Krew, jęki, ból i widmo nadchodzącej klęski panoszyły się po dziedzińcu. Ranni zwijali się z bólu, a ich krzyki niosły się z podziemi w górę fortecy. Gustaw do końca dnia nie wychodził ze swojego biura, gdzie dokładnie przeglądał wszystkie dokumenty i liczył straty. Nie raz załamywał ręce i drapał się po łysinie, próbując znaleźć wyjście z tej niezręcznej sytuacji. Czerwona łuna spowiła całą cytadelę i wymieszała się dymem z kominów krematoryjnych, kiedy to drzwi do kwatery Gustawa stanęły otworem.
- Ludzie zbierają się na dziedzińcu. – powiedział Ascaron.
Gustaw uniósł wzrok i spojrzał mu prosto w oczy, tak, że ciarki przeszły po jego plecach. Jego spojrzenie było inne niż zwykle, tajemniczo chłodne a zarazem spokojne, tak spokojne, że prawie martwe. Jego wyraz twarzy był inny niż przed kilkoma godzinami. Ascaron szybko go rozpoznał, to był ten wyraz twarzy, jaki przyjmuje dowódca by pociągnąć za sobą ludzi do walki, nieważne w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. To maska, której przybieranie Gustaw opanował do perfekcji. Soulripper odparł się rękami na biurku i podniósł się. Odchodząc zabrał ze sobą dokumenty skrzętnie spakowane w cztery foldery. Zatrzymał się w drzwiach i poklepał swojego podopiecznego po ramieniu, jednocześnie posyłając mu te same martwe spojrzenie. Bez słowa wyjaśnienia wyszedł a za nim podążył Ascaron.
- Wiesz, Requiem nie przegrało jeszcze nigdy. – stwierdził zatrzymując się na końcu korytarza.
- O moją posługę nie musisz zabiegać, dobrze wiem, w co grasz. – odburknął Steelstrike.
- Nie wiesz, w tym wypadku nie wiesz.
Ascaron oparł się plecami o ścianę i spojrzał z zaciekawieniem na Arcymistrza.
- Requiem nigdy nie przegrało. – powtórzył Gustaw – I nigdy nie przegra.
- Jesteś bardzo pewny siebie.
Gustaw spojrzał po raz kolejny na Ascarona, na jego twarzy malował się szatański uśmiech, a atmosfera wydawała się gęstnieć. Gdy tylko Arcymistrz zrobił krok w kierunku Ascarona ten poczuł dziwny chłód bijący od niego, chłód, którego nie wyczuł wcześniej. Dostrzegł wyraźne zmiany w swoim przełożonym, biła z niego dziwna energia, której nie był w stanie opisać, ale całym ciałem wyczuwał, że arcymistrz przekroczył pewną granicę, Granicę, która stawia obdarowanych ponad ludźmi, lecz pod bogami. Nie osiągnął on statusu boga, ale mistrz ofensywny mógł śmiało stwierdzić, że Gustaw jest czymś pomiędzy Requiem a Bogiem. Wtem poczuł na swoich ramionach mroźny uścisk Gustawa a ich spojrzenia spotkały się. Teraz białe tęczówki niemalże błyszczały. Ascaron poczuł się niesamowicie mały w porównaniu do Gustawa, niegdyś wydawał się bratem teraz, czymś zupełnie ponad ludzkie pojęcie.
- Kim teraz dla ciebie jestem? – spytał Gustaw.
- W moich oczach, jesteś olbrzymem. – usłyszał w odpowiedzi.
Gustaw natychmiast puścił swojego przyjaciela i skierował się w stronę wyjścia z kompleksu.
- Chodźmy, wojna czeka. – rzucił znikając za rogiem.
Ascaron natychmiast pośpieszył za nim i w mgnieniu oka dołączył do niego. Oczy wszystkich zwróciły się na Gustawa. Na dziedzińcu stała zaledwie garstka ludzi, wśród nich Maya z zabandażowaną głową. Gustaw zbadał wszystkich wzrokiem następnie zwrócił się do Mayi.
- Jesteś na pewno w stanie walczyć, dziewczyno?
- To tylko gorzej wygląda niż jest naprawdę. – odpowiedziała.
Wtedy Gustaw uniósł do góry foldery zawierające dotąd nieznane dokumenty.
- Została nas garstka, ale to się zmieni. – ryknął – Odbudujemy potęgę Requiem i raz na zawsze wyślemy piekielne sługi do ich świata.
W tłumie zapanowało poruszenie podniosły się głosy zadowolenia jak i te, wytykające niespełnione obietnice.
- Teraz zacznie się zabawa. – powiedział Aeon stojący obok Draxa i podał mu bukłak.
- Piwo?
- Przecież nie woda.
Drax bez większego namysłu chwycił za pojemnik i wziął głębokiego łyka.
- Myślałem, że będę musiał tego słuchać o suchym pysku.
Aeon parsknął śmiechem i spojrzał w stronę Arcymistrza, który w niespotykany dotąd sposób uciszył zebranych. Jedno warknięcie wystarczyło, aby wszystkim po plecach przeszedł dreszcz, a jadaczki zamknęły się na trzy spusty.
- Foldery te zawierają dokumenty o obdarowanych niewcielonych w szeregi Requiem. Owi obdarowani znajdują się na terenie Azarath i jest ich ponad setka. Powinni oni skutecznie zasilić nasze szeregi. Macie ich zwerbować w przeciągu tygodnia, nie ważne, kogo będziecie musieli w tym celu zabić. Zrozumiano?! – krzyknął a następnie cisnął folderami o ziemię.
Ludzie stali zszokowani, nie pamiętali, lub też nie byli poinformowani o takich praktykach, odkąd Soulripper zasiadł na najwyższym miejscu. Zaledwie kilkoro z nich wiedziało, że Arcymistrz jest zdolny do tego samego, co Archon.
- Nie interesuje mnie, kogo wybierzecie, macie ich tu sprowadzić. – dodał po chwili.
- A co z bramą?! – wykrzyknął ktoś z tłumu.
- Bramą? Spotkałem się z pewnym magiem, znającym się na pieczęciach Thanatosa, zaklęcie będzie niebawem gotowe, ale demony nie zostawia tego tak po prostu. Cała nadzieja w was! – odrzekł i pozostawił zebranych samym sobie.
Przez dłuższa chwilę nikt nie podchodził od leżących na ziemi dokumentów. Ludzie obawiali się, że mogą zobaczyć w nich osobę bliską, co będzie znaczyło, że muszą ją wciągnąć w wojnę, przed która chcieli ją ochronić. Spoglądali to raz na siebie to znów na leżące dokumenty.
- Wypiłeś już całe piwo? – spytał Drax
- Nie, chcesz? – odpowiedział podając bukłak.
Drax wziął go do ręki i przyssał się jak za młodu do piersi Anae. Pił tka łapczywie, że w pewnym momencie piwo pociekło mu po policzkach. Po kilkudziesięciu sekundach zwrócił Aeonowi wysuszony do spodu pojemnik.
- No to idę. – powiedział lekko podpitym głosem i wysunął się przed zebranych.
Podszedł i mętnym wzrokiem spojrzał na leżące dokumenty. Chwilę chwiał się nad nimi z zamkniętymi oczyma, po czym runął na ziemię jak worek ziemniaków. Strażnicy nieco się przerazili i gdy mieli podbiec pozbierać chłopaka ten, wstał o własnych siłach.
- O kurwa, przysnęło mi się. – mruknął
Delana widząc całe zajście jedynie ze wstydu skryła twarz w dłoniach i z rezygnacją pokręciła głowa na boki. Drax otrzepał się i wziął pierwszy lepszy papier, po czym ruszył w stronę swojej kwatery. Następnie podszedł Aeon wraz z Mayą, po nich Delana, Zheroo oraz Acran. Takie poruszenie zainspirowało resztę. W przeciągu dwudziestu minut każdy miał już wyznaczonych rekrutów.
- Odwaliłeś ładną maniane. – zaśmiała się Delana wchodząc bez pukania do kwatery Draxa.
Drax nie odpowiedział, zamiast tego przyglądał się karcie, którą wziął. Tak to przynajmniej wyglądało z perspektywy Delany. Jednak gdy tylko podeszła bliżej okazało się, że oczy Draxa są zamknięte a jego dłoń bezwładnie trzyma dokument. Shadowstep usiadła przy nim i pogładziła po czuprynie.
- Ghald musiało dać ci w kość. Spij dobrze. – szepnęła i wyciągnęła kartę z jego ręki, po czym położyła ją na biurku i wyszła. Swoja własną otworzyła dopiero po powrocie.
- Ewa Burston, czyżby ród Burstonów jeszcze się trzymał? – mruknęła pod nosem przeglądając swoja kartę – Miło będzie odwiedzić stare śmieci.
Odłożyła karte i z uśmiechem na twarzy, oraz wygłupem Draxa w myślach uległa sennym duchom. Aeon wraz z Mayą i Zheroo siedzieli na schodach i gapili się w swoje karty.
- Kogo masz? – spytała Maya.
- Lary von Fiuczeli… - westchnął Aeon.
- Ciekawe nazwisko! – roześmiał się Zheroo.
Aeon spojrzał w nocne niebo i głęboko westchnął. Wszak nazwisko Fiuczeli było mu znane lepiej, niż komu innemu.
- Wyglądasz jakbyś go znał. – stwierdził Zheroo
- Powiedzmy, ze trochę. A wy, kogo macie?
- Niejaki Barney Neuron. Według tego, co tu pisze, był karany za rozboje i wszczynanie bójek.
- Czyli tylko ja trafiłem na jakiegoś szaraczka.
- Kogo masz?
- Jakiś Bartek Hash… syn ogrodnika z Veymardu.
- Veymard, to przecież północny kraniec kontynentu, co on tam sadził sople lodu?
- Nie mam pojęcia, ale chyba jasne, że fortuny się nie dorobił skoro jego syn spieprzył aż na Azarath.
- Coś wiecej o nim?
- Nie bardzo, prowadzi wynajem koni, w Keleth.
- Biznes z dupy na zadupiu… ciekawa perspektywa. – wybuchł śmiechem Aeon.
- Stary ja nawet nie wiem gdzie to Keleth leży.
- Może i dobrze, chociaż nie budziłeś się w nocy z krzykiem, gdy ci się przyśniła ta wiocha. – wtrąciła Maya.
- Jak myślicie, co z reszta dokumentów? – spytał Zheroo
- Pewnie dostaną je przydupasy Soulrippera i będą zapieprzać jak Bastańczycy po wojnie z Nemezją. – zadrwił Aeon
- Dwadzieścia pięć godzin na dobę, osiem dni w tygodniu! – roześmiała się cała trójka.
- To, co? Po piwku na sen i lecim w kime? – zaproponował Aeon.
Pozostała dwójka zgodziła się bez dalszego namawiania. Sandspell zaprosił ich do siebie, odkręcił kurek i napełnil kufle po brzegi.
- Za jutrzejszą, jebaną, rekrutacje! – wzniósł toast i wszyscy stuknęli się kuflami. – Pieprzony Lary.. – westchnął raz jeszcze pod nosem i duszkiem opróżnił kufel.
Pozostali także nie mieli z tym problemu. Po wypiciu pożegnali się i ruszyli do swoich kwater. Aeon długo nie mógł jeszcze zasnąć, zastanawiał się jak będzie wyglądało jego spotkanie z kuzynem, którego nie widział ładny kawał czasu. Koło drugiej w nocy już nie wytrzymał, wstał, nalał sobie kolejny kufel piwa, po nim drugi, w końcu szósty i padł na łóżko jakby trafiony pociskiem z katapulty. Tej samej nocy Heyscent powrócił do Requiem. Stan, w jakim zastał cytadelę przeraził go. Cały mur patrolowany był raptem przez dwóch strażników. Przy bramie jeden strażnik, na dziedzińcu pusto jak na cmentarzu o północy. Bez zwłoki postanowił zaciągnąć informacji od Gustawa. Jak burza wpadł do jego gabinetu i zastał go siedzącego przy jakichś dokumentach.
- Co tu się stało? – spytał Heyscent.
- Musimy jak najszybciej uzupełnić braki w ludziach. Masz weź to. – powiedział podając mu folder dokumentów.
- Co to jest?
- Ludzie, których chcę, żebyś sprowadził. Sulfurus już ruszył, Ascaron rusza z samego rana, podobnie jak reszta jego oddziału i Zheroo.
- Co ze strażą?
- Niema teraz czasu na pilnowanie fortecy, po Ghald przeklęci się nie pozbierają tak szybko, a my potrzebujemy ludzi natychmiast! – zdenerwował się.
- Czyli zostaje się służba oraz ty?
Gustaw pokiwał głową.
- Idź już sprowadź mi tych ludzi.
- Więc po to ci były kontakty, za które tak słono płaciłeś.
- Miałem nadzieję, że zostanę jedynie przy ich opłacaniu.
- A więc odradzamy się z popiołów.
- Nie inaczej, teraz śpiesz się, czas nagli.
W mgnieniu oka Heyscent rozpłynął się w powietrzu razem z otrzymanymi dokumentami i zatrzasnął za sobą drzwi niczym przeciąg w mieszkaniu. Gustaw przez całą noc nie zmrużył oka, nie czuł takiej potrzeby, nie czuł też głodu, zimna czy strachu. Nie czuł niczego. W głowie kołatały mu się słowa nekromanty. Ciągle słyszał jak mówi „uśpiony”, jego dłoń pieściła delikatnie rękojeść sztyletu, który miał uwolnić jego prawdziwą moc. Szybko jednak przypominał sobie, ze ta zmiana będzie nieodwracalna, nie wiedział jednak, na czym ma owa zmiana polegać. To go kusiło, a jednocześnie odpychało, czuł, że już teraz jest bliżej swego celu, pozostał jeszcze tylko jeden problem, nekromanta. Jedyna osoba na świecie, której nie mógł nawet lekko zranić, nawet zadrapać i jedyna, której był całkowicie uległy, jego słowa były jak rozkazy, które słyszysz pomimo zatykania uszu, których nie możesz zignorować. One po prostu w tobie tkwią, gdzieś wyryte głęboko w kręgosłupie, słowa, które napędzają i hamują jednocześnie. Jego chore pragnienie władzy doprowadziło go do stanu, w którym nie mógł przestać myśleć o uwolnieniu się i nie poniesieniu żadnych konsekwencji. Stał się czymś, czym był Archon, więźniem samego siebie, własnych chorych ambicji. Wraz ze świtem, na jego twarzy pojawił się demoniczny uśmiech. Wyszedł on ze swojej kwatery by odprawić wszystkich, którzy ruszali po nowych rekrutów. Bramy stanęły otworem, a w nich minęli się strażnicy oraz pierwsi rekruci przyprowadzeni przez Sulfurusa. Nie wyglądali oni na takich, którzy mieliby doświadczenie w walce, niektórzy nie wyglądali nawet na takich, którzy stoczyli w życiu choć jedną bójkę, ale nie to się teraz liczyło, ciągle mieli chwilę aby wprawić ich w podstawowe tajniki rzemiosła wojennego. Tym, na co stawiał Gustaw, była mana, to właśnie ta energia miała sprawić, że staną się użyteczniejsi niżeli cesarska gwardia.
- Tutaj się rozstajemy. – stwierdził Drax
- Ahaa.. – mruknął Aeon trzymając się za głowę.
- Wróć cały zachlańcu – zażartowała Delana
Aeon jedynie powtórzył dźwięk, jaki wydał przed chwilą i chwycił za bukłak.
- Czym się strułeś, tym się lecz. – burknął i ruszył w drogę.
- A ty, kogo masz Drax? – spytała Delana.
- Tryshot. Po prostu Tryshot.
- Jakiś specjalny ten koleś?
Drax pojrzał na dziewczynę.
- Podobno, zabił jednego z Requiem.
- Nie dasz się zabić, nie? – zmartwiła się.
Drax odpowiedział uśmiechem, poprawił pas trzymający pochwę Moonglow i ruszył w stronę Casia-Norda. Po raz pierwszy od bitwy w Ghald poczuł, że może jest jeszcze jakaś nadzieja na uratowanie Azarath. W końcu nie każdy, może zabić strażnika Requiem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz