Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

wtorek, 22 lutego 2011

Rozdział 14: Tron we krwi (Koniec rozdziału)

Na wstępie pozwolę sobie zaznaczyć, że wszystkie prawa dotyczące opowiadania są zastrzeżone. Kolejna sprawa, nie jest to koniec opowiadania, aktualnie zajmuje ono ponad 100 stron A4 a czternasty rozdział jest zaledwie półmetkiem. Nie jestem w stanie przewidzieć kiedy pojawi się kolejny kawałek, gdyż różnie z czasem bywa. Ale bądźcie pewni, że ROSC zostanie doprowadzone do końca.
A teraz dosyć biadolenia i oto serwuję wam ostatnią część "Tronu we krwi".
Zdroovko.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
Drax kiwnął głową że zrozumiał, ale jego wzrok dał do zrozumienia, że nie czuje się najlepiej w tej sytuacji, teraz nie miał jednak wyjścia. Powodzenie misji zależało od najmniejszych szczegółów. Czy Delana, Maya i Sandspell faktycznie obrali wartę przy bramie? Czy Archon nie przewidział tego ruchu? Głównie te pytania dręczyły głowę Ascarona, pomimo że wierzył w swoich ludzi, liczył się z tym, że Archon, bądź jego cień mogli coś wywęszyć. W końcu powóz z Ascaronem na czele opuścił bagniste tereny Mymur i wjechał na kamienną drogę. Teraz mogli poruszać się szybciej, a to właśnie na czasie zależało im najbardziej.
            Tymczasem w Requiem noc mijała spokojnie, po murach krążyli strażnicy, ostatnie purpurowe rozbłyski postawiły całe cytadelę w stan wyższej gotowości. Warta była wzmożona co nie było na rękę całej trójce, mającej tak ważne zadanie do wykonania. Północny mur oraz brama wjazdowa była obstawiona przez większą ilość strażników, w szczególności brama. Maya stała u wrót przy kołowrocie służącym do otwarcia i zamknięcia bramy, Delana i Aeon patrolowali mur tuz nad bramą, mieli dodatkowo przy sobie dwóch innych strażników. Maya także nie była pozbawiona towarzystwa, dostało jej się dwóch, dość gadatliwych panów, a na pewno zbyt gadatliwych jak dla niej. Na zmianę to żartowali to prawili kobiecie komplementy, co powoli wyprowadzało ja z równowagi. Maya nie lubiła gdy ktoś na siłę próbował zyskać jej względy, była nieco podobna do Galahada, opanowana w sferze emocjonalnej, jednak brakowało jej zahartowania wojennego.
- Co z Galahadem? – spytała Delana.
            Aeon spojrzał na wieżyczkę tuż nad bramą.
- Mam nadzieje, że będzie spał jeszcze długo. – odrzekł
- Myślisz, że Ascaron zdążył?
- Musiał zdążyć… nie, on nie mógł nie zdążyć – zapewnił
            Delana nieco się rozchmurzyła, poczuła ulgę a kąciki jej ust powędrowały lekko w górę, nie była jeszcze pewna czy to uczucie to faktycznie szczęście, czy może nadzieja, wiedziała tylko, ze jest dobre. Były to może tylko słowa, ale właśnie to ich teraz najbardziej potrzebowała.
            Noc rosła na siłach z każdą chwilą, wydawało się, ze ciemność nie może być już gęstsza, jednak w ciemnym pokoju Arcymistrza ciemność nie znała umiaru. Siedział on przy zgaszonym świetle i szeptał coś pod nosem, ludzkie oczy nie mogły tego dostrzec ale bandaż na jego ręce przesiąknął krwią. Jego szepty uzyskiwały odpowiedź w mroku, nie był to język ludzki. Gdyby Drax był w pobliżu z pewnością wyczułby przy pomocy globalnej percepcji, że zaburzenia jej pola nie są wywoływane ludzką obecnością. Don szeptał coraz więcej, coraz szybciej a bełkot jego stawał się coraz szybszy, o ile jeszcze chwilę temu dało się znaleźć początek i koniec słów w tym nieznanym ludziom języku, o tyle teraz wyglądało to jak jedno słowo składające się z tysięcy głosek. Wydawało się, ze Archon czuje presje, że ma mało czasu i przekazuje ostatnie informacje cieniowi który go nie odstępował na krok. W końcu odetchnął głęboko a atmosfera w pomieszczeniu stała się lżejsza, ręka którą natychmiast wyciągnął do przodu przestała krwawić, a cień który mu towarzyszył ściągnął zbrukany bandaż i opatrzył ranę na nowo.
