Po koniach, które tu uprzednio zostawili nie było ani śladu. Bez znacznych zapasów jedzenia i wody, zmuszeni byli odbyć kilkudniowy marsz w stronę fortecy. Wszystko to wydawało się jedynie kolejnym gwoździem do trumny. Ascaron po raz ostatni przed wymarszem, rzucił okiem na mapę Azarath. Jagnes było jednak jedynym miasteczkiem w tej części wyspy, samotnym punktem, w którym karawany z Ghald mogły się zatrzymać i odpocząć przed wyruszeniem w stronę Punry. Dowódca zniesmaczony ich sytuacją zacisną zęby.
- Musimy zmniejszyć racje żywnościowe do minimum, naszym priorytetem jest teraz powrót do Requiem! – zarządził.
Zebrani spojrzeli na siebie nawzajem i na Ascarona. Daleko im było do zadowolenia, ale nie mogli się nie zgodzić.
- Lilly. – przywołał ją Steelstrike – Skontaktuj się proszę z Requiem i zdaj raport Arcymistrzowi. – nakazał nie kryjąc zakłopotania.
Dziewczyna uczyniła jak jej polecono. Soulripper usłyszawszy wieści z Jagnes złożył ręce i oparł na nich głowę. W jego oczach malowało się zakłopotanie, jeszcze przez dłuższy czas milczał gapiąc się w ścianę.
- Panie, co mam im przekazać? – spytał chłopiec, który przyniósł wiadomość.
- Powiedz, że mają wrócić żywi, za wszelką cenę. – odpowiedział ponuro po chwili namysłu i natychmiast wyszedł ze swojego gabinetu.
Chłopiec przekazał wiadomość, natomiast sam Gustaw skierował się w stronę apartamentu Galahada. Ten właśnie wychodził, gdy na drodze stanął mu arcymistrz. Surowym wzrokiem zbadał całą jego sylwetkę odzianą w gruby stalowy pancerz. Podszedł do niego i chwycił za oba ramiona. Gdzieś w głębi duszy Galahada cos pękło miał się już wyrywać, gdy arcymistrz wyrzucił z siebie słowa, których Stonepillar nie chciał słyszeć najbardziej ze wszystkich.
- Musimy pogadać.
- Oczywiście, panie. – odrzekł z trudem przełykając ślinę.
Obaj weszli z powrotem do strażnicy i zasiedli na łóżku. Siedzieli tak w milczeniu dłuższą chwilę, a Galahad z trudem hamował strach przed swoim przełożonym. W głowie kołatały mu się różne myśli. W pewnym momencie przyszło mu nawet do głowy, że Gustaw nie zdąży dobyć oręża, więc może spróbować się go pozbyć. „Nie jeszcze nie wszystko gotowe.” Powtarzał w myślach, robił wszystko, aby tylko nie zdradzić się z własnymi planami.
- Galahadzie. – przerwał milczenie arcymistrz. – Podczas starcia z demonami, straciliśmy większość wysłanych ludzi.
- Wiem panie. – odrzekł obrońca z trudem kryjąc uśmieszek na twarzy.
- Jest jednak jeszcze coś. O czym nie wiesz. – powiedział pół-szeptem i spojrzał swojemu rozmówcy w oczy.
Wzrok jego wprawił Galahada w osłupienie, ponownie w jego głowie narodził się strach. „On wie?! To koniec?!” krzyczał w duszy.
- Jagnes zostało zrównane z ziemią. Powrót naszych ludzi opóźni się o kilka dni, zakładając, że w ogóle wrócą.
Galahad słysząc to niemal nie eksplodował z radości. Śmierć tylu Requiem, a teraz powrót opóźniony przez masakrę w miasteczku granicznym. Sprawy nie mogły potoczyć się lepiej dla Stonepillara. Strach i niepewność zamieniły się w gotowość do działania.
- Co zatem mam zrobić?
- Wyślij swoich ludzi do Jagnes, specjalizujecie się w obronie, więc liczę, że stworzą tam prowizoryczny fort, nie możemy stracić tego szlaku handlowego.
- Dlaczego Ascaron nie może tam zostać?
- Nie mają zapasów, aby się tam utrzymać. Poza tym mam dla jego ludzi zadania tu na miejscu.
- W takim razie będę potrzebował jeszcze kilku ludzi.
- Więcej niż dwudziestu ci dać nie mogę.
Galahad zgodził się na propozycję. A pod nosem narysował się szatański uśmieszek.
- Jeszcze jedno, chcę abyś ty sam został tutaj. Twoje doświadczenie przyda się, w razie ataku.
- Zrozumiałem. – odpowiedział i odprowadził Arcymistrza do drzwi.
Gustaw udał się z powrotem do swojego biura, mijając kolejnych ludzi czuł jak skupia się na nim ich uwaga. Zdawał sobie sprawę, że czują się nie pewnie w sytuacjach, gdy to Arcymistrz sam kwapi się, aby odwiedzić któregoś ze swoich podwładnych. Szepty za jego plecami dawały znać, ze powoli traci wiarygodność, jako dowódca. Jednak teraz na głowie miał poważniejszy problem niżeli wątpiących strażników. Przyspieszył kroku i wchodząc do swojej kwatery zamknął za sobą drzwi na spust. Zasiadł przy biurku i spojrzał ponownie na dokumenty, które się na nim znajdowały.
- Galahad, grałeś bardzo pewnie. – mruknął pod nosem. – ale zobaczymy jak będziesz grał bez swoich ludzi.
Otworzył szufladę i wyciągnął z niej pergamin oznaczony magicznymi runami. Namoczył w pióro w tuszu i nakreślił na nim kilka słów. Następnie przyłożył rękę i wypowiedział słowo „Hayscent”. Wspomniany zabójca stał wówczas pod jednym z drzew oddając mocz, gdy poczuł ciepło w jednej z nogawek.
- Ech kurwa… znów. – rzucił pod nosem.
Szybko obmacał miejsce, w którym zrobiło mu się ciepło jednak nie poczuł wilgoci.
- Co on tam tyle robi do cholery… - rzucił pod nosem rozwścieczony Ascaron.
Po chwili Hayscent wynurzył się z tonącego w mroku lasu, z jak zwykle roześmianą twarzą. Ognisko płonęło w najlepsze, z ziemi tryskała woda a dzik ładnie rumienił się na buchającym ogniu. Drax z Delaną siedzieli pod jednym z drzew i w milczeniu wpatrywali się w gwiazdy, jakby szukali w nich wyjścia z sytuacji, w której się znaleźli.
- Rano ruszycie bezecnie – szepnął Ascaronowi do ucha Hayscent.
- Zlecenie?
- Tak, Gustaw dokładnie przestudiował akta Galahada dostarczone przez Sulfurusa.
- Czyli wyrywamy ostatnie chwasty?
- Największy zostanie wam do wyrwania, ale bez swoich popleczników, nie powinien być taki cwany.
- Na razie posilmy się, bez jedzenia nie można skutecznie zabijać. – Wtrącił Sulfurus, który nagle pojawił się znikąd i podszedł do ogniska.
Przy hulającym ogniu jeden ze strażników po raz enty przechwalał się jak wypatrzył dzika i z jaką to prędkością go dopadł, inni chwalili Aeona, za znalezienie żyły wodnej i stworzenia małej fontanny z życiodajnym płynem. W końcu dzik doszedł i wszyscy zabrali się do jedzenia, chrupiąca skórka trzeszczała w zębach wygłodniałych wojaków, a źródlana woda spływała im po policzkach, gdy łapczywie chwytali za bukłaki. Uczta trwała do późnej nocy, gdy w końcu około drugiej wszyscy położyli się spać. Wiatr śpiewał im kołysankę, a napełnione brzuchy pochrapywały, co chwila. Tej samej nocy w Requiem doszło do sporu, kto ma ruszyć z ludźmi Galahada. W świetle ostatnich wydarzeń strażnicy stali się mniej wojowniczy. Straty, jakie poniosło Requiem uświadomiły ich dosadnie, że nie są niepokonani i nawet zwyczajny pocisk może zakończyć ich życie. W końcu sam Galahad wyznaczył osoby mające wyruszyć. Nie obyło się bez gróźb z jego strony. Jeden z ludzi, który się upierał na pozostaniu w murach cytadeli stracił kilka zębów, gdy potężna pięść mistrza, uzbrojona w stalowa rękawicę trafiła go w twarz. Arcymistrz w tym momencie dopieszczał swój plan i nie miał najmniejszego zamiaru wtrącać się w sprawę, którą zlecił swojemu podwładnemu. Wraz z nastaniem ranka, bramy cytadeli otworzyły się i dwudziestu ludzi prowadzonych przez trzech gwardzistów ruszyło w stronę Jagnes. To samo słońce zmusiło powracających żołnierzy do kontynuowania swego marszu w stronę Requiem.
- Kilka dni, tylko ja i ty, Soulripperze. – mruknął pod nosem Galahad wpatrując się w odchodzący oddział.
- Tak, tylko ja i ty. – odpowiedział Gustaw kładąc Galahadowi rękę na ramieniu.
Galahad wzdrygnął się i zrobił kilka kroków w tył.
- Dlaczego uciekasz? – zaszydził Arcymistrz.
- Co ty chcesz zrobić, mamy naocznych świadków, pokarzesz im jaki jesteś na prawdę? Jak niczym nie różnisz się od Archona?
Soulripper uśmiechnął się.
- Z nas dwóch ty bardziej przypominasz Archona, aczkolwiek ja też mam swoje sposoby na pozbywanie się przeciwników. Dopóki bronisz tych murów nic ci się nie stanie.
- Co to za układ?! Jesteś bardziej szalony ode mnie!
- Przejmiesz władze nad Requiem, pod moja nieobecność.
Galahada dosłownie wryło w ziemię, gdy to usłyszał. Słowa te brzmiały tak jak propozycja skazańca by naostrzyć topór kata.
- Układ jest banalnie prosty. – kontynuował Gustaw. – Jeżeli Requiem będzie stało tak jak stoi, gdy wrócę, zachowasz swoją pozycję. Jeżeli spróbujesz za mną pójść, zginiesz, jeżeli obrócisz Requiem przeciwko mnie, zginiesz.
W tej chwili zrozumiał, oprócz Galahada w Requiem nie pozostał nikt, kto mógłby stawić jakikolwiek opór Gustawowi. Ludzie, których Galahad wysłał byli przyszli za Gustawem. Tak, więc został się tylko on oraz Archonici, ci, którzy wiernie wypełniali rozkazy poprzedniego Arcymistrza. Obawiał się, że Soulripper powróci razem z pozostałymi Requiem, których posłał do Ghald.
- Postawiłeś mnie pod ścianą. – stwierdził Galahad.
- Nie inaczej.
- Skąd tyle o mnie wiesz?
- Mam swoje źródła. A teraz wybacz, ale muszę przygotować się do drogi. – odpowiedział Arcymistrz i opuścił Galahada.
Długo jeszcze po wyjeździe Arcymistrza, Galahad rozmyślał, co może on kombinować. A może była to tylko jawna prowokacja, może chciał wybadać go dokładnie? Tego Galahad nie wiedział, jednak był pewien, że Gustaw, ostro pomieszał w jego planach.
- Mury z Astralu – wetchnął – Wykonam chociaż plan minimum.
Ci którzy pozostali w cytadeli natychmiast skonsultowali się ze Stonepillarem. Gdy zapadł zmrok, na murach pozostali jedynie najbardizje zaufani ludzie Galahada, a on sam rozpoczął swój misterny plan.
- Duchu ziemi, usłysz me wołanie, rozprosz magię drzemiącą w skale, zmień swa naturę z fortyfikacji, w dewastację. – skończył inkantację i zachodni mur przeszyło mdłe światło a wewnątrz niego dało się usłyszeć głuchy chrzęst kamieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz