Regulamin Chatango

Postanowiłem pomóc znajomemu w promocji jego... "opowiadania parodyjnego" Głupie, bez sensu, nie klejące się kupy. Po prostu osiąga perfekcję podchodząc do niej od drugiej strony ;d
Oto link: Księga Szyby

Poza tym bonus, krotkie opowiadania, które napisałem w przerwie od ROSC.

Krótkie opowiadania: Taniec Nekromantów, Serce Diabła, Władca Chwil, Za ścianą śmiechu głupców
(update 14.12.2011)

środa, 15 czerwca 2011

Rozdział 19: Piaski przesiąknięte krwią. (Część druga)

Po długiej przerwie, związanej z pewnymi problemami natury ludzkiej oraz artystycznej wróciłem.
a teraz do rzeczy kolejna część 19 rozdziału do waszej dyspozycji. Przypominam ze opowiadanie tutaj pojawia sie w wersji surowej, bez poprawek, zaraz po napisaniu. Ale jesli nadal ktos tu zaglada to chyba nie ma tragedii ; d
----------------------------------------------------------------------------------------------


Gdy tak rozmawiali czas upływał a piaski straciły swój żar.
- Wydaje mi się, że możemy już przekroczyć pustynię. – zawołała Jane wypuszczając piasek z dłoni.
- Pamiętajcie, to stary świat, z znikąd mogą pojawić się burze piaskowe i inne anomalia. – ostrzegł Aeon.
            Wtem wszyscy ruszyli, ziarna piasku nadal były gorące ale dało się znieść ich temperaturę. Na horyzoncie, tuz pod księżycową tarczą malował się niewyraźny kształt. Ślady dziesiątki tonęły w piasku, ile drogi już przebyli, tego nie wiedział nikt. Natomiast Ghald wydawało się tak odległe jak w momencie wkroczenia na pustynię.  Nagle cos upadło na piasek, Aeon odwrócił się i zobaczył leżącą Lilly.
- Wstawaj – powiedział podając jej rękę.
            Dziewczyna z jego pomocą podniosła się z ziemi,  ale jej oddech był ciężki.
- Szybko nie mamy czasu, niedługo będzie świtać a wtedy się tutaj usmażymy. – wykrzyknął Ascaron.
- Przeze mnie musicie zwalniać. – Mruknęła pod nosem dziewczynka.
- Nie gadaj głupot i wskakuj mi na plecy. – rozkazał stanowczo Aeon.
Dziewczyna zastosowała się do owej rady i resztę drogi spędziła na plecach swojego towarzysza. W tym całym wyścigu z czasem, Aeon znalazł chwile na łyk piwa i pogawędkę ze swoim „balastem”.
- Fiuczelli? – zachichotała dziewczyna.
- Miałaś się nie śmiać.
- Ale to jest śmieszne, jak na ciebie wołali koledzy? Filutek? Penis? Kut…
- Daj spokój. – przerwał jej Aeon i lekko się uśmiechnął. – Dlatego przybrałem nazwisko Sandspell. I niech to zostanie miedzy nami, ok.?
            Dziewczyna nic nie odpowiedziała, a jedynie ułożyła się w możliwie najwygodniejszej pozycji. Wszystko wskazywało na to, ze sen zapukał do jej drzwi. Nie było to jedyne pukanie jakie rozległo się tej nocy. Potężna uzbrojona pięść uderzała o drzwi gospody.
- Ide… kurwa… - odpowiedział zaspany i podirytowany głos zza drzwi.
            Zamki zaklekotały i z lekkim skrzypieniem otworzyły się drzwi gospody. Zaspany człowiek uniósł lekko wzrok i odezwał się ziewając w tym samym czasie.
- Kiego do chuja pana tu szukacie…
- Pora się obudzić kolego bo widzę nie wiesz do kogo pyskujesz.
            Gospodarz przetarł oczy i nieco bardziej trzeźwym wzrokiem spojrzał na rozmówcę, zbadał go całego a jego wzrok zatrzymał się na herbie Requiem.
- O ku… znaczy się proszę o wybaczenie.
- Potrzebujemy przeczekać tutaj noc i uzupełnić zapasy. – odpowiedział spokojnym tonem gwardzista i usunął się z progu.
            Gospodarz przetarł jeszcze raz oczy, tym razem ze zdumienia. Przed jego gospodą stała dobra setka ludzi. Każdy z nich na piersi na miał symbol requiem. Ośmiu gwardzistów, reszta w randze strażnika.
- Obawiam się, ze nie mam tyle łóżek. – odpowiedział zszokowany.
- Wystarczą te które masz, reszta będzie spać w namiotach.
- W takim razie rozgośćcie się – odpowiedział karczmarz i zaprowadził gwardzistów do ich pokoi.
            Nie minęła jeszcze czwarta godzina rano, a jego gospoda tętniła życiem. „Requiem to człowiek… A człowiek nie wielbłąd, napić się musi.” Pomyślał właściciel gospody nalewając kolejny kufel piwa. Teren wokół karczmy zamienił się w obóz wojskowy, w takich miejscach właśnie żołnierz może poczuć chociaż odrobinę swobody i pozwolić sobie na nieco więcej niżeli w grubych murach cytadeli. Toteż znaleźli się i tacy, którzy przekroczyli pewne granice swobody. Pijackie przyśpiewki było słychać z niejednego namiotu.
- Aaaaa T.. theaaas fszysy rhasem! – wykrzyknął jakiś zalany niemalże w trupa żołnierz, reszta mu zawtórowała i zaczęli śpiewać. Po ich odejściu barman jeszcze długo miał w głowie tą przyśpiewkę.
„Wszyscy razem kufle w górę,
Nadeszła pora zwilżyć rurę,
Kto browarna nie wypije,
Niech mu nerka dzisiaj zgnije!”

Piwa, wódki nawet wina,
Lecz gdzie kurwa jest dziewczyna,
Niech tu przyjdzie niech pokręci,
Bo nas w kroczu bardzo nęci!”
            Wtedy do namiotu wszedł Kaay, a śpiewy ucichły.
- Coście tacy wystraszeni? – spytał i zaśpiewał – „A gdy kogut wnet zapieje”
            Wtedy wszyscy pociągnęli pijacką przyśpiewkę dalej.
„Niech no każdy się wyleje,
Zrobi miejsce na kielona,
Choć go z domu wygna żona!”
W tym momencie do tego samego namiotu wszedł Lester.
„Bo na trzeźwo by iść w bój,
Zamiast mózgu trza mieć gnój”
            Rozpoczął trzymając kufel wypełniony piwem. Reszta natychmiast mu odpowiedziała
„A kto tempu ma nie sprostać,
Niechaj idzie fiuta possać!”
Pijackie piosenki cichły z każdą godziną by około dziewiątej rano zrobić miejsce dla absolutnej ciszy. Wszyscy zmęczeni zabawa spali jak dzieci. Właściciel karczmy, któremu nie podobał się początkowo pomysł Ascarona, teraz był w niebo wzięty, W ciągu zaledwie kilku godzin miał utarg równy miesięcznemu, a liczył na jeszcze więcej, w końcu żołnierz musi coś jeść. Jednak po drugiej stronie Shilenor nastroje nie były takie dobre. Widmo ataku na Ghald stawało się z każda chwilą coraz bardziej realne. Do miasta docierały kolejne doniesienia z najbardziej wschodnich punktów obserwacyjnych o zbliżającej się armii. Żołnierze nemezyjscy niechętnie rozmawiali o sytuacji z niedawno przybyłymi Requiem. Wyraźnie nie podobał się im fakt, że ich cesarz obdarował Azarath całkowitą autonomią na czas wojny. Jednocześnie wiadomość o tym, że Requiem wspomoże ich w walce dodała im otuchy. Samo Ghald było solidnie wyglądająca fortyfikacją. Grube kamienne mury dawały zbawczy cień w którym mogli ochłonąć mieszkańcy. Po środku miasta znajdowała się oaza, główne źródło wody pitnej. Jezioro było głębokie na kilkadziesiąt metrów, toteż było odgrodzone i dzieci, choć było ich tam niewiele, nie miały tam wstępu. Miasto liczyło sobie około czterech setek mieszkańców z czego znaczną część stanowili straże. Gdy tylko oddziały Zheroo i Steelstrike’a przekroczyły bramy miasta zostali przywitani przez dziewczynę, w wieku podobnym do Lilly.
- Sara! -  Wykrzyknęła Lilly zeskakując z pleców Aeona.
Przyjaciółki wyściskały się a Lilly przedstawiła jej wszystkich. Drax podszedł do Sary i pogładził ja po głowie.
- To ty powiedziałaś Lilly o wizji prawda?
- Tak.
- Być może ocaliłaś setki ludzi – powiedział ciepło białowłosy – Mogłabyś pokazać nam miasto?
            Dziewczyna jedynie skinęła głową i oprowadziła obie drużyny po całym, spieczonym od samego rana żarem, miasta. Pokazała im wieżę zegarową wznoszącą się ponad mury, spichlerze, łaźnie, kuźnie. Miasto miało dosłownie wszystko.
- Prawie jak Requiem – mruknął pod nosem Ascaron.
- Ta, nie sądziłem, że miasto pośrodku tej zasranej pustyni może tak prosperować. – odpowiedział Imar.
            Gdy już zwiedzili całe miasto pozostało im jedynie czekać na rozwój wydarzeń. Co godzinę dochodziły raporty o zbliżającym się wrogu. Dopiero koło ósmej wieczorem dotarło do nich, że inwazja jest nieunikniona. Kolejna wizja miała się sprawdzić, wedle zapowiedzi miała to być już ostatnia wizja. Wtedy to Ascaron wydał rozkaz pełnej gotowości, wiedział już, ze będą musieli wytrzymać dopóki nie przybędzie wsparcie z Requiem. A szanse przetrwanie malały z każdą informacją. W końcu ostatnim gwoździem do trumny wydawała się liczba przeklętych zmierzających w kierunku Ghald.
- Prawie dwa tysiące – powiedział przerażonym głosem Zheroo który właśnie dostarczył nowe informacje.
            Wszyscy w gospodzie oniemieli.
- Szanse, ze utrzymamy się przez noc są raczej nikłe. Tym bardziej, że żołdacy widzą w nocy gorzej niż demony. – powiedział spoglądając na Delanę.
- Niestety masz rację. – odpowiedziała.
            Sandspell wstał od stołu wywracając jednocześnie krzesło i opuścił gospodę wyraźnie zniesmaczony atmosferą w jakiej prowadzona była rozmowa. Drax pośpieszył za nim i złapał go w drzwiach.
- Co ty kurwa robisz?
- Zamiast płakać nad naszym losem coś zrobię.
- Co takiego?
            Wtedy Aeon spojrzał przez ramię Draxa na zgromadzonych a oni odwzajemnili jego spojrzenie.
- Opóźnię atak na Ghald o kilka godzin. – powiedział donośnym i poważnym głosem.
- Browar ci chyba wyżarł mózg do reszty, jak ty chcesz cokolwiek zrobić? – wściekł się Ascaron.
            Wszakże nie lubił, gdy ktoś deklarował zrobienie czegoś tak niemożliwego. Czuł się wtedy poniżony, tym bardziej w sytuacji z której nie widać wyjścia.
- Możesz mi ubliżać, ale przysięgam, ze kiedyś ci jebnę. – odszczekał.
            Następnie zwrócił się do Draxa.
- Pamiętaj stary, jestem Sandspell, a to jest pustynia.
            Drax spuścił wzrok i westchnął uśmiechając się pod nosem, a gdy uniósł głowę zobaczył już tylko plecy swojego przyjaciela, który właśnie opuścił karczmę. Aeon skierował się na wieżę zegarową i krętymi schodami wdrapał się na szczyt. Czujnym wzrokiem zbadał horyzont na którym istotnie dostrzegł jakieś punkciki które wydawały się poruszać. Wtedy zamknął oczy i złożył ręce. W swoim umyśle narysował to co zobaczył i oddał się medytacji. Po krótkiej chwili wyszeptał pod nosem.
- Duchy pustyni, posłańcy starego boga,  twórcy i niszczyciela. Usłyszcie mój głos, poczujcie mój oddech, ruszcie za mym rozkazem. Skryci pod ziemią poruszcie ziarna piasku, stwórzcie wydmy nieprzebyte i dna zdradliwe. Niech piaski staną się wrogiem moich wrogów.
            Skończywszy inkantacje otworzył oczy które momentalnie zabłysnęły białym światłem. Piaski na wschodzie poruszyły się, utworzyły się wydmy i pogłębiło dno. Nogi przeklętych z każdym krokiem grzęzły w piasku coraz bardziej. Aeon na wpół przytomny przechylił się do przodu i wypadłby z kilkumetrowej wieży gdyby nie Drax który w ostatniej chwili chwycił go za wszarz.
- Maja kurwy za swoje – roześmiał się.
- Ty też byś miał jakbyś poleciał w dół.
            Aeon odpowiedział jedynie śmiechem i resztką sił sięgną po bukłak z piwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz