Pod nogami Draxa trzeszczały uschnięte gałęzie, słońce leniwie przebijało się przez korony drzew, które powoli zrzucały pierwsze jesienne liście. Las powoli nabierał złotawo-miedzianej barwy a chłodny jesienny wiatr powiewał miedzy drzewami. Po raz pierwszy dane mu było przechadzać się lasami Casia-Magny w porze jesiennej. Oczarowany złocistym widokiem i śpiewem ptaków szedł przed siebie, nie myśląc o swoim zadaniu. Kroczył przed siebie niczym zahipnotyzowany śpiewem syren, gdy w końcu ujrzał murszejącego trupa przy rozdartym drzewie. Natychmiastowo rozpoznał to miejsce, oraz przypomniał sobie, że nie wybrał się na wycieczkę krajoznawczą. Przycupnął na kamieniu obok pokiereszowanego szkieletu i pogładził po czaszce.
- Requiem usuwa wszystkich niewygodnych ludzi, co? – powiedział w duchu, po czym wyciągnął zza pazuchy dokument z danymi Tryshota.
Dane na jego temat nie były dość precyzyjne. Wiadome było w zasadzie tylko to, ze przed dwoma laty pojawił się w półświatku przestępczym, jako wódz Wężowej Gwiazdy.Z kolei ta organizacja powstała na wskutek połączenia Bandy Widma i grupy znanej, jako Wesoła Czaszka. Według tego, co było napisane, głownie dało się ich spotkać na terenie Magna-Casia, nie mieli jednak stałej siedziby. Dokument nie zawierał nawet dokładnego rysopisu Tryshota, wspominał jedynie o długich falowanych czarnych włosach i przystrzyżonym zaroście.
- Pieprzony tydzień na znalezienie igły w stogu siana – rzucił pod nosem, gdy nagle coś mu zaświtało w głowie.
Drax stwierdził, że skoro Tryshot jest obdarowanym to może uda mu się go namierzyc przy pomocy Globalnej Percepcji. Odłożył dokumenty, przykucnął na ziemi i przyłożył do niej rękę, po czym skupił się z całych sił. Pole percepcji rozszerzało się z sekundy na sekundę w końcu objęło obszar o promieniu niemalże siedmiuset metrów.
- Czworo ludzi, bez daru i zwierzyna. – pomyślał. – Lepsze to niż kluczenie bez celu.
Zerwał się na równe nogi i popędził w kierunku zachodnim, z którego to dochodziły zaburzenia percepcji. Drogę skracał sobie przez gąszcz, chcąc jak najszybciej dostać się do celu. Skakał miedzy drzewami niczym małpa, płynnie, bez trudności czy chwili zastanowienia, co może się czaić za kolejnym zakrętem. W końcu skoczył przez krzaki i ku jego zdziwieniu zauważył, że niema gruntu pod nogami. Urwisko miało może trzy metry wysokości, nie więcej, co nie sprawiło większego problemu gwardziście. Przy lądowaniu natychmiast rzucił się do przodu i przewrócił przez ramię w celu zamortyzowania upadku. Gdy tylko podniósł wzrok zobaczył jak cztery zdziwione twarze gapią się prosto na niego, u ich stóp leżała krwawiąca sarna.
- Ty… - odezwał się jeden z myśliwych. – Skądś kojarzę twoją facjatę.
Drax przyjrzał się mu dokładniej, w jego głowie też malowały się pewne wspomnienia, jednak były one zbyt zamglone by mógł pewnie stwierdzić, że kiedyś spotkał już ową osobę.
- Tak pamiętam, nie miałeś wtedy tej blizny, była z toba wtedy też taka dziewczyna, która rozbiła całą naszą grupę w pojedynkę.
W tym momencie Draxowi przypomniało się całe zajście.
- To ty, wyprowadziłeś nas wtedy z lasu. Banda widma czy tak? – spytał
- Banda… banda to była nim pojawił się ten skurwysyn Tryshot.
Drax szeroko się uśmiechnął na dźwięk tego imienia.
- Czego się uśmiechasz?! Została nas raptem garstka, i teraz kurwa jesteśmy myśliwymi, reszta zabrała dupę w troki i nie możemy nawet napaść na… - urwał drugi myśliwy, gdy zobaczył na piersi Draxa znak elitarny Requiem.
- Szczerze, to mnie to cały chuj obchodzi co wy robicie – westchnął Drax – Interesuje mnie raczej wspomniany jak go wcześniej określiłeś kolego „skurwysyn”.
- Ale nie masz zamiaru na nas donosić straży? – spytał bojaźliwie pierwszy z nich.
W tym momencie Draxowi zaburczało w brzuchu.
- A podzielicie się jedzeniem? – roześmiał się.
- Seth, naprawdę można mu ufać? – spytał jeden z myśliwych.
- Kiedyś mu zaufałem i dalej stąpam po tym świecie. – odpowiedział - W zasadzie jakoś nie przedstawiliśmy się tamtego razu. – dodał po chwili.
- Jestem Drax – powiedział i podał dłoń rozbójnikowi. – Mam szczęście, że trafiłem akurat na ciebie.
Seth uśmiechnął się lekko i nakazał pozostałym zabrać zdobycz do kryjówki. Jama w której obozowali znajdowała się nie spełna kilometr na północ od miejsca w którym się znajdowali.
- Całkiem, całkiem tutaj macie. – stwierdził Drax podziwiając rozmiar groty.
- W tym lesie pełno jest jaskiń, a teraz powiedz czego chcesz od Tryshota?
Drax rozejrzał się po grocie nie kryjąc zdziwienia tym jak się tu urządzili.
- Zlecenie z góry. – odpowiedział po chwili.
- Kolejna wasza tajemnica co? – wtrącił jeden z myśliwych który właśnie rozpalił ognisko.
Drax wstał z ziemi i ruszył w jego kierunku obnażając Moonglow. Bandzior zamarł, w jego głowie już pałętało się widmo końca, gdy ku jego zdziwieniu białowłosy minął go i dobył jakieś papiery z wnętrza pochwy, po czym cisnął nimi w ogień. Papier zwijał się i rumienił aż w końcu obrócił się w proch. Wtedy ponownie schował swoją broń.
- Wybacz nie chciałem cię nastraszyć. – odpowiedział spokojnie i wrócił na swoje miejsce.
- Co to było? – spytał Seth.
- Im mniej wiesz, tym mniejsza szansa, że stanie ci się krzywda. – zripostował Drax – A teraz, co wiesz o Tryshocie?
- Jutro się mamy z nim spotkać, wynegocjować z nim naszą wolność.
- Idealnie, w którym miejscu? – spytał z błyskiem w oczach.
- Nie możesz tam iść, wtedy pozabija nas wszystkich.
Drax zamilkł na chwilę i zamyślił się głęboko.
- Nie możesz tam iść, jako Requiem, ale jako bandyta… - rzucił jeden z zebranych.
- Będę miał za to przejebane, ale trudno. – rzucił Bloodpledge – Macie jakiś wolny strój podobny do waszego?
Rozbójnicy spojrzeli na młodego z zaciekawieniem.
- Dokonamy pewnej wymiany, wy uratujecie swoje tyłki, a ja załatwię swoją sprawę.
Seth natychmiast wstał i przyniósł Draxowi jeden ze zbójnickich strojów, po odejściu ludzi z szeregów Widma, zostało się ich sporo. Drax natychmiast przebrał się zasiadł z resztą przy ognisku.
- Zróbcie tak jak wam powiem, inaczej skończycie marnie. – zagroził.
Wszyscy ponownie spojrzeli an chłopaka.
- Użyjecie mojego munduru, aby dostać się w Lethe na statek, popłyniecie na kontynent i dalej zrobicie co wam się będzie podobać. Azarath, nie jest bezpieczne.
- A ty?
- Mnie teraz interesuje Tryshot. Nic innego.
- Uparty jesteś, ale niech ci będzie, spotkanie jutro w samo południe, tuz nad morzem przy osmolonej grocie z dwiema mogiłami. Na pewno trafisz.
Drax spojrzał na Setha, z wyraźnym smutkiem w oczach.
- Dobrze znam tamto miejsce. – odpowiedział ponuro, po czym wziął do ręki kawał pieczonego mięsa.
Posilił się, napił i natychmiast wyruszył zostawiając zbójników samych sobie. Ponownie gnał przed siebie nie zważając na chaszcze, cierniste zarośla czy urwiska. Noc także nie stanowiła przeszkody, jaskinia, w której zginął Urgash nawet po dwóch latach emanowała magią, która bez trudu mógł wyczuć przy pomocy globalnej percepcji. Technika ta ukierunkowana w jedną stronę ma znacznie większy zasięg niż używana globalnie. Drax po trzech latach od jej opanowania wiedział już o niej wszystko. Teraz pozostało już tylko dotrzeć na miejsce. Tej samej nocy Delana dotarła posiadłości Burstonów znajdującej się na południu na skraju lasu okalającego Blackrose. Delana zapukała energicznie w drzwi posiadłości, nim jednak ktoś otworzył, dziewczyna zdążyła rozejrzeć się po ogrodzie. Widać było, że Burstonowie nie prosperują już tak dobrze jak kiedyś. Żywopłoty zarosły, trawniki były całkowicie zaniedbane, pomniki lwów przy wejściu porośnięte mchem, a zawiasy w furtce przeżarte rdzą. W końcu drzwi się otworzyły a w nich stanęła złotowłosa dziewczyna. Twarz miała delikatna jak płatki kwiatów, chociaż podkrążone oczy świadczyły o kilku nieprzespanych nocach.
- W czym mogę pomóc panience? – spytała
- Ewa Burston? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Delana.
- Tak, coś się stalo?
- Requiem mnie po ciebie przysłało, masz stawić się do ośrodka rekrutacyjnego.
Dziewczyna spuściła wzrok.
- Ale ja nie mogę… - zaszlochała i zaprosiła Delanę do środka. – Widzisz, mieszkam z dziadkiem, on jest umierający, chcę być z nim do końca jego dni, proszę tylko o tyle.
- Czy mogłabym się z nim zobaczyć? – spytała
- Dziadek teraz śpi, ale może panienka zostać na noc.
Delana przystała na propozycje dziewczyny, obie skierowały się do kuchni i zasiadły przy stole. Na jednej ze ścian wisiał obraz, który zaabsorbował całą uwagę rubinoowokiej. Przedstawiał on czworo ludzi w mundurach, które dobrze znała.
- Ten obraz. – napomknęła Delana.
- Został namalowany dawno temu, dziadek mi kiedyś opowiadał. Te osoby od lewej to…
- Carlos Burston, Denis Hagat, Oliwer Saltbay i… - wtrąciła Delana
- I Delana Shadowstep. – dodała ostatnia spadkobierczyni Burstonów.
Delanie pociekły łzy po policzkach, gdy tylko dotknęła płótna.
- Coś się stało panienko? – spytała zaintrygowana.
Wtedy to Delana spojrzała dziewczynie głęboko w oczy a ta wzdrygnęła się. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na obraz i znowu na Delanę.
- Ty jesteś do niej bardzo…
- Nie, ja jestem Delaną Shadowstep. – wtrąciła nie mogąc pohamować łez.
- Ale jak to?! – Zdziwiła się młoda Burston. – Przecież to tyle lat…
- Długa historia, bardzo długa historia. – odpowiedziała i przytuliła do siebie Ewę. – Jeżeli pozwolisz, zostanę z tobą do czasu aż nie pożegnasz się z dziadkiem.
Ewa natychmiast się zgodziła, pomyślała również, że jej dziadek może być zainteresowany spotkaniem. Zaprowadziła Delanę do sypialni, a sama udała się do swojego pokoju. Kolejne kilka dni Delana miała spędzić pomagając Ewie w opiece nad umierającym dziadkiem. Za Draxem była pierwsza zimna jesienna noc, słonce ponownie wzniosło się nad horyzont lekko muskając ciepłymi promykami twarz młodego Bloodpledge’a. Wraz ze świtem jego oczom ukazały się dwie dobrze znane mogiły, a właściwie to, co z nich zostało. Kopce obrosły trawą a drewniane, wbite pionowo w ziemię, deski spróchniały. Drax pochylił się nad mogiłą Selene i z kłuciem w sercu pogładził ziemię, w której leżało ciało jego przyjaciółki. Odwracając się ujrzał poczerniałe kamienie groty, które przez lata służyły Illiathowi, jako dom. W jego głowie pojawiły się wspomnienia z czasów, gdy jeszcze przed trzema laty uczyli się podstaw magii i kunsztu miecza. Gdy spojrzał na północ wydawało mu się, że ciągle widzi idącego w tamtym kierunku Melfice’a. Poczuł ból zmieszany z satysfakcją, to tutaj w końcu stracili coś tak cennego jak przyjaciół, ale zarazem to tu stoczyli pierwszą poważną potyczkę w swoim życiu, potyczkę, w której byli zdani wyłącznie na siebie.
- To miejsce jest pełne wspomnień. – westchnął i rozejrzał się dookoła.
- Bandyta z sentymentami? – zawołał głos dochodzący z jaskini.
Wkrótce potem pojawiła się sylwetka mężczyzny, zgadzał się on z opisem, długie falowane włosy, przystrzyżony zarost. Twarz na wskroś przecinała stara blizna. Na plecach miał kołczan strzał oraz łuk, u boku lewej nogi przymocowany był długi miecz. Sam osobnik odziany był w skórzany strój i ciężkie buty, typowe dla żołnierza. Drax chciał się jeszcze upewnić, co do jednej rzeczy, skupił się na chwilę i posłał wiązkę energii w kierunku owego osobnika. Gdy ten tylko postawił kolejny krok, Bloodpledge był już pewien.
- Tryshot jak mniemam.
Mężczyzna uśmiechnął się szyderczo.
- Przyszedłeś pertraktować zamiast tego tchórza Setha? – zadrwił
- Plany się zmieniły nieco. – odrzekł i dobył Moonglow – Skoro się pojawiłeś, to może zechcesz ze mną pójść.
Tryshot odpowiedział śmiechem szaleńca chwycił za łuk i bez mierzenia wystrzelił pocisk w kierunku Draxa. Ten jednak przytomnie odskoczył na bok a drakolityczny grot rozłupał „tablicę” nagrobkową.
- Teraz to przesadziłeś. – warknął siwy i rzucił się w stronę Tryshota.
Rozbójnik natychmiast upuścił łuk oraz kołczan i chwycił za oręż. Uderzenie Draxa zostało sparowane, ale wyraźnie zachwiało Tryshotem w nogach. Chwilę siłowali się przepychając to w jedną to w drugą stronę oręż, wtedy to Drax dostrzegł znajomy znak na klindze broni. Tryshot wykorzystał rozproszenie chłopaka i posłał mu potężnie kopnięcie w brzuch, pozwoliło mu to przejść do ofensywy. Atakował wściekle niczym rozjuszany byk, zmuszając Draxa do wykonywania serii uników i bloków. W końcu i Drax dojrzał swoją szansę, wypuścił z rąk Moonglow i gdy Tryshot wykonał zamach, ten odsunął się na bok i chwycił swoimi rękami za nadgarstki Tryshota. Rozsunął jego ręce na boki i trafił kolanem tuz pod mostek. Zbójnik zwinął się z bólu i upuścił swój oręż, Drax powalił przeciwnika na ziemię i przydusił jedną ręką.
- Gadaj kurwa! Skąd masz broń sygnowaną nazwiskiem Hammersmitha?! – warknął wlepiając ślepia w facjatę Tryshota.
- Ze trzy lata temu pożyczyłem sobie. – odwarknął i splunął młodemu w twarz.
Gdy Drax zmrużył oczy szale zwycięstwa znów przechyliły się na korzyść Tryshota, który czując luźniejszy uścisk przewrócił chłopaka i teraz to on znajdował się na górze. Błyskawicznym ruchem dobył noża, który nosił przy prawym udzie i wycelował w gardło młodego. Jednak Drax zdołał ponownie chwycić go za rękę i zatrzymać ostrze tuż przed nim.
- Byłeś wtedy w Peacebloom, prawda?! To ty włamałeś się do kuźni Hammersmitha! – wykrzyknął przyparty do ziemi Drax.
- Tak byłem i co?! Nawet tym mieczem zabiłem Requiem, który próbował mnie zatrzymać! – zaczął się przechwalać.
Drax szarpnął mocniej i przy pomocy kopniaka powalił ponownie Tryshota, tytm razem jednak nie czekał i gdy tylko siadł na nim wymierzył mu dwa mocne sierpowe. Nie zwarzając na ból Tryshot spróbował pchnąć młodego nożem ten jednak przytomnie doskoczył i walka znów przeniosła się do stójki. Siwy nabrał piasku w garść i sypnął w oczy nacierającemu Tryshotowi, po czym chwycił go za rękę i założył ja na plecy. Rozbrajając go w ten sposób ponownie położył go na ziemi, tym razem twarzą w piasek.
- Gdyby nie ty Peacebloom mogło by dalej istnieć! – wrzasnął Drax
- Ja tylko ukradłem ten pierdolony miecz, i zabiłem jebanego Requiem! – wydarł się czując coraz większy ból w ręce.
- Ten Requiem prawdopodobnie miał powstrzymać rytuał przywołania Behemotha! Przez ciebie straciłem rodziców po raz drugi! – wrzasnął i wbił jego głowę w piasek. – Miałem cię z przyprowadzić żywego z rozkazu Soulrippera, ale chyba moje plany się zmienią. – dodał przez zęby.
- Chcesz powiedzieć, że jesteś… - urwał gdyż Drax ponownie wbił jego głowę w piasek.
- Gwardzistą Requiem.
- Nie czekajcie! – wrzasnął Tryshot, ale było już za późno.
Groty strzał zmierzały w kierunku Draxa, przynajmniej jeden z nich wycelowany był w głowę. Gdy wszystko wydawało się skończyć koszula Draxa postrzępiła się a pociski zmieniły nieznacznie tor lotu. Lekki podmuch wiatru rozrzucił ziarna piasku wokół, a groty strzał minęły Draxa wbijając się w ziemię tuz za nim. Z pobliskich zarośli wyłoniło się kilak sylwetek i złożyło broń.
- Jeszcze musiałem rozpieprzyć dobrą koszulę. Naprawdę mam ochotę cię zabić. - warknął
- Teraz rozumiem, że nie mam większych szans.
- Teraz to możesz iść pod piach. – zripostował Drax.
- Nie wiedziałem, nie chciałem zniszczenia twojej wioski. – odrzekł pokornie. – Ale nie zostawie tutaj moich ludzi, oni zginą., tym bardziej, że jesteśmy poszukiwani za liczne mordy na cywilach. Prędzej zginę niż przyłączę się do oprawców.
Drax puścił Tryshota i pozwolił mu wstać.
- Mój ojciec kroczył drogą zemsty, teraz jest martwy. Dlatego ja załatwię to inaczej.
- Jaką masz propozycję?
- Dołączając do nas uchronisz twoich ludzi przed atakami ze strony Requiem. Jednak nie możemy wpłynąć na listy gończe cesarstwa.
- Słowa w tym świecie nic nie znaczą.
- Słowa nie, ale to co na piśmie, ma realną moc. – odrzekł i wyciągnął nieco pomięty dokument z danymi Tryshota.
Do niego załączony był drugi dokument sygnowany przez samego Arcymistrza Requiem. Podał go Tryshotowi, a ten po przeczytaniu przetarł oczy ze zdumienia.
- Przystajesz na ten warunek? – spytał ponownie
- Co jeśli nie przystanę?
- Zabiję najpierw twoich ludzi. Wtedy zostaniesz się sam, jeśli wtedy odmówisz zabiję i ciebie.
- Wtedy Requiem i ciebie wykończy.
- Co nie zmienia faktu, że ty i twoi ludzie też będziecie pod piachem. – odpyskował.
Tryshot spojrzał jeszcze raz na requiemski immunitet, po ten rzucił spojrzenie swoim ludziom.
- Chłopaki, byliście najbardziej popapraną ekipą, jaką znałem, ale jako dobry wódz, muszę dbać przede wszystkim o bezpieczeństwo podwładnych.
- Szefie! - wykrzyknęli chórem.
- Nestorze, przejmujesz dowodzenie, z cesarskimi sobie damy radę, z Requiem nie mamy szans. – odpowiedział – Jak masz na imię chłopcze – zwrócił się do siwego.
- Drax Bloodpledge. – odrzekł
- Zatem prowadź, do Requiem!
Drax spojrzał raz jeszcze na Tryshota, zacisnął zęby, dłonie złożył w pięści i głęboko westchnął. Na jego twarzy malował się gniew, który dla dobra wszystkich musiał pohamować. Podniósł z ziemi Moonglow i ruszył przodem, zaraz za nim podążał także w nienajlepszym nastroju Tryshot. Nie śmiał jednak podnieść wziąć swojego przewodnika z zaskoczenia. Przegrał w uczciwym pojedynku, a nawet bandyci posiadają swój honor, który nie pozwala podnosić ręki podstępnie na kogoś, kto w uczciwej walce okazał się lepszy. W ten sposób Draxowi jako pierwszemu z trójki udało się wypełnić zadanie zlecone przez Cytadelę.