A teraz dosyć biadolenia i oto serwuję wam ostatnią część "Tronu we krwi".
Zdroovko.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Drax kiwnął głową że zrozumiał, ale jego wzrok dał do zrozumienia, że nie czuje się najlepiej w tej sytuacji, teraz nie miał jednak wyjścia. Powodzenie misji zależało od najmniejszych szczegółów. Czy Delana, Maya i Sandspell faktycznie obrali wartę przy bramie? Czy Archon nie przewidział tego ruchu? Głównie te pytania dręczyły głowę Ascarona, pomimo że wierzył w swoich ludzi, liczył się z tym, że Archon, bądź jego cień mogli coś wywęszyć. W końcu powóz z Ascaronem na czele opuścił bagniste tereny Mymur i wjechał na kamienną drogę. Teraz mogli poruszać się szybciej, a to właśnie na czasie zależało im najbardziej.
Tymczasem w Requiem noc mijała spokojnie, po murach krążyli strażnicy, ostatnie purpurowe rozbłyski postawiły całe cytadelę w stan wyższej gotowości. Warta była wzmożona co nie było na rękę całej trójce, mającej tak ważne zadanie do wykonania. Północny mur oraz brama wjazdowa była obstawiona przez większą ilość strażników, w szczególności brama. Maya stała u wrót przy kołowrocie służącym do otwarcia i zamknięcia bramy, Delana i Aeon patrolowali mur tuz nad bramą, mieli dodatkowo przy sobie dwóch innych strażników. Maya także nie była pozbawiona towarzystwa, dostało jej się dwóch, dość gadatliwych panów, a na pewno zbyt gadatliwych jak dla niej. Na zmianę to żartowali to prawili kobiecie komplementy, co powoli wyprowadzało ja z równowagi. Maya nie lubiła gdy ktoś na siłę próbował zyskać jej względy, była nieco podobna do Galahada, opanowana w sferze emocjonalnej, jednak brakowało jej zahartowania wojennego.
- Co z Galahadem? – spytała Delana.
Aeon spojrzał na wieżyczkę tuż nad bramą.
- Mam nadzieje, że będzie spał jeszcze długo. – odrzekł
- Myślisz, że Ascaron zdążył?
- Musiał zdążyć… nie, on nie mógł nie zdążyć – zapewnił
Delana nieco się rozchmurzyła, poczuła ulgę a kąciki jej ust powędrowały lekko w górę, nie była jeszcze pewna czy to uczucie to faktycznie szczęście, czy może nadzieja, wiedziała tylko, ze jest dobre. Były to może tylko słowa, ale właśnie to ich teraz najbardziej potrzebowała.
Noc rosła na siłach z każdą chwilą, wydawało się, ze ciemność nie może być już gęstsza, jednak w ciemnym pokoju Arcymistrza ciemność nie znała umiaru. Siedział on przy zgaszonym świetle i szeptał coś pod nosem, ludzkie oczy nie mogły tego dostrzec ale bandaż na jego ręce przesiąknął krwią. Jego szepty uzyskiwały odpowiedź w mroku, nie był to język ludzki. Gdyby Drax był w pobliżu z pewnością wyczułby przy pomocy globalnej percepcji, że zaburzenia jej pola nie są wywoływane ludzką obecnością. Don szeptał coraz więcej, coraz szybciej a bełkot jego stawał się coraz szybszy, o ile jeszcze chwilę temu dało się znaleźć początek i koniec słów w tym nieznanym ludziom języku, o tyle teraz wyglądało to jak jedno słowo składające się z tysięcy głosek. Wydawało się, ze Archon czuje presje, że ma mało czasu i przekazuje ostatnie informacje cieniowi który go nie odstępował na krok. W końcu odetchnął głęboko a atmosfera w pomieszczeniu stała się lżejsza, ręka którą natychmiast wyciągnął do przodu przestała krwawić, a cień który mu towarzyszył ściągnął zbrukany bandaż i opatrzył ranę na nowo.
- Idź już, wykonajmy ostatni ruch.
Cień opuścił swojego pana i zniknął w mrokach korytarza.
Delana nieco zmęczona wielogodzinnym patrolem przycupnęła pod blanką i rzuciła okiem na dziedziniec. Jej oczom ukazał się Galahad wchodzący po schodach na mur.
- Aeon – szepnęła szarpiąc go za rekaw. – Patrz kto idzie.
- Co on chce do cholery? – spytał półgłosem.
- Przejmuję warte panienko i panie – odpowiedział oschle Galahad.
- Jak to przejmujesz?! – wykrzyknęli oboje.
- Po prostu, jestem dowódcą obronnym i na murach ja mam ostateczne zdanie, poza tym widzę, że jesteście już trochę zmęczeni.
- Według kodeksu musimy odbyć przynajmniej dwie warty nocne w miesiącu – napomknął Aeon – zbliża się koniec a my nie mamy wyrobionych godzin.
- To tylko formalność, nie przejmujcie się tym, są tu ludzie którzy nie wiedzą jak wygląda noc i nic im się nie dzieje. – zripostował
Wtem pozostałych trzech ludzi dołączyło do Galahada. Delanie nie podobał się ten pomysł, piekielny temperament miał już wziąć górę, kiedy to Aeon szarpnął ja za rękaw. Jego spokojne spojrzenie miało w sobie dozę surowości, która zatrzymała czerwonooką przed aktem agresji. Oboje posłusznie zeszli z murów, to samo uczyniła znaczna część strażników, nie spodobało się to także Mayi która natychmiast dołączyła do pozostałej dwójki.
- Co się dzieje? – spytała
Delana tylko zmierzyła wzrokiem Aeona oczekując konkretnej odpowiedzi. Ten szedł w milczeniu w kierunku swojej kwatery. Zauważywszy, ze dziewczyny zostały z tyłu dał im znak ręka aby poszły za nim. Weszli po schodach do kwatery Aeona a ten gdy tylko usiadł nalał sobie piwa do kufla i wypił cały za jednym razem, po czym spojrzał uważnie na dziewczyny.
- Archon wie, że Drax, Soulripper oraz Ascaron żyją.
- Skąd ta pewność?
- Wysłał za Ascaronem zabójcę, nie najwyższej klasy ale w Casia-Norda nasz mistrzunio nie radzi sobie najlepiej.
- To fakt – wtrąciła Maya – Ascaron nie potrafi walczyć z ukrytym wrogiem, dał tego przykład podczas pierwszej burzy.
- Do tego zmierzam, Archon przeprowadził wtedy test, Ascaron jest dla niego niewygodnym człowiekiem. Wiedział, że Steelstrike wykorzysta skrót przez puszczę, żeby zyskać trochę czasu więc wysłał zabójcę. Atakując z zaskoczenia miał szanse zabić Ascarona.
- Ale nie zabił. – wtrąciła Delana
- Mówimy o Don Archonie kochana, ten człowiek planuje lepiej niż ktokolwiek inny. Sęk leży w tym, że jeśli przewidzisz jego ruch on będzie o tym wiedział, można by rzec, że planuje w ten sposób aby jego ruch przewidzieć.
- Powoli zaczynam łapać, ale ciągle nie wiem co dała mu śmierć zabójcy.
- To proste, kiedy wysyłasz zwiadowcę to jeśli mu się powiedzie dostajesz informacje o sytuacji, jeśli zwiadowca zginie to znak, ze wróg jest blisko i należy się przygotować. Różnica miedzy nim a innymi dowódcami jest taka, ze zakłada od samego początku możliwość niepowodzenia i gdy ginie jeden pionek on po prostu wyciąga plan walki z drugiej teczki i go realizuje dalej.
- Czyli nie obejdzie się bez masakry… - powiedziała z rozpacza w głosie Delana
- Obejdzie się.
W tym momencie oczy dziewczyn skierowały się na twarz Sandspella.
- Może jeszcze nie dorównuje Archonowi głowa do kombinowania, ale na pewno wiem o nim więcej niż on o nas.
- Masz jakiś plan?
- Słuchajcie, ci którzy zostali się na murach są zwolennikami arcymistrza, pójdą oni za jego głosem nawet do piekła, więc Archon nie musi się martwić o posłuch czy bunt. Problem pojawi się dopiero gdy reszta straży pojawi się na posterunku, wtedy Archon będzie grał pod dyktando tłumu. Będzie się kurczowo trzymał władzy i nie wypuści jej.
- Co mamy więc robić? – spytała Maya
- Zostawmy to Delanie.
- Zostawmy to Delanie.
Rubinowooka spojrzała na kompana.
- Zrobisz zamieszanie gdy tylko Maya da znak, jakaś sztuczka z ogniem czy coś, liczę na twoją inwencje twórczą.
- Wtedy zleci się tłum… Ty to masz jednak głowę na karku. – odpowiedziała Delana
- Mayu, prosiłbym cię abyś udała się na mury i dała znak gdy będzie jechał powóz, pomachaj ręką czy coś w ten deseń.
Bez zwłoki cała trójka rozpoczęła przygotowania, nerwowe minuty dłużyły się niemiłosiernie, upłynęła godzina i druga, na horyzoncie mrok począł zmieniać się w szarość. Tętent kopyt i stukot drewnianych kół niósł się w kierunku fortecy, poganiający konia Ascaron rozpaczliwie szukał jakiegoś znaku od swoich ludzi na murach, nic takiego nie dojrzał. Rzucił nerwowym spojrzeniem za siebie, jakby szukał tam armii która może wziąć fortecę szturmem, nic takiego nie ujrzał, zgodnie z poleceniem „stare Requiem” ukryło się gdzieś w Casia-Magna i czekało na potwierdzenie wyniku walki. Drax nie mógł tej nocy spać, w przeciwieństwie do Gustawa który smacznie chrapał w trumnie. Nagle Steelstrike zatrzymał cały powóz, gdyż kątem oka uchwycił Aeona siedzącego na piaskowym kopcu, wyraźnie usypanym przy użyciu jego magii.
- Co ty tu robisz Aeon?! – zawołał przerażony
- Archon wie, co się święci.
- Co ty pierdolisz! Czyli wszystko na nic?
- Nie martw się zagramy na jego słabościach.
- To on ma jakieś? – zdziwił się
- Cała masę – odpowiedział szyderczo się uśmiechając.
Wtem Aeon wytłumaczył wszystko swojemu przełożonemu i wsiadł do powozu gdzie powtórzył to wszystko kwartałowcom, Draxowi i Gustawowi. Powóz ruszył i po chwili pędził najszybciej jak się da, na twarzy Ascarona namalował się uśmiech, jakiego dawno nie było u niego widać. Dwa kilometry… kilometr i osiemset metrów… kilometr dwieście…. I jest Maya macha ręką a z wewnątrz fortecy bucha płomień. Delana niczym sam szatan miota ognistymi kulami, w końcu zajęła się drewniana konstrukcja altany i okrzyki „pali się, pali się!” zbudziły wszystkich ze snu. Na dziedziniec zlecieli się wszyscy, żeby zobaczyć ogarniętą szałem podpalaczkę. Przybył nawet sam Archon, zobaczywszy go Delana posłała mu szyderczy uśmiech, wtedy to rozległo się wołanie Galahada
- Panie! Ascaron wrócił z trumnami zdrajcy i Draxa!
Don wpadł w osłupienie, na dziedzińcu miało niebyt tylu ludzi, wszystko miało znaleźć swój koniec u bram.
- Mamy otworzyć bramę, Panie? – powtórzył Galahad
Arcymistrz po krótkim milczeniu z niemałym trudem wydał z siebie głos.
- Tak, otwierać… - powiedział wbrew sobie – Wyprawcie bohaterowi Draxowi wielki pogrzeb! – dodał po chwili znacznie donośniejszym i pewnym głosem.
„Aeon miał rację” pomyślała w głębi duszy Delana, teraz wiedziała, ze wynik tego przewrotu może być tylko jeden.
- Zabierzcie obie trumny do katakumb! – rozkazał Arcymistrz – Wieczorem pomodlimy się do Thanatosa by utulił dusze brata Draxa, a trumnę zdrajcy wystawimy na ołtarzu pogardy by pogrążyć go jeszcze bardziej!
Tłum skandował imię Archona, takiej reakcji spodziewał się od wielkiego Arcymistrza. Co prawda szczerą radość okazywała tylko część z nich. Bramy otwarły się a Ascaron z dumnie uniesioną głową wjechał do środka, za nim kareta zaprzężona w cztery konie. Wokół dwóch trumien siedziało cztery osoby w ubraniach typowych dla mieszczaństwa. Gdy powóz zatrzymał się tuz przed kompleksem budynków czwórka wyszła i poniosła na ramionach dwie trumny pod przewodnictwem Ascarona do katakumb. Tymczasem drzwi do kwatery znajdującej się poniżej Aeonowej zatrzasnęły się.
- Teraz siedź cicho i czekamy. – szepnął Aeon
Drax tylko pokiwał głową.
- Masz tu napij się, co by ci się czas nie dłużył – powiedział Aeon podając Draxowi bukłak.
Chłopak bez namysłu wziął większy łyk.
- Piwo…
- A co się spodziewałeś? Wody? – uśmiechnął się lekko.
Trumny zostały dostarczone na miejsce a kwartałowcy skierowali się ku schodom, to samo poczynił Ascaron, ale został zatrzymany przez Arcymistrza.
- Ascaronie – ozwał się grobowym głosem – Poczekaj, mamy sobie coś do wyjaśnienia.
I w jednej chwili rzucił się ku ścianie na której zawieszone były dwa miecze dwuręczne, jednym szarpnięciem wyrwał je z uchwytów i zwrócił się w stronę Ascarona, wtedy to potężne kopnięcie wyważyło wieko trumny które powędrowało prosto w stronę Arcymistrza. Zachowując przytomność umysłu Archon jednym uderzeniem rozpłatał je na pół, odsłaniając sobie tym samym Gustawa który pędził w jego kierunku. Z kocim refleksem wyprowadził odparował lewa ręką szarżującego Soulrippera. Wtem Ascaron dobył swojego oręża i rzucił się na Dona, atakował na zmianę z Gustawem, jednak nie ważne jak precyzyjnie uderzali i z jaką siłą arcymistrz odparowywał ich ataki jedną ręką. Stal grała symfonię śmierci, raz jeden raz drugi unikali śmiercionośnego potkania z ostra krawędzią miecza, wnet Gustaw postanowił wykorzystać okazję i kiedy Archon kończył obrót ten uchylił się i uderzył od dołu mierząc w prawą rękę. Tutaj Don dał kolejny popis zdolności arcymistrza i krótkim krokiem zdołał uniknąć uderzenia na tyle, że końcówka ostrza jedynie rozcięła bandaż odsłaniając rękę. Ascaron nie dając chwili wytchnienia wyprowadził pchnięcie w brzuch lecz i ten atak nie sięgnął celu. Archon odskoczył do tyłu… na dziesięć metrów! Wszakże pomieszczenie pozwalało na takie akrobacje, pomieszczenia katakumb były spore a Ascaron ze względu na przeciwnika poprowadził kwartałowców z trumnami do największego. Tutaj też znajdowały się drzwi na wieżę która wystawała nieco ponad mury. Komnata wieży, bo tak nazywano miejsce w którym aktualnie się znajdowali mierzyła obie dwadzieścia pięć metrów szerokości i trzydzieści długości.
Archon odskakując na dziesięć metrów znalazł się pod ścianą co natychmiast wykorzystali obaj kompani rzucając się z okrzykiem bojowym na Arcymistrza. Ten krzyżował miecze i zapierając się o ścianę odparował dwa dzikie uderzenia. Pierwsze skrzypce w tej chwili grała już nie technika a czysta, brutalna siła. Jeśli Ascaron bądź Gustaw by ustąpili Archon natychmiast przeszedł by do kontry i prawdopodobnie skutecznie pozbawił ich kilku kończyn. W tej sytuacji pozostało się siłować. Krople potu spływały po twarzach całej walczącej trójki, ale żaden z nich nie chciał odpuścić, stal co chwilę szczękała w miarę jak jeden napierał na drugiego. Mocowali się tak dobre dwie minuty gdy na twarzy Arcymistrza zagościł uśmiech, wtem z wejścia wyłonił się Galahad z obnażonym mieczem, odziany w zbroje płytowa i pędem, na ile pozwalała mu zbroja, ruszył w kierunku spierającej się trójki. Dopadł ich i lekko odrywając się od ziemi posłał klinge swojej broni pomiędzy dwoma przypierającymi do muru wojakami i przebił ciało mieczem na wskroś, zbrukane krwią ostrze utkwiło w Astralowej ścianie, co wprawiło w niemałe zdumienie pozostałą dwójkę.
- Więc… jesteś… - wyjąkał Arcymistrz.
- Jestem. – odpowiedział po czym pewnym szarpnięciem wydarł z jego ciała ostrze razem z częścią wnętrzności. Krew zbrukała twarz całej trójce, a ciało Dona pozbawione życia osunęło się na ziemię zostawiając na ścianie krwawy ślad, który dzięki magicznym właściwościom Astralu pozostanie tam na wieczność.