Mijały kolejne godziny, ptaki zerwały się do lotu i kierowały się w stronę lasu, różana łuna ponownie pojawiła się na niebie a wewnątrz Mymur nastroje stawały się coraz bardziej bojowe. Ostatnie miecze właśnie opuściły kuźnię, żołdaki polerowali te które dostali wcześniej, a na ich twarzach widniało podekscytowanie. W tym momencie wydawać by się mogło, że żaden z nich nie myśli o śmierci, gdyby ktoś ich zapytał o wynik walki odpowiedzieliby „Przecież poprowadzi nas sam Soulripper”. Darzyli go oni nieopisanym szacunkiem i zaufaniem, co zresztą miało uzasadnienie, w końcu nie każdy potrafiłby przez niemal dwadzieścia lat prowadzić partyzancką wojnę z Requiem. Taki właśnie widok zastał Draxa, gdy udało mu się w końcu dojść do siebie. O ile podczas walki z Soulripperem oczy tych ludzi wlepione były w każdy jego ruch o tyle teraz nikt nie wykazywał nim większego zainteresowania. Od czasu do czasu gdy kto go mijał, poklepywał go po ramieniu ze szczerym uśmiechem na twarzy, czasem ktoś rzucił „Twardy chłop jesteś” czy coś w tym stylu, ale nic więcej. Bloodpledge powolnym krokiem spacerował po palisadzie rozglądając się za Ascaronem, który pewnie ma mu cos do powiedzenia, a przynajmniej dowiedziałby się czy nie przespał czegoś ważnego. W końcu natknął się na Gustawa, który… kładł się do trumny!
- Co ty robisz, jeśli można wiedzieć?! – wykrzyknął ze zdziwieniem chłopak
- O pan Bloodpledge – ucieszył się i wstał z trumny – Widzisz, pomimo że mamy tylu ludzi otwarta walka z Requiem jest ciągle głupstwem, zresztą nawet jeśli byśmy to wygrali to straty jakie poniosłoby Requiem doprowadziłoby do jego upadku.
- To ty nie chcesz zniszczyć Requiem?
- Nie chłopcze, tam trzeba dokonać przewrotu i to ponosząc jak najmniejsze koszty.
Drax wlepił swoje oczy w Gustawa, było jasne, że chce wiedzieć wszystko na ten temat.
- Będę mówił w miarę zwięźle i nie będę powtarzał więc słuchaj uważnie chłopcze.
Obaj rozmówcy przycupnęli na ławce która stała tuz obok, po czym Gustaw rozpoczął wyjaśniać wszystko od początku Draxowi.
- Zacznijmy od tego, że Requiem chce się ciebie pozbyć, tak jak twojego ojca. Gdyby nie Ascaron pewnie wszystko by się im udało.
- Wiesz zatem coś o mordercy mojego ojca?
- Nawet bardzo dużo, a jest nim sam Archon.
- Jak to Archon?! – wykrzyknął ze zdziwienia.
- Archon to dobry manipulant, wszystko ustawił w ten sposób, że śmierć twojej matki została odebrana przez większość jako wypadek przy pracy. Ta większość rzecz jasna nie objęła mnie, twojego ojca i kilku ludzi którzy są tutaj dziś z nami.
- A reszta ludzi? Bo słowo kilka tutaj nie pasuje.
- To dezerterzy, którzy przejrzeli starego Dona, jak wiesz dezercja jest karana śmiercią więc mieli wybór, dać się zabić albo połączyć siły z nami.
- Wiesz zatem co się działo później? Po śmierci mojego ojca?
- Mniej więcej, na pewno twój ojciec nie chciał abyś stał się Requiem, nie tym Requiem. W zasadzie w całej cytadeli tylko twoi rodzie i ja wiedzieliśmy o twoim istnieniu. Gdy się okazało, że twoja matka jest w ciąży złożyła petycję o rok wolnego, z tego co wiem uzasadniła to sprawami rodzinnymi.
- Archon tak po prostu pozwolił?
- Gdyby odmówił, najlepszemu zwiadowcy, wzbudziło by to niezadowolenie, szczególnie że twoja matka miała wówczas poparcie wśród wszystkich mistrzów Requiemskich i ich podopiecznych. Z tego co wiem wyruszyła na kontynent gdzie właśnie przyszedłeś na świat, kilka dni później powróciła z tobą do fortecy. Nie upłynął tydzień od jej powrotu jak straciła życie. Wtedy twój ojciec oddał cię komuś pod opiekę.
- Hammersmithom. Ale oni także nie żyją… - urwał
- Rodzinie tego kowala? Słyszałem, że urodziła im się dwójka dzieci.
- Czyli ojciec dobrze zadbał o zamaskowanie mnie…
- Cały Bloodpledge… - westchnął Gustaw – Ale wracając do tematu, twój ojciec polecił mi zebrać ludzi którzy nie wierzą w przypadkową śmierć Anyi i wykorzystać zamieszanie jakie zrobi by uciec z Requiem.
- Dlaczego nie uciekł razem z wami?
- Z nim nie dało by się ukryć, to był głośny człowiek… poza tym rozpoznawano go w całej Nemezii, to nie był ktoś kto mógłby pozostać anonimowy.
- Więc postanowił odciąć się od Requiem… na dobre?
- Coś w ten deseń, gdyby miał wtedy ze sobą Moonglow… to by się mogło potoczyć inaczej, ale wystarczy wspomnieć, że pociągnął do grobu ze sobą co najmniej dwudziestu Requiem, w tym wszystkich pozostałych mistrzów.
Drax na chwilę wpadł w głębsze zamyślenie.
- Tak mnie zastanawia, panie Soulripper, czemu więc od razu i mnie się nie pozbyli?
- Zarejestrowałeś się z nazwiskiem Bloodpledge tak?
- Zgadza się. – odparł
- Po tym incydencie wielu buntowników przybrało sobie to nazwisko, Elias stał się dla nich wzorem, może nawet czymś w rodzaju opiekuńczego bóstwa.
- Rozumiem, a o co chodzi z tą trumną?
- Cóż wymyśliliśmy z Ascaronem, że skoro mamy otwarte bramy do Requiem, warto przelać tylko tą krew, która należy przelać. Ascaron wraz z kilkoma ludźmi wniesie tuż o świcie dwie trumny w mury Requiem, jedna pusta z twoim nazwiskiem, w ten sposób Archon będzie pewny, że osiągnął swój cel, przynajmniej w twojej kwestii. Druga zaś z moim nazwiskiem oraz mną w środku, gdy znajdziemy się w sytuacji sam na sam z Archontem, zrobię to co powinno zostać już dawno zrobione.
Drax dopiero teraz zrozumiał, gdyby nim nie sterowano jak pionkiem, to wszystko mogło by się nie udać. Ta niewiedza prawdopodobnie uratowała mu życie. W czasie tej pogawędki zrobiło się już dość ciemno, Ascaron przyprowadził ze stajni trzy rumaki i założył im uprząż. Było jasne, że pora ruszać w drogę, z powrotem ku Requiem. Trumny były gotowe, jedna z napisem „Drax Bloodpledge, syn Eliasa”, ta była zabita gwoźdźmi i zdobiona jakby dla bohatera. Druga całkiem prosta z sosnowego drewna, bez zdobień. Wieko nie było także przybite gwoźdźmi. Miało jedynie wycięte otwory przez które przechodziły wyrzeźbione kołki wystające ze ścian bocznych trumny. Wieko nałożone w ten sposób dało się łatwo usunąć od wewnątrz. Kwartałowy przyprowadzili jeszcze dwa konie, jednego dołączono jeszcze do uprzęży, w końcu cztery konie zostały zaprzężone do sporych rozmiarów karety. Trumny włożono do środka i umocowano linami. Kwartałowcy także zasiedli w środku, po dwóch na stronę. Drax usiadł na swojej trumnie, jego mina nie należała do najweselszych… ale kto by się cieszył siedząc na własnej trumnie?! Tuż obok niego w swojej trumnie położył się Gustaw. Jego twarz była spokojna, z jego oczu biła radość i pewność siebie. Szarpnął on za rękaw nieco zmartwionego Draxa.
- Słuchaj młody, Ascaron kazał przekazać ci jeszcze jedną, ważną rzecz.
- Co takiego?
- Jak tylko dojedziemy pod bramę, niejaki Aeon otworzy podziemne przejście dla ciebie, tuz pod powozem, pod twoja trumną jest niewielki otwór w podwoziu karety, wyślizgniesz się tamtędy i przejdziesz pod murami fortecy, musisz się uwinąć w dziesięć minut, albo ta trumna znajdzie użytek.
- Co później?
- Później pozostaje ci czekać, przyjdziemy po ciebie gdy wszystko się skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz