"Piaski przesiąknięte krwią" To rozdział w którym Requiem pokazuje swoją twarz, a przy okazji bohaterowie dowiadują się kilku ciekawostek na temat tego w jak beznadziejnej sytuacji się znajdują. Jak zakończy się "przechadzka" do Ghald leżącego na pustyni Shilenor, będącej częścią starego świata? Zapraszam do czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
"I nadejdzie armia, i podepcze piaski pustyni. Zawyje stal i krwią nasiąknie ziemia. I czas się skończy mój, gdy odwiedzi mnie człowiek skrywający w sobie chciwość. Upadnę ja i oni upadną i upadnie porządek. Moja przepowiednia dla nich przekleństwem, dla niego odrzuceniem. Nim jednak odejdę On zatonie w prawdzie, która ściągnie na niego smutek a nich zgubę. Więcej nie powiem, nie starczy na więcej tchu."
Słońce schowało się już niemalże całkowicie za horyzontem. Ostatnie leniwe promienie zalewały równiny, kąpiąc je w różanej łunie. Requiem stało postawione w stanie najwyższej gotowości. Humory jakie panowały wewnątrz fortecy były tak różnorakie jak zioła w aptece zielarza. Jedni przerażeni wizją nadciągającej wojny, inni podekscytowani i żądni chwały, jeszcze inni zupełnie obojętni gotowi stawić się na wezwanie przełożonego. Najradośniejszym z nich wszystkich był jednak Galahad. Nawet ci którzy znali Galahada odkąd się pojawił w Requiem, nie pamiętali dnia kiedy chodził taki uśmiechnięty. Arcymistrz natomiast, skontaktował się ze swoim ulubieńcem. Zapewniony, że dotrą na czas i obronią szlak handlowy ponownie oddał się rozmyślaniom o kolejnym zdrajcy. Tymczasem w Jagnes, wszyscy niczym nocne zwierzęta łowne, zaczęli budzić się do życia. Ascaron schodząc do baru zauważył, że Aeon nie próżnuje.
- Nie potrzebujemy pijanych żołnierzy! – roześmiał się na głos.
Ale jego zdziwienie nabrało mocy gdy podszedł do swojego podwładnego. W kubku z którego pił była czysta woda. A po chwili barman wrócił z kuchni z ciepłym jedzeniem, które chwilę wcześniej Aeon zamówił.
- Dobrze się czujesz? – spytał Steelstrike.
- Jak nowo narodzony. – odparł
- Barman, proszę to co on. – zwrócił się do właściciela knajpy Ascaron.
Po chwili barman pojawił się z drugą porcją gulaszu.
- Powiedzcie mi panowie, wygracie prawda? – rzucił barman.
- Musimy – odparł poważnie Ascaron – ale musimy cię prosić o przysługę.
- Przysługi kosztują.
- Na ile wyceniasz swoje życie? – zagroził dowódca.
- Jeśli doniosę o tym cesarzowi zobaczycie!
- Jeżeli nie spełnisz naszej prośby, nie będzie miał kto donieść ani gdzie donieść.
W jednej chwili gospodarz przestał się targować.
- Za nasz pobyt zapłacimy, ale w nocy mogą przybyć tu inni Requiem. Chcę abyś wynajął im całą gospodę oraz przyszykował stajnie dla koni.
- Wiecie jaki ja będę na tym stra… - urwał nagle dostrzegając w oku Ascarona pewien tajemniczy błysk. – Rozumiem – dodał po chwili.
- Nie pożałujesz, a twoje dzieci będą miały zapewniony byt. – odparł Ascaron po czym zajął się jedzeniem.
Wnet do baru zeszli się wszyscy. Okoliczni farmerzy, będący stałymi bywalcami knajpy z niepokojem patrzyli na zebranych Requiem. W takich sytuacjach nie potrzeba rozległej orientacji w polityce aby dojść do wniosku, że coś się święci. Stąd też wszyscy zaczęli szeptać między sobą, snuć domysły i teorie spiskowe. Nagle Aeon przeciągnął się dość wyraźnie i ziewnął na głos.
- To był długi patrol, a jeszcze tyle drogi przed nami! – zawołał na tyle głośno, że dotarło to do uszu bywalców.
Zheroo spojrzał na niego jak na głupka, lecz po chwili zrozumiał o co chodziło Aeonowi. Szepty nagle ustały a ludzie zajęli się przyziemnymi sprawami, rozmowami o nadchodzących zbiorach i ewentualnych stratach, które mogą być skutkami nagłego przymrozku.
- Czego ciebie wcześniej nie widziałam w gwardii? – spytała ciekawsko Jane.
- Pewnie byłem zbyt zajebisty. – zażartował Sandspell.
Gdy wszyscy skończyli jeść wrócili do swoich pokoi po rzeczy. Drax w swoim zastał dwójkę dzieci wpatrujących się w lekko błyszczące ostrze. Dzieciaki były tak zaabsorbowane owym zjawiskiem, że zauważyły go dopiero gdy położył rękę na ramieniu jednego z nich.
- Podoba ci się? – spytał
- Bardzo proszę pana! Kiedyś zostanę jak pan strażnikiem.
Drax spojrzał się w oczy dziecka, miało ono ciekawskie spojrzenie, charakterystyczne dla siedmio latka. Jego wypowiedź była raczej spontaniczna niż przemyślana, a białowłosy zdawał sobie z tego sprawę. Pogładził go po głowie i odpowiedział ciepło.
- Bycie strażnikiem nie jest proste, a ta broń przynosi więcej cierpienia niż radości.
Dzieciak spojrzał na niego wielkimi oczami jakby chciał usłyszeć jakąś historię. Zamiast tego Drax pogładził go jeszcze raz po głowie i wziął się do zbierania ekwipunku, by po niespełna pięciu minutach wyjść na zewnątrz. Tuż przed pasmem równin stała Delana wpatrzona w pasy zieleni. W jej umyśle ciągle malowały się obrazy tamtej bitwy, gdzie przelała krew tych z którymi niegdyś dzieliła przestrzeń, radości, troski oraz marzenia. Jej dłonie zaciśnięte były w pięści a ich drganie dawało znać, że prowadzi jakąś wewnętrzną wojnę. Bloodpledge podszedł do niej niepostrzeżenie od tyłu i szepnął do ucha.
- Podążaj za mną.
Rubinowooka odwróciła się nieco zmieszana.
- To ty… - odetchnęła.
- Boisz się czegoś?
- Nie ja…
Wtedy Drax lekko ja popchnął a gdy tylko jej noga stanęła na pasie trawy, natychmiast wzdrygnęła i zrobiła krok do przodu.
- Boisz się tędy przechodzić.
Delana westchnęła głęboko.
- Ciągle mam przed oczami jego martwą twarz.
Wtedy Ascaron razem z Felixem na czele zarządzili wymarsz i natychmiast ruszyli.
- Idziemy na piechotę? – spytała niepewnie Delana.
- Tak, rumaki przydadzą się kiedy dojedzie tu wsparcie. A na piechotę to raptem cztery godziny drogi do granicy z pustynią.
Dziewczyna zmieszała się nieco, ale po raz kolejny Drax postanowił interweniować.
- Idź moimi śladami. Pamiętasz, obiecałaś, że będziesz kroczyć moją ścieżką.
- Pamiętam – odpowiedziała unosząc głowę. – Dam radę nie martw się o mnie.
Drax wyciągnął rękę ale Delana odpowiedziała jedynie uśmiechem i sama wkroczyła na równiny. Chociaż marsz z początku wyraźnie ją przygnębiał z każdym kolejnym krokiem poruszała się coraz pewniej. W końcu wyprzedziła Draxa i dołączyła do dwóch esperek które szły tusz za dwoma Requiemskimi mistrzami i wdała się z nimi w jakąś babska pogadankę.
- Patrz tutaj – rzucił nagle Aeon wyciągając bukłak z piwem zza pazuchy.
- Więc woda o była tylko przykrywka? – roześmiał się Ozzie.
Nagle Drax wyrwał mu piwo i ział dużego łyka.
- Ej Drax, nie tak łapczywie! – zbulwersował się Aeon.
- Dbasz o to piwo lepiej niż o własne Zycie. – roześmiał się białowłosy.
Ozzie także nie miał zamiaru iść taki szmat drogi o suchym pysku. Po kilkunastu minutach prawie dwa litry piwa zniknęły w gardłach całej trójki. Nie była to może ogromna ilość ale wystarczyła aby rozwiązać języki. W taki oto prosty sposób tyły kolumny dorównały gadatliwości kobiet.
Dochodziła już północ gdy tuz przed oczami wszystkich ukazała się pustynia. Gorące powietrze z nad piasków Shilenor buchnęło wszystkim po twarzach. Ascaron przykucnął zdjął rękawicę i nabrał trochę piasku w garść. Szybko jednak go wyrzucił a dłoń polał zimną wodą. Na jego twarzy natomiast pojawił się grymas bólu.
- Cholernie gorące. Cofnijmy się nieco w zarośla i przeczekajmy ze dwie godziny, aż piach ostygnie.
Temperatura była faktycznie nie do pozazdroszczenia. Gorąc jaki bił od piasku był nieznośny, nie pomogły nic ataki mrozu. W końcu Shilenor to część starego świata. Z kolei tereny położone kilkaset metrów od pustyni nie były najcieplejszym miejscem. Sarcasm razem z Zheroo udali się nazbierać trochę drewna aby rozpalić ognisko. Gdy tylko wrócili Delana jednym prostym zaklęciem wznieciła ogień. Siedzieli tak przez chwilę gdy nagle Ascaron rzucił pytanie nad, którym zastanawiał się przez większość drogi.
- Jak to jest możliwe do cholery, że demony pojawiają się raz tu raz tam? A my nie wiemy gdzie znajduje się ich brama?
- Azarath jest bramą. – odpowiedział bez namysłu Aeon.
Oczy wszystkich skierowały się na niego.
- Co masz na myśli mówiąc Azarath?
- Historia świata jest moim konikiem, że tak to określę. Jak wiecie pochodzę z rodziny szlacheckiej, miałem dostęp do różnych źródeł i teorii.
- Czemu nie wspominałeś o tym wcześniej?
- Requiem i tak z tym nic nie zrobi, bo na nasz problem niema trwałego rozwiązania. Przynajmniej nikt go nie zna.
- Przejdź do rzeczy! – zarządał Ascaron
- Spokojnie, spokojnie, już wyjaśniam.
Ascaron usiadł ponownie przy ognisku z uwaga wsłuchując się w słowa swojego podwładnego.
- Różne źródła podają, że Azarath jest zlepkiem starych światów. Mam tu na myśli te za czasów pierwotnego Boga. Wiecie o kim mówię?
Wszyscy skinęli głową.
- Jeżeli wierzyć teorii Mahmmariona, który zakładał, że światy oddzielone są od siebie wolą stwórcy, wtedy staje się jasne, że Azarath, jako zlepek starych światów, stwożonych przez Memora, który według kronik Mahmmariona obrócił się w nicość dając życie Thanathosowi, Sfere oraz Morteriusowi, to nie wola stwórcy nie oddziela starych światów. Od tworów innych bogów.
- Mam tylko jedno pytanie, kim był Mahmmerion? – wtrącił Acran.
- Demonem zdrajcą, który postanowił opisać w swojej księdze zasady rządzące światem demonów. – przejęła rozmowę Delana.
Teraz to ona stała w centrum uwagi.
- Mahmmerion był Huonem, demonem najbardziej zbliżonym zewnętrznie człowiekowi. Pyzatym znał się na magii metamorficznej, więc bez problemu wmieszał się w tłum ludzi.
- Jednak skoro spisywał prawa rządzące światem demonów, czemu sugerujemy się tym w przypadku Azarath? – zauważył Drax.
- Wola stwórcy obejmuje każdy świat. Na takiej zasadzie została stworzona brama. Wola stwórcy to bariera oddzielająca świat przed istotami z zewnątrz, jednak możliwe jest przejście przez nią od wewnątrz do innego świata, oczywiście tylko w przypadku gdy bariera docelowego świata jest wystarczająco słaba.
- Dlatego też Azarath, chociaż znajduje się w świecie stworzonym przez Sfere, ma barierę słabszą niżeli inne miejsca na świecie, ponieważ nie podlega w pełni woli swojej stwórczyni. – wtrącił Aeon.
- Więc pieczęć niczego nie rozwiązuje. – powiedział nieco zrezygnowany Zheroo.
- Co do pieczęci. –zaczęła Delana – Przestudiowałam zapiski Illiatha dotyczące pieczęci, działa ona nieco inaczej niżeli się mogło wydawać. W cytadeli na wieży z astralu znajduje się kryształ będący pojemnikiem na bramę. W rzeczywistości brama nigdy nie została zamknięta, a jej rozpiętość została ograniczona do cytadeli. Z czasem, oraz śmiercią kolejnych „ogniw” pieczęć pozwalała się wydostawać energii starego świata. Energia ta pomimo, że słabsza jest priorytetem dla Azarath i zaczęła zajmować miejsce ochronnej bariery Sfere. Do pewnego momentu demony chociaż mogły przenikać do tego świata tylko na terenie Requiem. A to nie miało z kolei sensu gdyż zostałyby natychmiast wyeliminowane.
- Więc teraz, gdy pieczęć uwolniła znaczną cześć energii Azarath, przestrzeń na której może dochodzić do przejścia znacznie się powierzyła. – uzupełnił Aeon.
- Idąc za twoim tokiem myślenia, kiedy bariera opadnie Sfere będzie mogła roztoczyć nową. – odezwała się Lilly.
- Azarath nigdy nie będzie należeć do Sfere. Jej bariera nigdy nie będzie chronić Azarath w takim stopniu by zatrzymać demony.
- Ale przez pewien czas zatrzymywało, zaprzeczasz sam sobie.
- Aeon w pewnym stopniu się myli. – stwierdziła Shadowstep. – Bariera Sfere faktycznie zacznie chronić Azarath z równa mocą co inne zakątki świata, ale… jest pewien problem.
Aeon spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynę, nigdy nie miał rozmówcy o tka rozległej wiedzy na owy temat.
- Mahmmerion studiując wole stwórców zauważył, że istnieje możliwość zastępstwa bariery, w przypadku gdy światy połączą się. Warunkiem jest jednak aby istniały obie wole. W przypadku gdy bariera Memora przestanie istnieć świat zostanie wyjałowiony na kilka lat. Wyjałowiony świat nie może być chroniony przez innego boga. Tworząc tak zwaną Bramę Sądu, Illiath chciał zyskać na czasie, redukując tempo w jakim słabła bariera. Znał prawo zastępstwa i posłużył się nim pozwalając na objęcie ochroną niemalże całego Azarath. Nie zdążył jednak znaleźć rozwiązania na wyjałowienie.
- Czyli pieczęć tak naprawdę jedynie ograniczała obszar na którym mogły pojawić się przeklęci, natomiast na samo przenikanie ich do naszego świata nic nie mogliśmy poradzić?! – krzyknął znacznie podirytowany Ascaron.
- Niestety nie. – odpowiedziała spuszczając głowę.