. Demon który ranił wówczas arcymistrza przeniósł część swojej duszy do niego, tam powoli odzyskiwał siły i przejmował kontrolę nad ciałem i umysłem Archona. Zabicie go było jedynym wyjściem, pieczęć bramy znacznie przez t osłabła, jednak gdyby to on został się ostatnim ogniwem przy życiu mógłby w dowolnej chwili otworzyć bramę ponownie. Ostatnie wydarzenia tym samym nieco zmieniają kierunek naszych działań. Priorytetem staje się odbudowanie pieczęci. Zostanie powołany do tego specjalny oddział, który zajmie się zbieraniem informacji o ewentualnej możliwości odrestaurowania bramy.
            Ta wiadomość poruszyła wszystkich, zaczęli oni szeptać jeden do drugiego, nad rosnącym chaosem ponownie zapanowali dwaj mistrzowie.
- Przejdę teraz do kolejnej rzeczy, w oddziałach zajdą niewielkie zmiany, oddział walki dystansowej będzie teraz prowadzony przez mistrza Zheroo, natomiast były mistrz Ender zostanie stracony dziś o zmierzchu poprzez powieszenie. Jak się okazało spiskował on razem z Archonem przeciwko Requiem oraz całej ludzkości, niech to będzie przestroga dla tych, którzy chcą kombinować. Ponadto dołączą do nas weterani, którzy brali udział w bitwie o Bramę Sądu, prosiłbym aby w tej chwili otworzyć bramy cytadeli by pozwolić im wjechać do środka.
            Wszyscy obrócili głowy i wlepili wzrok w bramę, gdy tylko się otworzyła do środka weszli wszyscy ci, którzy wyruszyli z arcymistrzem z Mymur. Była to taka mała armia z ogromnym doświadczeniem w mordowaniu, która miała podnieść standardy nauczania rzemiosła wojennego Requiem. Wszyscy patrzyli na dumnie kroczących ludzi będących nieco po czterdziestce. Doświadczenie biło z każdej blizny, siła z oczu a surowość namalowana na twarzy wzbudzała szacunek. Była to nowa siła napędowa, która miała przygotować nowe pokolenie do prawdziwej wojny. Gustaw rozejrzał się jeszcze raz dokładnie ale nie zobaczył ani Draxa ani Delany, nieco zawiedziony tym faktem spuścił głowę by po chwili dumnie unieść ja do góry i kontynuować swoje przemówienie.
- Oto stara gwardia Requiem, zajmą się oni szkoleniem jak i pomocą w nadchodzących bitwach. Jest jeszcze coś o czym powinniście wiedzieć, postanowiłem także korzystać z usług esperów, są to osoby specjalizujące się w komunikacji na duże odległości za pomocą umysłu, w przeciągu kilku dni powinni się zjawić. Są bardzo cenną i rzadką jednostką tak więc liczę, że będziecie ich chronić za wszelką cenę.
- Esperzy… - mruknęła Healmore stojąca gdzieś w tłumie.
- Martwi cię to? – odrzekła Linda
- Miałam kiedyś kontakt z jednym, wyglada na to, że są dość chorowici.
- Czyli będzie co robić.
- Jeszcze ci się znudzi…
            Nie tylko panienki Healmore i Dawnstar były poruszone wieścią o esperach, Aeon pod nosem także rzucił kilka bluzgów na temat tego pomysłu.
- A teraz ostatnia informacja nim udacie się na posterunek czy też spoczynek. Ci którzy nie akceptują mojego pomysłu, nie maja zamiaru stosować się do rozkazów, czy też nie podoba i się droga która właśnie objęliśmy, albo są po prostu znudzeni służbą mogą do jutra rana opuścić szeregi Requiem, bez ponoszenia żadnych konsekwencji. Przemyślcie dobrze sytuacje w jakiej się znajdujecie, jeśli czujecie, że nie podołacie, zrezygnujcie, kolejnej takiej okazji nie będzie.
            Wiadomość ta zaszokowała wszystkich zebranych, nigdy w historii Requiem nie zdarzyło się, aby pozwolono komuś odejść, niewątpliwie w gronie zgromadzonych były osoby gotowe odejść. Tymi słowami Gustaw skończył swoje przemówienie, nie było ono krótkie i łatwe ale cała noc nad nim pracował i teraz był zadowolony z jego efektów. Jedyna rzecz której ciągle nie mógł sobie darować to brak obecności Draxa i Delany na dziedzińcu, dał im jasno do zrozumienia co będzie znakiem ich rezygnacji. Po drodze do biura zagadał go Ascaron.
- Nie mogę uwierzyć, że pozwalasz ludziom tak po prostu odejść.
- Lepiej puścić ich wolno, niż bać się że będą podżegać do buntu.
- W zasadzie masz rację, a co z moimi ludźmi?
- Znajdę ci kogoś – powiedział naciskając na klamkę drzwi do swojego gabinetu.
            Gdy tylko wszedł nie wierzył własnym oczom, na fotelu siedział Drax z nogami wywalonymi na biurko, ręce miał założone za głowę. Na biurku siedziała Delana wczytana w jakieś akta.
- Siema – rzucił beztrosko Drax
- Siema? Wiesz ile mi napędziłeś strachu! – wykrzyknął Ascaron
- A panienka Delana chyba znudzona całkowicie, że zabrała się za czytanie spisu członków. – wtrącił Gustaw.
- W rzeczy samej, dość długo zeszło Arcymistrzowi z przemówieniem.
- Dobra koniec wygłupów, zróbcie mi miejsce i wracajcie do siebie.
- Skąd wiesz, że nie przyszliśmy się pożegnać? – odrzekł Drax
            Ascaron pobladł na twarzy i wytrzeszczył oczy.
- Chyba.. chyba nie zamierzasz… odejść? – wymamrotał
- Pewnie, że nie, ale chciałem zobaczyć tylko jak zareagujesz.
            Wszyscy wybuchli śmiechem prócz samego Steelstrike’a. Takie nagłe zmiany nastroju nie były w jego typie, jeśli się śmiał to albo był pijany albo od rana chodził jak w skowronkach. Ale jego poczucie humoru było zbyt statyczne żeby zmienić się z sekundy na sekundę. Drax wstał z siedziska i zabierając ze sobą Elanę wyszedł. Ascaron został się znowu sam na sam z Arcymistrzem.
- Tak sobie teraz myślę – napomknął – Jeśli odejdą ci co mają odejść mogą wzniecić bunt, albo przekazać jakieś dokumenty demonom, może lepiej ich zabić.
- Ascaronie… - powiedział półgłosem – Mordowanie niewygodnych osób to metoda Archona, nie moja.
- Jednak Endera się pozbędziesz.
- Sprawa Endera jest z innej bajki, to zdrajca i spiskowiec a nie niezadowolony wojak.
- Mimo wszystko…
- Są pewne rzeczy których się zmienić nie da – wtrącił – Teraz idź muszę się przygotować do egzekucji.
            Ascaron zastosował się do polecenia i opuścił gabinet, wtem odezwał się głos z wnęki.
- Można uniknąć kary Endera.
- Co proponujesz Lesterze? – odpowiedział Arcymistrz.
- Jesteśmy twoimi cieniami, załatwimy to tak, że nikt zauważy.
- Znów trucizna?
- Tak ostatnio Kaay opracował ciekawa recepturę, jedna kropla w szklance wody powoduje halucynacje oraz wywleka na wierzch myśli samobójcze co razem doprowadza do samobójstwa, wszystko będzie wyglądało jak należy.
- Zdążycie przed wieczorem?
- Tak
- Jest wykrywalna? Mamy dobrych medyków.
- Tak, ale jedynie co można stwierdzić to że ktoś zażył narkotyk.
- W takim razie róbcie swoje.
            Lester opuścił Arcymistrza i udał się w najgłębsze zakamarki podziemnych sal cytadeli aby przekazać informację Kaay’owi. W miedzy czasie Gustaw wezwał do siebie Zheroo.
- Witam nowego mistrza
            Zheroo ukłonił się tylko.
- Zapewne wiesz, że teraz ciąży na tobie brzemię dowodzenia oddziałem.
- Tak wiem, ale wiem też, że potrzebuję kogoś kto zastąpi Endera.
- Z tym jest najmniejszy problem, widziałeś tych co przyszli prawda?
- Owszem.
- Jest wśród nich Imar Acran, łatwo go poznasz, ma ciemną karnację i włosy splecione w dredy, to dobry łucznik. Przynajmniej na chwilę obecną powinien wystarczyć.
- Jest doświadczony?
- Brał udział w bitwie o bramę, strącił kilka głów ze znacznej odległości.
- Rozumiem, natychmiast się do niego udam.
            Zheroo ukłonił się po raz kolejny i opuścił gabinet. Czas upłyną szybciej niż mogło by się wydawać i słońce poczęło kierować się w stronę drugiego horyzontu. W więzieniu rozległ się krzyk praczki która przyniosła strój skazanemu w którym miał zostać powieszony. Ender leżał martwy. Natychmiast posłano po oddział medyczny, mistrzyni Healmore razem z Maclade’em byli na miejscu już po kilku minutach. Lewa ręka Endera tuż nad nadgarstkiem była wygryziona do kości, z jego ust wystawały jeszcze kawałki mięsa i żył, cała posadzka zbrukana była krwią.
- Sam to zrobił? – zdziwił się Maclade
- Zaraz się dowiemy. – odpowiedziała Elena i przyłożyła rękę do głowy Endra.
            Zawsze w ten sposób badała samobójstwa, przy użyciu magii starała się odrestaurować ostatnie wspomnienia ofiary, które może jeszcze nie uleciały z głowy. Obrazy owych wspomnień mogła ona sama odebrać i zobaczyć. Takiego obrazu się jednak nie spodziewała, ujrzała bestię przypominającą ogromnego psa o dziesięciu głowach, trzech ogonach skorpiona i smoczych łapach. Kiedy wszystkie dziesięć głów wgryzło się w ciało z pomiędzy nich wystrzeliła głowa smoka która wbiła swoje kły w gardło. Wtedy też elen rzuciła się z zębami na swoja lewą rękę, naszczepcie Maclade szybko zareagował i wyprowadził ją z transu.
- Co widziałaś?
- Zażył jakiś narkotyk, to co widziałam musiało być halucynacją popychającą do samobójstwa.
- Sama byś sobie wygryzła rękę tak jak on.
            Elena struchlała.
- Jak to, przecież…
- To musiało być coś naprawdę mocnego.
- Bez wątpienia.
            Na miejsce po chwili dobiegł także Arcymistrz udając wielce zmartwionego.
- Wiadomo już co się stało? – spytał
- Sytuacja w jakiej się znalazł oraz narkotyk mogły wywołać reakcję prowadzące do samobójstwa. – odparła Elena
            Gustaw uśmiechnął się ukradkiem. Miał wszakże powody do radości, Ender jest martwy, egzekucja nie będzie musiała się odbyć, on sam nie musi szykować mowy. Samobójstwo samo w sobie było mu na rękę, nikt teraz nie będzie mógł go posądzić o stosowanie podobnego systemu co Archon. Oficjalna deklaracja na temat śmierci Endera brzmiała „Samobójstwo spowodowane przedawkowaniem narkotyków”. I tej wersji Requiem będzie się trzymało przez wiele, wiele lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz