Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

niedziela, 14 sierpnia 2011

Rozdział 21: Wszędzie dobrze ale w domu (nie)najlepiej. (Część pierwsza)

Trochę się oczekaliście ale mam nadzieje, że mnie nie zlinczujecie.
----------------------------------------------------------------------------------------


Piaski Shilenor zostały już daleko z tyłu, a granice miasteczka Jagnes stawały się coraz lepiej widoczne. Słońce górowało od kilku godzin i niemiłosiernie rzucało swe promienie na zmęczonych i skacowanych żołnierzy. Resztki wody chlustały wewnątrz bukłaków jak tylko grupa przyspieszała kroku. Zabudowania rysowały się już dość wyraźnie, tak samo jak uśmiechy na twarzach wojaków, którzy z nadzieją mknęli ku dobrze znanej im gospodzie. Myśl o porządnej strawie i browarze najlepszej jakości, dodawała im sił do pokonania kolejnych metrów. Pola uprawne okalające miasteczko, wydawały się jednak dziwnie puste. Nie było śladu po rolnikach, bydle czy dzieciach z reguły bawiących się w chowanego na skraju miasteczka. Przez całą drogę nie minął ich ani jeden wóz, nie zaćwierkał ani jeden ptak, a im bliżej znajdowali się miasta, tym bardziej znać o sobie dawała grobowa cisza.
- Dym! – Zawołał Aeon i wskazał palcem na zabudowania.
            Wszyscy zatrzymali się na chwilę i spojrzeli w stronę Jagnes. Faktycznie, nad miastem unosił się siwy dym, przypominający ten, który unosi się z dogasającego ogniska.
- Stójcie! – Rozkazał natychmiast Ascaron – Heyscent, Sulfurus zróbcie rozeznanie w terenie. Nie możemy więcej ryzykować.
            Obaj zabójcy bez słowa rozpłynęli się w powietrzu i jedynie łamane kłosy zbóż zdradzały ich pozycję, z czasem jednak opuścili pola i jedynie Drax był w stanie podać ich dokładna pozycje.
- Miasto jest opustoszałe. – mruknął do Delany.
- Co tu się mogło stać? – Spytała.
- Nie wyczuwam, żadnych śladów demonicznej magii, więc Ghald nie było na pewno dywersją. – stwierdził.
            Chwile później na miejscu zjawili się obaj zabójcy.
- Miasto jest opustoszałe. – zaraportował Hayscent.
- Jak to opustoszałe?! – wściekł się Ascaron.
- Znaczy się, wymordowane. – sprostował Sulfurus czający się nadal w ukryciu.
- Miejcie broń w gotowości! – Rozkazał dowódca i poprowadził swoich ludzi w stronę Jagnes.
            Wszyscy, z wyjątkiem Draxa, obnażyli swoje miecze i równym krokiem ruszyli w stronę zdewastowanego miasteczka. Gdy tylko minęli pierwsze budynki ich oczom ukazały się popalone domy, zwłoki porozrzucane po całym mieście. Wszyscy zrobili dokładne rozpoznanie w terenie.. Tawerna, cala zdemolowana, piwnica oprozniona z alkoholu i jedzenia. Próżno byłoby szukać całego stoliku czy stołka. Pościel zaplamiona we krwi, a martwe ciała ułożone na niej do snu, ugerowały, że napad odbył się późną nocą. Zwłoki dzieci walały się po całej ulicy. Poderżnięte gardła, liczne rany kłute, groty strzał wbite w torsy.
- Jak pobojowisko pod Ghald… - rzucił cicho Drax a kilkoro najbliżej stojących ludzi rzuciło mu jedynie spojrzenie przepełnione bólem.
            Czas w tym miejscu zatrzymał się w chwili gdy padła pierwsza ofiara. Woń krwi zawisła w powietrzu i nie chciała się ulotnić. Z tego wszystkiego jednak najbardziej przerażający był widok martwych ludzi w chwili wykonywania codziennych czynności.
- Znalazłeś coś? – spytał Ascaron widząc jak Aeon klęka przy jednych ze zwłok.
- Tak mi się wydaje. – odparł i pokazał cos w rodzaju przypinki.
            Przypominała ona trzy skrzyżowane ze sobą faliste kawałki metalu, pomalowana była czarną farbą a jej końce były czerwone. Z początku mogłoby się wydawać, ze zostały one zbryzgane krwią, ale po otarciu okazało się, ze tak nie jest. Steelstrike przyjrzał się dobrze owemu gwieździstemu wzorowi, w jego głowie rodziły się pewne podejrzenia. W końcu uniósł wzrok i odpowiedział.
- Wężowa Gwiazda.
- To jedna z okolicznych grup przestępczych? – spytał ktoś z tłumu.
- Tak, krążą pogłoski, że mają w swoich szeregach obdarowanego.
            Delana rozejrzała się dookoła i nie wiedząc czemu, zaintrygowały ją zwłoki z wbitą strzałą w tors. Podeszła do nich i delikatnie chwyciła za drzewiec. Szarpnęła lekko, ale strzała wydawała się tkwić zbyt głęboko, aby wyciągnąć ją bez uszkodzenia. Dobyła więc noża i kawałek po kawałku rozkrajała ciało. W końcu dobrała się do pocisku i dotknęła grotu. Jej twarz wykrzywiła się w bólu i natychmiast włożyła palce, którymi dotknęła grotu, do ust.
- Skaleczyłaś się? – spytał obserwujący całe zajście Hayscent.
- Oparzyłam… - odpowiedziała ciągle trzymając palce w ustach.
- Oparzyłaś? Przecież to niemożliwe, żeby stal tak długo utrzymała ciepło.
- To sam spróbuj. – odpowiedziała.
            Hayscent ostrożnie chwycił grot przez rękawicę.
- Faktycznie, chodźmy do Ascarona.
            Tak też uczynili, Ascaron uważnie przyjrzał się pociskowi, gdy nagle struchlał.
- Cos się stało? – spytał Hayscent.
- Widziałem już taki grot, dwa lata temu, niemal nie przebił mi czaszki. Takie groty były wykuwane specjalnie na zamówienie Requiem. Potrafili je robić jedynie nasi kowale.
- Podejrzewasz nas?! – oburzył się Hayscent.
- Requiem korzystało także z usług mojego ojczyma, Hammersmitha. – wtrącił się do rozmowy, Drax, który właśnie skończył kręcić się po okolicy.
- Skąd więc napastnik mógł mieć jego strzały skoro Hammersmith nie żyje od niemal trzech lat? – spytał Ascaron.
- Przed zniszczeniem Peacebloom, dosłownie na chwilę przed pojawieniem się Behemotha, miała miejsce kradzież w kuźni mojego ojczyma. Ponoć zginął jedynie miecz, ale nikt nie przywiązał uwagi do strzał, zresztą ich zawsze wisiało kilka kołczanów, więc ubytku kilku pojedynczych nie zauważyłby nikt.
- Brawo, dedukcja prawie jak moja. – powiedział Aeon, który w całym zamieszaniu znalazł gdzieś butelkę piwa.
- A ty masz jakąś teorię? – spytał Ascaron.
            Aeon przyssał się do butelki i opróżnił całą za jednym tchem. Poczym cisnął nią o ściane domu a ta roztrysnęła się na szklane drobiny. Dopiero tak orzeźwiony zaczął mówić.
- Sądząc po zwłokach, atak nastąpił na kilka godzin przed naszym przybyciem. Możliwe, że jeszcze nad ranem. Za stodołą leżą zwłoki farmera, a jego garści zaciśnięty jest sierp. Prawdopodobnie wychodził w pole, więc wydaje mi się, że zginął pomiędzy piątą a siódmą rano. Co więcej atak był dość dobrze zorganizowany, przed naszym wyjściem w karczmie siedział typ, który mi się na początku nie spodobał. W dodatku w momencie, gdy blefowałem, uśmiechnął się pod nosem, więc wydaje mi się, że wiedział, co się święci.
- Jesteś tego pewien?
- Tak, atak prawdopodobnie zaplanowany był na wcześniej, ale wtedy zleciały się posiłki i musieli pozostać w ukryciu na dłużej.
- Dlaczego czekali tak długo? – spytał zaciekawiony dedukcja Aeona, Hayscent.
- Może myśleli, że kolejnego dnia przyjdzie kolejna fala Requiem. Pyzatym, jeśli grasują na tych terenach to z pewnością wiedzą, co nieco o Shilenor, może nawet nie raz zapuszczali się do Ghald. Gdy się upewnili, ze mają chwilę czasu przeprowadzili zgraną akcję, której efekty właśnie widzimy. A przy okazji potwierdza się mit o obdarowanym w ich szeregach. Jeżeli jest ich więcej, to może dojść do konfliktu wewnątrz Requiem.
- Słuszna uwaga, jakby co, oprócz zrujnowanego miasta, nic nie znaleźliśmy. – rozkazał Ascaron i począł zbierać ludzi do dalszej drogi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz