Gdy tylko przekroczył próg cała gromada od razu zaprosiła go do stołu i postawiło najlepsze piwo.
- Zasłużyłeś młody. – wykrzyknął radośnie Hayscent podsuwając mu kufel.
- Widzę, że nawet Aeona doceniliście. – powiedział sztucznie się uśmiechając.
- Dziwisz się? Ten gość ma tak nierówno pod sufitem, że żal go niedoceniać. – wypalił Ascaron poklepując Sandspella po ramieniu.
- Pierdolicie panowie. – wtrącił Aeon – Lepiej przepłuczmy gardła bo o suchym ryju siedzieć nie będziemy!
Wszyscy wznieśli kufle do góry i stuknęli się.
- Za Requiem! – wykrzyczeli zgodnie i radośnie, jakby zapomnieli już o poległych braciach i siostrach.
Wszyscy balowali jeszcze do późnej nocy, wszyscy za wyjątkiem Sulfurusa, który koło dziesiątej niepostrzeżenie wymknął się tawerny. Jako, że nawet przy takich okazjach nie był zbyt rozmowny dopiero po niemal godzinie wszyscy zorientowali się, że go niema. Drax jak i Aeon przeczuwali, że Requiem znów wydało jakiś sekretny rozkaz i obaj podziękowali z biesiadę i wyszli.
- Gdzie się podziewałeś? – spytał po chwili Aeon
- Byłem w gościach i dowiedziałem się ciekawych rzeczy na temat Requiem.
- Można spytać, u kogo?
- Niejaki Lars.
Aeon rozwarł oczy jakby zobaczył beczkę cesarskiego wina.
- Rozumiem, że wiesz, o kim mówię.
- Ta, nie sądziłem, że któryś z nich jeszcze żyje.
Wtedy Drax zatrzymał się i zamknął oczy. Po chwili je ponownie otworzył.
- W porządku, jak ktoś się będzie zbliżał, będę wiedział – odrzekł i przycupnął na stercie cegieł pomiędzy domkami.
Zdjął bron z pleców, a z pochwy wyciągnął zwinięty dokument. Następnie podał go Aeonowi.
- Czytaj. – szepnął
- Nemezia, pogranicze miast Reylan i Fassar, 742 stowarzyszonych, przywódca Marco Aisowski. Pod znakiem „spokojnego oblivionu” od sześciu lat prowadzi nabór do Requiem. Moorlandia, miasto Jeran, 455 stowarzyszonych, przywódca Roland van Argandor. Pod znakiem „spokojnego oblivionu” od dwunastu lat prowadzi nabór do Requiem. Królestwo Opinal, obrzeża wsi Derium, 513 stowarzyszonych…Zaraz, zaraz… gdzie w takim razie są ci Requiem skoro u nas stacjonuje maksymalnie trzystu w porywach do czterystu?! – zdziwił się Aeon.
- A jak myślisz?
- Oni chcą coś zrobić na kontynencie mam rację?
Drax skinął głową.
- Patrząc na to wszystko… ich jest około dziesięciu tysięcy.
- Może nawet i więcej, te dane mogą być już nieaktualne.
Nagle Draxowi po plecach przeszły ciarki. Wyrwał Aeonowi papiery z ręki i upchał z powrotem do pochwy a następnie przykrył mieczem. Chwile później dało się słyszeć kroki i przepite głosy dwóch strażników.
- A ja… mu wtedy w jaja – wybełkotał jeden
- Nie sadziłem, ze demony mają jaja! – odpowiedział drugi nie mniej pijany.
- Ja też nie, ale po tym jak dwie kulki zadyndały na moim ostrzu zmieniłem zdanie! – roześmiał się pierwszy, po czym potknął się o własne nogi u spotkał się z ziemią i natychmiast zasnął.
- Chodźmy stąd lepiej… - zasugerował Aeon i obaj ruszyli na nocną przechadzkę ulicami.
Nie wiedząc, czemu, ale Drax czuł, że powinien odwiedzić jeszcze raz starego wizjonera. Skręcił, więc w uliczkę prowadząca do jego chatki, wtem z naprzeciwka wyszła znana im sylwetka.
- Saro, co robisz tutaj o tej porze? – spytał wychylając się zza pleców Draxa, Aeon.
- O panowie Aeon i Drax. Wracam właśnie od pana Larsa, a coś się stało?
- Chcieliśmy się z nim jeszcze zobaczyć przed wyruszeniem w drogę powrotną.
- Pan Lars powiedział, że dziś już nie życzy sobie odwiedzin. – powiedziała wesoło.
- Dlaczego chowasz się za tym sztucznym uśmiechem? – spytał Aeon.
Dziewczyna od razu zrozumiała, że przy nim nie poudaje.
- Pan Lars mnie nigdy nie wypraszał, zawsze byłam przy nim do momentu aż zasypiał.
- Tym bardziej mam ochotę się tam przejść… - mruknął Drax
I kiedy miał już ruszyć w stronę mieszkania Aeon chwycił go za ramię. Jego dłoń mocno się zakleszczyła, na tyle mocno, ze siwy wykrzywił się z bólu.
- Skoro pan Lars nie życzy sobie gości nie będziemy się wpraszać. Wracajmy, Drax.
Bloodpledge spuścił głowę a dłonie zacisnął w pięści.
- W porządku, wracajmy. – odrzekł podirytowany.
- Wracaj do domu mała. – zwrócił się ciepło do Sary, Aeon.
Młoda esperka pobiegła natychmiast w stronę swojego mieszkania. Gdy tylko zostali sami Drax zwrócił się do Aeona.
- On tam jest, czuje sukinsyna.
- Jeżeli teraz się nawiniesz, to możesz nie dożyć jutra. Chodźmy się chwile przespać i poczekajmy na rozwój wydarzeń. Dziś w nocy musimy znów przekroczyć Shilenor.
Drax nie odpowiedział już ani słowem i pełny gniewu ruszył w stronę pierwszego lepszego domku. Wdrapał się na dach i ułożył na plecach. Wpatrzony w gwieździste niebo rozmyślał o tym, czego dowiedział się od starego Larsa. Niejednokrotnie próbował zasnąć, ale za każdym razem, gdy zamykał oczy czuł jakby nóż wbijał się mu w plecy. To było takie realne, że w pewnym momencie nie mógł już stwierdzić na pewno czy żyje, czy może odszedł już innego świata. Około godziny drugiej nocne niebo przecięło spadające światło.
- Pomyślałeś życzenie? – spytał kobiecy głos.
- Chcę, żeby to wszystko się już skończyło – odrzekł niewzruszony.
- Ty zawsze tylko o jednym. – potrząsnęła głową dziewczyna.
- A ty, Delana, jakie miałaś życzenie? – spytał bez większego zainteresowania.
Rubinowooka nie odpowiedziała, zamiast tego położyła się na klatce piersiowej Draxa i zbliżyła swoje usta do jego, by w końcu oboje połączyli się w namiętnym pocałunku. Trwał on może kilkanaście sekund, gdy w końcu dziewczyna oderwała swoje ust.
- Właśnie się spełniło.
- Dość przyziemne… - mruknął.
- Ale się spełniło – odpowiedziała nie odrywając wzroku od oczu Draxa.- Szkoda tylko, że nie możemy tak poleżeć dłużej – dodała po chwili lekko zawiedziona.
- Czemuż to niby?
- Zaraz wracamy do cytadeli.
Drax spojrzał w niebo raz jeszcze.
- Znam ten wyraz twarzy, cos się stało prawda? – spytała natychmiast Delana.
- Dowiedziałem się zbyt dużo. – odpowiedział i spojrzał jej w oczy – Jeżeli czegoś nie zrobimy, to nie tylko Azarath ale i cały świat czeka rzeź.
Delana zastygła w bezruchu wpatrując się w śmiertelnie poważna i przerażoną twarz Draxa. Wtedy na niebie pojawiła się kolejna spadająca gwiazda.
- Wiesz – odezwał się ponuro Drax – W Peacebloom mówiło się, ze gdy spada gwiazda, to zabiera ze sobą osobę, którą dane ci było poznać. – następnie posłał spojrzenie w stronę chaty starego Larsa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz