Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

sobota, 16 lipca 2011

Rozdział 20: Złoto ponad życie. (Część pierwsza)

Zapraszam do lektury, trochę zajęło mi zabranie się za kolejny rozdział ale koniec końców się zabrałem, teraz powinno pójść z górki.  z niewiadomych przyczyn post zniknal ze strony..
----------------------------------------------------------------------------------------------

Rumiana łuna spowiła pustynne piaski Shilenor. Ciała poległych ludzi znoszono do miasta i układano na rynku, aby po raz ostatni rodziny mogły się z nimi pożegnać. Serca tych, którzy stracili w bitwie bliskich rozdzierała rozpacz. Ciche łkanie wewnątrz duszy nie słyszalne dla otoczenia wydawało się dla pokrzywdzonych krzykiem człowieka, którego żywcem obdzierają ze skóry. Kobietom i dzieciom łzy spływały po policzkach, gdy rozpoznawały w ciałach poległych swojego ojca, męża bądź syna. Jednak głęboko w sobie przekonanie, że wykonali swój obowiązek wobec ojczyzny dodawało im otuchy. Drax bez słowa siedział pod ścianą jednego z domów i obserwował jak umarli wracają do swojego miasta. Niesieni na noszach, tarczach czasem na plecach tych, którym dane było wrócić. W pamięci ciągle miał twarz człowieka, którego obiecał chronić. Po raz kolejny poczuł jak bezradny jest w tej całej wojnie. Jego rana ciągle krwawiła, nie znacznie, ale krew mieszająca się z potem ciągle zmuszała go do wycierania twarzy. W dodatku upał nie pozwalał na szybkie zasklepienie się rany. Któryś raz z kolei otarł swoja twarz z krwi, gdy spostrzegł stojąca nad nim Delanę. Jej twarz umazana była w błocie powstałym w skutek wymieszania piasku z krwią, cudzą krwią. Przykucnęła i spojrzała Draxowi prosto w twarz.
- Żałośnie wyglądasz – mruknęła
- Dziwisz się… cudem żyję… - odpowiedział - dzięki. - Dodał po chwili
            Delana złapała go za głowę i przyjrzała się ranie.
- Nie będzie to wyglądać najładniej, jeśli tak zostanie. – stwierdziła
- Nie mam być ładny tylko skuteczny. – odszczeknął
            Dziewczyna potrząsnęła głowa na boki i wyjęła z apteczki, która przyniosła ze sobą igłę oraz nić. Nawlekła nić na iglę a następnie przyparła głowę Draxa do ściany.
- Co ty chcesz zrobić? – spytał drżącym głosem.
- Chojrak na polu bitwy a przy igle cipa… - rzuciła ironicznie – nie ruszaj się, będzie boleć.
            Nim Drax zdążył zrozumieć ostatnie słowo poczuł ból i nagle przed samym okiem ukazała się mu kilkucentymetrowa igła. Delana wprawnie zszywała rozcięcie i choć Drax zaciskał zęby z bólu, Shadowstep nie zamierzała dać mu chwili wytchnienia. Po kilku minutach było już po zabiegu, a oko chłopaka zdobiło kilka szwów.
- No już po wszystkim, nie rób nam siary i przestań się mazać. – powiedziała poklepując go po ramieniu.
            Drax spojrzał na nią a na jego usta cisnęła się już wiązanka najróżniejszych bluzgów, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Co z moim mężem? – spytała kobieta, która właśnie podeszła do dwójki przyjaciół.
            Drax od razu rozpoznał tą twarz. Patrzenie na nią sprawiało mu ból, wstyd, jaki poczuł w tym momencie nie pozwolił mu odpowiedzieć ani słowem.
- Nie żyje prawda? – zaszlochała.
            Delana spojrzała ponownie na Draxa, ten z kolei spuścił wzrok na ziemię.
- Przykro.. mi… - wykrztusił.
            Kobiecie w oczach stanęły łzy.
- Może mnie pani winić za jego śmierć, to ja miałem go chronić, tymczasem to on ochronił mnie. – powiedział już znacznie pewniejszym głosem.
            Kobieta spojrzała na chłopaka a ten kontynuował swój monolog.
- Byłbym trupem, ale pani mąż zasłonił mnie swoim własnym ciałem, aby zatrzymać pocisk, który wieszczył mi śmierć. To wy jesteście bohaterami tej bitwy. Dla nas to chleb powszedni, dla was wyzwanie, którego nie powinniście się podejmować a jednak zwyciężyliście. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za to, co się stało, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. – powiedział iście cesarskim tonem.
            Kobieta nagle rozpromieniała, pomimo, że po policzkach nadal pływały jej łzy, słowa Draxa dodały jej otuchy. Delana spojrzała kątem oka na siwego i lekko się uśmiechnęła.
- Dziękuje ci, nie przypominasz tych barbarzyńców w żadnym calu. – odpowiedziała kobieta i odeszła ocierając łzy.
- Przypominam, bardziej niż ktokolwiek inny… - mruknął pod nosem, ale wdowa nie usłyszała.
            Drax zaparł się rękami i wstał dość energicznie jak na kogoś, kto jeszcze niedawno brał udział w bitwie. Objął Delanę za szyję i przytulił.
- Zginąłbym bez ciebie – szepnął jej do ucha.
            Ona objęła go obiema ręką i stała tak chwilę zamyślona, gdy po chwili coś jej się przypomniało.
- Ascaron zaraz przeprowadzi odprawę, powinniśmy już iść na plac.
            Chłopak bez słowa ruszył w stronę placu targowego. Rubinowooka spojrzała na niego i dostrzegła, że niema w nim już tego chłopca, którego znała na początku. Teraz był to człowiek w pełni świadomy tego, co robi, zdecydowany i świadomy konsekwencji wynikających z jego błędów. Kroczył pewnie, dumnie jak przystało na spadkobiercę jednego z największych Requiem, Eliasa. Po chwili ruszyła w jego ślady. „Tak długo jak kroczysz własną ścieżką, będę iść za tobą” pomyślała. Wkrótce znaleźli się na placu targowym. Nim zaczęła się odprawa, Ascaron tradycyjnie wraz z innymi strażnikami odprawił modły, do Thanatosa by zaopiekował się duszami poległych. Wśród ciał leżało blisko stu strażników cesarskich, samo Requiem także odczuło straty, blisko osiemdziesięciu ludzi oddało swe życie za Cytadelę.
- To była wielka bitwa – zaczął Steelstrike – Ale została wygrana, straciliśmy wiele braci i sióstr, ale sam Morterius także odczuł chłód naszej stali. Myślę, że jest to historyczna chwila, gdy interesy Requiem i Cesarstwa Nemezii stały się bliższe niżeli kiedykolwiek. W imieniu Arcymistrza, Gustawa Soulrippera, obiecuję, iż dołożymy wszelkich starań, aby pamięć o waszym bohaterskim zwycięstwie nie zniknęła. Tym samym chcę was zapewnić, że wszyscy otrzymacie wsparcie i rekompensatę za straty, jakie ponieśliście w tej bitwie…
            Ascaron dał upust swojemu talentowi oratorskiemu, tłum wydawał się kupiony już od pierwszych chwil. Gdy jeszcze mówił do Draxa podeszła dziewczynka.
- Proszę pana. – odezwała się półgłosem
            Przemówienie jednak wydawało się wywrzeć wpływ na samym Draxie i zareagował dopiero, gdy ta szarpnęła go za rękaw.
- Sara? O co chodzi? – odezwał się nieco zdumiony jej obecnością.
- Pan Lars chciał się z panem spotkać.
- Lars? – spytał nie bardzo wiedząc, o kim mowa.
            Sara jedynie skinęła głową i nie puszczając Draxa wyciągnęła go z tłumu i zawiodła do jednej z chat. Sama chatka była nieco inna od reszty gdyż zakopana była nieco w ziemi. Po wejściu do niej Draxa uderzyła skromność mieszkania oraz wyjątkowy chłód, jaki niej panował. Nie był to może chłód, jaki dawały cienie drzew w Peacebloom, ale po kilku dniach spędzonych na Shilenor dało się zauważyć różnicę. W środku znajdowało się tylko jedno pomieszczenie z łóżkiem oraz ławą do niego dostawioną. W łóżku leżał staruszek, którego obecność było dość trudno wyczuć. Najprawdopodobniej był on już koło osiemdziesiątki i jego gasnące życie widocznie go męczyło. Pod ławą stał nocnik na odchody oraz miednica z zimną wodą i kilka szmat. Chłopak szybko zrozumiał, że starzec jest kimś ważnym, a jednocześnie samodzielnie nie przeżyłby nawet kilku godzin.
- Przyprowadziłaś go prawda? Czuję jego obecność.
- Tak, panie Lars.
- Podejdź bliżej synu Eliasa. – odezwał się ledwo słyszalnym głosem.
            Drax uczynił jak mu polecono i usiadł tuz obok starca na łóżku.
- Znałeś mojego ojca? – spytał
- Odszedłem z Requiem, gdy on do niego dołączył, nie mieliśmy okazji zamienić zbyt wielu słów.
- Skąd w takim razie wiesz, kim jestem, nie wydajesz się osobą zainteresowaną plotkami. – odpowiedział chłodno.
            Starzec odwrócił głowę w stronę chłopaka, a jego kości chrząknęły, był nienaoliwione koło wozu, które zaczyna trzeszczeć, gdy tylko rusza powóz.
- Jestem tym, który widzi przyszłość, chłopcze.
            Drax otworzył usta ze zdziwienia.
- Twoja jednak otulona jest płaszczem mroku, a ślady, jakie pozostawi odbijają się krwią. Jednak to dobra krew.
            Bloodpledge nie zrozumiał za wiele z tej wypowiedzi, ale widać było, że chciał usłyszeć od starca więcej.
- Posłuchaj mnie teraz dzieciaku, bo drugi raz się już nie spotkamy, a pomiędzy naszymi osobami stanie śmierć.
- Dlaczego akurat ze mną chcesz o tym rozmawiać? – burknął siwy, widząc jak słowo „Requiem” zaczyna malować się na ustach wizjonera.
- Bo tobie mogę zaufać, mogę zaufać też piaskowemu chłopcy oraz tej która wróciła po latach, ale w tobie pokładam nadzieję największą z waszej trójki.
            Drax popadł w zadumę, co ostatnio zdarzało mu się dość często, zbyt często jak na niego. Pan Lars zakasłał dość głośno, co wybiło młodszego rozmówcę z zamyślenia.
- Requiem – zaczął starzec – zmieniło się odkąd Archon przejął nad nim pieczę. W całej historii było jedynie trzy osoby, które odeszły na emeryturę ze względu na wiek. Jednak żyję tylko ja.
- Nie każdemu dane jest dożyć takiego wieku, przynajmniej w tym środowisku.
- To nie tak chłopcze, pozostała dwójka została zamordowana kilka dni później, przez Requiem, na rozkaz Archona.
            Gdy padły te słowa Draxa ogarnęła nieopisana złość.
- Dlaczego? Co oni byli kurwa winni?! – odrzekł podirytowany.
- Odchodząc zabraliśmy wiedzę na temat dalszych planów, co do funkcjonowania Requiem.
- Jakie plany?
- Stworzenie bramy, już w moich czasach możliwe było wyeliminowanie zagrożenia, ale wtedy na nieszczęście pojawił się twój ojciec oraz głośno zrobiło się o demonologu, niejakim Illiacie.
            Drax struchlał na te słowa, ale to nie było wszystko, co miał usłyszeć. Starzec kontynuował.
- Archon znał Mahmeriona osobiście, zakładam, że wiesz, kim była owa postać.
            Drax tylko skinął głową.
- Wtedy opracował plan „Requiem Eternal” i przy pomocy twego ojca, demonologa oraz aktualnego przywódcy stworzył bramę, nie miało to tyle ograniczyć, co pozwolić na kontrolowany przepływ demonów do świata.
- Dlaczego miałby to robić? – spytał Drax
- Requiem w tamtych czasach było zależne od cesarstwa i nie miało siły przebicia. Gdyby stracili dochód w postaci dotacji na zabijanie demonów, zostaliby prawdopodobnie rozwiązani. Archon dobrze wiedział, że doprowadziłoby to do dołączenia Requiem do okolicznych grup przestępczych, co w efekcie skończyłoby się wielką wojną ze sprzymierzonym kontynentem. Wojną, której Requiem by nie wygrało, a wtedy każdy urodzony z darem byłby prześladowany.
- Do czego zmierzasz?
- Piaskowy chłopiec by już zrozumiał. – powiedział starzec uśmiechając się pod nosem – Requiem przestało zależeć na obronie kontynentu, a zaczęli się zastanawiać jak umocnić swoją pozycję by potem stać się niezależni.
- I brama im w tym pomogła?
- Tak, ciągłe dotacje na niekończącą się wojnę, gospodarczy rozwój Azarath, prywatni przedsiębiorcy płacący ciężką walutą za ochronę przed demonami, które Requiem notabene wykorzystywało. Wszystko to stworzyło machinę tak sprawną, że requiem otrzymało autonomię na Azarath.
- Dlaczego więc to kontynuują?
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mają teraz autonomię… nie mieli autonomię, teraz mają kilka stanowisk rekrutacyjnych na kontynencie. Choć „rekrutacyjny” to raczej złe określenie. Nim zmogła mnie choroba podróżowałem po świecie. Starając się tym samym uniknąć zimnej, requiemskiej stali. Ośrodki rekrutacyjne, jakie odkryłem to w rzeczywistości małe fortece, w których odbywają się szkolenia. Aktualnie na kontynencie stacjonuje, conajmniej dwadzieścia razy tyle Requiem, co na Azarath. Stąd wydaje się tylko rozkazy. Dotacje, jakie otrzymuje w ostatnich czasach z kontynentu kilkukrotnie przekraczają wydatki, więc mogą sobie spokojnie pozwolić na przekupywanie władz na kontynencie i formowanie nowych ośrodków szkoleniowych.
- Może tylko dbają o bezpieczeństwo? – spytał naiwnie.
- Bezpieczeństwo. – parsknął – Swoje na pewno. Pomyśl chłopcze, jeśli korzystając z ledwie dwudziestej części swoich sił są w stanie trzymać Azarath w ryzach. To w końcu zajmą się demonami, a potem cały świat stoi otworem. Walczyłeś ledwie kilka godzin temu, widziałeś siłę Requiem, niespełna dwustu waszych ludzi wspieranych może setką strażników, z których nie każdy umie trzymać miecz jak należy, wycięło w pień prawie dwutysięczną armię. Spójrz na siebie, jaką masz przewagę nad zwykłym człowiekiem. Requiem używając całej swojej siły może, już teraz roznieść cały kontynent. Mają tylko jeden problem, z którym się najpierw muszą uporać.
- Brama.
            Starzec uśmiechnął się.
- To tylko kwestia czasu, kwestia znalezienia sposobu, a są bliscy znalezienia rozwiązania.
            Drax westchnął głęboko i spuścił głowę.
- To beznadziejne – rożalił się. - Jeżeli Requiem przegra wojnę z przeklętymi oznacza to klęskę całego świata, jeżeli wygra, samo ten świat zniszczy.
            Starzec zakasłał, po czym wskazał na panel podłogowy.
- Zabierz to, co tam znajdziesz.
            Drax bez słowa obruszył deskę i wyciągną spod niej plik dokumentów.
- Co to? – spytał
- Zapoznaj się z nimi w wolnej chwili i zniszcz. Dowiesz się z nich wszystkiego na temat ośrodków Requiem na kontynencie. Miej na uwadze, że to niebezpieczne dokumenty. A teraz idź zbliża się czas na mój sen. – rozkazał.
            Drax zabrał dokumenty i schował je w pochwie na Moonglow, a dokładniej w szczelinie między pochwą a ostrzem, po czym opuścił mieszkanie starca. Uzbrojony w nowe problemy i wątpliwości, co do swojego wyboru, dokonanego przed dwoma laty przemierzał uliczki Ghald. Odprawa wydawała się dobiec końca. W końcu zajrzał do dobrze znanego mu baru, gdzie natknął się na Aeona pijącego browar w towarzystwie Ascarona oraz pozostałych zabójców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz