Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

wtorek, 26 lipca 2011

Rozdział 20: Złoto ponad życie. (Koniec Rozdziału)

Rozdział ten dedykuje Ishurice, która od dzisiejszego ranka przebywa w śpiączce farmakologicznej. Wyjdziesz z tego młoda, wszyscy czekamy na twój powrót.
- stara gwardia z AnimeOn oraz Mitsuki.

-----------------------------------------------------------------------------------------


Requiem powoli gromadzili się przed bramą, którą jeszcze nie tak dawno przybyli do miasta. Jedni jeszcze trochę podpici, inni skacowani, jeszcze inni nieco zaspani bądź obolali po walce. Nikt z nich nie zwrócił uwagi na siedzącą na dachu parę.
- Chodźmy. – szepnęła Delana i pomogła wstać Draxowi na równe nogi.
            Chłopak otrzepał się i niczym kot zeskoczył z dachu, tuż za nim wylądowała Shadowstep. Drax jeszcze raz odwrócił się w stronę domu starego Larsa. W głębi duszy czuł, że staruszek jest w niebezpieczeństwie, ale miał też na uwadze słowa Aeona. Nie mógł działać impulsywnie, tym bardziej, że ani on ani Delana nie mieli żadnego sposobu, by usunąć Sulfurusa. Nagłe nawoływanie do wymarszu wytrąciło oboje ze stanu głębokiego zamyślenia. Po chwili ich uszu dotarło także wołanie, delikatnego dziewczęcego głosu.
- Delana! Drax!
            Oboje się odwrócili i zobaczyli Lilly radośnie podskakująca wokół Aeona.
- Niewinna i nieświadoma tego, co się tu stało. – mruknął pod nosem siwy.
- Miejmy nadzieję, ze nie będzie musiała nigdy takich scen oglądać. – odparła Delana.
            W końcu wszyscy ci, którzy przeżyli gotowi byli opuścić Ghald. Humory dopisywały każdemu, prócz Ascaronowi, który miał do zdania trudny raport. Większość ludzi, których mu wysłano na pomoc zginęła. Ponadto znaczna cześć straży cesarskiej, za którą w tym momencie odpowiedzialne było Requiem także poległa. O ile bezpośrednio dla Ascarona to niewiele znaczyło, o tyle Kontynent mógłby zastosować sankcje karne, co utrudniłoby realizację ich celu.
- Głowa do góry, wszyscy siedzimy w tym gównie. – powiedział Hayscent poklepując Ascarona po ramieniu.
            Ascaron uśmiechnął się pod nosem.
- Co ma być to będzie. – parsknął i machnął ręką – Dobra obszczymury, nie wiem jak bardzo wam szumi we łbach, ale biegniemy, do świtu musimy przebyć pustynię! – zarządził i wszyscy, czym prędzej ruszyli.
            Aeon ponownie wziął Lilly na plecy i gnał po piasku jakby widział gdzieś tam na horyzoncie promocje na browar. Drax biegł, jako jeden z ostatnich tuz obok Delany.
- Niema go. – szepnął.
- Jesteś pewien?
- Podczas sparingu dokładnie poznałem jego aurę, nie mogę się mylić, został w Ghald.
            Frustracja chłopaka sięgnęła zenitu, wypalił on do przodu pozostawiając swoją koleżankę z tyłu. Przepychał się rekami pomiędzy pędzącymi braćmi broni i w końcu dogonił Aeona. Jego uwagę natychmiast przykuła, będąca w nienajlepszym humorze Lilly. Sam Aeon tez był wyjątkowo cicho.
- Dopadł go. – syknął po chwili przez żeby Sandspell.
- Wiem. Został w Ghald i czekał aż wyruszymy.
- Staruszek to przewidział - wtrąciła Lilly zalewając się łzami. – Specjalnie kazał Sarze wyjść, przewidział to, co się stało. – szlochała.
- Dopadniemy sukinsyna – wykrztusił Drax pomiędzy jednym oddechem a drugim.
- Póki co, o niczym nie wiemy, jasne? – zarządził Aeon a reszta mu jedynie przytaknęła.
            Wtem Delana dopadła przodująca trójkę i natychmiast rozpoznała w ich zachowaniu niepokój.
- Zacierają ślady? – spytała.
            W odpowiedzi otrzymała jedynie milczenie. W mroku zaczęły malować się kształty drzew i krzewów, a wszyscy przyspieszyli kroku. Nagle młody Bloodpledge poczuł jakby ktoś wdepnął w kałużę. Były to delikatne kroki, ale dobrze znane chłopakowi. Raz po raz pluski w rozlanej manie powtarzały się w końcu owe zaburzenia przeszły obok niego i dotarły do Ascarona.
- Jesteś skurwysynie. – burknął.
Aeon, Delana oraz Lilly spojrzeli na siwego, dokładnie wiedzieli, o kim mówi. Od tej pory bez słowa gnali naprzód ku pasowi równin, który zwiastował koniec ich przygody w nieprzyjaznych piaskach Shilenor i osamotnionym mieście Ghald, mieście, które zalane było od tej pory smutkiem, oraz zmieszaną krwią przeklętych, podstępnych i pokrzywdzonych. Dokumenty, które posiadał Bloodpledge, ciążyły na nim niczym klątwa, która po uaktywnieniu uśmierca swoją ofiarę. Wiedział jednak, że ma obok siebie ludzi, którzy stanął przed nim murem. W pewien sposób dodawało mu to otuchy, z drugiej strony, obawiał się o ich bezpieczeństwo. Myśli te ciągle kołatały się po jego głowie przez długie godziny, jeszcze po tym jak rozbili obozowisko na równinie. Tym razem jednak zmęczenie wygrało z wewnętrznym rozdarciem i Drax szybko zasnął, choć słonce już powoli wychylało się zza horyzontu. Ćwierkanie ptaków obwieszczało nastanie nowego dnia, nowego dnia, w którym Galahad patrząc na wschód zacierał ręce z radości. Zwiadowcy donieśli, bowiem pierwsze informacje o wyniku walki. Mina Soulrippera, gdy usłyszał o stratach wprawiła go w taką euforię, że gotów był zatańczyć na stole. Znaczne straty oznaczały znaczne zmiany. A zmiany były rzeczą które Galahad ubóstwiał, dawały tyle nowych możliwości, tyle nowych perspektyw i planów działania. W końcu świeżak nie ma pojęcia, jaki sekret skrywa Requiem. Nie wspominając już o tym, jaki sekret skrywa Galahad Stonepillar.

Rozdział 20: Złoto ponad życie. (Część druga)


Gdy tylko przekroczył próg cała gromada od razu zaprosiła go do stołu i postawiło najlepsze piwo.
- Zasłużyłeś młody. – wykrzyknął radośnie Hayscent podsuwając mu kufel.
- Widzę, że nawet Aeona doceniliście. – powiedział sztucznie się uśmiechając.
- Dziwisz się? Ten gość ma tak nierówno pod sufitem, że żal go niedoceniać. – wypalił Ascaron poklepując Sandspella po ramieniu.
- Pierdolicie panowie. – wtrącił Aeon – Lepiej przepłuczmy gardła bo o suchym ryju siedzieć nie będziemy!
            Wszyscy wznieśli kufle do góry i stuknęli się.
- Za Requiem! – wykrzyczeli zgodnie i radośnie, jakby zapomnieli już o poległych braciach i siostrach.
            Wszyscy balowali jeszcze do późnej nocy, wszyscy za wyjątkiem Sulfurusa, który koło dziesiątej niepostrzeżenie wymknął się tawerny. Jako, że nawet przy takich okazjach nie był zbyt rozmowny dopiero po niemal godzinie wszyscy zorientowali się, że go niema. Drax jak i Aeon przeczuwali, że Requiem znów wydało jakiś sekretny rozkaz i obaj podziękowali z biesiadę i wyszli.
- Gdzie się podziewałeś? – spytał po chwili Aeon
- Byłem w gościach i dowiedziałem się ciekawych rzeczy na temat Requiem.
- Można spytać, u kogo?
- Niejaki Lars.
            Aeon rozwarł oczy jakby zobaczył beczkę cesarskiego wina.
- Rozumiem, że wiesz, o kim mówię.
- Ta, nie sądziłem, że któryś z nich jeszcze żyje.
            Wtedy Drax zatrzymał się i zamknął oczy. Po chwili je ponownie otworzył.
- W porządku, jak ktoś się będzie zbliżał, będę wiedział – odrzekł i przycupnął na stercie cegieł pomiędzy domkami.
Zdjął bron z pleców, a z pochwy wyciągnął zwinięty dokument. Następnie podał go Aeonowi.
- Czytaj. – szepnął
- Nemezia, pogranicze miast Reylan i Fassar, 742 stowarzyszonych, przywódca Marco Aisowski. Pod znakiem „spokojnego oblivionu” od sześciu lat prowadzi nabór do Requiem. Moorlandia, miasto Jeran, 455 stowarzyszonych, przywódca Roland van Argandor. Pod znakiem „spokojnego oblivionu” od dwunastu lat prowadzi nabór do Requiem. Królestwo Opinal, obrzeża wsi Derium, 513 stowarzyszonych…Zaraz, zaraz… gdzie w takim razie są ci Requiem skoro u nas stacjonuje maksymalnie trzystu w porywach do czterystu?! – zdziwił się Aeon.
- A jak myślisz?
- Oni chcą coś zrobić na kontynencie mam rację?
            Drax skinął głową.
- Patrząc na to wszystko… ich jest około dziesięciu tysięcy.
- Może nawet i więcej, te dane mogą być już nieaktualne.
            Nagle Draxowi po plecach przeszły ciarki. Wyrwał Aeonowi papiery z ręki i upchał z powrotem do pochwy a następnie przykrył mieczem. Chwile później dało się słyszeć kroki i przepite głosy dwóch strażników.
- A ja… mu wtedy w jaja – wybełkotał jeden
- Nie sadziłem, ze demony mają jaja! – odpowiedział drugi nie mniej pijany.
- Ja też nie, ale po tym jak dwie kulki zadyndały na moim ostrzu zmieniłem zdanie! – roześmiał się pierwszy, po czym potknął się o własne nogi u spotkał się z ziemią i natychmiast zasnął.
- Chodźmy stąd lepiej… - zasugerował Aeon i obaj ruszyli na nocną przechadzkę ulicami.
            Nie wiedząc, czemu, ale Drax czuł, że powinien odwiedzić jeszcze raz starego wizjonera. Skręcił, więc w uliczkę prowadząca do jego chatki, wtem z naprzeciwka wyszła znana im sylwetka.
- Saro, co robisz tutaj o tej porze? – spytał wychylając się zza pleców Draxa, Aeon.
- O panowie Aeon i Drax. Wracam właśnie od pana Larsa, a coś się stało?
- Chcieliśmy się z nim jeszcze zobaczyć przed wyruszeniem w drogę powrotną.
- Pan Lars powiedział, że dziś już nie życzy sobie odwiedzin. – powiedziała wesoło.
- Dlaczego chowasz się za tym sztucznym uśmiechem? – spytał Aeon.
            Dziewczyna od razu zrozumiała, że przy nim nie poudaje.
- Pan Lars mnie nigdy nie wypraszał, zawsze byłam przy nim do momentu aż zasypiał.
- Tym bardziej mam ochotę się tam przejść… - mruknął Drax
            I kiedy miał już ruszyć w stronę mieszkania Aeon chwycił go za ramię. Jego dłoń mocno się zakleszczyła, na tyle mocno, ze siwy wykrzywił się z bólu.
- Skoro pan Lars nie życzy sobie gości nie będziemy się wpraszać. Wracajmy, Drax.
            Bloodpledge spuścił głowę a dłonie zacisnął w pięści.
- W porządku, wracajmy. – odrzekł podirytowany.
- Wracaj do domu mała. – zwrócił się ciepło do Sary, Aeon.
            Młoda esperka pobiegła natychmiast w stronę swojego mieszkania. Gdy tylko zostali sami Drax zwrócił się do Aeona.
- On tam jest, czuje sukinsyna.
- Jeżeli teraz się nawiniesz, to możesz nie dożyć jutra. Chodźmy się chwile przespać i poczekajmy na rozwój wydarzeń. Dziś w nocy musimy znów przekroczyć Shilenor.
            Drax nie odpowiedział już ani słowem i pełny gniewu ruszył w stronę pierwszego lepszego domku. Wdrapał się na dach i ułożył na plecach. Wpatrzony w gwieździste niebo rozmyślał o tym, czego dowiedział się od starego Larsa. Niejednokrotnie próbował zasnąć, ale za każdym razem, gdy zamykał oczy czuł jakby nóż wbijał się mu w plecy. To było takie realne, że w pewnym momencie nie mógł już stwierdzić na pewno czy żyje, czy może odszedł już innego świata. Około godziny drugiej nocne niebo przecięło spadające światło.
- Pomyślałeś życzenie? – spytał kobiecy głos.
- Chcę, żeby to wszystko się już skończyło – odrzekł niewzruszony.
- Ty zawsze tylko o jednym. – potrząsnęła głową dziewczyna.
- A ty, Delana, jakie miałaś życzenie? – spytał bez większego zainteresowania.
            Rubinowooka nie odpowiedziała, zamiast tego położyła się na klatce piersiowej Draxa i zbliżyła swoje usta do jego, by w końcu oboje połączyli się w namiętnym pocałunku. Trwał on może kilkanaście sekund, gdy w końcu dziewczyna oderwała swoje ust.
- Właśnie się spełniło.
- Dość przyziemne… - mruknął.
- Ale się spełniło – odpowiedziała nie odrywając wzroku od oczu Draxa.- Szkoda tylko, że nie możemy tak poleżeć dłużej – dodała po chwili lekko zawiedziona.
- Czemuż to niby?
- Zaraz wracamy do cytadeli.
            Drax spojrzał w niebo raz jeszcze.
- Znam ten wyraz twarzy, cos się stało prawda? – spytała natychmiast Delana.
- Dowiedziałem się zbyt dużo. – odpowiedział i spojrzał jej w oczy – Jeżeli czegoś nie zrobimy, to nie tylko Azarath ale i cały świat czeka rzeź.
            Delana zastygła w bezruchu wpatrując się w śmiertelnie poważna i przerażoną twarz Draxa. Wtedy na niebie pojawiła się kolejna spadająca gwiazda.
- Wiesz – odezwał się ponuro Drax – W Peacebloom mówiło się, ze gdy spada gwiazda, to zabiera ze sobą osobę, którą dane ci było poznać. – następnie posłał spojrzenie w stronę chaty starego Larsa.

sobota, 16 lipca 2011

Rozdział 20: Złoto ponad życie. (Część pierwsza)

Zapraszam do lektury, trochę zajęło mi zabranie się za kolejny rozdział ale koniec końców się zabrałem, teraz powinno pójść z górki.  z niewiadomych przyczyn post zniknal ze strony..
----------------------------------------------------------------------------------------------

Rumiana łuna spowiła pustynne piaski Shilenor. Ciała poległych ludzi znoszono do miasta i układano na rynku, aby po raz ostatni rodziny mogły się z nimi pożegnać. Serca tych, którzy stracili w bitwie bliskich rozdzierała rozpacz. Ciche łkanie wewnątrz duszy nie słyszalne dla otoczenia wydawało się dla pokrzywdzonych krzykiem człowieka, którego żywcem obdzierają ze skóry. Kobietom i dzieciom łzy spływały po policzkach, gdy rozpoznawały w ciałach poległych swojego ojca, męża bądź syna. Jednak głęboko w sobie przekonanie, że wykonali swój obowiązek wobec ojczyzny dodawało im otuchy. Drax bez słowa siedział pod ścianą jednego z domów i obserwował jak umarli wracają do swojego miasta. Niesieni na noszach, tarczach czasem na plecach tych, którym dane było wrócić. W pamięci ciągle miał twarz człowieka, którego obiecał chronić. Po raz kolejny poczuł jak bezradny jest w tej całej wojnie. Jego rana ciągle krwawiła, nie znacznie, ale krew mieszająca się z potem ciągle zmuszała go do wycierania twarzy. W dodatku upał nie pozwalał na szybkie zasklepienie się rany. Któryś raz z kolei otarł swoja twarz z krwi, gdy spostrzegł stojąca nad nim Delanę. Jej twarz umazana była w błocie powstałym w skutek wymieszania piasku z krwią, cudzą krwią. Przykucnęła i spojrzała Draxowi prosto w twarz.
- Żałośnie wyglądasz – mruknęła
- Dziwisz się… cudem żyję… - odpowiedział - dzięki. - Dodał po chwili
            Delana złapała go za głowę i przyjrzała się ranie.
- Nie będzie to wyglądać najładniej, jeśli tak zostanie. – stwierdziła
- Nie mam być ładny tylko skuteczny. – odszczeknął
            Dziewczyna potrząsnęła głowa na boki i wyjęła z apteczki, która przyniosła ze sobą igłę oraz nić. Nawlekła nić na iglę a następnie przyparła głowę Draxa do ściany.
- Co ty chcesz zrobić? – spytał drżącym głosem.
- Chojrak na polu bitwy a przy igle cipa… - rzuciła ironicznie – nie ruszaj się, będzie boleć.
            Nim Drax zdążył zrozumieć ostatnie słowo poczuł ból i nagle przed samym okiem ukazała się mu kilkucentymetrowa igła. Delana wprawnie zszywała rozcięcie i choć Drax zaciskał zęby z bólu, Shadowstep nie zamierzała dać mu chwili wytchnienia. Po kilku minutach było już po zabiegu, a oko chłopaka zdobiło kilka szwów.
- No już po wszystkim, nie rób nam siary i przestań się mazać. – powiedziała poklepując go po ramieniu.
            Drax spojrzał na nią a na jego usta cisnęła się już wiązanka najróżniejszych bluzgów, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Co z moim mężem? – spytała kobieta, która właśnie podeszła do dwójki przyjaciół.
            Drax od razu rozpoznał tą twarz. Patrzenie na nią sprawiało mu ból, wstyd, jaki poczuł w tym momencie nie pozwolił mu odpowiedzieć ani słowem.
- Nie żyje prawda? – zaszlochała.
            Delana spojrzała ponownie na Draxa, ten z kolei spuścił wzrok na ziemię.
- Przykro.. mi… - wykrztusił.
            Kobiecie w oczach stanęły łzy.
- Może mnie pani winić za jego śmierć, to ja miałem go chronić, tymczasem to on ochronił mnie. – powiedział już znacznie pewniejszym głosem.
            Kobieta spojrzała na chłopaka a ten kontynuował swój monolog.
- Byłbym trupem, ale pani mąż zasłonił mnie swoim własnym ciałem, aby zatrzymać pocisk, który wieszczył mi śmierć. To wy jesteście bohaterami tej bitwy. Dla nas to chleb powszedni, dla was wyzwanie, którego nie powinniście się podejmować a jednak zwyciężyliście. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za to, co się stało, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. – powiedział iście cesarskim tonem.
            Kobieta nagle rozpromieniała, pomimo, że po policzkach nadal pływały jej łzy, słowa Draxa dodały jej otuchy. Delana spojrzała kątem oka na siwego i lekko się uśmiechnęła.
- Dziękuje ci, nie przypominasz tych barbarzyńców w żadnym calu. – odpowiedziała kobieta i odeszła ocierając łzy.
- Przypominam, bardziej niż ktokolwiek inny… - mruknął pod nosem, ale wdowa nie usłyszała.
            Drax zaparł się rękami i wstał dość energicznie jak na kogoś, kto jeszcze niedawno brał udział w bitwie. Objął Delanę za szyję i przytulił.
- Zginąłbym bez ciebie – szepnął jej do ucha.
            Ona objęła go obiema ręką i stała tak chwilę zamyślona, gdy po chwili coś jej się przypomniało.
- Ascaron zaraz przeprowadzi odprawę, powinniśmy już iść na plac.
            Chłopak bez słowa ruszył w stronę placu targowego. Rubinowooka spojrzała na niego i dostrzegła, że niema w nim już tego chłopca, którego znała na początku. Teraz był to człowiek w pełni świadomy tego, co robi, zdecydowany i świadomy konsekwencji wynikających z jego błędów. Kroczył pewnie, dumnie jak przystało na spadkobiercę jednego z największych Requiem, Eliasa. Po chwili ruszyła w jego ślady. „Tak długo jak kroczysz własną ścieżką, będę iść za tobą” pomyślała. Wkrótce znaleźli się na placu targowym. Nim zaczęła się odprawa, Ascaron tradycyjnie wraz z innymi strażnikami odprawił modły, do Thanatosa by zaopiekował się duszami poległych. Wśród ciał leżało blisko stu strażników cesarskich, samo Requiem także odczuło straty, blisko osiemdziesięciu ludzi oddało swe życie za Cytadelę.
- To była wielka bitwa – zaczął Steelstrike – Ale została wygrana, straciliśmy wiele braci i sióstr, ale sam Morterius także odczuł chłód naszej stali. Myślę, że jest to historyczna chwila, gdy interesy Requiem i Cesarstwa Nemezii stały się bliższe niżeli kiedykolwiek. W imieniu Arcymistrza, Gustawa Soulrippera, obiecuję, iż dołożymy wszelkich starań, aby pamięć o waszym bohaterskim zwycięstwie nie zniknęła. Tym samym chcę was zapewnić, że wszyscy otrzymacie wsparcie i rekompensatę za straty, jakie ponieśliście w tej bitwie…
            Ascaron dał upust swojemu talentowi oratorskiemu, tłum wydawał się kupiony już od pierwszych chwil. Gdy jeszcze mówił do Draxa podeszła dziewczynka.
- Proszę pana. – odezwała się półgłosem
            Przemówienie jednak wydawało się wywrzeć wpływ na samym Draxie i zareagował dopiero, gdy ta szarpnęła go za rękaw.
- Sara? O co chodzi? – odezwał się nieco zdumiony jej obecnością.
- Pan Lars chciał się z panem spotkać.
- Lars? – spytał nie bardzo wiedząc, o kim mowa.
            Sara jedynie skinęła głową i nie puszczając Draxa wyciągnęła go z tłumu i zawiodła do jednej z chat. Sama chatka była nieco inna od reszty gdyż zakopana była nieco w ziemi. Po wejściu do niej Draxa uderzyła skromność mieszkania oraz wyjątkowy chłód, jaki niej panował. Nie był to może chłód, jaki dawały cienie drzew w Peacebloom, ale po kilku dniach spędzonych na Shilenor dało się zauważyć różnicę. W środku znajdowało się tylko jedno pomieszczenie z łóżkiem oraz ławą do niego dostawioną. W łóżku leżał staruszek, którego obecność było dość trudno wyczuć. Najprawdopodobniej był on już koło osiemdziesiątki i jego gasnące życie widocznie go męczyło. Pod ławą stał nocnik na odchody oraz miednica z zimną wodą i kilka szmat. Chłopak szybko zrozumiał, że starzec jest kimś ważnym, a jednocześnie samodzielnie nie przeżyłby nawet kilku godzin.
- Przyprowadziłaś go prawda? Czuję jego obecność.
- Tak, panie Lars.
- Podejdź bliżej synu Eliasa. – odezwał się ledwo słyszalnym głosem.
            Drax uczynił jak mu polecono i usiadł tuz obok starca na łóżku.
- Znałeś mojego ojca? – spytał
- Odszedłem z Requiem, gdy on do niego dołączył, nie mieliśmy okazji zamienić zbyt wielu słów.
- Skąd w takim razie wiesz, kim jestem, nie wydajesz się osobą zainteresowaną plotkami. – odpowiedział chłodno.
            Starzec odwrócił głowę w stronę chłopaka, a jego kości chrząknęły, był nienaoliwione koło wozu, które zaczyna trzeszczeć, gdy tylko rusza powóz.
- Jestem tym, który widzi przyszłość, chłopcze.
            Drax otworzył usta ze zdziwienia.
- Twoja jednak otulona jest płaszczem mroku, a ślady, jakie pozostawi odbijają się krwią. Jednak to dobra krew.
            Bloodpledge nie zrozumiał za wiele z tej wypowiedzi, ale widać było, że chciał usłyszeć od starca więcej.
- Posłuchaj mnie teraz dzieciaku, bo drugi raz się już nie spotkamy, a pomiędzy naszymi osobami stanie śmierć.
- Dlaczego akurat ze mną chcesz o tym rozmawiać? – burknął siwy, widząc jak słowo „Requiem” zaczyna malować się na ustach wizjonera.
- Bo tobie mogę zaufać, mogę zaufać też piaskowemu chłopcy oraz tej która wróciła po latach, ale w tobie pokładam nadzieję największą z waszej trójki.
            Drax popadł w zadumę, co ostatnio zdarzało mu się dość często, zbyt często jak na niego. Pan Lars zakasłał dość głośno, co wybiło młodszego rozmówcę z zamyślenia.
- Requiem – zaczął starzec – zmieniło się odkąd Archon przejął nad nim pieczę. W całej historii było jedynie trzy osoby, które odeszły na emeryturę ze względu na wiek. Jednak żyję tylko ja.
- Nie każdemu dane jest dożyć takiego wieku, przynajmniej w tym środowisku.
- To nie tak chłopcze, pozostała dwójka została zamordowana kilka dni później, przez Requiem, na rozkaz Archona.
            Gdy padły te słowa Draxa ogarnęła nieopisana złość.
- Dlaczego? Co oni byli kurwa winni?! – odrzekł podirytowany.
- Odchodząc zabraliśmy wiedzę na temat dalszych planów, co do funkcjonowania Requiem.
- Jakie plany?
- Stworzenie bramy, już w moich czasach możliwe było wyeliminowanie zagrożenia, ale wtedy na nieszczęście pojawił się twój ojciec oraz głośno zrobiło się o demonologu, niejakim Illiacie.
            Drax struchlał na te słowa, ale to nie było wszystko, co miał usłyszeć. Starzec kontynuował.
- Archon znał Mahmeriona osobiście, zakładam, że wiesz, kim była owa postać.
            Drax tylko skinął głową.
- Wtedy opracował plan „Requiem Eternal” i przy pomocy twego ojca, demonologa oraz aktualnego przywódcy stworzył bramę, nie miało to tyle ograniczyć, co pozwolić na kontrolowany przepływ demonów do świata.
- Dlaczego miałby to robić? – spytał Drax
- Requiem w tamtych czasach było zależne od cesarstwa i nie miało siły przebicia. Gdyby stracili dochód w postaci dotacji na zabijanie demonów, zostaliby prawdopodobnie rozwiązani. Archon dobrze wiedział, że doprowadziłoby to do dołączenia Requiem do okolicznych grup przestępczych, co w efekcie skończyłoby się wielką wojną ze sprzymierzonym kontynentem. Wojną, której Requiem by nie wygrało, a wtedy każdy urodzony z darem byłby prześladowany.
- Do czego zmierzasz?
- Piaskowy chłopiec by już zrozumiał. – powiedział starzec uśmiechając się pod nosem – Requiem przestało zależeć na obronie kontynentu, a zaczęli się zastanawiać jak umocnić swoją pozycję by potem stać się niezależni.
- I brama im w tym pomogła?
- Tak, ciągłe dotacje na niekończącą się wojnę, gospodarczy rozwój Azarath, prywatni przedsiębiorcy płacący ciężką walutą za ochronę przed demonami, które Requiem notabene wykorzystywało. Wszystko to stworzyło machinę tak sprawną, że requiem otrzymało autonomię na Azarath.
- Dlaczego więc to kontynuują?
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mają teraz autonomię… nie mieli autonomię, teraz mają kilka stanowisk rekrutacyjnych na kontynencie. Choć „rekrutacyjny” to raczej złe określenie. Nim zmogła mnie choroba podróżowałem po świecie. Starając się tym samym uniknąć zimnej, requiemskiej stali. Ośrodki rekrutacyjne, jakie odkryłem to w rzeczywistości małe fortece, w których odbywają się szkolenia. Aktualnie na kontynencie stacjonuje, conajmniej dwadzieścia razy tyle Requiem, co na Azarath. Stąd wydaje się tylko rozkazy. Dotacje, jakie otrzymuje w ostatnich czasach z kontynentu kilkukrotnie przekraczają wydatki, więc mogą sobie spokojnie pozwolić na przekupywanie władz na kontynencie i formowanie nowych ośrodków szkoleniowych.
- Może tylko dbają o bezpieczeństwo? – spytał naiwnie.
- Bezpieczeństwo. – parsknął – Swoje na pewno. Pomyśl chłopcze, jeśli korzystając z ledwie dwudziestej części swoich sił są w stanie trzymać Azarath w ryzach. To w końcu zajmą się demonami, a potem cały świat stoi otworem. Walczyłeś ledwie kilka godzin temu, widziałeś siłę Requiem, niespełna dwustu waszych ludzi wspieranych może setką strażników, z których nie każdy umie trzymać miecz jak należy, wycięło w pień prawie dwutysięczną armię. Spójrz na siebie, jaką masz przewagę nad zwykłym człowiekiem. Requiem używając całej swojej siły może, już teraz roznieść cały kontynent. Mają tylko jeden problem, z którym się najpierw muszą uporać.
- Brama.
            Starzec uśmiechnął się.
- To tylko kwestia czasu, kwestia znalezienia sposobu, a są bliscy znalezienia rozwiązania.
            Drax westchnął głęboko i spuścił głowę.
- To beznadziejne – rożalił się. - Jeżeli Requiem przegra wojnę z przeklętymi oznacza to klęskę całego świata, jeżeli wygra, samo ten świat zniszczy.
            Starzec zakasłał, po czym wskazał na panel podłogowy.
- Zabierz to, co tam znajdziesz.
            Drax bez słowa obruszył deskę i wyciągną spod niej plik dokumentów.
- Co to? – spytał
- Zapoznaj się z nimi w wolnej chwili i zniszcz. Dowiesz się z nich wszystkiego na temat ośrodków Requiem na kontynencie. Miej na uwadze, że to niebezpieczne dokumenty. A teraz idź zbliża się czas na mój sen. – rozkazał.
            Drax zabrał dokumenty i schował je w pochwie na Moonglow, a dokładniej w szczelinie między pochwą a ostrzem, po czym opuścił mieszkanie starca. Uzbrojony w nowe problemy i wątpliwości, co do swojego wyboru, dokonanego przed dwoma laty przemierzał uliczki Ghald. Odprawa wydawała się dobiec końca. W końcu zajrzał do dobrze znanego mu baru, gdzie natknął się na Aeona pijącego browar w towarzystwie Ascarona oraz pozostałych zabójców.