- Idź już, wykonajmy ostatni ruch.
            Cień opuścił swojego pana i zniknął w mrokach korytarza.
Delana nieco zmęczona wielogodzinnym patrolem przycupnęła pod blanką i rzuciła okiem na dziedziniec. Jej oczom ukazał się Galahad wchodzący po schodach na mur.
- Aeon – szepnęła szarpiąc go za rekaw. – Patrz kto idzie.
- Co on chce do cholery? – spytał półgłosem.
- Przejmuję warte panienko i panie – odpowiedział oschle Galahad.
- Jak to przejmujesz?! – wykrzyknęli oboje.
- Po prostu, jestem dowódcą obronnym i na murach ja mam ostateczne zdanie, poza tym widzę, że jesteście już trochę zmęczeni.
- Według kodeksu musimy odbyć przynajmniej dwie warty nocne w miesiącu – napomknął Aeon – zbliża się koniec a my nie mamy wyrobionych godzin.
- To tylko formalność, nie przejmujcie się tym, są tu ludzie którzy nie wiedzą jak wygląda noc i nic im się nie dzieje. – zripostował
            Wtem pozostałych trzech ludzi dołączyło do Galahada. Delanie nie podobał się ten pomysł, piekielny temperament miał już wziąć górę, kiedy to Aeon szarpnął ja za rękaw. Jego spokojne spojrzenie miało w sobie dozę surowości, która zatrzymała czerwonooką przed aktem agresji. Oboje posłusznie zeszli z murów, to samo uczyniła znaczna część strażników, nie spodobało się to także Mayi która natychmiast dołączyła do pozostałej dwójki.
- Co się dzieje? – spytała
            Delana tylko zmierzyła wzrokiem Aeona oczekując konkretnej odpowiedzi. Ten szedł w milczeniu w kierunku swojej kwatery. Zauważywszy, ze dziewczyny zostały z tyłu dał im znak ręka aby poszły za nim. Weszli po schodach do kwatery Aeona a ten gdy tylko usiadł nalał sobie piwa do kufla i wypił cały za jednym razem, po czym spojrzał uważnie na dziewczyny.
- Archon wie, że Drax, Soulripper oraz Ascaron żyją.
- Skąd ta pewność?
- Wysłał za Ascaronem zabójcę, nie najwyższej klasy ale w Casia-Norda nasz mistrzunio nie radzi sobie najlepiej.
- To fakt – wtrąciła Maya – Ascaron nie potrafi walczyć z ukrytym wrogiem, dał tego przykład podczas pierwszej burzy.
- Do tego zmierzam, Archon przeprowadził wtedy test, Ascaron jest dla niego niewygodnym człowiekiem. Wiedział, że Steelstrike wykorzysta skrót przez puszczę, żeby zyskać trochę czasu więc wysłał zabójcę. Atakując z zaskoczenia miał szanse zabić Ascarona.
- Ale nie zabił. – wtrąciła Delana
- Mówimy o Don Archonie kochana, ten człowiek planuje lepiej niż ktokolwiek inny. Sęk leży w tym, że jeśli przewidzisz jego ruch on będzie o tym wiedział, można by rzec, że planuje w ten sposób aby jego ruch przewidzieć.
- Powoli zaczynam łapać, ale ciągle nie wiem co dała mu śmierć zabójcy.
- To proste, kiedy wysyłasz zwiadowcę to jeśli mu się powiedzie dostajesz informacje o sytuacji, jeśli zwiadowca zginie to znak, ze wróg jest blisko i należy się przygotować. Różnica miedzy nim a innymi dowódcami jest taka, ze zakłada od samego początku możliwość niepowodzenia i gdy ginie jeden pionek on po prostu wyciąga plan walki z drugiej teczki i go realizuje dalej.
- Czyli nie obejdzie się bez masakry… - powiedziała z rozpacza w głosie Delana
- Obejdzie się.
            W tym momencie oczy dziewczyn skierowały się na twarz Sandspella.
- Może jeszcze nie dorównuje Archonowi głowa do kombinowania, ale na pewno wiem o nim więcej niż on o nas.
- Masz jakiś plan?
- Słuchajcie, ci którzy zostali się na murach są zwolennikami arcymistrza, pójdą oni za jego głosem nawet do piekła, więc Archon nie musi się martwić o posłuch czy bunt. Problem pojawi się dopiero gdy reszta straży pojawi się na posterunku, wtedy Archon będzie grał pod dyktando tłumu. Będzie się kurczowo trzymał władzy i nie wypuści jej.
- Co mamy więc robić? – spytała Maya
- Zostawmy to Delanie.
            Rubinowooka spojrzała na kompana.
- Zrobisz zamieszanie gdy tylko Maya da znak, jakaś sztuczka z ogniem czy coś, liczę na twoją inwencje twórczą.
- Wtedy zleci się tłum… Ty to masz jednak głowę na karku. – odpowiedziała Delana
- Mayu, prosiłbym cię abyś udała się na mury i dała znak gdy będzie jechał powóz, pomachaj ręką czy coś w ten deseń.
            Bez zwłoki cała trójka rozpoczęła przygotowania, nerwowe minuty dłużyły się niemiłosiernie, upłynęła godzina i druga, na horyzoncie mrok począł zmieniać się w szarość. Tętent kopyt i stukot drewnianych kół niósł się w kierunku fortecy, poganiający konia Ascaron rozpaczliwie szukał jakiegoś znaku od swoich ludzi na murach, nic takiego nie dojrzał. Rzucił nerwowym spojrzeniem za siebie, jakby szukał tam armii która może wziąć fortecę szturmem, nic takiego nie ujrzał, zgodnie z poleceniem „stare Requiem” ukryło się gdzieś w Casia-Magna i czekało na potwierdzenie wyniku walki. Drax nie mógł tej nocy spać, w przeciwieństwie do Gustawa który smacznie chrapał w trumnie. Nagle Steelstrike zatrzymał cały powóz, gdyż kątem oka uchwycił Aeona siedzącego na piaskowym kopcu, wyraźnie usypanym przy użyciu jego magii.
- Co ty tu robisz Aeon?! – zawołał przerażony
- Archon wie, co się święci.
- Co ty pierdolisz! Czyli wszystko na nic?
- Nie martw się zagramy na jego słabościach.
- To on ma jakieś? – zdziwił się
- Cała masę – odpowiedział szyderczo się uśmiechając.
            Wtem Aeon wytłumaczył wszystko swojemu przełożonemu i wsiadł do powozu gdzie powtórzył to wszystko kwartałowcom, Draxowi i Gustawowi. Powóz ruszył i po chwili pędził najszybciej jak się da, na twarzy Ascarona namalował się uśmiech, jakiego dawno nie było u niego widać. Dwa kilometry… kilometr i osiemset metrów… kilometr dwieście…. I jest Maya macha ręką a z wewnątrz fortecy bucha płomień. Delana niczym sam szatan miota ognistymi kulami, w końcu zajęła się drewniana konstrukcja altany i okrzyki „pali się, pali się!” zbudziły wszystkich ze snu. Na dziedziniec zlecieli się wszyscy, żeby zobaczyć ogarniętą szałem podpalaczkę. Przybył nawet sam Archon, zobaczywszy go Delana posłała mu szyderczy uśmiech, wtedy to rozległo się wołanie Galahada
- Panie! Ascaron wrócił z trumnami zdrajcy i Draxa!
            Don wpadł w osłupienie, na dziedzińcu miało niebyt tylu ludzi, wszystko miało znaleźć swój koniec u bram.
- Mamy otworzyć bramę, Panie? – powtórzył Galahad
            Arcymistrz po krótkim milczeniu z niemałym trudem wydał z siebie głos.
- Tak, otwierać… - powiedział wbrew sobie – Wyprawcie bohaterowi Draxowi wielki pogrzeb! – dodał po chwili znacznie donośniejszym i pewnym głosem.
            „Aeon miał rację” pomyślała w głębi duszy Delana, teraz wiedziała, ze wynik tego przewrotu może być tylko jeden.
- Zabierzcie obie trumny do katakumb! – rozkazał Arcymistrz – Wieczorem pomodlimy się do Thanatosa by utulił dusze brata Draxa, a trumnę zdrajcy wystawimy na ołtarzu pogardy by pogrążyć go jeszcze bardziej!
            Tłum skandował imię Archona, takiej reakcji spodziewał się od wielkiego Arcymistrza. Co prawda szczerą radość okazywała tylko część z nich. Bramy otwarły się a Ascaron z dumnie uniesioną głową wjechał do środka, za nim kareta zaprzężona w cztery konie. Wokół dwóch trumien siedziało cztery osoby w ubraniach typowych dla mieszczaństwa. Gdy powóz zatrzymał się tuz przed kompleksem budynków czwórka wyszła i poniosła na ramionach dwie trumny pod przewodnictwem Ascarona do katakumb. Tymczasem drzwi do kwatery znajdującej się poniżej Aeonowej zatrzasnęły się.
- Teraz siedź cicho i czekamy. – szepnął Aeon
            Drax tylko pokiwał głową.
- Masz tu napij się, co by ci się czas nie dłużył – powiedział Aeon podając Draxowi bukłak.
            Chłopak bez namysłu wziął większy łyk.
- Piwo…
- A co się spodziewałeś? Wody? – uśmiechnął się lekko.
            Trumny zostały dostarczone na miejsce a kwartałowcy skierowali się ku schodom, to samo poczynił Ascaron, ale został zatrzymany przez Arcymistrza.
- Ascaronie – ozwał się grobowym głosem – Poczekaj, mamy sobie coś do wyjaśnienia.
            I w jednej chwili rzucił się ku ścianie na której zawieszone były dwa miecze dwuręczne, jednym szarpnięciem wyrwał je z uchwytów i zwrócił się w stronę Ascarona, wtedy to potężne kopnięcie wyważyło wieko trumny które powędrowało prosto w stronę Arcymistrza. Zachowując przytomność umysłu Archon jednym uderzeniem rozpłatał je na pół, odsłaniając sobie tym samym Gustawa który pędził w jego kierunku. Z kocim refleksem wyprowadził odparował lewa ręką szarżującego Soulrippera. Wtem Ascaron dobył swojego oręża i rzucił się na Dona, atakował na zmianę z Gustawem, jednak nie ważne jak precyzyjnie uderzali i z jaką siłą arcymistrz odparowywał ich ataki jedną ręką. Stal grała symfonię śmierci, raz jeden raz drugi unikali śmiercionośnego potkania z ostra krawędzią miecza, wnet Gustaw postanowił wykorzystać okazję i kiedy Archon kończył obrót ten uchylił się i uderzył od dołu mierząc w prawą rękę. Tutaj Don dał kolejny popis zdolności arcymistrza i krótkim krokiem zdołał uniknąć uderzenia na tyle, że końcówka ostrza jedynie rozcięła bandaż odsłaniając rękę. Ascaron nie dając chwili wytchnienia wyprowadził pchnięcie w brzuch lecz i ten atak nie sięgnął celu. Archon odskoczył do tyłu… na dziesięć metrów! Wszakże pomieszczenie pozwalało na takie akrobacje, pomieszczenia katakumb były spore a Ascaron ze względu na przeciwnika poprowadził kwartałowców z trumnami do największego. Tutaj też znajdowały się drzwi na wieżę która wystawała nieco ponad mury. Komnata wieży, bo tak nazywano miejsce w którym aktualnie się znajdowali mierzyła obie dwadzieścia pięć metrów szerokości i trzydzieści długości.
            Archon odskakując na dziesięć metrów znalazł się pod ścianą co natychmiast wykorzystali obaj kompani rzucając się z okrzykiem bojowym na Arcymistrza. Ten krzyżował miecze i zapierając się o ścianę odparował dwa dzikie uderzenia. Pierwsze skrzypce w tej chwili grała już nie technika a czysta, brutalna siła. Jeśli Ascaron bądź Gustaw by ustąpili Archon natychmiast przeszedł by do kontry i prawdopodobnie skutecznie pozbawił ich kilku kończyn. W tej sytuacji pozostało się siłować. Krople potu spływały po twarzach całej walczącej trójki, ale żaden z nich nie chciał odpuścić, stal co chwilę szczękała w miarę jak jeden napierał na drugiego. Mocowali się tak dobre dwie minuty gdy na twarzy Arcymistrza zagościł uśmiech, wtem z wejścia wyłonił się Galahad z obnażonym mieczem, odziany w zbroje płytowa i pędem, na ile pozwalała mu zbroja, ruszył w kierunku spierającej się trójki. Dopadł ich i lekko odrywając się od ziemi posłał klinge swojej broni pomiędzy dwoma przypierającymi do muru wojakami i przebił ciało mieczem na wskroś, zbrukane krwią ostrze utkwiło w Astralowej ścianie, co wprawiło w niemałe zdumienie pozostałą dwójkę.
- Więc… jesteś… - wyjąkał Arcymistrz.
- Jestem. – odpowiedział po czym pewnym szarpnięciem wydarł z jego ciała ostrze razem z częścią wnętrzności. Krew zbrukała twarz całej trójce, a ciało Dona pozbawione życia osunęło się na ziemię zostawiając na ścianie krwawy ślad, który dzięki magicznym właściwościom Astralu pozostanie tam na wieczność.

środa, 16 lutego 2011

Rozdział 14: Tron we krwi (Część 3)


Mijały kolejne godziny, ptaki zerwały się do lotu i kierowały się w stronę lasu, różana łuna ponownie pojawiła się na niebie a wewnątrz Mymur nastroje stawały się coraz bardziej bojowe. Ostatnie miecze właśnie opuściły kuźnię, żołdaki polerowali te które dostali wcześniej, a na ich twarzach widniało podekscytowanie. W tym momencie wydawać by się mogło, że żaden z nich nie myśli o śmierci, gdyby ktoś ich zapytał o wynik walki odpowiedzieliby „Przecież poprowadzi nas sam Soulripper”. Darzyli go oni nieopisanym szacunkiem i zaufaniem, co zresztą miało uzasadnienie, w końcu nie każdy potrafiłby przez niemal dwadzieścia lat prowadzić partyzancką wojnę z Requiem. Taki właśnie widok zastał Draxa, gdy udało mu się w końcu dojść do siebie. O ile podczas walki z Soulripperem oczy tych ludzi wlepione były w każdy jego ruch o tyle teraz nikt nie wykazywał nim większego zainteresowania. Od czasu do czasu gdy kto go mijał, poklepywał go po ramieniu ze szczerym uśmiechem na twarzy, czasem ktoś rzucił „Twardy chłop jesteś” czy coś w tym stylu, ale nic więcej. Bloodpledge powolnym krokiem spacerował po palisadzie rozglądając się za Ascaronem, który pewnie ma mu cos do powiedzenia, a przynajmniej dowiedziałby się czy nie przespał czegoś ważnego. W końcu natknął się na Gustawa, który… kładł się do trumny!
- Co ty robisz, jeśli można wiedzieć?! – wykrzyknął ze zdziwieniem chłopak
- O pan Bloodpledge – ucieszył się i wstał z trumny – Widzisz, pomimo że mamy tylu ludzi otwarta walka z Requiem jest ciągle głupstwem, zresztą nawet jeśli byśmy to wygrali to straty jakie poniosłoby Requiem doprowadziłoby do jego upadku.
- To ty nie chcesz zniszczyć Requiem?
- Nie chłopcze, tam trzeba dokonać przewrotu i to ponosząc jak najmniejsze koszty.
            Drax wlepił swoje oczy w Gustawa, było jasne, że chce wiedzieć wszystko na ten temat.
- Będę mówił w miarę zwięźle i nie będę powtarzał więc słuchaj uważnie chłopcze.
            Obaj rozmówcy przycupnęli na ławce która stała tuz obok, po czym Gustaw rozpoczął wyjaśniać wszystko od początku Draxowi.
- Zacznijmy od tego, że Requiem chce się ciebie pozbyć, tak jak twojego ojca. Gdyby nie Ascaron pewnie wszystko by się im udało.
- Wiesz zatem coś o mordercy mojego ojca?
- Nawet bardzo dużo, a jest nim sam Archon.
- Jak to Archon?! – wykrzyknął ze zdziwienia.
- Archon to dobry manipulant, wszystko ustawił w ten sposób, że śmierć twojej matki została odebrana przez większość jako wypadek przy pracy. Ta większość rzecz jasna nie objęła mnie, twojego ojca i kilku ludzi którzy są tutaj dziś z nami.
- A reszta ludzi? Bo słowo kilka tutaj nie pasuje.
- To dezerterzy, którzy przejrzeli starego Dona, jak wiesz dezercja jest karana śmiercią więc mieli wybór, dać się zabić albo połączyć siły z nami.
- Wiesz zatem co się działo później? Po śmierci mojego ojca?
- Mniej więcej, na pewno twój ojciec nie chciał abyś stał się Requiem, nie tym Requiem. W zasadzie w całej cytadeli tylko twoi rodzie i ja wiedzieliśmy o twoim istnieniu. Gdy się okazało, że twoja matka jest w ciąży złożyła petycję o rok wolnego, z tego co wiem uzasadniła to sprawami rodzinnymi.
- Archon tak po prostu pozwolił?
- Gdyby odmówił, najlepszemu zwiadowcy, wzbudziło by to niezadowolenie, szczególnie że twoja matka miała wówczas poparcie wśród wszystkich mistrzów Requiemskich i ich podopiecznych. Z tego co wiem wyruszyła na kontynent gdzie właśnie przyszedłeś na świat, kilka dni później powróciła z tobą do fortecy. Nie upłynął tydzień od jej powrotu jak straciła życie. Wtedy twój ojciec oddał cię komuś pod opiekę.
- Hammersmithom. Ale oni także nie żyją… - urwał
- Rodzinie tego kowala? Słyszałem, że urodziła im się dwójka dzieci.
- Czyli ojciec dobrze zadbał o zamaskowanie mnie…
- Cały Bloodpledge… - westchnął Gustaw – Ale wracając do tematu, twój ojciec polecił mi zebrać ludzi którzy nie wierzą w przypadkową śmierć Anyi i wykorzystać zamieszanie jakie zrobi by uciec z Requiem.
- Dlaczego nie uciekł razem z wami?
- Z nim nie dało by się ukryć, to był głośny człowiek… poza tym rozpoznawano go w całej Nemezii, to nie był ktoś kto mógłby pozostać anonimowy.
- Więc postanowił odciąć się od Requiem… na dobre?
- Coś w ten deseń, gdyby miał wtedy ze sobą Moonglow… to by się mogło potoczyć inaczej, ale wystarczy wspomnieć, że pociągnął do grobu ze sobą co najmniej dwudziestu Requiem, w tym wszystkich pozostałych mistrzów.
            Drax na chwilę wpadł w głębsze zamyślenie.
- Tak mnie zastanawia, panie Soulripper, czemu więc od razu i mnie się nie pozbyli?
- Zarejestrowałeś się z nazwiskiem Bloodpledge tak?
- Zgadza się. – odparł
- Po tym incydencie wielu buntowników przybrało sobie to nazwisko, Elias stał się dla nich wzorem, może nawet czymś w rodzaju opiekuńczego bóstwa.
- Rozumiem, a o co chodzi z tą trumną?
- Cóż wymyśliliśmy z Ascaronem, że skoro mamy otwarte bramy do Requiem, warto przelać tylko tą krew, która należy przelać. Ascaron wraz z kilkoma ludźmi wniesie tuż o świcie dwie trumny w mury Requiem, jedna pusta z twoim nazwiskiem, w ten sposób Archon będzie pewny, że osiągnął swój cel, przynajmniej w twojej kwestii. Druga zaś z moim nazwiskiem oraz mną w środku, gdy znajdziemy się w sytuacji sam na sam z Archontem, zrobię to co powinno zostać już dawno zrobione.
            Drax dopiero teraz zrozumiał, gdyby nim nie sterowano jak pionkiem, to wszystko mogło by się nie udać. Ta niewiedza prawdopodobnie uratowała mu życie. W czasie tej pogawędki zrobiło się już dość ciemno, Ascaron przyprowadził ze stajni trzy rumaki i założył im uprząż. Było jasne, że pora ruszać w drogę, z powrotem ku Requiem. Trumny były gotowe, jedna z napisem „Drax Bloodpledge, syn Eliasa”, ta była zabita gwoźdźmi i zdobiona jakby dla bohatera. Druga całkiem prosta z sosnowego drewna, bez zdobień. Wieko nie było także przybite gwoźdźmi. Miało jedynie wycięte otwory przez które przechodziły wyrzeźbione kołki wystające ze ścian bocznych trumny. Wieko nałożone w ten sposób dało się łatwo usunąć od wewnątrz. Kwartałowy przyprowadzili jeszcze dwa konie, jednego dołączono jeszcze do uprzęży, w końcu cztery konie zostały zaprzężone do sporych rozmiarów karety. Trumny włożono do środka i umocowano linami. Kwartałowcy także zasiedli w środku, po dwóch na stronę. Drax usiadł na swojej trumnie, jego mina nie należała do najweselszych… ale kto by się cieszył siedząc na własnej trumnie?! Tuż obok niego w swojej trumnie położył się Gustaw. Jego twarz była spokojna, z jego oczu biła radość i pewność siebie. Szarpnął on za rękaw nieco zmartwionego Draxa.
- Słuchaj młody, Ascaron kazał przekazać ci jeszcze jedną, ważną rzecz.
- Co takiego?
- Jak tylko dojedziemy pod bramę, niejaki Aeon otworzy podziemne przejście dla ciebie, tuz pod powozem, pod twoja trumną jest niewielki otwór w podwoziu karety, wyślizgniesz się tamtędy i przejdziesz pod murami fortecy, musisz się uwinąć w dziesięć minut, albo ta trumna znajdzie użytek.
- Co później?
- Później pozostaje ci czekać, przyjdziemy po ciebie gdy wszystko się skończy.

wtorek, 8 lutego 2011

Rozdział 14: Tron we krwi (Część 2)


Rozległ się chrzęst łamanych kości, stalowy dźwięk został stłumiony przez gęste ciało stałe, w końcu łoskot tłuczonej stali doleciał uszu, tracącego resztki sił Draxa, Wilgotna maź skapywała mu na głowę, ochładzając jego zgrzane i bezwładne ciało, jego oddech był ciężki niczym wszystkie mury Requiem razem wzięte.
- Zaraz… ja oddycham? – pomyślał i z nie małym trudem otworzył oczy.
            Zadnim rozpościerała się kolczasta ściana, z której skapywało błoto, Drax spojrzał nieco wyżej. Tuz nad jego głową znajdowała się krzycząca z bólu twarz, która przenikliwym wzrokiem wpatrywała się w jego oczy. Chłopakowi przeszły po plecach ciarki, a na twarzy namalował się strach, z pewnością nie leżałby tak nieruchomo przy ostrzu Soulrippera gdyby nie fakt, że sił ledwo starczało mu na mruganie oczami. Z niemałym wysiłkiem odwrócił on głowę w druga stronę, chrzęst, który usłyszał to nie były łamiące się kości a dość mocno „przycięte” krzewy. W miejscu gdzie zaczynał się kolczasty mur stał człowiek trzymający rękojeść miecza, klinga broni zatopiona była w ziemię.
- Ledwo zdążyłem! – wykrzyknął znajomy głos.
            Tłum, który przyglądał się potyczce Bloodpledge’a i Soulrippera zwrócił oczy ku osobie, która przerwała walkę, a właściwie egzekucję.
- Ascaron – odezwał się Soulripper
- Gustawie – przerwał mu Ascaron – Człowiek, którego niemalże zabiłeś to nikt inny jak potomek Eliasa.
- Wytłumacz mi, o co tutaj chodzi?!
- Zbierzmy ludzi, dziś w nocy bramy do Requiem staną dla nas otworem.
            Soulripper nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał, nie czekając aż jego przyjaciel uwolni zaklęcie, jednym pewnym szarpnięciem wydarł swoja broń ze stalowych oków. Iskry niczym z kuźni posypały się na bogi, kilka z nich dało znać Draxowi, ze ciągle żyje i nadal czuje ból. Ascaron natychmiast uwolnił zaklęcie i kilka sekund później po kolczastej barierze nie było ani śladu.
- Ty jednak jesteś pojebany... – rzucił w stronę Draxa – co za idiota pcha się na cudzy teren bez rozeznania?
- Przecież on… - wydusił ledwo – zabił…
- Zabiłem nie jednego człowieka i nie jednego demona chłopcze, ale nie twoich rodziców – wtrącił ze śmiertelną powagą w głosie.
            Steelstrike podszedł i podniósł chłopaka z ziemi, razem z Gustawem zatargali go do jednej z chatek, którą upodobał sobie dawno temu sam Gustaw. W momencie, kiedy nieśli Draxa deszcz ustał zupełnie i ciemne chmury rozeszły się po niebie. Wyglądało to tak jakby sama natura odetchnęła z ulgą i radowała się, że nie przyjdzie jej spijać krwi niewinnych ludzi. Gdy tylko weszli do środka i ułożyli Draxa na pryczy zjawił się człowiek z woda i bandażami. Ascaron dobrze przyjrzał się ranom chłopaka, były to głownie otarcia i lekkie zadrapania, które wystarczyło przemyć wodą.
- Więc mówisz, że ten chłopak to młody Bloodpledge? – zaczął Soulripper.
- Tak, zgodnie z planem, Archon użył młodego do rozwalenia całego oddziału, nie wiem jak dokładnie planował do tego dojść, ale ważne, ze chłopak żyje.
- Teraz nie musimy się martwić, ze go przypadkowo zabijemy, a skąd pewność, ze bramy będą otwarte?
- Obsadziłem swoich ludzi na nocnej zmianie
- Rozumiem, ze musimy się śpieszyć?
- Tak, mamy czas do godziny siódmej rano, później następuje zmiana warty.
            Drax tylko bezradnie kręcił oczami starając się śledzić rozmówców, ale zmęczenie po raz kolejny dało o sobie znać i wkrótce zasnął.

Rozdział 14: Tron we krwi (Część 1)


Błękitna błyskawica, której od jakiegoś czasu na Azarath nie widziano, rozdarła niebiosa, chwile później rozległ się huk, któremu zawtórował wrzask stalowych ostrzy. Czarne chmury zalały całe Azarath swoimi łzami. Stalowe klatki więżące w sobie księżyc i twarze rozdarte w bólu, co sekundę zderzały się ze sobą. Ziemia nasiąknęła słonym potem oraz deszczem i zmieniła się w błoto, dając o sobie znać co chwilę walczącym mężom. Jednak to Soulripper miał znaczącą przewagę, od niemalże dwudziestu lat przebywał na tym terenie, przyzwyczaił się do niewygodnej i śliskiej nawierzchni, czego nie można było powiedzieć o Draxie. Chłopak pod naporem silniejszego uderzenia ślizgał się kilka dobrych stóp w tył, zdarzyło się nawet, ze kilka razy ślizgnął się twarzą po rozmokłym gruncie. Pewnie dawno byłby martwy, ale „morderca rodziców” dobrze się przy tym bawił i nie chciał zbyt szybko pozbyć się młodzieńca. W zasadzie kilka razy podczas tej morderczej walki zaoferował młodemu współpracę, gdy ten się podnosił z ziemi, ale jego słowa wydawały się nie docierać do uszu Draxa. Bloodpledge po raz kolejny zatopił twarz w błocie, ciężko oddychający podparł się na drżących rękach i powoli podniósł się z ziemi. Krople deszczu mieszały się z potem, który spływał po jego oblepionych błotem włosach, dyszał bardzo ale jeszcze udało mu się wstać na równe nogi. Jego oponent nie krył tym razem zdziwienia, kopniecie w brzuch, które mu posłał przyprawiłoby o utratę przytomności nie jednego przypakowanego gościa, a tymczasem chłopak zwyczajnej postury podnosi się na równe nogi.
- Tym razem cię dopadnę… Soulripper… - wymamrotał pod nosem młodzieniec.
            Zerwał się lekki wiatr, w którym weteran wojenny od razu wyczuł magię, zobaczył też, że chłopak zaczyna inkantować zaklęcie. Nie czekając na nic „morderca” od razu ruszył na chłopaka, lecz ku jego zdziwieniu uderzenie zostało odparowane, a Drax ani drgną. Zaskoczenie wzrosło tym bardziej, gdy chłopak go odepchnął i wyprowadził serię szybkich ciosów, szybszych niż te, które zaprezentował na początku starcia. Błoto przestało sprawiać mu problem, każde poślizgnięcie było kontrolowane, każdy upadek na ziemię służył jedynie uniknięciu uderzenia, po czym równo z momentem wstawania następowała kontra. Można by rzec, że w tej chwili walczyli jak równy z równym… do czasu. Soulripper przyspieszył tempo i zepchnął młodego powrotem do defensywy. Nagle rozległ się wrzask, ostrze Soulrippera spowiła gęsta mgła.
- Ostrze umarłych… - szepnął i wyprowadził szybki atak w stronę Draxa.
            Chłopak ponownie zablokował uderzenie, ale energia zgromadzona w ostrzu posłała go w powietrze, przeleciał on dobre dwadzieścia metrów i nieprzytomnie uderzył o ziemię. Soulripper spojrzał na swoje ostrze.
- Niema? – zdziwił się – Twarda sztuka z tego dzieciaka.
            Posłał kolejne spojrzenie w stronę gdzie powinno leżeć truchło młodego. Widok wprawił go w osłupienie, nie dość że chłopak przeżył, to jeszcze miał siłę przekręcić się na plecy, ponadto w garści ciągle trzymał Moonglow.
- Zadziwiasz mnie młody – rzucił i powolnym krokiem skierował się w stronę białowłosego.
            Drax nie mógł się ruszyć, nie był połamany czy sparaliżowany, po prostu nie miał sił, trans wiatru odblokowuje granice ludzkiego ciała, nie dopuszcza do mózgu informacji o zmęczeniu, które zgromadzone dają się we znaki po wyjściu z transu, tak też było w tym przypadku. Krok za krokiem Soulripper zbliżał się, aby zadać ostatni cios, w końcu stanął nad ledwo żywym chłopakiem i uniósł oręż nad głowę. Drax znał to uczucie, kiedy sekunda wydaje się trwać wieczność, raz uratował go Illiath, ale Illiatha już niema. „To koniec” pomyślał, po czym oczy przesłoniła mu ciemność.